Gość: Pan Piotrek
IP: 209.234.157.*
30.10.03, 00:43
Molier napisał Świętoszka w latach sześćdziesiątych
XVII wieku; premiera pierwszej trójaktowej (niestety
niezachowanej) wersji odbyła się 12 maja 1664 roku w
Wersalu; po długiej batalii z ośmieszonymi przez
Moliera stronnictwami polityczno-religijnymi (między
innymi tzw. Kongregacją św. sakramentu) wystawiono
ostateczną pięcioaktową wersję utworu, nastąpiło to
dopiero 5 lutego 1669 roku. Świętoszek był za swoich
czasów niezwykle ostrą satyrą polityczną. Chociaż
uderzał bezpośrednio tylko w sferę obyczajowości i
krytykował nie konkretne osoby, czy organizacje, ale
pewne ogólne zjawiska; to niezwykle czytelne były
aluzje do rzeczywistej sytuacji polityczno-społecznej.
Świętoszkowaci obłudnicy poczuli się zagrożeni
demaskatorską i trafną obserwacją Moliera. Rozwinęli
zatem potężną falę reakcji; jej szczytową fazą było
nałożenie na Świętoszka ekskomuniki przez arcybiskupa
Paryża.
Aby zrozumieć prawdziwą wymowę Świętoszka należy
zapoznać się z sytuacją wyznaniową we Francji wieku
XVII. Kontrowersje światopoglądowe były niezwykle
ożywione; na płaszczyźnie religijnej ścierały się dwa
skrajne obozy, jansenistyczny i jezuicki (janseniści
wzywali do odnowienia wiary w duchu św. Augustyna oraz
prezentowali niezwykle surowe i ascetyczne poglądy
moralno-filozoficzne, jezuici jak na
kontrreformacyjnych wojowników przystało zajmowali się
raczej działalnością agitacyjną niż twórczą).
Atmosferę dodatkowo podgrzewało tworzenie się nowej
formacji myślowej, która zaowocowała później
oświeceniem. Taka sytuacja sprzyjała tendencjom
skrajnym. Zaczęły, szczególnie w obozie jezuickim,
powstawać (...) stowarzyszenia, złożone z duchownych i
świeckich, otoczone ścisłą tajemnicą, starające się
ująć w ręce rząd dusz i rozciągające cenzurę na życie
prywatne, często za pomocą środków dość pod względem
etycznym wątpliwych. (...) Innymi słowy we Francji
roiło się wtedy od „dyktatorów sumień", którzy
szermowali demagogicznymi hasłami religijnymi dla
osiągania swoich osobistych celów. Obłudni
propagandyści różnej maści stowarzyszeń zaczęli
mieszać się w życie obywateli i starali się poprzez
nacisk, szantaż, kazuistyczną perswazję lub inne znane
sobie metody, wpływać na to, jak ludzie myślą i co
robią. To niebezpieczne nasilenie terroru
światopoglądowego przechodziło właśnie swoją szczytową
fazę, kiedy Molier pisał Świętoszka.
-------------------------------------------------------
-------------------------
Pomysł na ten tekst narodził w trakcie lekcji języka
polskiego, na której omawialiśmy problematykę
Świętoszka. Wywiązała się na niej, szybko niestety
zdławiona dyskusja, dotycząca tego, jakim typem
komedii jest Świętoszek. Na pytanie, zadane przez
nauczyciela, padły cztery odpowiedzi; uznaliśmy, jest
to komedia charakterów, intrygi, obyczajowa i
polityczna. Zaproponowano nam uszeregowanie, pod
względem ważności, tych cech. Za podstawowe kryterium
polecono nam uznać „aktualność". Nasz polonista
stwierdził, że najbardziej przedawniony jest
polityczny kontekst Świętoszka; w tym momencie
rozległy się w klasie tłumione śmiechy i narodziła
główna idea tego artykułu. Jeśli bowiem spojrzymy na
współczesną sytuację polityczną Polski, to w stosunku
do niej wymowa Świętoszka jest jak najbardziej „na
czasie".
Początkowo ten tekst miał nosić tytuł Tartufe a
Rydzyk, charakterystyka równoległa, ale stwierdziłem,
że nazwisko „księdza dyrektora" wyeksponowane w tytule
mogłoby obrażać uczucia estetyczne czytelników
KLOIZETU. Pomiędzy ponadczasowym rysem dewota,
obłudnika i manipulatora, stworzonym przez Moliera
(Tartufe), a szefem Radia Maryja („ojcem dyrektorem"
Rydzykiem) zachodzą niewątpliwe i pasjonujące związki.
Postaram się przynajmniej kilka z nich zaprezentować.
