maaax
23.03.06, 09:08
ŚPIOCHY OBUDZONO
2006-03-21
W sytuacji niemożności utworzenia rządu opartego na koalicji
większościowej najzdrowszym wyjściem są przedterminowe wybory. PiS zrezygnował
z doprowadzenia do nich przy okazji uchwalania budżetu. Argument, iż wybory
przed likwidacją WSI, powołaniem Biura Antykorupcyjnego i rozpoczęciem
lustracji, zwłaszcza wśród dziennikarzy, skazywałyby PiS na przegraną ma swoje
podstawy, choć uważałem, że warto podjąć ryzyko.
Obecnie wybory byłyby przez PiS wygrane, o czym świadczy propaganda
„Wybiórczej”. Jeśli ta gazeta usiłuje nam wmówić, iż stosunek sił w
parlamencie pozostałby niezmieniony i niezwykle troszczy się o koszty wyborów,
tzn. że ich wynik byłby dla PO katastrofalny. Wystarczy porównać każdą
wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego i natychmiastową publikację w „Wybiórczej”
sondażu dającego przewagę PO. Gazeta ta nie jest bowiem źródłem jakichkolwiek
informacji ale bronią w walce o władzę i ideologicznym praniu mózgów polskiej
inteligencji zastępczej (wyrażenie R. Ziemkiewicza).
Wyborów nie będzie dopóki PO zdaje sobie sprawę, że by je przegrała, gdy
zaś dołował będzie PiS, nie będą one leżały w jego interesie. Pozostaje więc
porozumienie rządowe z Samoobroną i PSL lub już w sprawie wyborów z PO, kiedy
obie partie będą na równej pozycji.
Wycie jakie obserwujemy w mediach Ubekistanu świadczy o totalnej
mobilizacji. Już prawie wszystkie śpiochy obudzono. Rzucono do boju wszystkie
rezerwy. Stan zagrożenia wszedł bowiem w fazę krytyczną. Ustawy o rozwiązaniu
WSI, powołaniu Biura Antykorupcyjnego i rozpoczęciu lustracji (dotychczasowa
procedura miała na celu jedynie obronę agentury) wchodzą w stadium
finalizacji, co oznacza śmiertelne ciosy dla Ubekistanu. Nie można dopuścić do
ich uchwalenia, dlatego zmobilizowano wszystkie siły. Passenta dają już nawet
w Pulsie. Tak jak kiedyś Passent odkrywał tajniki szlachetnej duszy
Jaruzelskiego, który stan wojenny wprowadził zatroskany o los kraju i dobro
człowieka, ba ludzkości, tak teraz poświęcił się zbadaniu mrocznych czeluści
duszy Jarosława Kaczyńskiego. Ciekawe czy dziennikarze mają jakąś ściągę, czy
sami to wszystko wymyślają niezależnie od siebie.
Wbrew obawom, że SLD się odrodzi, Olejniczak mógł zgodzić się na wybory,
bo wiedział, że ich nie będzie, nie grozi już powrót tej partii do rządu lub
koalicji rządowej. Najlepszą wskazówką, iż establishment już poświęcił SLD i
stawia na PO jako swego wybawiciela jest wypowiedź Passenta, przewidującego
marginesową lub pozaparlamentarną pozycję postkomunistów.
Podczas gdy nawet prof. Staniszkis zamartwia się w „Fakcie”, że PiS nie
rządzi, jasno widzi sytuację Rolicki. Jego zdaniem PiS nie pokona układu, gdyż
wiąże się z nim za dużo interesów, za długo trwa i w wypadku rozbicia
Ubekistanu byłoby za dużo przegranych. Chodzi oczywiście nie o ilość ludzi ale
ilość ważnych pozycji w społeczeństwie, z którymi musieliby się pożegnać. Od
nas, ale także od braci Kaczyńskich i PiSu, od ich zdolności przywódczych i
taktycznych, zależy czy przyszłość przyzna rację Rolickiemu.
Trzy błędy PiS-u
Atakujący zawsze wybiera pole starcia i dlatego ma przewagę, bo może
narzucić płaszczyznę konfrontacji. Odpierający atak nie ma wtedy wyboru,
ponieważ ustępstwo byłoby poczytane za oznakę słabości, a więc skazywało na
klęskę, ale podjęcie wyzwania oznacza walkę na niewygodnym dla siebie terenie,
a więc często, choć nie zawsze, zapowiada przegraną. Taką sytuację mieliśmy w
wypadku sprawy Balcerowicza.
To Balcerowicz wybrał pole starcia, a rząd nie mógł udać, że nic się nie
stało by nie okazać słabości i prezes Banku o tym wiedział. Działał więc z
zimną kalkulacją. Wycie mediów Ubekistanu, które potem nastąpiło każe wnosić,
iż cała akcja była przygotowana. Z Balcerowicza uczyniono symbol III RP, a
wszelka jego krytyka jest przyjmowana jako chęć powrotu do socjalizmu. Ludzie
nie rozumieją na czym polegała polityka byłego ministra finansów. Nie chodzi o
to, że była zła z punktu widzenia arkanów ekonomii, tylko o to że
uprzywilejowywała nomenklaturę. Tę samą rzecz, w tym wypadku transformację,
można było przeprowadzić z większą lub mniejszą korzyścią dla czerwonej mafii.
