Gość: Pismak z GW
IP: 192.38.163.*
03.01.03, 11:13
Emisja przez telewizję publiczną filmu Imperium ojca Rydzyka nie była
przypadkiem. Wpisuje się ona w długi ciąg finansowych, moralnych i
politycznych skandali oraz ataków na Polaków i Kościół katolicki
wychodzących z telewizyjnego prezydenckiego matecznika na ulicy Woronicza.
Wszystkie grzechy TVP
Nie minęły jeszcze dwa lata od czasu, gdy były redaktor naczelny "Trybuny"
Janusz Rolicki ujawnił, że w 1998 r. co wtorek w sejmowym gabinecie Leszka
Millera spotykali się wysocy przedstawiciele władz publicznych mediów oraz
szefowie postkomunistycznej prasy, by wspólnie ustalać strategię
propagandową. Rolicki wymienił wówczas nazwiska niektórych uczestników tych
narad: członka zarządu Telewizji Polskiej Jarosława Pachowskiego, ówczesnego
dyrektora programowego TVP Andrzeja Kwiatkowskiego, dyrektora
telewizyjnej "Jedynki" Sławomira Zielińskiego, członka zarządu Polskiego
Radia Andrzeja Siezieniewskiego i ówczesnego szefa Rady Nadzorczej PR
Włodzimierza Czarzastego.
Sztab polityczny nadal działa
Wszyscy zainteresowani, jak i sam Miller, oczywiście zaprzeczali rewelacjom
Rolickiego (którego kilka tygodni wcześniej lider SLD pozbawił funkcji w
gazecie). Ale niedawna afera z emisją filmu-paszkwilu na Radio Maryja w TVP
każe się zastanowić, czy jednak nie mamy do czynienia ze sztabem politycznym
kierującym publicznymi mediami. Oto bowiem w momencie, gdy rząd tego samego
Millera za pomocą nachalnej propagandy chce przekonać Polaków do
podporządkowania się Brukseli, telewizyjna "Jedynka" w najlepszym czasie
antenowym atakuje główną patriotyczną rozgłośnię radiową, a następnego dnia
największe polskojęzyczne gazety publikują teksty w tym samym stylu. A
przecież bohaterowie wspomnień Rolickiego nadal są aktywni: Czarzasty jest
sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Zieliński dalej
rządzi "Jedynką", zaś Kwiatkowskiego oglądamy jako gospodarza Tygodnika
Politycznego Jedynki.
Komunistyczny genotyp prezesa Kwiatkowskiego
Wspomniany tu rok 1998 był bardzo ważny z punktu widzenia strategii
propagandowej SLD. Wtedy to właśnie prezesem Telewizji Polskiej został
Robert Kwiatkowski - człowiek "genetycznie" związany z tym obozem. Jest on
bowiem synem pułkownika Stanisława Kwiatkowskiego, wieloletniego doradcy
gen. Jaruzelskiego, założyciela i pierwszego szefa CBOS-u w stanie wojennym.
Sam Robert w latach 80. był aktywistą Zrzeszenia Studentów Polskich na
Uniwersytecie Warszawskim, a od 1985 r. członkiem PZPR. Dzięki działalności
w tych organizacjach poznał Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu później
organizował pierwszą kampanię prezydencką jako szef firmy reklamowej EBD.
Trzy miesiące po tamtym zwycięstwie Kwiatkowski został członkiem KRRiTV, by
stamtąd trafić na fotel prezesa TVP.
Czerwoni, zieloni i różowi dzielą telewizyjny tort
Ten awans ostatecznie przypieczętował opanowanie telewizji przez
postkomunistów, chociaż początek odzyskiwania przez nich wpływów datuje się
od roku 1996, gdy prawicową ekipę Wiesława Walendziaka zastąpili ludzie
związani z SLD, PSL i UW pod kierownictwem ludowca Ryszarda Miazka. Dopiero
jednak nadejście Kwiatkowskiego na trwałe ustaliło podział wpływów w TVP. W
maju br. wybrano zaś nowy, dwuosobowy skład Zarządu na kolejną czteroletnią
kadencję: prezesem pozostał Kwiatkowski, a wiceprezesem Tadeusz Skoczek,
związany z PSL, ale również wywodzący się z ZSP, chociaż z Uniwersytetu
Jagiellońskiego. Taki układ był możliwy dzięki czerwono-zielonemu sojuszowi
w KRRiTV, która wybiera Radę Nadzorczą telewizji, a ta z kolei decyduje o
składzie Zarządu.
