Dodaj do ulubionych

Prawda boli ...

04.11.06, 15:38
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3718665.html
Obserwuj wątek
    • alistair-p Zaczyna się ... n/t 04.11.06, 15:44

    • gh10 Prawda boli ...Bolszewizm. Demokracja do lamusa. 04.11.06, 15:45
      • karbat Re: Prawda boli ...Bolszewizm. Demokracja do lamu 04.11.06, 15:51
        sam policjant by tego nie wymyslil ,musi sie stosowac do wskazan ,zarzadzen
        swych przelozonych kaczychwassermanow , kaczychziobrow

        kaczynscy sami redukuja sie do absurdu
        • gh10 Re: Prawda boli ...Bolszewizm. Demokracja do lamu 04.11.06, 17:44
          Bedzie trudno odbudowac polska polityke aby byla sluzba calemu spoleczenstwu.
    • hummer PiS przewodnią siłą narodu :) 04.11.06, 17:59

    • sanitarny Re: Prawda boli, to nie Papa tam sie madrzy... 04.11.06, 19:13
      www.theocracywatch.org/bush_god.jpg
    • maaax to prawda, boli oj, boli i ... 04.11.06, 19:20
      Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust
      intelektualny. Ideologia tych panów to jest to, żeby w Polsce zapanował
      socjalizm z ludzką twarzą. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia -
      no, jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich
      hybryd; ja uciekam przez okno z krzykiem.
      Zbigniew Herbert
      Moja opinia (...) o szefostwie "Wyborczej" jest inna: ci ludzie załgali się już
      do tego stopnia, iż sądzą, że wszystko, co robią, jest w porządku. Wykształcili
      w sobie własną etykę i w ogóle nie dostrzegają, że ta "etyka" często ma niewiele
      wspólnego z zasadami, jakimi kierują się normalni, uczciwi ludzie...
      Dlatego sądzę, że Ernest Skalski, Ewa Milewicz, Helena Łuczywo i inni naprawdę
      wierzą, że to co robią i jak to robią jest dobre. A Adamowi Michnikowi zapewne
      mało brakuje do uwierzenia w swą boskość. Ja chciałem to zmienić! Dziś widzę, że
      nie była to naiwność, tylko po prostu głupota.
      Stanisław Remuszko

      Adam Michnik � syn pary żydowskich komunistów - Ozjasza Szechtera i Heleny
      Michnik. Ozjasz Szechter przed wojną był funkcjonariuszem Komunistycznej Partii
      Zachodniej Ukrainy podległej Kominternowi, która wspólnie z Komunistyczną Partią
      Polski w swym programie domagała się oderwania od Polski Wilna, Lwowa, Gdańska,
      Śląska. Szechter za antypolską, komunistyczną działalność spędził kilka lat w
      więzieniu II RP.
      Brat Adama � Stefan Michnik, to sądowy morderca wielu wybitnych polskich
      patriotów, zamordowanych z ubeckich wyroków po wojnie. Obecnie przebywa w Szwecji.

      Ernest Skalski: zastępca redaktora naczelnego "GW" jest synem Jerzego Wilkiera,
      funkcjonariusza agenturalnej, antypolskiej KPP, więzionego przed wojną za
      działalność wywrotową przeciwko Państwu Polskiemu. Po wojnie Jerzy Wilkier
      pełnił funkcję szefa personalnego Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie. Matką
      Ernesta Skalskiego jest Zofia Nimen. Zofia Nimen była sekretarzem technicznym KC
      Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR) � dywersyjnej agentury
      Kominternu, siejącej rewolucje i zamęt na wszystkich kontynentach globu. Po
      wojnie, już jako Skalska, pełniła funkcję kierownika Wydziału Śledczego w
      Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie.

      Konstanty Gebert vel "Dawid Warszawski" - syn Ireny Poznańskiej-Gebert,
      pierwszej żony stalinowskiego aparatczyka Artura Starewicza, członka Biura
      Politycznego KC PZPR. Ojcem K. Geberta vel "Dawida Warszawskiego" jest Bolesław
      (Bill) Gebert - współzałożyciel Komunistycznej Partii USA, szpieg sowiecki i
      agent NKWD (kryptonim "Ataman"), po wojnie ambasador PRL w Turcji (1960-1967).
      Po napaści Sowietów na Polskę 17 września 1939 roku, B. Gebert na wiecach w USA
      usprawiedliwiał ten wspólny z Niemcami rozbiór Polski. Komentując z oburzeniem
      ten antypolski kurs Komunistycznej Partii Ameryki "Dziennik Zjednoczenie" pisał
      wtedy: W gadaniu głupstw prześcignął wszystkich niejaki B. K. Gebert, członek
      Krajowego Komitetu Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, który w języku
      polskim opowiadał o raju, w jakim żyje dziś lud rosyjski. Obecnie Konstanty
      Gebert to redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz".

