haen1950
10.09.06, 06:24
I tow. Jasiński zostanie, i Gilowska wróci, i Mojzesowiczowi nie stanie się
krzywda. Wszyscy oni i im podobni mają wspólną cechę - zaprzysięgli lojalność
wobec wobec pisowskiego modelu państwa zarządzanego przez Kaczyńskich. W tym
państwie, dopóki istnieje, nie ma prawa stać się im żadna krzywda.
Wszystko to staje się bardzo spójne, gdy odrzucimy pozorne i zastępcze spory
ideologiczne i po analizie bezlitosnych faktów dojdziemy do jedynie logicznej
konkluzji: jedyną ideologią tego wymyślonego przez przez Kaczyńskich systemu
jest państwo lojalnego pisowskiego kontrolera i rydzykowego proboszcza.
Reszta obywateli ma do wyboru: przystąpić do tej armii kontrolerów,
emigrować, lub ograniczyć swą wolność do tego zakresu demokracji jaką mu ten
system przeznaczy. Przy czym ten zakres bedzie płynny w zależności od
samopoczucia i dobrego humoru kilkudziesięciu członków elity PiS obdarzonych
zaufaniem przez swego wodza i autonomicznych w swych decyzjach.
Niby nic nowego, historia zna takie przypadki, ale nie we wspólczesnych,
europejskich uwarunkowaniach. Czy taka realizacja pomysłu na państwo made by
Kaczyńscy zakończy się sukcesem? Ja wątpię, jeszcze mi wolno