acho
08.06.06, 11:47
Zaczęło się niewinnie. Pierwsze wpisy na blogu Ewy Milewicz były spokojne, wyważone, dotyczyły
głównie zawiłości lustracji (wszak to temat sezonu). Przełom nastąpił we wpisie z 5 czerwca ("Uwaga!
Siły Patriotyczne"), w którym autorka bloga zaatakowała PiS. W odpowiedzi, ją samą zaatakowali
m.in. dwaj polityczni bloggersi: Emenefix i znany polityczny internauta Galba. [...]
Potem wybuchła otwarta wojna. Milewicz zaatakowała Jacka Kurskiego ("Krwi dziś nie pobrali").
Oświadczyła, że jest on u niej "na indeksie". A przy tym wtrąciła: - Nie, nie proponuję cenzury tak jak
w PRL lecz kodeks Boziewicza.
Pod tym tekstem odezwał się Galba.
- Pani Ewo - zwrócił się do autorki bloga. - Kodeks Boziewicza wyciąłby całą Pani redakcję... W
końcu komuniści nie mieli zdolności honorowej. Warto czytać to, co się reklamuje.
I tak zaczęła się blogowa wojna znanego internauty ze znaną publicystką Gazety.
Więcej jest tu: Piąta Władza
Co sądzicie o tego rodzaju przepychankach? Gratulujecie obu stronom zapału polemicznego, czy
jesteście zniesmaczeni treścią i formą?