haen1950
28.12.08, 07:23
"Jak wielokrotnie mówiła minister edukacji nowe podstawy programowe
różnią się od dotychczas obowiązujących tym, że są "sformułowane w
formie wymagań, a nie oczekiwań", tzn. określają co uczeń będzie
musiał umieć na zakończenie danego etapu edukacyjnego, a nie co
powinien umieć.
Nowe podstawy są też opracowane pod kątem możliwości nauki młodszych
dzieci, gdyż zgodnie z planami MEN sformułowanymi w rządowym
projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, od nowego roku
szkolnego - 2009-2010 do szkół pójdą już sześciolatki, a nie jak
obecnie, dopiero siedmiolatki."
Zaczynam rozumieć, o co chodzi w tej reformie i dlaczego budzi taki
sprzeciw naszych wyeksploatowanych doszczętnie belfrów. Około
pięćdziesiątki są to wypalone psychicznie wraki ludzkie.
Do tej pory było, że dzieciak "mógł" umieć, "mógł" poznać daną
porcję wiedzy. Ale szanowny belfer nie musiał go nauczyć, jeżeli mu
się nie chciało i kolejne roczniki głąbów zasilały rynek pracy
prostej.
Teraz egzamin z przyswojenia określonej wiedzy będzie również
egzaminem dla belferskiej roboty, jak nie potrafisz to fora ze dwora.
Stąd ten wrzask niechęci i wrogości do pani minister zmuszającej
wreszcie belferstwo do uczciwej i rozliczanej z efektow roboty.