Dodaj do ulubionych

Żelazna Katarzyna

28.12.08, 07:23
"Jak wielokrotnie mówiła minister edukacji nowe podstawy programowe
różnią się od dotychczas obowiązujących tym, że są "sformułowane w
formie wymagań, a nie oczekiwań", tzn. określają co uczeń będzie
musiał umieć na zakończenie danego etapu edukacyjnego, a nie co
powinien umieć.

Nowe podstawy są też opracowane pod kątem możliwości nauki młodszych
dzieci, gdyż zgodnie z planami MEN sformułowanymi w rządowym
projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, od nowego roku
szkolnego - 2009-2010 do szkół pójdą już sześciolatki, a nie jak
obecnie, dopiero siedmiolatki."

Zaczynam rozumieć, o co chodzi w tej reformie i dlaczego budzi taki
sprzeciw naszych wyeksploatowanych doszczętnie belfrów. Około
pięćdziesiątki są to wypalone psychicznie wraki ludzkie.

Do tej pory było, że dzieciak "mógł" umieć, "mógł" poznać daną
porcję wiedzy. Ale szanowny belfer nie musiał go nauczyć, jeżeli mu
się nie chciało i kolejne roczniki głąbów zasilały rynek pracy
prostej.

Teraz egzamin z przyswojenia określonej wiedzy będzie również
egzaminem dla belferskiej roboty, jak nie potrafisz to fora ze dwora.

Stąd ten wrzask niechęci i wrogości do pani minister zmuszającej
wreszcie belferstwo do uczciwej i rozliczanej z efektow roboty.
Obserwuj wątek
    • x2468 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 08:50
      Rowniez uwazam ze nauczyciele nie sa zbyt wiele warci.Zadaja wiecej pieniedzy i
      szacunku,lecz sami nic nie daja.Bo jak to jest ze normalny mlody czlowiek,uczacy
      sie,nie opuszczajacy lekcji potrzebuje korepetycji.Wiekszosc rodzicow oplaca
      korepetycje dla swych pociech.Co robia w szkole? Czyzby dzieci chodzily tam
      tylko po to aby poznac nauczyciela ktory za sowita oplata udzieli im
      korepetycji?Czy jest jeszcze jeden kraj w Europie w ktorym dzialalby system
      nauczania oparty na korepetycjach? Moi liczni znajomi z innych panstw EU
      twierdza ze u nich pojecie korepetycji jest nie znane.Wiekszosc mlodziezy nie
      nosi nawet ksiazek do domu,bo niby w jakim celu.Przeciez dziecko chodzi do
      szkoly,a obowiazkiem nauczyciela jest nauczyc.Za to bierze pieniadze.Jesli nie
      potrafi,moze zmienic zawod.
      Ps.Tamci nauczyciele o wczesniejszych emeryturach nie slyszeli.
      • haen1950 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 09:09
        Może wreszcie prosta prawda przebije się do rydzykowych, tępych głów:

        Jaki nauczyciel, taki uczeń. A nie odwrotnie.
    • jakw Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 09:29
      haen1950 napisał:

      > tzn. określają co uczeń będzie
      > musiał umieć na zakończenie danego etapu edukacyjnego, a nie co
      > powinien umieć.
      A możesz mi przybliżyć róźnicę? Bo mój miałki umysł, kształcony w
      szkołach przed wszelkimi możliwymi reformami, pojąć nie może, co to
      za tak istotna różnica.
      6-latkom w szkole jestem przeciwna - i szkołę, i nauczycieli
      przetestowałam na swojej starszej. I nie widzę w tym systemie mojej
      młodszej, zwłaszcza młodszej o rok od starszej.
      • haen1950 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 12:14
        Nie podejmuję się.
      • elfhelm Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 12:54
        Przy starzeniu się społeczeństwa wysłanie 6-latka do szkoły będzie skutkowało
        jego szybszym o rok wejściem na rynek pracy. I to jest istota.
        • haen1950 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 12:57
          Nie tylko. Dziewiętnastoletnie kobietki w reżimie uczniowskim to też
          absurd w dzisiejszych czasach.
        • spokojny.zenek Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 13:01
          elfhelm napisał:

          > Przy starzeniu się społeczeństwa wysłanie 6-latka do szkoły będzie skutkowało
          > jego szybszym o rok wejściem na rynek pracy. I to jest istota.

          A w tej chwili jest najgłębszy dołek demograficzny w odpowiednich rocznikach,
          więc dla systemu będzie to niezauważalne, zwłaszcza przy rozłożeniu na 3 lata.
          • elfhelm Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 13:12
            Ano właśnie. Dodatkowo mniej uczniów - oznacza możliwość przesunięć środków
            finansowych na szkolną infrastrukturę, informatyzację, dostosowanie, itp.

            Poza tym przy zwiększającej się liczbie studentów coraz więcej osób wchodzi na
            rynek pracy o 3-5 lat później niż kiedyś.
            • spokojny.zenek Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 13:31
              elfhelm napisał:

              > Ano właśnie. Dodatkowo mniej uczniów - oznacza możliwość przesunięć środków
              > finansowych na szkolną infrastrukturę, informatyzację, dostosowanie, itp.

              Plus ochrona nauczycieli przed bezrobociem - po dołku idzie znowu wzrost
              liczebności roczników.


    • gobi05 żelazna kaduka 28.12.08, 16:52
      Artykuł:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,6101945,Od_nowego_roku_szkolnego___nowe_podstawy_nauczania.html

      Masz tu kaduceusz polski - rządź!
      Mąć nim wodę, mąć..

