adad77
13.06.06, 02:31
Ponad rok temu złożyłam w IPN wniosek o udostępnienie dokumentów-teczki
mojego nieżyjącego od ponad 15 lat dziadka. Dziadek tuż po II wojnie był z
powodów politycznych w więzieniu, i tam ciężko pobity. Dziadek był odznaczony
orderem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych i innymi odznaczeniami za II
wojnę światową. Jest wymieniany w książkach o tej tematyce, O pobiciu
również jest napisane w jednej z książek.
Później również dziadek był prześladowany przez UB.
Wiem, że o dziadku były zbierane materiały, dowiedziałam się tego z rozmów
telefonicznych z IPN, gdy przez rok próbowałam się czegoś dowiedzieć.
Po roku, w odmownej decyzji IPNu przeczytałam , że „:nie był poszkodowany w
sensie ustawy” co sugeruje, że mój dziadek współpracował z tajnymi służbami.
Narusza to dobre imię mojego dziadka, i wydaje się niezwykle mało
prawdopodobne.
Postępowanie IPNu- zwlekanie z odpowiedzią, i nie udostępnienie teczki,
sugeruje, że w aktach muszą być wymienione osoby z obecnej władzy, w
przeciwnym bowiem przypadku nikt nie robił by mi trudności w udostępnieniu
akt.
Próbowałam zainteresować sprawą kilka czasopism - niestety zainteresowanie
było zerowe.
Zwróciłam się też o pomoc do kilkudziesięciu agencji detektywistycznych – do
ludzi stosujących te same metody co SB i bardzo często wywodzących się z tego
środowiska. Oprócz prób wywiadu ile ja wiem, nie uzyskałam również żadnej
pomocy.
Z moralnego punktu widzenia jest oczywiste, że jako rodzina powinnam mieć
pierwszeństwo w dostępie do akt, przed dziennikarzami i historykami.