petroniusz0015
02.01.07, 16:50
Mówienie o czymś takim jak "lustracja w Kościele" jest swoistą aberracją. Ci,
którzy domagają się hurtowego lustrowania kleru zapominają o jednym:
lustracja to ścisle określona procedura (podobna do stosowanego na zachodzie
clearingu) mająca na celu zapewnienie państwu bezpieczeństwa poprzez
prześwielenie przesłości osób mających zajmować ważne stanowiska w tymże
państwie. Ma to zapewnić samodzielność tych osób i dać gwarancję, że w swoich
decyzjach nie będą się kierowały niejawnymi naciskami.
Lustracja nie jest więc żadnym aktem moralnym, aktem oczyszczenia czy też
zadośćuczynienia lub inym działaniem z gatunku "Prawda nas wyzwoli", lecz
zwykłą, "suchą" i neutralną procedurą związaną z określonymi stanowiskami w
państwie.Tylko tyle. W swej istocie lustracja jest więc ściśle powiązana z
państwem, poza strukturami państwa nie ma ona bowiem sensu.
Próba przenoszenia słusznych rozwiązań lustracyjnych które powinny
funkcjonować w strukurach państwa i dla których to struktur lustracja została
wymyślona - na Kościół, który jest instytucją niezależną - jest jakimś
nieporozumieniem. O lustracji można mówić tylko tam, gdzie ma to związek z
bezpieczeństwem państwa. A jaki związek z bezpieczeństwem państwa ma fakt, że
jakiś biskup współpracował w przeszłości z SB? No chyba że chciałoby się
traktować takiego duchownego jako OBECNEGO agenta wpływu dawnych służb, który
propagowaniem określonych poglądów wśród wiernych podkopuje bezpieczeństwo
państwa, ale to już jest zupełnie inna historia...