hummer
13.01.07, 23:22
Bolesne ale prawdziwe:
Dwa dni temu na tych łamach Maciej Rybiński ogłosił "Koniec Polski Kiszczaka i
Michnika". Koniec ten - zdaniem Rybińskiego - sprawił Ojciec Święty Benedykt
XVI, który jednym dekretem zburzył III RP - "twór pokraczny (...), urągający
swym istnieniem logice, poczuciu moralnemu i zwykłej przyzwoitości". Otóż,
zapewne przez zapomnienie (trwa teraz wielka batalia o pamięć i tyle człowiek
ma na głowie, że wszystkiego spamiętać niepodobna), autor nie zaznaczył, iż
koniec III RP, kraju Kiszczaka i Michnika, jest też końcem Polski Jana Pawła
II. Nie ma w tym żadnego paradoksu. Wojtyła pokraczności i nikczemności III RP
patronował. Na równi z tamtymi był utrwalaczem postkomunizmu i specjalnie się
z tym nie krył. Z Kwaśniewskim nie tylko gadał, ale wręcz się bratał: z
ostentacją zaprosił go na symbolicznie wymowną przejażdżkę. Jaruzelskiego
przyjmował w Watykanie, nawet jak ten był już na emeryturze, a Michnikiem był
wprost oczarowany. Legendy krążą, jak to na salonach Castel Gandolfo naczelny
"Wyborczej" do łez rozbawiał Papieża swymi nihilistycznymi anegdotami. W
efekcie zaczadzony Michnikiem Jan Paweł II w sprawie ojczyzny nawet palcem nie
kiwnął. (Nie mówiąc o wydaniu jakiegoś "dekretu"). Słowem dobrze, że skończył
się chwiejny pontyfikat Papieża Polaka, bo wreszcie nastał w Watykanie ktoś,
kto nas wyzwolił. Refleksja taka spod każdej litery kartezjańskiego wywodu
Rybińskiego prześwieca jasnym blaskiem. Myślę podobnie, choć jako niekatolik
różnię się w detalach. Myślę mianowicie, że istotnie dobrze, że Jan Paweł II
umarł, bo jakby żył i widział, co się teraz w Polsce dzieje, mógłby go szlag
trafić.
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3847298.html