wlodekbar
29.12.07, 21:33
Moje pytanie brzmi:
Komunizm a nieakceptacja samego siebie.
Wiadomo, że dużo myślących, czy po prostu uczciwych, normalnych
ludzi w tej naszej cywilizacji choćby częściowo nie akceptuje siebie
samych. Podreślam słowo "normalnych", by odciąć się od
zimnokrwistych psychopatów - karierowiczów i tym podobnych.
Naturalnie, im gorszy system społeczno-polityczny, im gorsza umowa
społeczna, tym proces wzrastania niedorosłego jeszcze człowieka
generalnie bardziej szwankuje, i co za tym idzie osoba ludzka, miast
być, jak to psychologowie zwykli mawiać "blisko siebie", jest od
siebie bardziej "oddalona".
Między innymi dlatego, że samopoznanie jest słabsze.
Wiadomo też, że na przykład Adolf Hitler osobiście zabronił praktyk
psychoterapeutycznych (a wiadomo, że podstawową sprawą w
psychoterapii jest zwiększenie samopoznania), przynajmniej tych
opartych na psychoanalizie -też totalitaryzm wszakże.
Podobnie i w Polsce jedynie w ograniczonym zakresie pozwolono na
uprawianie psychoanalizy; wiem, że istniała u nas, w drugiej połowie
lat siedemdziesiątych, po wydarzeniach letnich w '76. chyba jedynie
jedna placówka adaptująca na nasz teren doświadczenia zachodniej
psychoterapii - Ośrodek Terapii i Rozwoju Osobowości w Warszawie,
placówka dla młodziezy, której kierownikiem był Jerzy Mellibruda.
Czytałem dwie jego książki, wydane przez "Naszą Księgarnię",
świadczą chyba o tym, że był/jest znakomitym, jeśli nie wybitnym,
terapeutą; są bardzo dobre.
Jaki więc ciężar psychologicznu w tym zakresie - systemu, który już
dawno za nami, jest nadal naszym udziałem?
Pozdrawiam, prosząc o odpowiedzialne :) opinie i podzielenie się
autentyczna wiedzą. Zamierzam pisać cos na ten temat, i będę bardzo
wdzięczny.