joannabarska
16.05.06, 14:27
Bronisław Wildstein, wybrany w zeszłym tygodniu na szefa telewizji
publicznej, był już szefem publicznego medium. Czy historia z Radia Kraków -
przełożonego z wizją, skłóconego z zespołem - wpłynie na styl jego rządów w
TVP?- pyta "Rzeczpospolita".
Wildstein objął funkcję dyrektora oddziału Polskiego Radia w Krakowie w 1990
roku. Przestał być szefem pod koniec 1993 roku, kiedy powstały regionalne
spółki publicznego radia, w tym Polskie Radio Kraków. Wielu dyrektorów
publicznych stacji regionalnych zostało wtedy prezesami nowych spółek. Ale
nie Wildstein. "Z pracy został zwolniony ze względu na odporność na
polityczne naciski" - napisał o swoim byłym publicyście tygodnik "Wprost",
opisując okoliczności odejścia z Radia Kraków. Dziennikarze, którzy z nim
pracowali przyznają, że stawał w ich obronie w konfliktach z lokalną władzą.
Główna przyczyna jego odejścia była jednak inna - popadł w ostry konflikt z
zespołem dziennikarskim, który sam zatrudnił.
Wildstein przyszedł do radia, by zedrzeć z publicznej stacji odium tuby
propagandowej PRL. - Wyrzucał komuchów jak popadło, nie miał z tym żadnych
problemów, nie patrzył na procedury - opowiada Roman Graczyk, ówczesny
zastępca Wildsteina. Jak dodaje Graczyk, on zajmował się sprawami
programowymi, Danuta Skóra (dziś dyrektor wydawnictwa Znak) odpowiadała za
sprawy ekonomiczne, a"Bronek był bogiem". Z rozgłośni, która nadawała cztery
godziny lokalnego programu, w krótkim czasie Wildstein stworzył radio
nadające całą dobę. Zatrudnił kilkunastu młodych dziennikarzy. (...)
- Na początku był świetny, miał wizję radia - wspomina Wildsteina Piotr
Chronowski, dziś szef muzyczny stacji. - Tym bardziej był to szok, kiedy
nagle jakby odwrócił się na drugą stronę. Stał się bardziej zachowawczy,
ostrożniejszy. Coraz większy wpływ na radio zaczęły mieć osoby z pokroju
tych, z którymi Wildstein na początku walczył.
Młodzi dziennikarze, m.in. Witold Tusiński, Dobrosław Rodziewicz, Andrzej
Kaczmarczyk, Ewa Nowicka, Piotr Chronowski, założyli Związek Zawodowy
Dziennikarzy Radiowych. Jak mówi Chronowski, w obronie kolegów, którzy
zostali odsunięci od pracy.
Inni zaprzeczają, jakoby założenie związku było wymierzone w Wildsteina. Są
jednak zgodni, że szef tak ten ruch odebrał. - Miał poczucie, że część ludzi,
których zatrudnił, obróciła się przeciw niemu - opowiada jeden ze
związkowców.
Dziennikarze zaprzeczają, że konflikt miał tło polityczne. Czasy dyrekcji
Wildsteina w Krakowie to w kraju okres "wojny na górze", ale według nich, nie
miało to przełożenia na sytuację w radiu. Były za to inne przyczyny. - Jako
przywódcę, oceniam go źle. Miał dużo racji, bo dziennikarze okazali się
nielojalni. Ale on nie umie rozmawiać, być partnerem. Pomiatał nimi,
upokarzał - wspomina Graczyk.
"Chcieliście Polski? No to ja macie. Skumbrie w tomacie, pstrąg."
K.I.GAŁCZYŃSKI