christopher_columbus
28.11.08, 09:01
Od kiedy żyję, a trochę to już trwa, każdy rząd, który dochodzi do
władzy wylicza błędy poprzedniego i zapowiada wielką poprawę. Mało
tego - w trakcie rządzenia zapewnia, że poprawa następuje. "Każdy
będzie miał", "poprawimy", "zlikwidujemy", "już nigdy nie będzie
tak", "wreszcie doprowadzimy do końca" i tym podobne.
Gdyby brać to na serio, Polska powinna już skolonizować Księżyc,
mieć kilka miliardów ton złota oszczędności, każdy obywatel powinien
mieć własne duże mieszkanie i dwóch lekarzy na wyłączność, mieć
benzynę za darmo, nie płacić podatków i mieć emeryturę do
skonsumowania w Emiratach Arabskich.
Tymczasem po 12 miesiącach rządów Tuska ludzie zaczynają się
wiercić. Coś im nie pasuje i z wolna próbują strajkować. Tusk nawet
od swoich sympoatyków (jak Owsiak) dostaje przydomek "Złotousty" i
zaczyna wyglądać nieco śmiesznie (choć nadal nie tak śmiesznie, jak
prezydent).
12 miesięcy i już koniec postępu?
W grę wchodzą następujące mozliwości:
1. Politycy kłamią (oklaski!)
2. Opozycja (nawet za Gomułki) uniemożliwia reformy (wielkie brawa!).
3. Rządy, które sami wybieramy (albo nam wybierają inni) za każdym
razem są niekompetentne i butne.
4. Postęp społeczny jest już niemożliwy - toczy się własnym trybem
bez względu na postepowanie polityków, a jego tempo jest własciwe.
Czyli przyspieszenie jest mirażem.
Kto będzie naszym nowym Tuskiem/Nowakiem za 2-3 lata?
Pozdr.
Wilk