      Edward Krzemień jest synem Maksymiliana Wolfa, funkcyjnego członka KPP od 1924
      roku. Prawie 10 lat spędził Wolf w polskich więzieniach za działalność przeciwko
      suwerenności i niepodległości Państwa Polskiego. Po ukończeniu leninowskich
      "studiów", już jako "Leszek Krzemień", Maksymilian Wolf został szefem Wydziału
      Wojskowego tzw. Związku Patriotów Polskich, powstałego za przyzwoleniem Stalina
      do przejmowania władzy w "wyzwolonej" Polsce. Potem Krzemień był szefem Gabinetu
      Wojskowego w kancelarii "prezydenta" Bieruta - stalinowskiego namiestnika w
      randze pułkownika NKWD. Wolf-Krzemień dosłużył się stopnia generała.

      Artur Hajnicz (już w "GW" nie pracujący) był członkiem Komunistycznego Związku
      Młodzieży Polskiej we Lwowie - ps. "Grysza". Po inwazji ZSRR na Polskę stał się
      żarliwym propagatorem "przyłączenia" Lwowa do ZSRR jako korespondent
      "Pionierskiej Prawdy". Po wojnie - oficer polityczny LWP, kierownik grupy
      "ochronno-propagandowej" w woj. szczecińskim, wreszcie zastępca Tadeusza
      Mazowieckiego w "Tygodniku Solidarność", na koniec w "Gazecie Wyborczej".

      Ludmiła Wujec - córka Reginy Okrent (lub Okręt): od 1929 roku członkini
      Komunistycznego Związku Młodzieży, od 1935 r. w KPP. W latach 1946-1949 Regina
      Okrent pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi, potem objęła stanowisko
      dyrektora Biura Kadr Radiokomitetu. Jej córka Ludmiła jest żoną Henryka Wujca,
      obecnego wiceministra rolnictwa. W "GW" pracuje też syn Wujców, Paweł Wujec.

      Helena Łuczywo Urodziła się w Warszawie w 1945 roku; córka Doroty Guter. Jej
      ojciec to Ferdynand Chaber, także wybitny działacz komunistyczny. Był synem
      bogatej rodziny żydowskich handlarzy winem, ale to nie przeszkadzało mu zostać
      już w latach 20 komunistą, czyli członkiem ruchu programowo zwalczającego
      krwiopijców, takich jak jego ojciec. Ferdynand Chaber okres wojny spędził w
      ZSRR. Po wojnie podjął pracę w aparacie propagandy PPR.

      Wydawcą Gazety Wyborczej jest spółka "Agora". Jej akcjonariuszami stali się
      m.in. Andrzej Wajda oraz Zbigniew Bujak.
      Kierowniczką "Agory" jest koleżanka Heleny Łuczywo z lat szkolnych Wanda
      Rapaczyńska � emigrantka z 1968 roku.
      Zarząd stanowią obecnie: Helena Łuczywo, Wanda Rapaczyńska, redaktor naczelny
      oraz Piotr Niemczycki.
      ----------
      Jak wyglądała przymusowa wymiana elit w Polsce po 1945 r.
      Z sowieckiego nadania...
      W wyniku II wojny światowej oraz obu okupacji - niemieckiej i sowieckiej -
      Polska utraciła (w olbrzymiej większości bezpowrotnie) swe elity intelektualne,
      polityczne i moralne. Kto zajął ich miejsce w tzw. Polsce Ludowej? O tym za chwilę.

      Sowieci i Niemcy - duet zbrodniarzy
      Na skutek eksterminacyjnej polityki niemieckich nazistów rozstrzeliwano od
      początku, po wejściu Wehrmachtu na ziemie polskie, znaczących przedstawicieli
      polskiej inteligencji: pracowników administracji, działaczy politycznych,
      księży, nauczycieli. Symbolem tej polityki jest coraz bardziej zapomniany
      cmentarz w Palmirach. Ile było takich Palmir? I czy można zapomnieć, że obóz
      koncentracyjny w Auschwitz został założony w 1940 r. dla Polaków?