      Dlaczego nie jest to robione we właściwiej kolejności?
      Najpierw powinna być ustawa, a potem - jednocześnie! -
      wszystkie rozporządzenia. Teraz mamy np. taki kwiatek,
      że nowa podstawa programowa obowiązuje dla przedmiotów,
      które formalnie nie istnieją - bo w starym planie ramowym
      ich nie ma.
      Reszta w wątku na forum Edukacja
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=88995706&v=2&s=0
      • haen1950 Re: żelazna kaduka 28.12.08, 17:52
        A jakie to ma znaczenie? Ważne, żeby nauczyciele wreszcie zaczęli
        porządnie traktować robotę.

        Przy ustawach zaraz zaczną kombinować różni mądrzy kretyni, żeby
        sprawę uwalić w ramach preferencji dziadostwa.
        • nena22 Re: żelazna kaduka 01.01.09, 18:34
          Wiesz znaczenie to ma dla dzieci i rodziców rocznika 2003 np, który
          nie wie co z nim będzie do tej pory. Zawiłosć tematu jest tak
          absurdalna,że ja nawet nie będe tego tłumaczyć, ale myslę, że
          powinnam wiedzieć jeśli moje dziecko we wrzesniu ma się stawić w
          szkole i wiedzieć co i kiedy zrobić jeśli nie ma się stawić bo to ma
          cholerne dla mnie znaczenie. A mamy totalną dezinformację, burdel i
          nikt nic nie wie ani rodzice, ani szkoły ani przedszkola. Reforma
          jest robiona od d... strony i w tym problem. Duży problem.
          • haen1950 Re: żelazna kaduka 01.01.09, 18:43
            Jak posyłałem swoją córę do liceum byłej pani minister, to
            zadzwoniłem, żeby się upewnić, czy znowu nie pójdzie w ministry i
            nie zostawi szkoły samopas. Przekonała mnie, że ryzyko jest
            minimalne.

            Najlepiej sprawdź sobie bezpośrednio, nikt ci informacji o stanie
            rzeczy nie odmówi. Inna sprawa, że wielu nieudolnych dyrektorów w
            strachu i podsycają panikę.
            • nena22 Re: żelazna kaduka 03.01.09, 01:41
              A jakich informacji mi udzielą, że im się wydaje...?
              Przecież ustawa nie jest podpisana i czort jeden wie kiedy będzie.
              Nie za późno przypadkiem na takie rewolucje w życiu?
              A mieszanie roczników w klasach i dzieci bez zerówek z dziećmi
              starszymi po zerowkach przerabiających ten sam program to nie
              poroniona sprawa? Szkolenie na chybcika nauczycielek, które nagle
              mają stać się psychologami i oceniać gotowość szkolną w jakiś dziwny
              sposób, kierując się doświadczeniem ( nie ujmując nic ich
              doświadczeniu) To jest conajmniej chore to co szanowna Minister
              wyrabia w tej chwili z najmłodszymi dziećmi i mam nadzieję, ze
              nowym roku się opamięta.
    • etta2 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 18:07
      "...Teraz egzamin z przyswojenia określonej wiedzy będzie również
      egzaminem dla belferskiej roboty, jak nie potrafisz to fora ze dwora.

      Stąd ten wrzask niechęci i wrogości do pani minister zmuszającej
      wreszcie belferstwo do uczciwej i rozliczanej z efektow roboty."

      Oj Heniu, Heniu, jaki prosty ten twój światek. Jak spłodzisz
      niekumatego dzieciaka, to żaden nauczyciel, choćby nie wiem jak
      pracowity, nie stworzy z niego orła i sokoła. Żeby dziecię "się
      naumiało" musi być jak u Boya-Żeleńskiego: w tym największy jest
      ambaras....
      Bardzo wszystko upraszczasz. Poziom wiedzy ucznia jest efektem
      nałożenia się paru spraw, a nie tylko solidnej pracy belfra. Jak
      bachorek będzie mało zdolny lub wybitnie leniwy, do tego dostanie
      porcję "odpowiedniego" wychowania w domu, to żadne siły ziemskie i
      nieziemskie nie uczynią z niego solidnie wyedukowanego. Choć bez
      żadnych wątpliwości potwierdzę, że od belfra baardzo dużo zalezy.

      • haen1950 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 18:19
        Na specjalne przypadki są specjalne metody, dawno opracowane.
        Zarówno dla geniuszy jak i debilnych. U nas ciągle komunistyczna
        urawniłowka jest podstawą do oceny, zawsze bardzo zawyżonej.

        Belferstwo bardzo w tym przypomina łapiduchów, broń boże krzywdy
        sobie nie wyrządzić. Dopóki szkoła nie stanie się placowką autorską-
        dyrektorską, to ze wszelkich reform nici będą. Bronią się przed tym
        zetenpowcy ze wszystkich sił.
        • etta2 Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 18:34
          haen1950 napisał:

          > Na specjalne przypadki są specjalne metody, dawno opracowane.

          Ależ oczywiście, że tak. Są szkoły specjalne przyuczające do zawodu
          (szklarz, cieśla, szewc...). Są szkoły przyuczające do zawodu na
          poziomie szkoły średniej. Są szkoły przygotowujące do studiów, a
          nawet takie, które dają możliwość zdania matury w obcym języku lub
          tzw. matury międzynarodowej. Mnie chodzi o to, że z umysłowego
          nielota nie jesteś w stanie uczynić orła. I tylA. A belfer jest tu
          tylko ogniwem i to wcale nie kluczowym.
          • pies_na_czarnych Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 18:39
            > I tylA. A belfer jest tu
            > tylko ogniwem i to wcale nie kluczowym.

            Jest bardzo waznym ogniwem. Musi tych slabszych szybko
            wyselekcjonowac i pomoc im w znalezieniu odpowiedniej szkoly o
            odpowiednim dla nich poziomie.
            Mysle, ze tutaj jest potrzebny dobry system nauczania i egzekwowania
            wiedzy, a nie tylko dobra praca nauczyciela.

