echo_o
28.06.06, 11:43
Gorąco (a nawet upalnie) polecam lekturę tekstu Rafała Matyi z dzisiejszej
Europy (Dziennik) pt.: 'Polityczne cele Jarosława Kaczyńskiego'
Znajdą w nim pożywkę zarówno zwolennicy JK, jak i jego zagożali przeciwnicy.
Mądry tekst!
www.dziennik.pl/magazyny/europa/wydania/artykul,113,strona,1.html
Na wzmożenie apetytu mały kąsek:
'Fakt, że Kaczyński w stopniu większym niż inni politycy potrafił dokonać
analizy postkomunizmu w pierwszych latach III RP i - co więcej - powtarzał tę
diagnozę także w momencie, kiedy pojawiła się szansa utworzenia AWS, stanowił
o jego wyjątkowości. Wyjątkowości, której ceną była marginalizacja. Nie
kilkumiesięczna, lecz wieloletnia. [...]
'Można było wtedy żałować, że historia III Rzeczypospolitej nie potoczyła się
inaczej. Zastanawiać się, co by było, gdyby Lech Wałęsa powierzył
kierowanie "Gazetą Wyborczą" nie Adamowi Michnikowi, ale właśnie Jarosławowi
Kaczyńskiemu. Potencjał diagnostyczny tego drugiego byłby zapewne ciekawszym
intelektualnym punktem wyjścia niż moralitety i przyjaźnie rzeczywistego
redaktora "Wyborczej". Jak wyglądałaby debata publiczna w sytuacji, gdy
najważniejsza gazeta opowiadałaby się stanowczo za rozliczeniem komunizmu,
kontrolą nad procesem przekształceń własnościowych, stanowczością wobec
przestępców? Jak potoczyłyby się losy Lecha Wałęsy, gdyby 4 czerwca 1992
najważniejszy dziennik domagał się od niego prawdy i stanowczej obrony akcji
lustracyjnej? Odpowiedzi można zostawić specjalistom od political fiction.'
'Rewolucji moralnej nie sposób przewidzieć, a tym bardziej
zadekretować. "Zastępcza rewolucja" - zapowiedziana przez Prawo i
Sprawiedliwość - stanowi jednak względnie konkretny projekt polityczny. Jego
treścią nie są jednak zapisy programu rządowego ani nawet szczegóły programu
wyborczego PiS. Istotą tego projektu jest zbudowanie silnego i sprawnego
aparatu państwowego zdolnego do działania w interesie społeczeństwa, a
szczególnie słabszych grup społecznych. Projekt ten - klarowny w sferze
aksjologicznej - jest krytykowany jako anachroniczny w sferze
prakseologicznej.
Zarzuca mu się, że ignoruje obowiązujący w Unii Europejskiej model państwa
sieciowego, chętnie współpracującego ze społeczeństwem obywatelskim i
pozarządowymi agendami współkształtującymi politykę państwa. Model ten
istnieje jednak - o czym mówi się już mniej chętnie - dzięki odpowiednio
silnemu kontekstowi kulturowemu, który jest wiążący dla poszczególnych
segmentów sieci i - co więcej - jest warunkiem wielostronnego zaufania.
Poziom zaufania istniejący w polskiej wersji państwa sieciowego można
zrekonstruować na podstawie słynnej rozmowy Redaktora z Producentem Filmowym
lub też z zeznań tegoż Redaktora tłumaczącego, dlaczego osobiście nie
poinformował prokuratury o korupcyjnej propozycji. Poziom zaufania dobrze
pokazują pojęcia takie jak "grupa hakowa" działająca wewnątrz SLD.
Podobnie jak hamulcem odbudowy instytucjonalnej państwa po roku 1989 była
niedokonana rewolucja moralna, tak samo dziś owo niedokonanie blokuje reformy
instytucjonalne zwiększające efektywność naszej polityki wewnątrz UE. Czym
innym jest bowiem sieciowe przekształcanie państw o silnej tradycji
demokratycznych rządów i konstytucyjnej biurokracji, a czym
innym "sieciowanie" państwa postkomunistycznego. Wydaje się zatem, że
określenia typu "anachroniczne" czy "postępowe" omijają istotny
instytucjonalny i kulturowy kontekst działań politycznych.'
[...]
'Kaczyński nie jest zatem politykiem, którego porażka będzie - jak to miało
już wielokrotnie miejsce - jedynie osobistą klęską. Będzie porażką nadziei
wywołanych rewolucją semantyczną roku 2003, ale też czymś więcej: porażką
szansy na wzmocnienie instytucjonalne państwa i zmiany w kulturze jego
funkcjonowania.'