homosovieticus
17.03.06, 11:44
Wywiad poniższy pozwala lepiej zrozumieć co stało się w Polsce po zwycieskich
wyborach PiS-u i dlaczego nie doszło do koalicji PIS-PO. Na to ostatnie
pytanie, w znalezieniu poprawnej odpowiedzi, moze być pomocne PRZEMYSLENIE
nastepujacego zdania , które wygłosił Tusk do Kaczyńskiego;
"„Jarek, ty wiesz, o co chodzi, ja jaśniej tego nie mogę powiedzieć".
Co miał na myśli Tusk wypowiadając to bardzo tajemnicze zdanie do szefa
zwycięskiej partii? Na to pytanie nie znalazłem jeszcze odpowiedzi.
Może Wam uda się ją znaleźć?
Ozon: Jak się pan czuje jako najbardziej wpływowy polityk? Polityk, który
zaznał goryczy przebywania na politycznym marginesie i wybił się na sam
szczyt władzy?
Jarosław Kaczyński: Mam poczucie sukcesu, ale można rzec – niepełnego.
Wydarzenia potoczyły się inaczej, niż sądziłem, mamy prezydenta i rząd, ale
rząd mniejszościowy. Innego powołać się nie dało. A to nie jest stan, o
którym marzyłem. Wiem też, że ceną za taki kształt sukcesu jest ciągły atak
ze strony mediów, a także nie mniej groźna propaganda szeptana. Przez wiele
lat na własnej skórze wypróbowywałem, jak bardzo może to szkodzić, nie tylko
w polityce, lecz także w codziennym życiu. Całe lata spotykały mnie
nieprzyjemności, ciągle słyszałem, jakim to jestem łotrem czy zgoła
gangsterem. Front obrońców PRL-u, a potem postkomunizmu, to front
najobrzydliwszego chamstwa i dawało się to bardzo często odczuć. Ale wierzę,
że mimo wszystko czas, w którym uczciwi ludzie są atakowani, a różnego
rodzaju nikczemnicy są godnymi szacunku obywatelami albo zgoła autorytetami,
zbliża się do końca. I to mnie cieszy, nawet bardzo cieszy.
Plotki dotykają każdego polityka. W pana przypadku chodziło o coś więcej –
mówił pan wręcz o fizycznym zagrożeniu.
W 1996 roku w dzień powołania AWS ja i mój kierowca mieliśmy wypadek pod
Mławą. Jechałem do Elbląga, przy wymijaniu poszła opona i roztrzaskaliśmy
się. Auto było do zupełnej kasacji, cudem z tego wyszliśmy. Już przedtem
fachowo uszkodzono nam koła, co stwierdziło prokuratorskie śledztwo, ale
oczywiście sprawców nie wykryto.
Czy wciąż odczuwa pan na sobie zainteresowanie ze strony ekipy Lesiaka (grupa
agentów UOP wyznaczona do inwigilacji prawicy – przyp. red.)?
Grupy Lesiaka od dawna nie ma. Od lat też nie mam sygnałów tego rodzaju
zainteresowań. Ostatni to włamanie do siedziby PC w 1997 roku. Ale tu nie
chodzi o naszą czy inną partię, ale o problem bardzo ważny dla całej Polski,
czyli o istnienie czworokąta (tak to ujął znakomity socjolog Tomasz
Żukowski): część ludzi ze służb, część polityków, niektóre grupy biznesowe i
wreszcie niemal cały zorganizowany świat przestępczy. To potężna i skrajnie
destrukcyjna siła. Już widać jak reaguje na zagrożenie, np. atakując
Wassermanna, który przedtem naraził się jej, pokazując w komisji orlenowskiej
interesy czworokąta z paliwami. Ten układ trzeba zniszczyć, wyeliminować. Za
to się bierzemy.
Z Lepperem nie zreformuje pan służb specjalnych, bo jego partia jest
naszpikowana ludźmi z tych kręgów.
Nie planowaliśmy rządu mniejszościowego z poparciem Samoobrony, LPR, PSL.
Takie rozwiązanie narzuciła sytuacja stworzona przez Platformę, z której
musieliśmy wyciągnąć wnioski. Okazało się, że Tusk i Rokita nie chcą czy też
nie mogą brać udziału w wywracaniu układu. Podjęliśmy więc próbę wciągnięcia
w to dzieło formacji radykalnych. To bardzo trudne i ryzykowne
przedsięwzięcie, ale nie mamy wyjścia. Platforma musi się namyślić, za czym w
istocie jest. Za jaką Polską się opowiada.
Pojawiają się sugestie, że od początku nie chciał pan zawiązania koalicji z
PO.
Bieg wydarzeń był następujący. Zwycięskie dla PiS wybory parlamentarne; próba
skontaktowania się z Tuskiem, bezskuteczna, bo ciągle był nieuchwytny; list
do Tuska z bardzo daleko idącymi propozycjami dotyczącymi rządu i marszałka
sejmu napisany w przyjaznym tonie ze skonkretyzowaną propozycją rozmów w
zespołach; chłodna odpowiedź ze zgodą na rozmowy, ale z jednoczesnym
podtrzymaniem propozycji, by odbyły się one przed kamerami, czemu my byliśmy
jednoznacznie przeciwni; mimo to nasza zgoda na takie rozmowy i ich podjęcie;
moje przemówienie w czasie rozmów mówiące o programie rządu, w odpowiedzi
atak Rokity za to, że nie jestem kandydatem na premiera, określenie naszej
propozycji rozmów w zespołach jako bzdurnej; ogólna kompromitacja –
oczywiście media winią też nas, choć z góry mówiliśmy, że takie rozmowy
przyniosą tylko szkodę i nie atakowaliśmy Platformy; dalej mój list z
pytaniem, czego w istocie Platforma chce, na który nie otrzymałem odpowiedzi.
Po drodze była jeszcze wypowiedź Tuska o tym, że moja propozycja z pierwszego
listu to podział łupów, w którym PO nie weźmie udziału. Po jakimś czasie i
wahaniach przyszła zgoda na to, by Rokita rozmawiał z Marcinkiewiczem, ale
gdy doszło do rozmów, okazały się one jałowe, pełne rozważań o niepewnej
przyszłości Rokity itp. I tak się to toczyło do II tury wyborów
prezydenckich. Nie można też zapomnieć, że od pewnego momentu Tusk zaczął
przedstawiać siebie jako prezydenta, który okiełzna awanturnictwo PiS, co
oczywiście z punktu widzenia przyszłej koalicji było bardzo dziwnym
zachowaniem.....
całość:
k.com.pl/index.php/content/view/56/40/