kronopio77
25.09.06, 09:38
Sposób myślenia, że media są łupem dla partii rządzących, jest mi obcy –
zarzekała się jeszcze na początku roku szefowa KRRiTV, Elżbieta Kruk, była
posłanka PiS. Partia braci Kaczyńskich do wyborów szła z hasłami
odpolitycznienia mediów publicznych. Na słowach jednak poprzestano. Dziś bez
zażenowania PiS wysyła tam tylko „swoich”.
Pod koniec lipca do zarządu Polskiego Radia wybrano Krzysztofa Czabańskiego.
W
swej bujnej i pełnej zakrętów karierze zawodowej był m.in. zastępcą redaktora
naczelnego (Jarosława Kaczyńskiego) w „Tygodniku Solidarność”, redaktorem
naczelnym „Expressu Wieczornego” (gazety związanej z PC) i prezesem PAP oraz
PAI. Później dołączyli do niego popierany przez PiS prawicowy publicysta
Jerzy
Targalski (publikował w „Głosie” Macierewicza, „Gazecie
Polskiej”, „Arcanach”),
kandydat LPR, Michał Dylewski (pisał do „Nowego Państwa” i „Frondy”), oraz
Anira Wojan popierana przez Samoobronę. Polityczni członkowie zarządu
zadbali,
by na kierownicze stanowiska trafili ludzie, którzy otwarcie popierają
politykę
PiS. Szefem Jedynki jest Marcin Wolski (dawny towarzysz z PZPR na
łamach „Gazety Polskiej” wychwalał kolejne posunięcia PiS-owskiego rządu).
Piewcy PiS to również dyrektorzy Trójki – Krzysztof Skowroński i Radia Bis –
Jacek Sobala.
Polskim Radiem trzęsie prezes Czabański. Ten były członek PZPR (1967-1980)
zakomenderował ostry skręt na prawo. Już na wstępie zaapelował do
dziennikarzy,
by się zlustrowali. Prawą ręką Czabańskiego – zwłaszcza w sprawach kadrowych –
jest Antoni Szubis. Koleje życia 65-letniego Szubisa były zbieżne z aktualnie
panującymi trendami. W PRL pisał wywiady z radzieckimi oficerami, a w III RP
kręcił filmy dokumentalne o Katyniu. Teraz nawrócił się na PiS i z zapałem
neofity zabrał się do porządkowania Polskiego Radia. To właśnie on był
pomysłodawcą słynnej listy prawomyślnych komentatorów, których można prosić o
komentarz. – Ktoś znalazł te wywiady z oficerami radzieckimi w radiowej
bibliotece. Zrobiło się o tym głośno na korytarzach, ale wtedy książka
znikła –
śmieje się pracownik radia.
Zwolnienia zaczęły się od kierownictwa PR. Zdarzało się, że wypowiedzenia
dyrektorzy dostawali w czasie urlopu. Nowe władze radia uznały, że czystki
powinny iść głębiej. W słynne „czarne piątki”, kiedy to zbiera się zarząd PR,
z
publicznego radia wylatują kolejni pracownicy. – To pierwszy przypadek, gdy
zwolnienia sięgają szeregowych dziennikarzy – mówi wieloletni pracownik PR.
Co więcej, nikt nie wie, jakim kluczem kierują się nowe władze radia przy
zwalnianiu. Jednemu dziennikarzowi nie przedłużono umowy prawdopodobnie
dlatego, że kiedyś pracował w „Trybunie”. Zbrodnią innego było natomiast to,
że
w materiale o procesie Huberta K., bezdomnego, który lżył prezydenta
Kaczyńskiego, zacytował Mieczysława Wachowskiego.
Metodą na pozbycie się niechcianych jest zdjęcie ich z grafika. – Dziennikarz
przychodzi i nagle się okazuje, że nie ma dla niego żadnych zleceń. Zostaje
tylko na gołej pensji. Musi być w redakcji, ale nie może nic zrobić –
opowiada
jeden z naszych rozmówców.
Nowy prezes pozbywa się korespondentów zagranicznych. Na pierwszy ogień
poszli
dziennikarze z Pragi i Wilna (zlikwidowano ich stanowiska). Korespondent z
Berlina musiał się zwinąć, zanim wybrano jego następcę. Spacyfikowani mają
być
także członkowie rady programowej oraz wszyscy wydawcy. Ci ostatni przecież
decydują na bieżąco, co idzie w eter. – Jest tu taki młody wydawca życzliwy
prawicy. Któregoś dnia dostał depeszę o seminarium ekologicznym. Stwierdził,
że
ranga wydarzenia była niewielka, i odrzucił depeszę. I wtedy rozpętała się
awantura, bo okazało się, że na seminarium pojawiła się Maria Kaczyńska. Sam
dyrektor wydał polecenie wykorzystania tego materiału – opowiadają w radiu.
– Takiego terroru i zamordyzmu nie widziałem w Polskim Radiu od dawna. Ludzie
przestali ze sobą rozmawiać. Boją się wyrażać swoje zdanie, jeśli jest ono
inne
od opinii kierownictwa. Zresztą nikomu już nie zależy na dyskusjach.
Dostajemy
wytyczne, jak ma być, i tyle – mówi pracownik PR.
– Kiedyś na kolegium u Wolskiego zadzwonił telefon. Odebrał i mówi do
słuchawki: „Oczywiście, panie prezesie, będzie ten materiał. Oczywiście
będzie
o tych godzinach i w takiej formie, jak miało być”. To zdumiewające, że nawet
się nie krył przed nami, że właśnie dostaje wytyczne od polityka. Zero
skrępowania, że chodzi na pasku partyjnego lidera – bulwersuje się inny
radiowiec.
Nowością było utworzenie listy osób, które wolno pytać o komentarz. – To
nieprawda, że do audycji można zaprosić kogoś spoza tej listy. To mógłby
zrobić
tylko jakiś kamikadze, ale i tak nie zdążyłby się przebić do eteru –
przekonuje
jeden z radiowców.
Na kuriozalny, acz charakterystyczny dla nowej ekipy pomysł wpadł wiceprezes
PR, Jerzy Targalski, zakazując dziennikarzom trzymania na biurkach „Gazety
Wyborczej” i „Polityki”. W zamian zalecił lekturę „Gazety Polskiej”
i „Naszego
Dziennika”. To pierwszy taki przypadek, żeby góra dyktowała, co dziennikarze
mogą, a czego nie mogą czytać.
całość tutaj: www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=media&name=25
A może macie zakaz czytania "Przeglądu"? :)))