leszek.sopot
25.06.06, 15:27
Tak bym zatytułował komentarz Piotra Pacewicza, pod którym niestety nie można
pisać komentarzy (najwidoczniej "lenie" z portalu gazety poszły się opalać).
Czy słusznie napisał Pacewicz: "Lustracja jest jak brzytwa, którą PiS trzyma
w dłoniach drżących kiedyś z rewolucyjnego zapału, dziś raczej z nerwów". Dla
mnie to zgrabna erystyka ale nie prawdziwy obraz sytuacji.
PiS posługiwał się sprawą lustracji z powodów propagandowych i nie myślał o
skutecznym oraz rzeczywistym wyjaśnieniu prawdy i dlatego nie można mu
przypisywać rewolucyjnego zapału, gdyż rewolucjoniści kierując się zapałem
wierzą w jakąś ideę, a nie kierują się jedynie zasadami gry o władzę. Są
oczywiście w PiS prawdziwi rewolucjoniści i można ich spotkać na forum kraj
gazeta.pl, ale gdzie ich Pacewicz widzi wśród liderów? Ani Jurek, ani Dorn
czy Ziobro pod rewolucjonistów nie podchodzą.
Pacewicz sugeruje, że Zyta była pod szantażem polityków PiS:
"Możemy się tylko domyślać, w jakim stresie żyła, pod jakim naciskiem się
znalazła - wszak uprzedzająca dymisja uchroniłaby i ją, i PiS przed tą
lustracyjną aferą. Pewnie to właśnie miała na myśli, mówiąc o szantażu.
Poszła na całość".
Może trafnie zgaduje, może nie, albo tylko do pewnego stopnia trafnie. Życie
Warszawy podało, że już 9 czerwca Zyta zaproponowała, że może złożyć na ręce
premiera dymisję, której Marcinkiewicz jednak nie chciał przyjąć i sprawa nie
ujrzała światła dziennego. Być może jednak od tego dnia wewnątrz PiS spierano
się co z Zytą zrobić. Dymisja oznaczałaby zatuszowanie sprawy, ale przecież w
każdej chwili mogło wyjść to na światło dzienne. Wątpię więc, by ktoś w PiS
bezrozumnie chciał w ten sposób sprawę zatuszować. Co więc PiS mógł zrobić?
Zgodnie z zasadami państwa prawa i prawami obywatelskimi nie można karać
człowieka bez dowiedzenia mu winy. Podanie wicepremiera do dymisji jest
jednak karą. Czy wobec tego zasady lustracji stoją w sprzeczności z zasadami,
którym powinny być podporządkowane? Czy słuszne jest najpierw karanie ludzi a
później zmusznie ich by udowadniali, że są niewinni?
PiS zderzył się z własną propagandą jak ze ścianą. Twierdzenie, że w teczkach
jest sama prawda było jedynie propagandowym hasłem mającym na celu
radykalizację nastrojów i wyraźniejsze odcięcie się od konkurencyjnych partii
politycznych. Pohukiwaniom i oskarżeniom o obronę kapusi było co niemiara.
Nie zastanawiano się, że w pewnym momencie ta retortyka obróci się przeciwko
tym, którzy takie hasła głoszą. Zabrakło rozumu, czy przeważyło spojrzenie
doraźne, na jeden krok naprzód by osiągnąć zamierzony cel? Zdymisjonowanie
Gilowskiej świadczy, że PiS nie zamierza zmienić swojej propagandy, że dalej
wyżej będzie ceniło cel doraźny od praw człowieka i obywatela.
Pisowi brzytwa jest potrzebna. A to musi się pojawić dziadek z Wermachtu, a
to bilbordy a to jakaś nowa akcja - bulterier z brzytwą powinien stać się
logo tej partyjnej akcji propagandowej. Radykalizm i ostrość haseł nie
zniknie. Nie ma miejsca na odwagę ale zarazem rozwagę i odpowiedzialność.
Szkoda, bo to było hasło "S" z lat 80.
Na minionym kongresie PiS Jarosław Kaczyński starał się tłumaczyć, że
nadchodzi czas "cwywilizowania" parti. Pierwszego testu związanego ze sprawą
Zyty, moim zdaniem nie zdał.
Link do komentarza Pacewicza:
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3438573.html