Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.10.03, 19:18
Tygodnik "Wprost", Nr 1092 (02 listopada 2003)
Można się tylko modlić, by Pan Bóg przywrócił rozsądek liderom LPR
Tomasz Nałęcz
Liga Polskich Rodzin twierdzi, że spekulacje mediów na temat zmiany premiera
mogą być inspirowane przez obce wywiady, zamierzające w ten sposób osłabić
polską pozycję podczas ostatniego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli. W
zasadzie należałoby przejść nad tym do porządku dziennego (w myśl
twierdzenia, że w wolnym kraju każdy może wierzyć w co chce, nawet w
największą bzdurę), gdyby nie parę faktów.
Przede wszystkim autorami owej sensacji nie są jacyś drugorzędni działacze
chcący na chwilę (choćby przez błazeńskie wygłupy) zwrócić na siebie uwagę
mediów. Bulwersującą wieść powtarza wpływowy wiceprzewodniczący klubu
parlamentarnego Roman Giertych i członek sejmowej Komisji ds. Służb
Specjalnych Robert Strąk. Nie mówią tego na zamkniętym konwentyklu czy u
cioci na imieninach (po kilku toastach), lecz na specjalnie zwołanej w
Sejmie konferencji prasowej, a więc z największą powagą. Robią przy tej
okazji miny, jakby dysponowali jakimiś dowodami. Poseł Strąk informuje z
dużą pewnością siebie, że chodzi o służby wywiadowcze "jednego z państw
Europy Wschodniej" lub "jednego z państw Europy Zachodniej". Tak wypowiada
się tylko osoba dobrze poinformowana o szczegółach, ale w imię racji stanu
zachowująca dyskrecję. To przekonanie umacniają żądania LPR, by sprawą
natychmiast zajęły się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencja
Wywiadu. Ma ją zbadać również sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych. W świat
idzie sygnał, że w Polsce coś się dzieje, i nawet jeśli niewiele osób wierzy
w owe sensacje, autorytetu naszemu krajowi to nie przysparza. Dlaczego
liderzy LPR tak postępują? Dlaczego z dziennikarskiej kaczki robią sokoła
mającego upolować tylko im znaną zdobycz?
Czyżby łupem miało być jeszcze skuteczniejsze podważenie - obłudnie przez
LPR bronionej - wiarygodności polskiego rządu w Brukseli? Aż się nie chce
wierzyć, by LPR była zdolna do tak tandetnej intrygi, choć zarazem
powszechnie wiadomo, jak bardzo nie lubi ona zarówno rządu Millera, jak i
Unii Europejskiej. Może więc sięga po perfidnie zatrutą strzałę i liczy, że
ustrzeli nią aż dwóch swoich wrogów? Jeśli to rozumowanie byłoby prawdziwe,
oznaczałoby, że na polskiej prawicy zmartwychwstają demony sprzed wielu
dziesięcioleci. W II Rzeczypospolitej w tym środowisku było wielu działaczy
i publicystów, którzy całe polskie zło tłumaczyli intrygami Żydów, masonów i
cyklistów.
Dzisiaj Żydów atakować nie wypada, o masonach mało kto słyszał, zaś na
rowerach jeżdżą prawie wszyscy. Stereotyp wroga muszą więc zastąpić
złowrogie obce wywiady. Pomysł nowy, ale robienie ludziom wody z mózgu
bardzo stare, rzec można, prawdziwie przedwojenne. Można się tylko modlić,
aby Pan Bóg przywrócił rozsądek liderom LPR, bo dzisiaj najwyraźniej go im
brakuje.