Dodaj do ulubionych

UM Warszawy za Lecha K. jako "mała IVRP":

27.07.07, 08:48
Bardzo ciekawy teskt znalazłem traktujący o podobieństwach między rządami
Lecha K. w Warszawie a rządami PiS w Polsce (www.komentarze.eu/?p=40 ):

Projekt pilotażowy
Istnieje jednak jeszcze jeden byt, mający ten walor, że zrealizowany przez
PiS bez zewnętrznych przeszkód od początku do końca, a zatem łatwiejszy do
oceny. Mogący też przez analogię posłużyć do zrozumienia i oceny pozostałych.
W technologii - a Jarosław Kaczyński jest niewątpliwie technologiem władzy -
istnieje pojęcie projektu pilotażowego. Za jego pomocą sprawdza się w
laboratorium działanie systemu przed wdrożeniem go na wielką skalę. Projektem
pilotażowym IV Rzeczypospolitej był warszawski samorząd w kadencji Lecha
Kaczyńskiego.

Wnioski z obserwacji projektu wyciągnęli niestety tylko jego twórcy, którzy
dowiedzieli się, jak daleko mogą się posunąć i na ile mogą sobie pozwolić.
Ogólnopolska opinia publiczna na laboratoryjny eksperyment dokonany kosztem
jednego miasta nie zwróciła uwagi. Tymczasem warszawski projekt pilotażowy
miał wszystkie cechy zapowiadanej już wtedy IV RP.

Analogie
Przed obsesją na punkcie WSI była obsesja układu, który Lech Kaczyński
rzekomo odkrył w ratuszu. W 2003 roku na specjalnej konferencji prasowej,
przypominającej niedawną konferencję w sprawie raportu Macierewicza,
prezydent poważnym, pełnym zatroskania tonem poinformował, że przekazał do
prokuratury ponad dwieście zawiadomień o przestępstwach popełnionych przez
poprzednie władze miasta.

Wkrótce okazało się, że większość zawiadomień do prokuratury dotyczyła
bzdurnych wykroczeń, takich jak nielegalne przebywanie bezdomnych na terenach
poprzemysłowych, okradzenie pijaczka przewożonego do izby wytrzeźwień czy
sfałszowanie bonów obiadowych o wartości dwustu złotych. Poważniejszych
zarzutów było tylko kilka, z których do dziś żaden nie znalazł potwierdzenia
w wyroku sądowym. Układu, czyli zorganizowanej grupy skorumpowanych
urzędników, po prostu w stołecznym ratuszu nie było.

Przed nagonką na chirurgów dokonaną przez Centralne Biuro Antykorupcyjne były
pokazowe akcje straży miejskiej. Stołeczną straż miejską Kaczyński obsadził
tymi samymi ludźmi związanymi z Ligą Republikańską, którzy dziś kierują
polskimi służbami specjalnymi. Komendantem straży był Witold Marczuk, dziś
szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a jego zastępcą Maciej Wąsik, dziś
wiceszef CBA.

Tak jak dziś policyjne Centralne Biuro Śledcze uskarża się na podbieranie
tematów przez CBA, tak wówczas stołeczna policja kryminalna oganiała się
przed strażnikami miejskimi, którzy zamiast zajmować się porządkiem
publicznym próbowali łapać przestępców nie mając do tego policyjnych
kwalifikacji.

Najbardziej znaną w Warszawie akcją straży miejskiej w czasach PiS było
zajęcie nielegalnie działającego klubu Labirynt. Klub wygrywał z miastem
sprawy w sądach, więc Kaczyński wydał polecenie zajęcia go siłą. Strażnicy
miejscy weszli do klubu i pozostali w nim, nie wpuszczając do środka
właścicieli. Pracę uprzyjemniali sobie wydzwanianiem na seks-telefony i
piciem znalezionego w klubie alkoholu. Pozostawili po sobie wyrwane blaty i
wulgarne rysunki na stołach bilardowych. Wszyscy strażnicy podejrzani o tę
rozróbę zostali przyjęci do służby przez Marczuka. Nikt z kierownictwa straży
nie poniósł żadnych konsekwencji.
Niechęć do procedur prawnych ograniczających wolę władzy wykonawczej była
testowana na radzie miejskiej. Prezydent Lech Kaczyński nie przychodził na
sesje rady uważając, że użeranie się z radnymi jest poniżej jego godności.
Nie mogąc doprowadzić do uchwalenia statutu miasta zgodnego ze swoim
projektem doprowadził do tego, że prace nad statutem zamarły.

Przez cztery lata ratusz zatrudniający kilkadziesiąt tysięcy ludzi
funkcjonował na podstawie tymczasowego regulaminu organizacyjnego. Ten
regulamin dawał prezydentowi pełnię władzy włącznie z przysłowiowym już w
Warszawie wyrażaniem zgody na urlop sprzątaczki w filii urzędu dzielnicowego.

O ksenofobicznym, pełnym nieufności a nawet wrogości do sąsiadów prowadzeniu
polityki międzynarodowej IV RP napisano wiele. Nie inaczej działał prezydent
Warszawy. Brak współpracy z ościennymi samorządami spowodował ograniczenie
podmiejskich linii autobusowych. Niechęć do współdziałania miasta z
partnerami takimi jak PKP zaowocowała likwidacją wspólnego biletu na
komunikacje miejską i kolejową.

W tej skali najmniejszą szkodę przyniosła mieszkańcom niechęć prezydenta
stolicy do protokolarnych spotkań z ambasadorami innych krajów, którą
Kaczyński usprawiedliwiał mówiąc, że spotkania te są o niczym, więc jest nimi
znudzony.

Analogie można ciągnąć w nieskończoność. Przed budową stacji Włoszczowa były
wielomilionowe dotacje dla klubu tenisowego, którego prezes był mężem
ówczesnej warszawskiej radnej. Przed budową ocieplanego chodnika na
dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego był kosztowny remont gabinetu prezydenta
Warszawy, bo „mąż lubi, gdy gabinet ma zaplecze, a tu jest tylko taka mała
toaletka” - jak wyjaśniała w listopadzie 2002 roku późniejsza Pierwsza Dama.
Przed „Irasiadem” było powitanie odwiedzającego Warszawę reżysera Petera
Greenawaya „z Hollywood”…
Oskarżanie innych
Nieudolność i niekompetencja były przykrywane oskarżeniami poprzedników. Na
samym początku kadencji Kaczyński zrzucił na nich winę za przyszłe zadłużenie
miasta. Ówczesny wiceprezydent, dziś prezes NBP Sławomir Skrzypek uprawiał
taką oto ekwilibrystykę: „W 2001 roku zadłużenie miasta wynosiło 17 procent
budżetu, w 2002 roku już 34 procent. [Gdyby nie my] pod koniec 2004 roku
sięgnęłoby 68 procent dochodów miasta i Warszawa znalazłaby się w zapaści
finansowej. Idąc dalej w tym tempie w 2011 roku zadłużenie sięgnęłoby już 186
procent budżetu Warszawy!”

Było to myślenie zbliżone do wnioskowania, że jeżeli małżeństwu dwa lata temu
urodziło się dziecko a po roku drugie, to za 20 lat będzie miało dwadzieścia
dwoje dzieci.

Tymczasem w 2002 roku zadłużenie stolicy wynosiło tylko 1,35 mld zł. W
stosunku do wielkości budżetu była to kwota umiarkowana, znacznie mniejsza
niż w innych polskich miastach. Po trzech latach rządów Kaczyńskiego
zadłużenie Warszawy wzrosło ponad dwukrotnie, do 3 mld zł. Zaciągane przez
ekipę PiS kredyty przeznaczane były - inaczej niż w poprzedniej kadencji i
inaczej niż w innych miastach - nie na inwestycje, lecz na konsumpcję.
Wydatki na warszawską administrację wzrosły w tym czasie o 125 mln zł, czyli
o 25 procent.
Miasto traktowane było jak prywatny folwark. Pracę w urzędach podległych
Kaczyńskiemu znajdowali już nie tylko ściągani z całej Polski działacze PiS,
ale nawet ich małżonkowie i dzieci. Taki proceder poskutkował nie tylko
brakiem skuteczności i profesjonalizmu, ale także licznymi aferami.
Bohaterami afer mieszkaniowych stali się m. in. dyrektor Zarządu Dróg
Miejskich i burmistrz dzielnicy Praga Północ. Do prokuratury trafiały
nieprawidłowości związane z zamówieniami publicznymi. Media niezbyt się tym
zajmowały, gdyż wolały pisać o rzekomych aferach z poprzedniej kadencji,
nagłośnionych przez Kaczyńskiego.
Aferzystą był nie ten, kto coś przeskrobał, lecz ten, kto za aferzystę został
uznany przez Kaczyńskiego. Skrajnym przykładem tego cynizmu była koalicja
utworzona w radzie miejskiej przez PiS z grupką radnych zwaną
złośliwie „klubem czystych rąk”, skupiającą osoby usunięte za rozmaite afery
z innych partii. Ponieważ radni „klubu czystych rąk” głosowali tak, jak
życzył sobie prezydent, byli przez niego publicznie chwaleni. Taką logikę
mamy i dziś. Postkomunistami nie są wszak Wojciech Jasiński czy Andrzej
Kryże, lecz ci, którzy za takowych zostali przez PiS uznani.
Polityka historyczna
To może sukcesem pilotażowego projektu IV RP była przynajmniej polityka
Obserwuj wątek
    • kronopio77 c.d. 27.07.07, 08:50
      Polityka historyczna
      To może sukcesem pilotażowego projektu IV RP była przynajmniej polityka
      historyczna? Powstało znakomite Muzeum Powstania Warszawskiego - jedyny sukces
      czterech lat rządów PiS w dwumilionowym mieście. Z punktu widzenia zarządzania,
      utworzenie muzeum było jednak tylko umieszczeniem ekspozycji w zaadaptowanym,
      dość dobrze trzymającym się budynku. Było też kilka przemówień i symbolicznych
      gestów, po części dzięki którym PiS wygrał wybory powszechne w 2005 roku.
      Politykę historyczną Lech Kaczyński zaczął uprawiać dopiero wtedy, gdy mu to
      doradzono. W sierpniu 2003 roku, będąc już prawie od roku prezydentem miasta,
      nie zorganizował żadnych specjalnych obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego.

      W rok później był nadal na tyle niezorientowany w tradycjach powstańczych, że
      uroczystość otwarcia Muzeum Powstania wyznaczył w dniu pierwszego sierpnia na
      17.00, czyli godzinę „W” - wtedy, gdy powstańcy od lat gromadzą się na
      Powązkach przy pomniku Gloria Victis. Po protestach kombatantów gotowe już
      zaproszenia na otwarcie Muzeum trzeba było przerabiać na inny termin.

