kronopio77
25.09.06, 20:03
Jeszcze nigdy pod tak szczytnymi hasłami, tak szybko nie następowała
degradacja państwa. Dokładnie w rocznicę wyborów parlamentarnych trzeba ze
smutkiem przyznać, że w polskiej polityce na niespotykaną dotąd skalę
dominują brutalność, chamstwo i cynizm. Wspomnienie o IV RP wywołuje
szyderczy śmiech, o moralnej rewolucji - drwiny, o końcu TKM - kpiny, a o
solidarnej Polsce - wzruszenie ramion. Naszą politykę definiuje leninowski
dylemat "kto kogo".
We wszystkich gazetach warianty i scenariusze. Rząd mniejszościowy? Nowe
wybory? Nie ma, niestety, żadnego realnego scenariusza pozwalającego wierzyć,
że ktoś ma pomysł na Polskę i na reformy, że ma odwagę, by taki plan
zaprezentować, i siłę oraz determinację, by go przeprowadzić. PiS nawet nie
udaje, że chce się zająć gospodarką. Z wszelkich reform, nawet z tych
szczątkowych, zrezygnowano. PO chce nowych wyborów, ale nie mówi nawet, z kim
stworzy koalicję. O żadnym jej programie nie słychać, chyba że programem jest
stwierdzenie, iż jesteśmy bardziej przewidywalni niż Kaczyńscy.
Co pokazują nam z jednej strony sytuacja na Węgrzech, zaniechanie reform w
Polsce i zatrzymanie Emila Wąsacza, a z drugiej wyniki wyborów w Szwecji i
zapowiedzi jednego z faworytów wyborów prezydenckich we Francji, Nicolasa
Sarkozy'ego? Otóż pokazują nam, że nawet przywiązani do swego modelu
socjalnego Szwedzi są gotowi zliberalizować gospodarkę i prywatyzować to, co
się da, a pamiętający o wrażliwości socjalnej kandydat na francuskiego
prezydenta gotów jest zaryzykować, zapowiadając wprost, że chce zreformować
system rent i emerytur. A co w dawnych demoludach, które powinny galopować,
by dogonić świat? Zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce, by wygrać wybory,
należy kłamać i obiecywać, co się da (gruszki na wierzbie albo Polskę
solidarną). A jeśli już ktoś robi to, czego chcą Szwedzi, czyli prywatyzuje,
ląduje zamiast w Tybecie - w prokuraturze. Panu Wąsaczowi zarzuca się
niedopełnienie obowiązków służbowych, bo śmiał sprzedać 30 proc. PZU firmie,
która dawała najwięcej. Mało kto dla odmiany chce zatrzymać i stawiać przed
sądem i Trybunałem Stanu obecnego ministra skarbu, który absolutnie nic nie
prywatyzuje, choć właśnie to jest jego służbowym obowiązkiem. W tym wypadku
o "niedopełnieniu obowiązków" nie ma mowy. Premier Węgier wykazał
przynajmniej zdolność do autorefleksji i chęć ucieczki do przodu. U nas można
odnieść wrażenie, że na szczytach władzy zamiast wariantu kłamstwo plus
odwaga mamy raczej kłamstwo plus kunktatorstwo.
Czy wśród możliwych wariantów rozwoju sytuacji w Polsce jest i taki, że ktoś
przedstawi odważny i wiarygodny plan zmian w kraju? Czy wśród możliwych
scenariuszy jest i taki, że nie zostanie przez wyborców natychmiast za tę
szczerość ukarany? Czy nasi politycy to genetyczni kłamcy? Czy może sprzedają
nam dokładnie to, co chcemy kupić - puste obietnice i złudzenia? Krótko
mówiąc, czy chora jest tylko władza, ewentualnie cała nasza polityka, czy też
chore jest społeczeństwo? Rok temu obiecywano nam POPiS. I popis był to
niezwykły. Dziś na horyzoncie nie widać szansy na jakościową zmianę. Może być
trochę lepiej, trochę gorzej albo bardzo, bardzo źle. Ale naprawdę dobrze w
najbliższym czasie nie będzie z całą pewnością. Proces gnilny trwa.
Po prostu trafna diagnoza.