Balcerowicz uważał, iż uprzywilejowanie nomenklatury jest ceną dla jej
poparcia dla zmiany ustroju i dlatego naród powinien zapłacić koszty tej
operacji. Naród i tak zapłaciłby owe koszty, bo nikt inny nie mógł tego
zrobić, ale byłyby one mniejsze, gdyby czerwona mafia nie znajdował się pod
kloszem ochronnym kolejnych rządów z wybitnym udziałem Leszka Balcerowicza.
Lud jednak ekonomii nie rozumie i dlatego nie jest to dobra płaszczyzna
konfrontacji. Zbyt dużo tu niuansów i potrzebnej wiedzy. Zbyt łatwo można
przeciwnika, w tym wypadku PiS, skompromitować w prasie zachodniej i na
międzynarodowych rynkach finansowych, a nawet zachwiać złotówką. Były zresztą
próby wywołania paniki przez PO. Może gdyby Polacy mieli pieniądze,
przestraszyliby się, ale ogromna większość nie ma żadnych oszczędności.
Jaką zatem płaszczyznę powinien wybrać PiS by mieć przewagę strategiczną
już na początku starcia. Wydaje się, że najlepsze byłoby Biuro Antykorupcyjne,
ale dopiero musi ono powstać. Pozostają zatem WSI, ale tu sprawa jeszcze się
toczy. Podobnie jest z rozpoczęciem lustracji i ujawnieniem całej agentury. A
zatem – media. Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego była niezwykle celna ale
należało się do niej przygotować. Dlaczego jednocześnie nie ogłoszona nazwisk
dziennikarzy z grupy Lesiaka. Dlaczego nie przygotowano sobie informacji ilu
luminarzy mediów pochodzi z rodzin uzbeckich lub należało do agentury czy po
prostu wysługiwało się władzy; mile widziane fragmenty odpowiednich tekstów i
video do cytowania i pokazywania na konferencjach prasowych. Samo celne
sformułowanie problemu i potem wycofanie się utwierdziło tylko Ubekistan w
poczuciu siły. Nie wykluczone, że atak z Balcerowiczem w tle nastąpił dlatego,
że PiS okazał słabość wycofując się z konfrontacji z mediami Ubekistanu. W ten
sposób konfrontacji nie uniknął tylko zachęcił przeciwnika do ataku na
niewygodnym dla PiSu terenie. Gorzej, uznano Kaczyńskiego za pokonanego w
konfrontacji z mediami.
Błędem Jarosława Kaczyńskiego jest zamykanie się w wewnętrznym kręgu
współpracowników. Bazę polityczną trzeba rozszerzać, a nie zawężać ze strachu,
że trafi się na ludzi nielojalnych bądź zbyt samodzielnych. Dobry polityk
dobiera sobie współpracowników właśnie z ludzi samodzielnych, zdolnych do
samodzielnego podejmowania decyzji i samodzielnej realizacji tych samych
celów. Reszta jest kwestią umiejętności współpracy i kompromisu opartego na
autorytecie własnym.
W Polsce są tysiące byłych działaczy opozycji zepchniętych na śmietnik,
ponieważ nie chcieli lub nie potrafili donosić na bezpiekę i kraść. Są oni w
sensie dosłownym na marginesie życia, ile bowiem razy spotkają się, okazuje
się iż połowa jest na najniższych rentach i emeryturach lub na bezrobociu bez
prawa do zasiłku. Ubekistan skazując antykomunistów na rentę, pozbawił ich
możliwości działalności politycznej, gdyż ta wymaga pewnego minimum dochodów,
choćby na bilet kolejowy czy prasę. Jest to rezerwuar kadr, zwłaszcza lokalnych.
Znów wybuchło wielkie larum, bo się okazało, że jest środowisko wywodzące
się z agentury Kominternu. Rzecz jasna nie chodzi o to, że wnukowie ponoszą
odpowiedzialność za antypolską i prosowiecką działalność ojców czy dziadków.
Nikt tego nie twierdzi, wbrew insynuacjom ludzi Agory. Nikt nie dziedziczy też
patriotyzmu w genach ale w rodzinie. Agenci Kominternu zdarzali się też w
rodzinach patriotycznych, np. Wanda Wasilewska, córka Leona Wasilewskiego,
niepodległościowego socjalisty i współpracownika Piłsudskiego. Znów bywa, że
komuniści stają się zdecydowanymi przeciwnikami komunizmu, np. Alain Besancon
lub Zbigniew Byrski ("Kultura").
Każdy jednak wyrasta