Gość: Kraken
IP: *.proxy.aol.com
03.09.03, 19:55
Rejs samolotu LOT opozniony o 27 godzin
Do Bostonu zamiast do Nowego Jorku
Samolotu PLL LOT, ktory w piatek wieczorem mial wyladowac na lotnisku JFK w
Nowym Jorku, ze wzgledu na trudne warunki atmosferyczne, wyladowal w
Bostonie. Podroz z Warszawy do Nowego Jorku zamiast 8 godzin trwala ponad
poltorej doby.
Zgodnie z rozkladem lotow rejs LO 28 samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT
mial zakonczyc sie w piatek o godz. 20:05 na lotnisku JFK w Nowym Jorku.
Dopiero po jakims czasie, i to zupelnie przypadkowo, oczekujace w Nowym Jorku
rodziny i znajomi dowiedzieli sie, ze samolot zostal skierowany do Bostonu.
Na lotnisku w Nowym Jorku z Polakami pozostal przedstawiciel PLL LOT Slawomir
Drzewicki. Niestety kolejne podawane przez niego informacje byly odwolywane,
co wprowadzalo w coraz wieksze zdenerwowanie oczekujacych. Wsrod nich bylo
wielu rodzicow, ktorzy pojawili sie na lotnisku, aby odebrac swe powracajace
po wakacjach w Polsce dzieci.
Lucyna Naprawa wraz z mezem przyjechala na lotnisko, aby odebrac swa
powracajaca z Polski 6-letnia corke. "Nie jestem w stanie zrozumiec, dlaczego
nikt z pracownikow LOT-u nie przyszedl do nas i nie poinformowal, ze samolot,
na ktory czekamy, musial ladowac w Bostonie. Nie byl to w koncu jedyny
samolot, ktory nie wyladowal tego dnia na JFK. Ale to byl w sumie drobiazg w
porownaniu z tym, czego doswiadczylismy pozniej" powiedziala Polka "Nowemu
Dziennikowi".
Najpierw przez jedynego pracownika LOT-u, ktory pozostal na lotnisku, zostali
poinformowani, ze wszyscy podrozni przyjada do Nowego Jorku autobusami. Potem
dowiedzieli sie, ze jest problem ze znalezieniem kierowcow. W koncu
powiedziano im, ze po zatankowaniu paliwa samolot przyleci na JFK. Ta wersja
wydawala sie o tyle prawdziwa, ze o godz. 11 w nocy w piatek wyladowalo okolo
8 samolotow innych linii lotniczych, ktore tez zmuszone byly do
miedzyladowania w Bostonie. Niestety, okazalo sie, ze z niewyjasnionych
blizej przyczyn samolot LOT-u nie moze kupic paliwa, bo podobno nie ma za nie
czym zaplacic. Niedlugo potem podano, ze polscy piloci i tak nie mogliby
leciec do Nowego Jorku, poniewaz spedzili 12 godzin w pracy i zgodnie z
przepisami musza miec przerwe na odpoczynek.
"Chcielismy namowic pilotow, czekajacych razem z nami na ten sam samolot,
ktory o 10 w nocy mial odleciec do Polski, aby polecieli odebrac go do
Bostonu, ale odmowili nam powiedziala Lucyna Naprawa. Wreszcie po godzinie
1 w nocy zostalismy poinformowani, ze w Bostonie zrobiono odprawe celna i
pasazerowie spedza najblizsza noc w hotelach, a samolot przyleci do Nowego
Jorku w sobote o godz. 12 w poludnie".
Biuro LOT-u w sobote rano informowalo, ze samolot PLL stojacy w Bostonie
wyladuje w Nowym Jorku, ale nie w poludnie, tylko o godzinie 10 w nocy. Po
poludniu nie sposob bylo dodzwonic sie do LOT-u, aby otrzymac potwierdzenie
tej informacji.
Lucyna Naprawa na wlasna reke zdobyla numer telefonu hotelu, w ktorym
nocowala jej corka, i zdecydowala sie jechac razem z mezem po nia do
Bostonu. "Przez cala podroz dzwonilam do hotelu, bojac sie, ze gdy
przyjedziemy do Bostonu, to ona odleci do Nowego Jorku. Na szczescie tak sie
nie stalo, o godz. 3:30 po poludniu odebralismy nasza corke z hotelu, w
ktorym pozostawilismy okolo 20 polskich dzieci czekajacych na powrot do
Nowego Jorku".
Ewa Garwocka, ktora czekala na lotnisku JFK na przylot z Polski 10-letniej
corki, tez zastanawiala sie, czy pojechac do Bostonu. Po powrocie z lotniska
o 3 w nocy uznala jednak, ze moze rozminac sie z nia i postanowila czekac na
jakies konkretne informacje z LOT-u. "Niezrozumiale bylo to, ze nikt do mnie
ani do innych osob nie zatelefonowal. Niezrozumiale bylo to, ze nie
udostepniono w Bostonie naszym dzieciom telefonow, aby mogly sie z nami
skontaktowac. Gdy okazalo sie, ze samolot nie przyleci z Bostonu w sobote o
godz. 12 w poludnie, to dowiedzialam sie, ze wyladuje o 10 w nocy. Na
lotnisku pojawila sie ta sama co w piatek grupa oczekujacych. Nasze
zdenerwowanie z kazda chwila roslo, bo minela 10, potem 11 w nocy, a 'nasz'
samolot nie ladowal. Przylecial dopiero o 11:20 w sobote poznym wieczorem".
Z relacji pasazerow wynika, ze po wyladowaniu w Bostonie w piatek po godzinie
8 wieczorem samolot przez kolejne cztery godziny stal na plycie lotniska wraz
z pasazerami. Dopiero po polnocy dokonano odprawy celnej i przewieziono
pasazerow do 4 roznych hoteli, przy czym wszystkie dzieci umieszczono razem w
jednym z nich. W dwuosobowych pokojach przydzielano jedno lozko na dwoje
dzieci. Byl tez co najmniej jeden pokoj koedukacyjny, w ktorym
kilkunastoletni chlopcy nocowali wspolnie z troche mlodszymi dziewczetami. Z
otrzymanych relacji wynika, ze stewardesy mialy swoj osobny pokoj.
Dzieci przebywaly do godz. 7 wieczorem w hotelu, potem przewieziono je na
lotnisko. Dorosli mieszkajacy w innych hotelach musieli je opuscic po godz. 3
po poludniu.
Niestety nikt z przedstawicieli PLL LOT w Nowym Jorku nie byl w stanie we
wtorek do poludnia udzielic wyjasnienia na temat tego, co wydarzylo sie w
piatek i sobote. Ewa Kocon, sekretarka dyrektora biura nowojorskiego PLL LOT,
poinformowala, ze wszelkie pytania nalezy kierowac do Przemyslawa Dwojaka
(business development menager), ktory we wtorek przebywal na urlopie