nowy Cyrankiewicz?

05.10.07, 00:00
Kto podniesie ręke na władze ludową, temu ta władza tę ręke odrąbie w interesie...
Prawie to samo co dzisiaj, nie?
    • kropka Re: nowy Cyrankiewicz? 05.10.07, 01:18
      w IV RP wszystko ma być inaczej. To może odrąbiemy interes?
      Ręka może sie jeszcze przydac do czegoś
      • kicior99 Re: nowy Cyrankiewicz? 05.10.07, 01:39
        to może coś o nogach?:)
        • uyu Re: nowy Cyrankiewicz? 05.10.07, 01:40
          To oni maja interes?
          • kicior99 Re: nowy Cyrankiewicz? 05.10.07, 02:35
            tak, wsadzony nie w to co trzeba :P
    • lepper.wicepremierem Re: nowy Cyrankiewicz? 05.10.07, 02:39
      kicior99 napisał:

      > Kto podniesie ręke na władze ludową, temu ta władza tę ręke odrąbie w interesie
      > ...
      > Prawie to samo co dzisiaj, nie?

      ano...

      pl.youtube.com/watch?v=ZZgUC7nRSwI

      pl.youtube.com/watch?v=QWdjI4uLejs
    • kaczkiwon swoim mu wolno odcinac 05.10.07, 02:41
      Ale o waznych sprawach to nie ON decyduje, maly krotkonogi
      piesek. NIC o was bez NAS.

      Rice pojedzie z Gatesem do Moskwy ws. tarczy
      Sekretarz stanu USA Condoleezza Rice oraz minister obrony USA Robert
      Gates złożą wizytę w Moskwie w dniach 12-13 października, by omówić
      plany budowy w Europie przeciwrakietowej tarczy obronnej -
      poinformował wieczorem w Waszyngtonie Departament Stanu.
      Pani Rice uda się potem do Izraela, na terytoria palestyńskie, do
      Egiptu i Jordanii, w związku z przygotowaniami do bliskowschodniej
      konferencji pokojowej, którą Stany Zjednoczone mają zamiar
      zorganizować u siebie jeszcze w tym roku.

      W Moskwie Rice i Gates przedyskutują z rosyjskimi partnerami plany
      USA w sprawie umieszczenia w Polsce 10 wyrzutni rakiet
      przechwytujących, a w Republice Czeskiej radaru, które w sumie
      stanowić mają część tarczy chroniącej Europę przed atakami
      rakietowymi z takich krajów jak Iran i Korea Północna. Rosja
      oznajmiła, że naruszy to równowagę strategiczną i stanowić będzie
      zagrożenie dla jej bezpieczeństwa. W lipcu Moskwa zaproponowała
      wykorzystanie zamiast tego kierowanej przez Rosjan stacji radarowej
      w Azerbejdżanie.


    • kaczkiwon i Rydzak z kaczek sie nasmiewa 05.10.07, 03:02
      Ze zmarnowaly szanse w kazdej kategorii, w polityce zagranicznej
      bezmyslnie wrogow zrobily i teraz na kolanach beda blagac Merkel a
      wkrotce Putina o laske.

      Polska w końcu na swoim miejscu?



      W pierwszych komentarzach po poniedziałkowej debacie pojawiały się
      opinie, że o ile obecny premier słusznie starał się zdobywać punkty
      w takich obszarach, jak poprawa poziomu bezpieczeństwa czy wzrost
      gospodarczy, o tyle co do polityki zagranicznej był to błąd. Spora
      część społeczeństwa, zdaniem obserwatorów, pozytywnie ocenia
      osiągnięcia III RP w tej dziedzinie.
      Trudno stwierdzić z całą pewnością, co dokładnie myślą Polacy,
      wydaje się jednak, że znacznej części rodaków nie do końca musiało
      się podobać uprzedmiotowienie naszego kraju, które osiągnęło już
      takie stadium, że zupełnie otwarcie mówiono, iż Polska ma "siedzieć
      cicho". Szkoda zresztą, że Jarosław Kaczyński nie wypomniał
      Kwaśniewskiemu owej wypowiedzi Chiraca, dobitnie ilustrującej
      dziedzictwo dyplomacji III RP.

      Już pierwszy rząd PiS-owski, rząd Kazimierza Marcinkiewicza, musiał
      przystąpić do naprawy tego, co zostało zaprzepaszczone. Gabinet
      Jarosława Kaczyńskiego kontynuuje proces odzyskiwania inicjatywy
      przez polską dyplomację przy dość trudnych warunkach zewnętrznych,
      gdy znacznie łatwiej można było to osiągnąć wcześniej. Niestety, za
      czasów poprzednich rządów Polska - metodą "jawohl", jak powiedział
      premier Kaczyński - dała się jedynie nieść koniunkturze
      międzynarodowej, zamiast ją wykorzystać do budowy własnej pozycji. -
      Pan załatwił to, co by załatwił każdy. A jak coś było trudnego do
      załatwienia, to pan tego nie załatwił - mówił premier, na co były
      prezydent odpowiadał, że "wejście Polski [do UE] odbyło się na
      bardzo korzystnych warunkach". Istotnie niezwykle korzystnych, tak
      korzystnych, że polscy rybacy nie mogą łowić ryb w Bałtyku, a polscy
      rolnicy produkować odpowiedniej do liczby mieszkańców kraju ilości
      mleka.
      Niestety, nie pojawiła się w toku debaty kwestia stosunku Niemiec -
      i Niemców - do Polski. Premier stwierdził jedynie, że stosunki te są
      dobre "na szczeblu międzyrządowym" i zaledwie delikatnie przypomniał
      o oburzającym wywiadzie Kwaśniewskiego dla niemieckiej prasy, nie
      zwrócił natomiast uwagi na niebezpieczny rewizjonizm, odczuwany już
      na własnej skórze przez Polaków rugowanych ze swoich domów, nie
      zwrócił też uwagi na zmianę świadomości Niemców, którzy dziś próby
      przywracania właściwych proporcji w postrzeganiu historii określają
      mianem "polskiej kłamliwej propagandy".
      A przecież jest to jakże charakterystyczne dziedzictwo polityki
      zagranicznej III RP, polityki fałszywego pojednania, które
      sprowadzało się do mentalnego rozbrojenia Polaków. Stosunki z
      Niemcami na szczeblu międzyrządowym były dobre jeszcze na rok przed
      II wojną światową i nic z tego nie wynikło. To nie znaczy, że dziś
      stoimy w obliczu jakiegoś straszliwego niebezpieczeństwa, ale
      dowodzi, że w sytuacji tak skomplikowanego sąsiedztwa, jak polsko-
      niemieckie, nie wystarczą dobre relacje między ośrodkami władzy.
      Jest to zresztą związane z ogólnym problemem złego obrazu Polski w
      oczach światowej opinii publicznej, do czego - jak słusznie
      wypomniał byłemu prezydentowi Jarosław Kaczyński - przyczyniają się
      wypowiedzi przedstawicieli środowiska, które odpowiada za dyplomację
      III RP. Ale należało też dodać, że ta zła prasa, jaką Polska ma na
      świecie, to również kolejny składnik dziedzictwa epoki
      postkomunistycznej. Rozważania na temat rzeczywiście arcytrudnego
      zadania odzyskania lekkomyślnie zaprzepaszczonej sympatii innych
      narodów przekraczały ramy wyborczego pojedynku, choć dobrze byłoby,
      gdyby włodarze Rzeczpospolitej mieli jakiś pomysł działania na tym
      odcinku. Może jednak trzeba było silniej podkreślić, że za okazywaną
      tu i ówdzie za granicą niechęć Polacy mogą być wdzięczni
      elitom "postkomuny", a nie "kaczolandu".
      Zrozumiałe, że w ramach debaty nie poruszano mniej nośnych w czasie
      kampanii wyborczej problemów, jak stosunki Polski z krajami
      pozaeuropejskimi, chociaż można odnieść wrażenie, że z bogatych
      obietnic, jakie słyszeliśmy przed dwoma laty, niewiele udało się
      zrealizować. Nie poruszono jednak też kilku zagadnień dość żywo
      interesujących przeciętnego Polaka - przede wszystkim obecności
      naszych wojsk w Afganistanie i Iraku oraz sprawy tzw. tarczy
      antyrakietowej. Mogło to wynikać z obopólnej chęci jak
      najostrzejszej konfrontacji, czemu nie sprzyjałoby poruszanie
      zagadnień, w których mniej jest punktów spornych.
      Krzysztof Jasiński

Pełna wersja