Gość: tow. Dziewulski
IP: *.acn.waw.pl
03.10.03, 23:51
Milicjantem trzeba się urodzić. Milicjant jest jak skomplikowana maszyna.
Tysiące pokręteł, trybików, śrubek i sprężnek. Wszystkie one muszą być do
siebie odpowiednio dopasowane i dobrze nasmarowane. Tak, by w decydującej
chwili nie zacieły się, nie staneły. Wszystkie te części można złożyć i
zestroić ze sobą by działały niezawodnie. Wszystkie poza jedną. Jest nią mózg
Milicjanta antyterrorysty. Milicjant musi mieć tzw szósty zmysł. Tego nie da
się wykształcić podczas treningów, z tym trzeba się urodzić. Można mieć
mięśnie jak stal, zwinność małpy i siłę niedźwiedzia ale bez właściwie
dostrojonej głowy prawdziwym Milicjantem antyterrorsytą się nie zostanie. Bo
gdy siada najmniejszy choćby trybik, pada cały mechanizm. Ja-nie chwaląc się-
mam właśnie to coś. Nie tylko szósty, ale nawet dziesiąty i dwudziesty zmysł.
Mózg-to jest właśnie ten trybik (w moim przypadku jest on rzeczywiście
najmniejszy) który czyni mnie najlepszym Milicjantem. Skoro już jesteśmy przy
tej części ciała to chciałbym przy okazji odpowiedzieć na pytanie, jakie
często jest mi stawiane w listach od wielbicieli. Otóż pytają mnie oni
dlaczego jestem łysy jak kolano. Więc odpowiadam-nie jest to kwestią wieku a
wiąże się z moją ulubioną techniką walki, tzw "ciosem z główki". Opanowałem
ją do perfekcji, kiedy jeszcze handlowałem zielonymi pod Pałacem Kultury i na
stadionie dziesięciolecia. Czy widzieliście kiedyś maratończyków biegających
boso? Biegają tak nie dlatego, że im buty zwinąłem a dlatego, że dzięki
bezpośredniemu kontaktowi ciała z podłożem energia lepiej przepływa a oni
mogą osiągnąć lepszy rytm. Kiedy walę z główki też płynie energia. Gdy obiekt
bezpośrednio styka się ze skórą na mojej czaszce jej przepływ jest
niezakłócony. Moje ciało przechodzą wtedy dreszcze, na przemian odczuwam
gorąco i zimno, ogarnia mnie stan euforii, ekstazy.
Eh, rozmarzyłem się...Kończę bo naszła mnie nieodparta chęć przyłożenia sobie
patelnią w łeb.