            BTW: nie kazdy musi zostac profesorem leninowskiego prawa pracy.
            • saxo.grammaticus Re: Żelazna Katarzyna 28.12.08, 18:54
              > Jest bardzo waznym ogniwem. Musi tych slabszych szybko
              > wyselekcjonowac i pomoc im w znalezieniu odpowiedniej szkoly o
              > odpowiednim dla nich poziomie.

              Problem polega na tym, że nader często nie mamy w rodzicach partnerów do rozmowy. Sytuacje typu "No jak pan może mówić, że moja Małgosia nie poradzi sobie w tamtym liceum", albo "dlaczego Kinga ma tylko trójkę z angielskiego, przecież podczas wakacji w Turcji mówiła w restauracji bardzo płynnie" są stosunkowo częste.

              > Mysle, ze tutaj jest potrzebny dobry system nauczania i egzekwowania
              > wiedzy, a nie tylko dobra praca nauczyciela.

              Dobrze byłoby odejść od Handtke'owskiej zasady "wyrównywania szans" i przekonania, że każda sekretarka musi mieć dyplom "zarządzania i marketingu". Jeśli przyzwyczaimy się do myśli, że nie każdy musi w tym kraju zdać maturę, będzie łatwiej zadbać o poziom np. egzaminów maturalnych. Dotychczas układane są w taki sposób, że byle małpa potrafi zdać - czyli wcale nie różnicują poziomu wiedzy uczniów i nie odsiewają tych naprawdę zdolniejszych.
    • saxo.grammaticus Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 18:10
      Ku...ca mnie bierze kiedy czytam sobie rozmaite świetne recepty i plany reformy oparte na jeszcze świetniejszych opiniach w stylu: "nauczyciele są do dupy", kolejna grupa twierdzi, że "uczniowie są do dupy", inni "nauczyciele za mało zarabiają", jeszcze inni "nauczyciele za dużo zarabiają" - wszystkie te twierdzenia jednakowo ch...a warte.

      Powiedzcie ilu z Was przepracowało choćby dwa, trzy lata w zawodzie nauczyciela? Tak, aby Wasza opinia miała rzeczowe podstawy i była warta cokolwiek, bo obecny stan polskiej oświaty zawdzięczamy po części właśnie takiemu pie...niu w stylu "wydaje mi się, że ...", który tutaj też z lubością powielacie. Jedyne, co mnie cieszy to fakt, że jesteście bandą dyletantów pie...cych bzdury na forum, a nie pracownikami ministerstwa czy kuratorium. Choć z drugiej strony, kto wie?
      • haen1950 Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 18:33
        A tobie co? Nigdy do szkół nie chodziłeś? Zawsze ex cathedra?

        Po odsłużeniu piętnastu lat w ławce nie jest trudno odróżnić belfrów
        kiepskich od wybitnych. Tak się u mnie dziwnie składało, że ci
        przedwojennego chowu byli przeważnie tymi drugimi. Nadszedł walec
        komuny i wyrównał, z latami.
        • saxo.grammaticus Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 18:47
          haen1950 napisał:

          > A tobie co? Nigdy do szkół nie chodziłeś? Zawsze ex cathedra?

          Wypowiadanie się "ex cathedra" można raczej zarzucić Tobie, do tego oparte jest w tym przypadku na wyjątkowo słabych podstawach jednostkowej obserwacji.

          Proponuję nieco pokory w podejściu do sytuacji w oświacie, bo jest zdecydowanie zbyt skomplikowana na jakieś pierdoły w stylu "nauczyciele się boją", "nauczyciele są do dupy" i inne androny.

          Rzucanie hasełek (czasem nawet sensownych, ale kompletnie oderwanych od szerszego kontekstu) nie załatwi sprawy, a jedynie ugruntuje niepełne albo zgoła nieprawidłowe przekonania na temat sytuacji w edukacji, jej złożoności i powagi.
          • dziwny_gosc Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 19:00
            No to może sprowadź dyskusję na rzeczowe tory i wyjaśnij na czym ta
            "skomplikowaność" sytuacji w oświacie polega. W rozmowach z nauczycielami słyszy
            się raczej, że sytuacja jest bardzo prosta. Potrzeba tylko pieniędzy, pieniędzy
            i utrzymania przywilejów. Nauczycieli mamy świetnych, studia magisterskie
            pokończyli, doksztalcają się ciągle itd. Pracują po 50h/tydzień, poświęcają się
            dla naszych dzieci. Trzeba im tylko dać podwyżki i wszystko będzie cacy. Co w
            tym skomplikowanego?
            • saxo.grammaticus Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 19:39
              Kilka przykładów:

              Obowiązek nauki tylko do 16 roku życia. Nie każdy musi nawet zaczynać szkołę ponadgimnazjalną, a jeśli jej unika to może zostać z niej usunięty (w myśl obowiązujących przepisów bardzo trudno usunąć ze szkoły ucznia, który wybitnie nie lubi w niej bywać i nie robi postępów - czyli marnuje budżetowe pieniądze).

              Surowe przestrzeganie frekwencji w szkole, czyli usprawiedliwianie nieobecności za pomocą np. odpowiednika L-4, a nie kłamliwego często świstka od rodziców. Skoro podatnik polski płaci za szkołę, to uczeń ma w niej bywać. Kiedy w celu usprawiedliwienia nieobecności w szkole trzeba będzie udać się do lekarza i przesiedzieć w przychodni kilka godzin, to w wielu przypadkach okaże się, że lekko boląca kostka przeszkadza na w-fie ale nie uniemożliwia brania udziału w lekcjach polskiego czy biologii. Mniejsza absencja może mieć zbawienny wpływ na poziom wiedzy.