      Nie inaczej postępowali Sowieci na zajętych przez siebie ziemiach polskich po 17
      września 1939 r. Już od pierwszych godzin tego dnia zrewoltowane bandy
      białorusko-żydowskie i ukraińsko-żydowskie przystąpiły do fizycznej likwidacji
      (połączonej z bezprzykładnym okrucieństwem!) miejscowego ziemiaństwa, księży,
      osadników wojskowych, rannych i osłabionych żołnierzy i oficerów WP. Do dziś nie
      dociera do świadomości Polaków, że na skutek tej rewolty (kierowanej odgórnie
      przez NKWD-owską agenturę!) straciło życie, według szacunkowych obliczeń prof.
      Ryszarda Szawłowskiego, ok. 10 tys. polskich obywateli, w większości
      współtworzących przedwojenne elity. Prawdziwym kataklizmem zakończył się
      paniczny sowiecki odwrót z tych terenów po 22 czerwca 1941 r. W więzieniach NKWD
      przebywały wówczas dziesiątki tysięcy ludzi, objętych śledztwem,
      przygotowywanych do wykonania kar śmierci lub wywózki na Syberię. Mimo ogólnej
      paniki, Sowieci zdołali bestialsko wymordować na miejscu lub w trakcie ewakuacji
      większość z nich. Symbolem polityki sowieckiej jest Katyń (Twer, Charków...).
      Olbrzymia większość przedwojennej kadry oficerskiej WP, wziętej przez Sowietów
      do niewoli, to byli oficerowie rezerwy. W cywilu byli oni lekarzami, adwokatami,
      inżynierami, naukowcami. Ich śmierć to symboliczna kaźń polskich elit, które
      dostały się w szpony czerwonych zbrodniarzy.

      Mieli ułatwione zadanie...

      Gdy w 1944 r. Sowieci postanowili "odbudować Polskę" na swój wzór i
      podobieństwo, mieli już ułatwione zadanie. Społeczeństwo było bowiem - po
      pięcioletniej krwawej okupacji - prawie całkowicie "obezhołowione", tzn.
      pozbawione tradycyjnego przywództwa. Tak jak natura nie znosi próżni, nie mogło
      jej być takż
      • maaax Re: to prawda, boli oj, boli i ... cz. II 04.11.06, 19:23
        Mieli ułatwione zadanie...

        Gdy w 1944 r. Sowieci postanowili "odbudować Polskę" na swój wzór i
        podobieństwo, mieli już ułatwione zadanie. Społeczeństwo było bowiem - po
        pięcioletniej krwawej okupacji - prawie całkowicie "obezhołowione", tzn.
        pozbawione tradycyjnego przywództwa. Tak jak natura nie znosi próżni, nie mogło
        jej być także w polityce: miejsce wyeksterminowanych polskich elit
        przedwrześniowych szybko się zapełniło. Komuniści nie mieli jednak gotowych kadr
        intelektualnych, co było zrozumiałe. Przedwojenne struktury komunistyczne,
        działające nielegalnie w II RP, nie przyciągały w ogóle inteligencji. Zresztą
        nie była ona potrzebna - obowiązująca doktryna zakładała bowiem, że ich rolę
        znakomicie wypełni "awans społeczny". Hasło: nie matura, lecz chęć szczera...
        obowiązywało nie tylko w ludowym Wojsku Polskim, dotyczyło bowiem wszelkich form
        życia społecznego.

        Herszowi Smolarowi starczyły cztery klasy podstawówki

        Artykuł Pawła Siergiejczyka o rodzinie Smolarów opublikowany w "Naszej Polsce" z
        2 stycznia br. jest kapitalnym przykładem "wymiany elit" w powojennej Polsce.
        Może nawet nie tyle wymiany, bo to kojarzy się z naturalnym procesem, mającym
        miejsce w każdym społeczeństwie. Był to niewątpliwie proces "mianowania" nowych
        elit przez uzurpatorskich komunistów. Tak było z Herszem vel Grzegorzem
        Smolarem, głową opisywanego rodu. Ukończył on do 1917 r. zaledwie cztery klasy
        szkoły podstawowej (!) i rozpoczął działalność w kółkach syjonistycznych, by w
        1920 r., podczas inwazji bolszewików na Polskę znaleźć się w tzw. Komitecie
        Rewolucyjnym (taka droga to nie przypadek, wielu bowiem działaczy
        syjonistycznych łatwo znajdowało drogę do struktur komunistycznych!).