Radą Nadzorczą kieruje obecnie Witold Knychalski z PSL, zaś w jej składzie
oprócz ludowców i postkomunistów zasiada jeszcze dwójka przedstawicieli Unii
Wolności - Anna Popowicz i Bolesław Sulik. Ten ostatni, były szef KRRiTV,
podczas prezentacji "nowych" prezesów TVP 30 maja br. mówił o Kwiatkowskim: -
To stanowisko wymaga dużej odwagi cywilnej i osobistej. Wiem, że prezes te
cechy posiada. Takie podlizywanie się Sulika postkomunistom to zapewne cena
za resztki wpływów, jakie jego środowisko jeszcze posiada w publicznej
telewizji, zwłaszcza w programach kulturalnych, które niemal zmonopolizowali
redaktorzy "Gazety Wyborczej" i "Tygodnika Powszechnego" (np. Tadeusz
Sobolewski w cyklu Kocham kino czy Witold Bereś w programie Dobre książki).
W porównaniu z ambicjami tego środowiska sama kultura to jednak niewiele,
stąd częste na łamach dziennika A. Michnika ataki na "upolitycznienie
mediów". Jednak dziwnym trafem, ataki te z reguły dotyczą ludzi związanych z
PSL. Np. w lipcu 2001 r. dziennikarze "GW" w obszernym
artykule "zdemaskowali" wiceszefa (a podobno faktycznego szefa) Telewizyjnej
Agencji Informacyjnej Marka Kassę, który miał się zajmować głównie
promowaniem PSL-u na antenie. Niedługo potem Kassa zrezygnował z pracy w
TAI, jego miejsce zajął zaś Wiesław Rajewski, który dotąd kierował
Teleexpressem. Na czele Agencji, która odpowiada za wszystkie programy
informacyjne w TVP, stanął natomiast Janusz Pieńkowski, wywodzący się z
Łodzi i blisko związany z Leszkiem Millerem. Od tej pory ludowców jest na
ekranie coraz mniej i właściwie już tylko w Teleexpressie (gdzie pracuje
m.in. córka posła Janusza Dobrosza) dominują PSL-owskie wpływy.
Telewizyjna centrala przy ulicy Woronicza zdominowana jest niemal zupełnie
przez postkomunistów. Programem I kieruje wspomniany już Sławomir Zieliński,
który w latach 80., jako partyjny aktywista, kierował Teleexpressem, a
podczas debaty prezydenckiej przed wyborami w 1995 r. reprezentował
Kwaśniewskiego. Towarzyszył mu wówczas Andrzej Kwiatkowski, czołowa gwiazda
publicystyki telewizyjnej w czasach PRL, odsunięty za rządów Walendziaka i
przywrócony po 1998 r. jako członek zarządu TVP, szef Biura Programowego
TVP, wreszcie twórca Tygodnika Politycznego Jedynki. W tym programie nie
tylko dominują goście z obozu postkomunistycznego (jako reprezentanci rządu,
prezydenta i parlamentu), ale i sam prowadzący wygłasza stronnicze
komentarze, co spowodowało nawet kilkumiesięczny bojkot audycji przez
polityków AWS i UW.
Także i telewizyjna "Dwójka" pod względem personalnym niewiele odbiega
od "Jedynki". Kieruje nią Nina Terentiew, od ponad 30 lat zatrudniona na
Woronicza, wcześniej działaczka ZSP. Główny program informacyjny Panoramę
prowadzi od niedawna Andrzej Turski, wieloletni członek PZPR, który zresztą
był już kiedyś (w latach 80.) dyrektorem Programu I TVP, od kilku lat
kierował zaś radiową "Jedynką". Telewidzom Turski znany jest także jako
autor niedzielnego programu 7 dni - świat, w którym stałymi komentatorami są
dziennikarze z tygodnika "Polityka" oraz "rasowy" publicysta Andrzej Jonas.
Firma Roberta Kwiatkowskiego również od niedawna ma nowego rzecznika
prasowego, Jacka Snopkiewicza, który jeszcze w 1981 r. był delegatem na IX
Zjazd PZPR (w stanie wojennym wystąpił z partii). Po "okrągłym stole" trafił
do telewizji, gdzie został szefem Dyrekcji Programów Informacyjnych. Po
odejściu z TVP razem z byłą prezenterką Aleksandrą Jakubowską (obecnie
posłanką i wiceministrem kultury z SLD) napisał książkę pt. Naga telewizja.
Po kilku latach wrócił do TVP najpierw jako szef Ośrodka Szkolenia, a potem
dyrektor TAI.
Zarobki dla "swoich"
Książkę o "nagiej telewizji" należałoby zresztą napisać i dzisiaj, chociaż
nie zrobiłby tego już na pewno duet Snopkiewicz - Jakubowska. W uczciwej
książce o TVP nie zabrakłoby bowiem spraw kompromitujących układ rządzący
obecnie tą instytucją. Jedną z takich spraw są zarobki kadry kierowniczej z
ulicy Woronicza, ujawnione częściowo przez Najwyższą Izbę Kontroli w połowie
2000 r. Kontrolerzy NIK zarzucili wówczas telewizji, że trzem osobom, które
odeszły z Zarządu TVP, wypłaciła nienależne odszkodowania. Chodziło o
Andrzeja Kwiatkowskiego (88,8 tys. zł), Adama Brodziaka (88,35 tys. zł) i
Stanisława Wójci