maryjatrwa
26.02.03, 22:28
Spod znaku Maryi rycerski my huf,
Błogosław nas Chryste na bój !
Stajemy jak ojce by służyć Ci znów,
My Polska, my Naród, lud Twój.
Po rozmowach przedstawicieli Episkopatu Polski z rządem na temat klauzuli do
traktatu akcesyjnego dotyczącej życia nienarodzonych (i prawdopodobnie
eutanazji) pojawiła się informacja, że rząd przesłał do Brukseli „deklarację
moralną" w celu dołączenia jej do traktatu akcesyjnego.
Ktoś tu komuś mydli oczy. Pytanie tylko: kto i komu? Ostatecznie jednak oczy
mają być mydlone katolikom polskim, tym przede wszystkim, których sumienia
nie śpią.
Deklaracja to nie klauzula. Klauzula posiada moc prawną i zabezpiecza w
sposób całkowity to wszystko, czego dotyczy. Deklaracja to tylko słowa, to
dokument określający intencje i ważny tylko w porządku honoru. Jej złamanie
byłoby plamą na honorze polskiego rządu i honorze przedstawicieli UE. Jedni i
drudzy mogliby z niej się wykpić za kilka lat nawet bez strat na honorze
stwierdzając: to nie my, to tamci, co przyjmowali deklarację.
Klauzula jako dokument prawny musi być precyzyjna. Deklaracja, jak wiemy,
precyzyjna nie jest. Dotyczy „moralności". Kto miałby interpretować, co jest
moralne, a co nie. W UE nie będzie tego mógł już dokonać ani polski rząd ani,
tym bardziej, polski Episkopat. W UE leży to w kompetencji Trybunału
Sprawiedliwości. Gdyby, załóżmy to choćby teoretycznie, deklarację chciano
brać pod uwagę, Trybunał Sprawiedliwości musiałby zinterpretować
słowo "moralność". Jedynym kryterium, którym ten trybunał dysponuje są w tej
perspektywie prawa człowieka i obywatela interpretowane w taki sposób, że
wolność jednostki w praktyce uznaje się jako coś nadrzędnego wobec wszelkich
innych zasad i norm.
Ten fakt przypomnieli od razu urzędnicy UE, gdy dowiedzieli się o deklaracji.
Przy okazji wylazło więc do końca szydło z worka. Urzędnicy ci stwierdzili
bowiem, że moralność może być sprzeczna z realizacją praw człowieka i
obywatela, a te w UE są najważniejsze, nadrzędne.
Tak więc np. ważniejsze jest prawo kobiety „do rozporządzania własnym
brzuchem" (prawo do wolności, do decydowania o swojej przyszłości) niż „jakaś
tam" (katolicka) interpretacja normy „nie zabijaj".
Deklaracja wyraża to, co mniej więcej zapisałem w swoim projekcie klauzuli. W
moim projekcie wymieniłem jednak dziedziny, w których występuje jednoznaczna
negatywna ocena moralna zjawiska. Deklaracja to wszystko ujmuje jednym
słowem, które w perspektywie realiów prawnych UE jest tylko pustym dźwiękiem.
Wniosek stąd wypływa tylko jeden. Katolik polski będzie mógł głosować „za"
z „czystym sumieniem" i egzystować potem w UE „z czystym sumieniem" tylko
wtedy, gdy pójdzie drogą wyznaczoną przez faryzeizm. Przypomnijmy sobie, co
Chrystus mówił o faryzeuszach.