      Po rządach PiS pozostały ledwie napoczęte przedsięwzięcia związane z odbudową
      historycznej Warszawy. Na konferencjach prasowych Lech Kaczyński
      zapowiadał: „Rozpoczynamy odbudowę warszawskich zabytków na wielką skalę!” Były
      to obietnice mające wyłącznie cel propagandowy. Ich realizacja była nieporadna
      i pozbawiona szacunku dla tradycji.
      Na pierwszy ogień miała pójść zabudowa Placu Piłsudskiego: Pałac Saski i Pałac
      Brühla. Przygotowania do odbudowy Pałacu Saskiego prowadzono wyjątkowo
      nieudolnie, w końcu stanęło na najprostszym dla urzędników wariancie. Budynek,
      który stanie za kilka lat na Placu Piłsudskiego, będzie nie rekonstrukcją, lecz
      atrapą Pałacu Saskiego. Na żelbetowych ścianach Pałacu zamiast przedwojennych
      tynkowych elewacji pojawi się okładzina z nowoczesnego kamienia. Na szczęście
      to jedyny zabytek, za którego odbudowę PiS w Warszawie zdążył się zabrać.
      Tę część Placu Piłsudskiego, na której do 1944 roku znajdował się Pałac Brühla,
      prezydent próbował sprzedać na przetargu. Twierdził, że uda mu się zobowiązać
      nabywcę do rekonstrukcji pałacu. Sprzedaż działki musiałaby jednak spowodować
      utratę kontroli nad sposobem zabudowy, gdyż na tym terenie nie obowiązuje
      miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.

      Społeczny protest połączony z akcją zbierania podpisów zapobiegł skandalowi. Na
      sprzedaż nieruchomości w bezpośrednim sąsiedztwie Grobu Nieznanego Żołnierza
      nie poważyły się wcześniej żadne inne władze Warszawy.

      Drugim miejscem, w którym Lech Kaczyński próbował uprawiać politykę
      historyczną, był Plac Defilad, powstały w wyniku wyburzenia ocalałych z
      okupacji kamienic wokół Pałacu Kultury i Nauki. Także tu prezydent odciął się
      od poprzedników i wyrzucił do kosza niemal gotowy, znakomity projekt planu
      zagospodarowania przestrzennego, będący pochodną konkursu urbanistycznego z
      1992 roku. Projekt ten odtwarzał przedwojenną siatkę ulic i minimalizował
      dominację sylwetki Pałacu nad okolicą.

      Kaczyński przygotował własny plan, który jest banalnym usankcjonowaniem
      geometrii przestrzeni narzuconej przez Pałac Kultury. Nie ma w nim nawet próby
      nawiązania do przedwojennego kształtu miasta.

      Rzekome sukcesy rządzącej Warszawą ekipy PiS rozpadają się dziś jak domki z
      kart. Niedawno wyszło na jaw, że w otwartym hucznie podczas kampanii wyborczej
      oddziale szpitala dziecięcego nie leczy się dzieci, nie mogą one w nim nawet
      przebywać. Nic dziwnego: jedynym, nieskrywanym zresztą przez braci Kaczyńskich
      celem projektu pilotażowego było przygotowanie do zdobycia władzy w Polsce.

      A co jest celem obecnie realizowanego projektu IV RP, skoro powiela on
      wszystkie wady projektu pilotażowego?

      • szalony_kapelusznik Re: Białecki wydał książkę 27.07.07, 09:08
        pt. Lech Kaczyński w Warszawie 2002 - 2005
        którą moim zdaniem każdy powinien przeczytać
        (nie tylko mieszkancy W-wy)przed kolejnymi wyborami

        bo to co LK robił w stolicy to teraz obaj bracia K i PiS robią
        w wiekszym wymiarze w Polsce

        bialecki.net.pl
        • alistair-p Re: Białecki wydał książkę 27.07.07, 09:12
          Niestety znam to.Sprzątanie po kaczorze potrwa jeszcze troszkę.
          • kronopio77 Re: Białecki wydał książkę 27.07.07, 19:36
            Ile potrwa sprzątanie po kaczych kupach w kraju?
            • koperczak5 Re: Białecki wydał książkę 28.07.07, 03:01
              kronopio77 napisał:

              > Ile potrwa sprzątanie po kaczych kupach w kraju?
              ...i kiedy się rozpocznie???
            • wanda43 Re: Białecki wydał książkę 28.07.07, 06:33
              Warszawiacy ostrzegali, ale kraj nie posluchal i dal sie nabrac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka