minderbinder1
09.07.03, 09:18
Życie Warszawy
Trzeba zabić to śledztwo
Afera Rywina. Naciski powodem rezygnacji prokuratora
Były materiały świadczące o tym, że Rywin nie działał sam. Pozwalały one na
postawienie zarzutu Robertowi Kwiatkowskiemu, być może także innym osobom,
które stały za korupcyjną propozycją Lwa Rywina - ujawniają prokuratorzy.
Szefowie Ministerstwa Sprawiedliwości chcieli jak najszybciej zakończyć
śledztwo w sprawie Rywina. Nie uwzględnili wniosku Prokuratury Apelacyjnej o
przedłużenie sprawy na kolejne trzy miesiące.
Zgodnie z procedurą, w przypadku, gdy śledztwo toczy się w Prokuraturze
Apelacyjnej jej szef przesyła do Prokuratury Krajowej Ministerstwa
Sprawiedliwości pismo o przedłużenie postępowania. Robi to na wniosek
prokuratora prowadzącego śledztwo.
Zapytaliśmy rzecznika prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Zbigniewa
Jaskólskiego o przedłużenie śledztwa w tzw. sprawie Rywina.- Prokurator
prowadzący śledztwo zwrócił się z wnioskiem do Prokuratury Krajowej o
przedłużenie sprawy na kolejne trzy miesiące. Wniosek został tylko częściowo
uwzględniony - ministerstwo o miesiąc skróciło wnioskowany przez nas termin -
powiedział nam rzecznik Prokuratury Apelacyjnej.
Decyzję o nieprzedłużeniu śledztwa podjął prokurator Ryszard Rychlik. W
czerwcu śledztwo zakończono - akt oskarżenia objął tylko Lwa Rywina.-
Odbywaliśmy spotkania z przedstawicielami ministerstwa, m.in. z ministrem
Grzegorzem Kurczukiem, prokuratorem Kazimierzem Olejnikiem, prokuratorem
Karolem Napierskim, szefem Prokuratury Krajowej i z Ryszardem Rychlikiem
nadzorującym z ramienia Prokuratury Krajowej pion zwalczania przestępczości
zorganizowanej. Gdy była mowa o sprawie Rywina, zawsze słyszeliśmy, że tę
sprawę trzeba jak najszybciej zakończyć. Na nic zdały się sugestie, że należy
poprowadzić śledztwo dotyczące TVP i jej szefa Roberta Kwiatkowskiego w
związku z jego udziałem w aferze Rywina. To jasno wynikało z materiałów
dowodowych - opowiadają prokuratorzy rozmawiający z Życiem Warszawy.
Prokuratorzy podają konkretne przykłady przemawiające - ich zdaniem - za
kontynuacją śledztwa.Oto niektóre z nich:
- premier zeznał, że tylko "szalony człowiek" przyszedłby do niego w sprawie
kompromisu po 26 czerwca ubiegłego roku. Przed tą datą zawarto kompromis z
nadawcami prywatnymi. Tymczasem Robert Kwiatkowski przyszedł już po tym
wydarzeniu. Był u premiera 10 i 13 lipca jako wysłannik Rywina, o czym mówił
w zeznaniach Bolesław Sulik, były członek Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji,
- za winą Kwiatkowskiego przemawia nagranie na kasecie propozycji korupcyjnej
oraz zeznanie szefa "Gazety Wyborczej" Adama Michnika,
- O Robercie Kwiatkowskim jako inicjatorze wizyty Lwa Rywina w Agorze pisał
Lew Rywin w notatce sporządzonej dla Aleksandra Kwaśniewskiego,
- liczne sprzeczności w zeznaniach Kwiatkowskiego. Utrzymywał np. że do
publikacji "Wprost" z września 2002 roku nic nie wiedział o propozycji
korupcyjnej Lwa Rywina. Tymczasem z zeznań Bolesława Sulika, Juliusza Brauna
(do niedawna szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji) i Macieja
Kosińskiego, jednego z dyrektorów w TVP wynika, że Kwiatkowski doskonale był
zorientowany w całej sprawie już w sierpniu i już wtedy wiedział, z czym
przyszedł Rywin do Michnika.
- Materiał zgromadzony w śledztwie dawał także podstawy sądzić, że w aferę
jest zamieszanych więcej osób. Ministerstwo Sprawiedliwości nie pozwoliło nam
tej sprawy kontynuować - dodają nasi rozmówcy z prokuratury.
Według nich, należało wyjaśnić wszystkie wątpliwości dotyczące udziału w tej
sprawie Lecha Nikolskiego, Aleksandry Jakubowskiej, Włodzimierza Czarzastego
i dyrektor Janiny Sokołowskiej.
- Decyzja Prokuratury Krajowej o nieprzedłużeniu śledztwa uniemożliwiła
podjęcie jakichkolwiek kroków. Wątpliwości pozostały - mówią prokuratorzy.
DATA:9.07.2003