Tartufe ośmieszał się głównie tym, że wszystkim jego
wypowiedziom towarzyszyła uduchowiona maniera
retoryczna; poza tym, niezależnie od tego o czym
mówił, bełkotał zawsze to samo. Wciąż odwoływał się do
niebios, jego przemowy były najeżone „wzniosłymi
apostrofami" równie gęsto, jak rozmowy pod budką z
piwem przekleństwami. Tadeusz R. sprawia wrażenie
pojętnego ucznia Tartufa; co więcej
jest „świętoszkiem" dużo skuteczniejszym. W dramacie
Moliera na manipulację Tartufa dali się nabrać Orgon i
Pani Pernelle; słuchacze Radia Maryja to
kilkumilionowa rzesza ludzi.
Tartufe znał świetne metody na wybielanie swoich
brudnych postępków. Popis swoich możliwości dał w
scenie VI aktu III, kiedy to postawiony przed
niezaprzeczalnym zarzutem uwodzenia żony Orgona
zręcznym wybiegiem nie tylko unika kary, ale triumfuje
jeszcze nad (piętnującymi jego obłudną rozpustność)
członkami rodziny. Tadeusz R. jadąc pewnego razu swym
Fordem po ulicach Torunia natknął się na patrol
policji. Funkcjonariusz wezwał go do poddania się
badaniu na trzeźwość; Tadeusz R. nonszalancko (nie
wysiadając z samochodu) odmówił i zażądał sprowadzenia
na miejsce zdarzenia kapelana toruńskiej policji wraz
z jakimś znanym sobie posłem ZCHN-u. Sprawę załatwiono
(wbrew wszelkim procedurom) polubownie; policjanci
odjechali zapominając o sprawie, a Tadeusz R. (bez
poddawania się testowi trzeźwości) również udał się w
dalszą drogę. Jakie były dalsze tory tej „promilowej"
sprawy? Zacytujmy Gazetę Wyborczą (5 listopada 1997) :
(...) Kiedy dwie toruńskie gazety opisały nocną
przygodę ojca dyrektora, Tadeusz R. w trakcie
wieczornej audycji odsądził obie redakcje od czci i
wiary oraz wyjaśnił, że feralnego wieczora istotnie
pił wino, ale to -jak mówił- zdarza się także w czasie
mszy. (...) Cóż za chrześcijańska pokora bije z
oświadczenia ojca dyrektora! Przyznać się do
przestępstwa skoro przedtem sprawę się uciszyło. Nic
to, że w Polsce jazda samochodem pod wpływem alkoholu
jest po prostu zabroniona i to, że jest on stosowany w
katolickich obrzędach religijnych nie ma tu znaczenia.
To co pija Tadeusz R. podczas mszy mało mnie obchodzi
(niechby to nawet był spirytus), ale to co wlewa w
siebie przed jazdą samochodem jest już zupełnie inną
sprawą. To kwestia norm prawnych, które obowiązują
nawet tych, którzy sami uważają się za lepszych.
Świętoszek bezwzględnie krytykuje wykorzystywanie
uczuć religijnych do zdobywania wpływów politycznych.
Czynienie z religii narzędzia nacisku było dla Moliera
naganne. Za jego czasów „władztwo dusz" chciała objąć
Kongregacja św. sakramentu, współczesnym
odpowiednikiem tej organizacji można nazwać chyba
Rodzinę Radia Maryja. Tartufe wykorzystuje zaufanie,
którym został obdarzony do zaszantażowania rodziny
Orgona i przejęcia jej majątku. A Radio Maryja?
Stworzony przez Tadeusza R. system wyciągania
pieniędzy od zmanipulowanych słuchaczy, gotowych
naiwnie łożyć na „jedyną prawdziwie katolicką
rozgłośnię w kraju", jest fenomenalny. Radio Maryja
dysponuje tak dużymi funduszami, że zdążyło się już
uwikłać w kilka afer finansowych. Np. przeciwko
Tadeuszowi R. prowadzono umorzone (a jakże mogłoby być
inaczej) postępowanie karne między innymi w
sprawie „zaginięcia" 30 tys. złotych, przeznaczonych
rzekomo na profesjonalny sprzęt nadawczy. Cóż, chyba w
sprawie naciągania i oszukiwania naiwnych przy pomocy
demagogii religijnej, nie wymyślono wiele od czasów
Moliera; udoskonalono tylko metody i poszerzono zasięg
działania. Różnica chyba taka, że Tartufe był na swój
sposób sympatyczny, chociaż nikt nie miał wątpliwości,
że jest sukinsynem, to można było podziwiać niektóre
jego zagrania. Jeśli chodzi o Tadeusza R. to jest on
po prostu obrzydliwy, nic więcej.
Na zakończenie wspomnę jeszcze o pewnym szczególe,
który może budzić nadzieję. Molier stosuje w
Świętoszku zabieg teatralny zwany deus ex machina,
polega on na wprowadzeniu szokującego zakończenia,
które nie daje się wywnioskować z dotychcz