haen1950
14.09.07, 07:27
"Idzie pan do wyborów, żeby pozostać ministrem zdrowia, dokończyć
to, co pan zaczął. Ale wyobraźmy sobie, że PiS wybory przegra.
Zgodnie z pana logiką szkoda panu będzie czasu, żeby przez cztery
lata wysiadywać na ławach opozycji.
Jest to problem. Odkładam go na później. Muszę zakładać, że PiS
wygra.
A wygra?
Pewnie wygra, choć może nie mieć samodzielnej większości. Ale wtedy
przegrana Platforma Obywatelska się rozpadnie. Przyłączy się do nas,
do PiS.
Jak pan mówi: PiS, myśli pan: my?
W coraz większym stopniu, bo chcę, żeby PiS wygrało.
Ktoś pana zaatakował za tak jednoznaczne opowiedzenie się po stronie
PiS?
Byłem ostatnio na promocji książki Aleksandra Halla, z którym się
przyjaźnię. Spotkałem tam Tadeusza Mazowieckiego, Władysława
Bartoszewskiego, ludzi, którzy zawsze odnosili się do mnie
niesłychanie sympatycznie. Tym razem wyczułem z ich strony straszny
chłód. Na co dzień nie mam takich doświadczeń - chodzę do pracy i z
niej wracam, spotykam się tylko z żoną. Ale jestem przygotowany na
wszystko."
A to ci dopiero! Przestali lubić pana profesora. A taki sympatyczny
pijaczyna był, brat łata, dusza towarzystwa. Okropny los mu
zgotowali.