        Cztery klasy podstawówki to było w kręgach rewolucyjnych już coś: otwierało
        drogę na sowiecki Uniwersytet. W 1923 r. Hersz Smolar został przerzucony
        nielegalnie do Związku Sowieckiego, gdzie skierowano go "na studia"(!) w
        Komunistycznym Uniwersytecie Mniejszości Narodowych Zachodu w Moskwie. Po
        kilkunastu miesiącach nauki (z dłuższymi przerwami na działalność ściśle
        partyjną) Hersz zdołał je ukończyć. Nie wiemy tylko, jaką specjalność otrzymał i
        jak ją doskonalił podczas kolejnego nielegalnego pobytu w Związku Sowieckim w
        latach 1934-1935.

        Pseudonim "Jefrim"

        Bardzo ważny jest okres jego życia w sowiecko-żydowskiej partyzantce w latach
        1943-1944. W niektórych życiorysach Hersz Smolar podawał, że był członkiem
        Sztabu Zjednoczenia Partyzanckiego w południowej zonie Puszczy Białowieskiej. W
        rzeczywistości działał na terenie Puszczy Nalibockiej i w jej okolicach, a
        przekłamanie nie było świadome. Po prostu absolwent Sowieckiego Uniwersytetu w
        Moskwie nie znał w ogóle geografii! Dlatego też Puszcza Białowieska mogła mu się
        mylić z odległą o setki kilometrów Puszczą Nalibocką. Ukrywało się tam bardzo
        wielu Żydów i Sowieci usiłowali zrobić z nich swych partyzantów. Smolar otrzymał
        stopień wojskowy lejtnanta i pod ps. "Jefim" został redaktorem naczelnym pięciu
        "gazet partyzanckich" wydawanych w języku rosyjskim i jidysz. Pisał później o
        sobie wprawdzie, że był uczestnikiem większej ilości bojów z hitlerowcami, ale
        trudno ustalić jakiekolwiek konkrety. Więcej informacji dostarcza z tego okresu
        wspomnienie Anatola Wertheima o żydowskiej partyzantce "na Białorusi". Wertheim
        był szefem sztabu oddziału Simchy Zorina, zwanego "Oddziałem nr 106
        Iwienieckiego Centrum Rejonowego".

        Cóż to byli za partyzanci? Wertheim tak opisuje ich życie: jedzenia było pod
        dostatkiem, a nawet gromadziły się zapasy. Jeszcze w dniu połączenia się z Armią
        Czerwoną wyciągnęliśmy z jeziora kilkaset zatopionych worków z mąką (...).
        Nadwyżki jedzenia posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym
        lotnisku w puszczy samolot: przywoził gazety i materiały propagandowe, a
        zabierał z powrotem samogon, słoninę i kiełbasy naszego własnego wyrobu.
        Jedzenia zatem nie brakowało, "zdobywano" je bowiem nie w niemieckich
        garnizonach i składach (bo to wymagałoby walki zbrojnej), ale w okolicznych
        polskich wsiach, uznanych w myśl komunistycznej propagandy za "współpracujące z
        Niemcami"! Były to wsie, współpracujące z Armią Krajową, a dla sowieckich
        partyzantów Niemiec i AK-owiec to wsio rawno...

        Zorina odwiedzał Smolar

        Tam, gdzie żywności było w bród, było też pijaństwo. O tym również Wertheim nie
        zapomniał się pochwalić: Z powodu pijaństwa wydarzały się w oddziałach
        nieodwracalne tragedie - zbrojne konflikty, strzelaniny... Oddział Zorina był
        często odwiedzany przez lejtnanta Hersza Smolara z racji jego obowiązków
        propagandzisty. Nie wiemy, o czym on pisał w "partyzanckich" gazetkach, ale
        raczej nie o tym, że "chleba" (nieźle obłożonego smakołykami) i wódki nie
        brakowało naszym bohaterom. Gdyby był poetą, mógłby nawet napisać hymn: Chleb
        jest? Jest! Wódka jest? Jest! Ukochany kraj...

        Nie wiemy praktycznie nic o faktycznej działalności zbrojnej "partyzantów"
        sowiecko-żydowskich w Puszczy Nalibockiej. Wertheim też nie podaje bliższych
        szczegółów, poza jednym - dotyczącym codziennego życia w obozie: Najweselsze
        wizyty spędzałem z Zorinem. Nasz komendant był bardzo kochliwy, za moich czasów
        miał już drugą czy trzecią żonę w oddziale, ale uważał, że to wcale nie dosyć.
        Codziennie rano zasiadał do stołu w towarzystwie aktualnej żony Geni. Pod stołem
        stała przygotowana zawczasu kadź z samogonem, który Zorin czerpał filiżanką:
        Wtedy pojawiała się kucharka sztabu Ethel i, głęboko patrząc szefowi w oczy,
        pytała go z przejęciem, czego sobie życzy na śniadanie. Zorin przesuwał czapkę w
        tył, drapał się przez chwilę w głowę i zamawiał zawsze takie samo "menu":
        twarożek ze śmietanką na zakąskę, kawałeczek śledzia i kiełbasę naszego własnego
        wyrobu. Nic dziwnego, że okoliczna ludność nienawidziła takich partyzantów, tym
        bardziej że posłusznie wykonywali oni polecenia sowieckich przełożonych. Wszak
        wrogiem dla nich byli nie tylko Niemcy (zresztą ci byli zbyt silni, aby ich
        zaczepiali mieszkańcy leśnych obozów z Puszczy Nalibockiej), lecz także
        miejscowe oddziały AK.

        Niepokój polskiego podziemia

        W jednej z pacyfikacji polskiego miasteczka Naliboki, co miało miejsce 8 maja
        1943 r., polska ludność poniosła olbrzymie straty: zginęło łącznie 128 osób, w
        tym kobiety i dzieci, niektórzy spaleni żywcem w swoich rodzinnych domach. W tej
        ekspedycji dla odmiany brali udział "Żydzi Bielskiego" (z obozu rodzinnego Tuwii
        Bielskiego), jak wspominają to świadkowie zbrodni. A zatem broń posiadana przez
        partyzantów była przydatna, choć kierowana nie we właściwą stronę. Liczne
        zbrodnie popełnione na polskich Kresach na ludności cywilnej kryją mroki
        tajemnic i zmowa milczenia...

        Polskie podziemie z niepokojem i goryczą obserwowało wydarzenia na Kresach. W
        jednym z raportów Delegatury Rządu można przeczytać: Na terenie Nowogródczyzny
        Niemcy panują tylko nad ważniejszymi ośrodkami, węzłami kolejowymi, liniami
        kolejowymi biegnącymi ku wschodowi. (...) Teren, dokąd Niemcy nie docierają, a
        zwłaszcza Puszcza Nalibocka, jest siedliskiem przeważnie sowieckich oddziałów
        dywersyjnych. Są one dobrze uzbrojone w broń ręczną i maszynową. (...)
        Najbardziej dają się we znaki, zwłaszcza w odniesieniu do ludności polskiej,
        tzw. oddziały rodzinne (siemiejnyje), składające się wyłącznie z Żydów i Żydówek
        w sile 2-ch batalionów. Rzeczywiście, dały się one miejscowym we znaki.

        Do czego jeszcze służyła im broń? Simcha Zorin, jak już wiemy, był bardzo
        kochliwy. Poza zdobywaniem żywności i produktów do pędzenia samogonu, broń mogła
        też służyć do... No właśnie. Była argumentem rozstrzygającym w takich
        sytuacjach, jakie opisuje Wertheim: [Zorin] po śniadaniu, jeżeli był w dobrym
        humorze i nie miał akurat nic lepszego do roboty, wzywał mnie do siebie i
        proponował: "Nu dawaj, naczalnik sztaba, pajedziom żenitsia!".

        Na "ożenek" jechaliśmy zazwyczaj do jakiejś odległej wsi, gdzie Zorin miał z
        góry upatrzoną dziewuchę. Zajeżdżaliśmy z fasonem - pod eskortą prz
      • dr.szwajcner Re: to prawda, boli oj, boli i ... 04.11.06, 19:43
        maaax napisał:

        > Michnik jest manipulatorem.

        rzygajcie, rzygajcie głupie PiSuary.
        Poki jeszcz mozecie.
        Za niedługo bedziedie srali ...
        Ze strachu.
        • reakcjonista1 przyjdą faszouwole szajserka? 04.11.06, 19:48

          • dr.szwajcner Masz racje, jezeli szajserek to Kaczynski.. 04.11.06, 19:49
            reakcjonista1 napisał:

            >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka