wikul
26.11.08, 23:48
Prezydent jeździ po kraju, spotyka się z narodem i zapowiada:
zawetuję reformę służby zdrowia. Mówi też: nie zgodzę się na szybkie
wprowadzenie euro. W kwestii pomostówek jeszcze się waha - albo
zawetuje, albo nie. A w sprawie traktatu lizbońskiego niczego nie
deklaruje jasno, ale nie wydaje się, by miał go ratyfikować. Nie
dziwi państwa postępowanie prezydenta? Nie oburza? Uważają państwo,
że to normalne i że tak zawsze wygląda kohabitacja?
Mnie też już to ani nie dziwi, ani nie oburza. I to właśnie jest
niepokojące. Patologia mocą zasiedzenia zyskuje prawo obywatelstwa i
staje się normą. Trzeba więc czasem wrócić do prawd elementarnych i
do stwierdzeń banalnie naiwnych. Choćby po to, żeby samemu zachować
trzeźwość umysłu.
Na użytek autoterapii wypowiem więc parę oczywistości. Po pierwsze,
model prezydentury Lecha Kaczyńskiego - a właściwie, nie oszukujmy
się, braci Kaczyńskich - jest czymś nienormalnym. Kłóci się z duchem
konstytucji. Ba, kłóci się z samą istotą demokracji. Istotą
demokracji jest władza większości (oczywiście przy poszanowaniu
konstytucyjnych praw mniejszości). Większość wygrywa wybory i
realizuje swój program. Mniejszość recenzuje wygranych, starając się
popsuć im szyki przekonać opinię publiczną do swoich racji - by
odzyskać władzę w następnych wyborach. (...)
www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=31646&gclid=COGRotTVkZcCFRdatAodowtoIw