              Zniesienie przepisów dotyczących liczebności klas. Klasa 20 osobowa zapewnia lepsze warunki pracy i przekazywania wiedzy niż klasa 38 osobowa (35 - 38 osób to norma w większości szkół ponadgimnazjalnych).

              Poważna zmiana albo likwidacja Karty Nauczyciela (utrzymania tego papieru chcą tylko starzy belfrowie, młodym nic nie daje, a wręcz przeszkadza - często trzeba pożegnać młodego utalentowanego nauczyciela, bo stary pierdziel musi mieć etat dydaktyczny). Mit chęci utrzymania przywilejów to raczej pokrzykiwanie starych bab w wieku jeszcze przedemerytalnym rozszerzone na całe środowisko, a nie głosy np. młodych belfrów.

              Wprowadzenie elektronicznego podpisu, co umożliwi wprowadzenie elektronicznego dziennika i elektronicznego systemu zarządzania szkołą. Obecne oprogramowanie umożliwi wtedy nawet comiesięczną korespondencję ze szkoły do rodziców dotyczącą ocen, frekwencji i innych interesujących szkołę spraw - absencja rodziców na wywiadówkach też jest sporym problemem. Poza tym w istotny sposób zmniejszy to biurokrację.

              Organizacja sensownego systemu podnosznenia kwalifikacji zawodowych. To, co obecnie oferują nauczycielom za sporą kasę centra doskonalenia zawodowego (żeby użyć tylko umownego terminu) to często kpina. Ostatnio w jednej z ofert znalazłem "Taniec celtycki w pedagogice" - bierze się to stąd, że jedna pani tańczy w zespole celtyckim i pewnie chce sobie dorobić a ktoś jej to umożliwił(znajoma znajomej, więc mogę powiedzieć, że znam sytację).

              I wreszcie podwyżki, szczególnie dla młodych nauczycieli, to ważna sprawa, bo trzeba ich do zawodu przyciągnąć, a tego nie zrobi się za pomocą 1100 złotych. Owszem, absolwent Wychowania Technicznego, czy Przysposobienia Obronnego może się zjawi, ale dobry anglista, germanista czy matematyk raczej nie. Dyrekcja nie będzie mieć wtedy również problemu z pożegnaniem się ze słabym nauczycielem "bo kto przyjdzie na jego miejsce?" - nie Ty, to kto inny, bo pieniądze są atrakcyjne, a my chcemy za te pieniądze mieć dobrego fachowca. Poza tym zmniejszy się skłonnośc do szukania innego zarobku na lekcjach prywatnych, kursach, w drugim miejscu pracy czy gdzie-tam-jeszcze. Wiecznie dorabiający do budżetu nauczyciel też nie jest wiele wart, bo ani nie ma czasu na przykładanie się do swojej pracy (sprawdziany, prace pisemne, kartkówki, przygotowywanie lekcji), ani nie ma czasu na dokształcanie się, ani na zwykłe życie. Wypoczęty albo przynajmniej niesfrustrowany nauczyciel to lepszy nauczyciel.
              • pies_na_czarnych Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 19:52
                saxo.grammaticus napisał:

                > Kilka przykładów:
                >
                > Obowiązek

                Na co sa te przylklady, bo widze tutaj podobienstwo szkolnictwa u
                nas. Sa to postulaty nauczycieli czy propozycje ministra?
                • saxo.grammaticus Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 19:56
                  pies_na_czarnych napisała:

                  > Na co sa te przylklady, bo widze tutaj podobienstwo szkolnictwa u
                  > nas.

                  Mógłbyś nieco precyzyjniej zadać to pytanie, bo nie do końca zrozumiałem?

                  > Sa to postulaty nauczycieli czy propozycje ministra?

                  To są propozycje jednego nauczyciela, czyli moje własne.
                  • pies_na_czarnych Re: Następna nierzeczowa dyskusja 28.12.08, 20:56
                    saxo.grammaticus napisał:

                    > pies_na_czarnych napisała:
                    >
                    > > Na co sa te przylklady, bo widze tutaj podobienstwo szkolnictwa
                    u
                    > > nas.
                    >
                    > Mógłbyś nieco precyzyjniej zadać to pytanie, bo nie do końca
                    zrozumiałem?
                    >

                    Mieszkam na zachodzie. Chcialem powiedziec, ze wiele twoich punktow
                    jest z bieznych z zasadami jakie tutaj panuja.
                    NP obowiazek chodzenia do szkoly i jego egzekwowanie. Uczen ma
                    obowiazek dostarczyc usprawiedliwienie. W razie jego braku szkola
                    jest karana nawet utrata subsydii. Wagarowiczow moze scigac nawet
                    policja. Oczywiscie rodzice rowniez moga zostac ukarani za wagary
                    pociech.

                    Wiedza od dzieciakow jest egzekwowana semestralnymi egzaminami.
                    Jezeli dziecko slabo zda egzaminy jest przenoszone np z
                    lacina/matema do klasy ogolnej lub do szkoly technicznej. Jeszcze
                    raz powtarzam, ze nie tylko praca nauczyciela i ucznia jest wazna,
                    ale przede wszystkim system.

                    Rowniez tutaj ilosc lekcji w calym kraju we wszystkich szkolach jest
                    jednakowa. Rozpoczecie lekcji i ich zakonczenie w calym kraju jest
                    jednakowe.


                    > > Sa to postulaty nauczycieli czy propozycje ministra?
                    >
                    > To są propozycje jednego nauczyciela, czyli moje własne.
                    • saxo.grammaticus Re: Następna nierzeczowa dyskusja 29.12.08, 10:44
                      Miło słyszeć, że tego typu zasady istnieją gdzieś i działają, bo może da to do myślenia naszym przedstawicielom władzy. Z drugiej strony, co to za kraj? Chętnie bym poczytał więcej na temat organizacji oświaty tamże.
                      • pies_na_czarnych Re: Następna nierzeczowa dyskusja 29.12.08, 10:45
                        > Z drugiej strony, co to za kraj?

                        Belgia.
          • kum.z.antalowki Saxik, może bys się wypowiedział na temat 28.12.08, 19:59
            a nie czepiał innych dyskutantów ad personam?
            A - generalnie - to ma rację haen.
            Zetknąłem się z tym problemem w Londynie, kiedy zapisywałem córkę do college'u.
            Zapytali mnie - a co ona planuje robić po college'u? Studiować architekturę na
            Uniwersytecie. A, to radzimy inny college. My przygotowujemy na specjalność
            ekonomiczną i prawniczą. I doradzili, który. Dobrze doradzili. Na wstępie, jako
            obcokrajówkę ostro ją przemaglowali, by sprawdzić ile wie i co potrafi. Ale
            została nauczona tego wszystkiego, co było jej potrzebne do dalszych studiów.
            Bez problemu dostała się tam gdzie chciała i świetnie była przygotowana
            kierunkowo. I, żeby było zabawniej, w sumie wypadło to taniej niż gdyby się
            miała do tych studiów przygotowywać w Polsce.

            To, mówiąc najprościej, musi działać profesjonalnie i od strony tego, który sie
            chce nauczyć i ze strony tego, kto sie tego zadania podejmuje.

            Tu część dyskusji jest na inny temat. Albo młodzieży, która się nie chce uczyć,
            a jedynie "wytracić" w szkole czas. Albo nauczycieli, którzy lekcja po lekcji,
            zgodnie z programem "przerabiają materiał" nie bardzo szczegółowo się wgłębiajac
            ani w to, jak ta wiedza wchodzi do głowy, ani do czego ta wiedza ma sie potem
            przydać uczniom.

            I nauczyciel i uczeń (oraz rodzice, a także przyszli pracodawcy) powinni
            dokładnie wiedzieć z jakiego poziomu odbywa się start i na jakim poziomie jest
            meta. I to powinno być weryfikowalne.

            Gdy zamawiasz samochód u dealera to dokładnie określasz co ma byc wmontowane i
            za co płacisz. A nie "co powinno być", jeśli się pracownikom zechce, bedą mieć z
            czego to zrobić, i w ogóle - jeśli o czymś nie zapomną ani się nie zniechęcą.

            A teraz "na wyjściu" może sie pojawić pojazd z przykręconymi tylko trzema
            kołami, silnikiem bez kompletnej elektryki, hamulcami bez klocków itd itp. Jak
            nie poszukasz warsztatu, w którym wmontują to czego brak (korepetytora), to
            otrzymasz byle jaki szmelc. A ci co ten bubel przez kilka lat robili i brali
            pensję - uważają, że się i tak bardzo napracowali, i że im się należą wyższe
            płace, i wcześniejsze emerytury.
            • saxo.grammaticus Re: Saxik, może bys się wypowiedział na temat 28.12.08, 20:16
              kum.z.antalowki napisał:

              > a nie czepiał innych dyskutantów ad personam?

              Czepiam się, kiedy poważne racje próbuje się przykryć głupotami w stylu "nauczyciele boją się, że ktoś sprawdzi jakość ich pracy". Każdy z nas pamięta przynajmniej jednego niekompetentnego i leniwego belfra i wtedy zaczyna się blablabla na zadany temat, a do konkretnych kwestii nikt się nie odnosi.

              > Zetknąłem się z tym problemem w Londynie, kiedy zapisywałem córkę do college'u.

              Fajnie i miło to słyszeć, ale w Wlk. Brytanii inaczej wyglądają administracja i finanse w oświacie. Sam chciałbym, żeby choć część tych rzeczy tak wyglądała w Polsce.

              > To, mówiąc najprościej, musi działać profesjonalnie i od strony tego, który sie
              > chce nauczyć i ze strony tego, kto sie tego zadania podejmuje.

              Niestety nasz problem polega na tym, że oświatą zajmują się urzędnicy z klucza politycznego, czasem mający jakiśtam zwiążek z edukacją. W najlepszym wypadku są to teoretycy, którzy kiedyśtam popracowali w zwykłej szkole "to się znają". Czasem akademicy, którzy chcą się brać za reformę szkolnictwa podstawowego, a czasem zupełni dyletanci.

              > ie bardzo szczegółowo się wgłębiaja
              > ani do czego ta wiedza ma sie potem
              > przydać uczniom.

              Problem w tym, że nauczyciela rozlicza się z realizacji programu (coraz uboższego zresztą i na to najczęściej narzekamy) a nie z jego "życiowości" i przydatności w praktyce. Oczywiście ci przytomniejsi zwracają uwagę na te rzeczy, ale tutaj jedyną weryfikacją jest podziękowanie od absolwentów i życzenia na święta, władz oświatowych to w ogóle nie interesuje. W papierach się zgadza - dobrze, w papierach jest coś nie w porządku - źle. Obowiązuje metoda zero-jedynkowa. Żadnych sentymentów i refleksji.
            • etta2 Kumie, bez urazy...ale.... 28.12.08, 20:29
              porównanie naszego systemu szkolnictwa z zachodnim mija się z celem,
              bo to dwa różne światy. A porównywanie ucznia do zamówionego u
              dilera auta - kompletnie bezsensowne. Nie jesteś w stanie
              zamówić "wykształcenia na miarę", to się nie da ze względu na zbyt
              wiele uwarunkowań. Już kiedyś, za komuny, przerabiane było:
              nauczyciel postawił zbyt wiele pał, to oznacza, że kiepsko nauczył i
              ma złe wyniki, DO BANI BELFER. To droga do nikąd, dlatego uważam, że
              haen nie ma racji. Wyniki ucznia są tylko w pewniej mierze efektem
              pracy belfra, a nie jej zwierciadlanym odbiciem.
              Sytuacja w naszym szkolnictwie na dziś jest dość złożona i trudno ją
              wrzucić do wora z napisem "do
              doopy", "świetnie", "wystarczająco", "może być". Są szkoły świetnie
              przygotowujące do dalszej edukacji, a są beznadziejne. Ale też
              patrząc na warunki pracy belfra można dostać pomieszania zmysłów.
              1. nadal nie ma selekcji na uczelniach przygotowujących nauczycieli,
              w końcu nie wszyscy się nadajemy do tak trudnego zawodu. Kto chce,
              ten kończy kierunek "nauczycielski" i idzie do szkoły mając zerowe
              przygotowanie z psychologii, pedagogiki, dydaktyki i.t.p.
              Ci "prawdziwi" to częściej "samorodki" niż profesjonalnie wyszkoleni.
              2. nadal brak nauczania belfra pracy z tzw. uczniem trudnym,
              rogatym, pyskatym. Gdy przytrafi się to kaczopodobnemu (mającemu
              zbyt wybujałe ego), to uczeń nie ma szans na NIC. Albo kosz ze
              śmieciami ląduje na głowie belfra, albo uczeń jest skończony
              psychicznie.
              3. obarczenie nauczyciela tysiącem bzdurnych "dokształtów" jest
              błędem, bo zajmuje mu tylko czas i wpędza w niepotrzebne frustracje.
              Dokształty - TAK, ale sensowne, a nie tylko po to, by zdobyć kolejny
              świstek do segregatora "awansu zawodowego".

              To tylko czubek problemów, z jakimi boryka się belfer, a wraz z nim
              jego uczeń. Sądzę, że lepszy system kształcenia nauczycieli, większa
              ich samodzielność i zaufanie do ich decyzji sprawiłoby wiele
              dobrego. Ale...wszak przez pół wieku ten zawód był dyskryminowany i
              podważano autorytet nieszczęśnika-belfra. Poczekajmy, może coś się w
              tej materii zmieni, bo MUSI!
              • kum.z.antalowki I w aucie, i w oświacie kupujesz czyjąś wiedzę 29.12.08, 00:32
                umiejętności, sprawność organizacyjną i poczucie odpowiedzialności.
                Polska ma oświatę i szkolnictwo wyższe, ale brak ludzi dostatecznie
                wykwalifikowanych, by zaprojektować i wyprodukować na masowa skalę, o własnych
                siłach, nowoczesny samochód osobowy. To przykład jednostkowy. Sprawa jest
                poważniejsza. Wielki wyścig technologiczny odbywa się bez naszego
                intelektualnego udziału. Czemu? Może dlatego, że cały polski system oświatowy
                doszedł do bariery, której tradycyjnymi metodami nie jest w stanie
                przezwyciężyć? A, kto wie, czy ta bariera nie dotyczy - g e n e r a l n i e -
                całego systemu organizacyjnego naszego 40-milionowego narodu? Choć - z drugiej
                strony - można odnieść wrażenie, że coraz większą ilość problemów natury
                egzystencjalnej potrafimy rozwiązywać lepiej niż kiedykolwiek. A więc - są
                symptomy poprawy. Tyle, że ową poprawę bytu materialnego osiągamy po upadku
                "realnego socjalizmu" drogą osmozy z Zachodu, a bez zauważalnej korelacji ze
                wzrostem poziomu wiedzy, kultury, współdziałania obywatelskiego, obyczajów i
                moralności naszego własnego społeczeństwa.
                A już zwłaszcza oporne na zmiany modernizacyjne jest wszystko co wiąże się z
                administracją państwową i z systemem władzy politycznej.
                Za PRL-u wszystko niemal było państwowe i nie tylko działało byle jak, ale
                jeszcze z tej swojej bylejakości robiło normę i usprawiedliwienie. Kiepskie było
                jedzenie i ubrania, buty i meble, samochody "syrenka" i służba zdrowia, oświata
                i sklepy mięsne, administracja domów mieszkalnych i PGR-owskie rolnictwo.
                Wszystko. I nie było nawet sensu się skarżyć, bo na cały ten syf było
                wytłumaczenie jakąś tam "wicie rozumicie" niemożnością i "obiektywnymi
                trudnościami".
                Wiele wskazuje, że jak coś jest "uspołecznione", "publiczne", "polityczne" czy
                "państwowe" - to ciąży nad tym czymś jakieś cholerne przekleństwo i to coś musi
                być nieefektywne, wkurzać społeczeństwo oraz być rozsadnikiem biurokracji,
                korupcji, złej organizacji, demoralizacji i utrapieniem dla własnych pracowników.
                Weź, poczytaj "saxo-grammaticusa" co pisze o codzienności w oświacie. Rozpacz.
                Ale to samo dotyczy partii politycznych, służby zdrowia, administracji
                państwowej i samorządowej, wojska, policji i służb specjalnych, mediów
                "publicznych", rozmaitych agencji, a także różnych firm i przedsiębiorstw z
                udziałem Skarbu Państwa.
                Ale popatrz co się zmieniło. Samochód możesz kupić bez "talonu", a jak już
                kupisz - to nie musisz natychmiast jechać do zaprzyjaźnionego warsztatu na
                przegląd, uzupełnienie skradzionych części, dokręcanie śrub, zabezpieczenie
                antykorozyjne regolacje zawieszenia itd. Raptem u producentów znikły "trudnosci
                obiektywne", braki części i materiałów, problemy z podnoszeniem kwalifikacji
                załogi. Nawet jeśli Fiat w Tychach czy Opel w Gliwicach, GM w żerańskim FSO czy
                Skoda w Mlada Boleslav, Volkswagen, Mercedes czy BMW mają jakieś kłopoty (a
                zapewne mają, zwłaszcza ostatnio), to je rozwiązują albo same wewnątrz firmy,
                albo z pomocą władz państwowych, ale nie przerzucają ich na nabywców i
                użytkowników pojazdów.
                I tego samego bym chciał od partii politycznych, administracji państwowej i
                samorządowej, służby zdrowia, oświaty i szkolnictwa wyższego publicznych mediów
                itp. Nie przerzucajcie kłopotów wynikających z waszej nieudolności na nas,
                podatników, którzy i tak mamy problem z tym jak was utrzymać.
                Jeżeli p. minister oświaty chce wprowadzić czytelne kryteria kontroli jakości
                pracy - to jestem ZA! Jeśli w służbie zdrowia, administracji, mediach
                publicznych zostaną wprowadzone takie kryteria - też będę ZA. Jeśli
                przedsiębiorstwa i firmy zarządzane przez biurokratów z partyjnego nadania,
                różnych kolesiów i pociotków zostaną sprywatyzowane - będę ZA.
                Polska ma teraz praktycznie jeden problem. Ten mianowicie, że ani władza, ani
                opozycja nie tworzą systemu, który by gwarantował - że bez względu na to, która
                partia jest u steru - wszelkie decyzje bedą podejmowane w taki sposób, żeby się
                w nich mogła bez politycznego skrępowania wyrazić wiedza, mądrość i
                doświadczenie najwybitniejszych polskich umysłów i najlepszych w kraju fachowców.
                Owszem, demokracja daje po równo jeden głos ludziom mądrym i idiotom, którzy
                nawołują do krucjaty przeciw intelektualistom, elitom i wykształciuchom. Ale to
                nie znaczy, że bełkot kretyna jest tyle samo wart co mądra i przemyślana opinia.
                W szkole też uczniowie stanowią większość, ale głos decydujący maja nauczyciele
                i wychowawcy. Dobrze by było, gdyby to byli ci najlepsi, z dużym doświadczeniem
                praktycznym. I dlatego wcale nie jestem zwolennikiem wysyłania ich hurtem, jak
                leci, na wcześniejsze emerytury.
                • barnacle.bill.the.sailor Re: I w aucie, i w oświacie kupujesz czyjąś wiedz 29.12.08, 10:13
                  kum.z.antalowki napisał:

                  > umiejętności, sprawność organizacyjną i poczucie odpowiedzialności.
                  > Polska ma oświatę i szkolnictwo wyższe, ale brak ludzi dostatecznie
                  > wykwalifikowanych, by zaprojektować i wyprodukować na masowa skalę, o własnych
                  siłach, nowoczesny samochód osobowy.

                  Bzdura kompletna, czyli jak tam u was w górach gadajom, g... prawda, drogi
                  kumie... Jest w Polsce WIELU ludzi zdolnych zaprojektować nowoczesny samochód
                  osobowy, natomiast wdrożenie projektu do masowej produkcji, to kwestia przede
                  wszystkim ekonomiczna i BRAK ŚRODKÓW, a nie WIEDZY jest tu przeszkodą. Podaj mi
                  marki samochodów produkowane w Holandii, Norwegii, czy Danii... ;-) Czyżby
                  oświata w tych krajach aż tak szwankowała ?... ;-PPP

                  Co do "kupowania" wiedzy, to w pewnym sensie masz rację - nauczyciel "sprzedaje"
                  uczniowi cały wymagany zasób wiedzy (czyli kompletny i w pełni sprawny samochód,
                  jeśli pozostajemy przy twoim porównaniu), natomiast co uczeń z tym "samochodem"
                  zrobi, to już sprawa ucznia, a nie nauczyciela. Bo gdy ktoś, kto kupi kompletny
                  i w pełni sprawny samochód, spowoduje wypadek, gdyż nie umie się nim posługiwać,
                  to winę za ten wypadek ponosi wg ciebie producent samochodu ?... Dlaczego zatem
                  za nieumiejętność posługiwania się wiedzą ma odpowiadać nauczyciel ?... On
                  przecież przekazał mu CAŁY wymagany zasób wiedzy, a więc wykonał sumiennie swoją
                  pracę. Dlaczego na studiach za egzaminy poprawkowe płaci student ?... Zgodnie z
                  koncepcją pani minister (i twoją) za niewiedzę studenta odpowiedzialność ponosi
                  przecież wykładowca, więc to on powinien płacić studentowi za to, że go nie
                  nauczył !... ;)))

                  Resztę twojego wywodu (równie trafnego jak teza, że w Polsce nie ma ludzi
                  zdolnych do zaprojektowania samochodu) pominę litościwym milczeniem...

                  ;-P

                  P.S. Rzecz niesamowita i godna odnotowania w annałach historycznych - ZGADZAM
                  SIĘ Z ETNĄ (!!!) ;)))))))))))) Jednak potrafi pisać bez plucia i wymyślania
                  "pisdactwu"...
                • haen1950 Re: I w aucie, i w oświacie kupujesz czyjąś wiedz 29.12.08, 10:43
                  Sprawa z samochodem osobowym jest dosyć prosta - niestety. Przed
                  druga wojną światową, kiedy wszystkie państwa preferowały własną
                  myśl techniczną zakupiliśmy licencję fiacika 500.

                  Zaowocowało na całe stulecie. Z resztą twoich wywodów się zgadzam,
                  projekt Hallowej uważam za skuteczny i prosty - szkoła autorska pod
                  kontrolą samorządu i rodziców - wyborców. Dyrektor powinien mieć
                  możliwość doboru kadry i samodzielność finansową w ramach budżetu. O
                  zwiększenie na określone profile może zwracać się do rodziców. Ci
                  chętnie zapłacą - zamiast korepetycji.
                  • barnacle.bill.the.sailor Prosty prostaczek, to TY jesteś, hienuś... 29.12.08, 11:07
                    Szkoła to nie fabryka samochodów... Ale nie będę się powtarzał...
                    • haen1950 Re: Prosty prostaczek, to TY jesteś, hienuś... 29.12.08, 11:43
                      barnacle.bill.the.sailor napisał:

                      > Szkoła to nie fabryka samochodów... Ale nie będę się powtarzał...

                      Niestety, bardzo podobny interes. Dlatego ciągle marzymy o
                      mercedesie zamiast o polonezie.
                      • barnacle.bill.the.sailor Re: Prosty prostaczek, to TY jesteś, hienuś... 29.12.08, 11:53
                        No to wytłumacz mi dlaczego producenci samochodów nie płacą za skutki wypadków
                        ICH samochodów oraz dlaczego za egzaminy poprawkowe na studiach płacą studenci,
                        a nie wykładowcy ?...
                        • haen1950 Re: Prosty prostaczek, to TY jesteś, hienuś... 29.12.08, 12:04
                          Durnyś pisiorek jesteś - i student, i kierowca są dorosłymi ludźmi.
                          Mogą wybierać pomiedzy i samochodem, i wykładowcą. Jak ich
                          wykorzystują to ich sprawa, trzeba też czasem płacić mandaty za
                          niechlujstwo w obsłudze jednego i drugiego.
                          • barnacle.bill.the.sailor Re: Prosty prostaczek, to TY jesteś, hienuś... 29.12.08, 12:14
                            haen1950 napisał:

                            > Durnyś pisiorek jesteś - i student, i kierowca są dorosłymi ludźmi.

                            I co z tego ?... Skoro za brak wiedzy ucznia ma odpowiadać nauczyciel, to za
                            brak wiedzy studenta powinien odpowiadać też nauczyciel (akademicki). A wiek nie
                            ma tu znaczenia...

                            > Mogą wybierać pomiedzy i samochodem, i wykładowcą.

                            Taa... mogą też wybierać pomiędzy szkołami wyższymi... Są np. takie gdzie
                            wystarczy tylko regularnie opacać czesne by zostać magistrem... ;-P

                            Jak ich
                            > wykorzystują to ich sprawa, trzeba też czasem płacić mandaty za
                            > niechlujstwo w obsłudze jednego i drugiego.

                            No więc, jeśli uczeń nie potrafi (albo nie chce) przyswoić sobie wiedzy
                            przekazywanej mu przez nauczyciela, to niech sam płaci te twoje "mandaty"... No,
                            ewentualnie rodzice...
                            • pies_na_czarnych Re: Prosty prostaczek, to TY jesteś, hienuś... 29.12.08, 12:56
                              > I co z tego ?... Skoro za brak wiedzy ucznia ma odpowiadać
                              nauczyciel, to za
                              > brak wiedzy studenta powinien odpowiadać też nauczyciel
                              (akademicki). A wiek nie
                              > ma tu znaczenia...
                              >


                              Przeciez rowniez nauczyciel akademicki odpowiada za wyniki swojej
                              pracy. Myslisz, ze jego szefow nie interesuje procent pozytywnie
                              zdanych egzaminow. Zbyt wielu oblanych studentow to nie tylko ich
                              lenistwo.
                              • barnacle.bill.the.sailor W takim razie to on powinien płacić studentowi 29.12.08, 12:59
                                za to, że go nie nauczył i przez to student nie zdał egzaminu w 1 terminie. A
                                jest dokładnie na odwrót...

                                ;-P
                                • pies_na_czarnych Re: W takim razie to on powinien płacić studentow 29.12.08, 13:03
                                  barnacle.bill.the.sailor napisał:

                                  > za to, że go nie nauczył i przez to student nie zdał egzaminu w 1
                                  terminie. A
                                  > jest dokładnie na odwrót...
                                  >
                                  > ;-P
                                  >


                                  Jezeli wykladowca ma slabe wyniki (slabe oceny studentow) to
                                  powinien pojsc na bezrobocie, aby nie robic zlego imienia uczelni.

                                  Dziwny ten kraj sie porobil. :(( Z tym placeniem za wszystko to
                                  przesadzacie na max.
                                  • barnacle.bill.the.sailor Re: W takim razie to on powinien płacić studentow 29.12.08, 13:14
                                    pies_na_czarnych napisała:

                                    > Jezeli wykladowca ma slabe wyniki (slabe oceny studentow) to
                                    > powinien pojsc na bezrobocie, aby nie robic zlego imienia uczelni.

                                    Albo dawać wszystkim piątki i wtedy uczelnia nie straci dobrego imienia, a
                                    wykładowca pracy... ;))))))))))))))

                                    >
                                    > Dziwny ten kraj sie porobil. :(( Z tym placeniem za wszystko to
                                    > przesadzacie na max.
                                    >
                                    U was w tej Belgii wszystko jest za darmo ?... ;)))
                                • saxo.grammaticus Re: W takim razie to on powinien płacić studentow 29.12.08, 13:10
                                  Jak każda rozmowa na temat edukacji, tak i ta zeszła na poziom przerzucania się sofistycznymi hasełkami.

                                  Może by tak skończyć ustalając jakiś zdroworozsądkowy kompromis typu: jeśli egzamin oblewa 90% studentów, to trzeba się przyjrzeć nauczycielowi, jeśli zaś oblewa go 10-20% studentów, to oni powinni przyjrzeć się samym sobie?

                                  Odnośnie do traktowania ucznia jak towaru z fabryki i gardłowania, że "nauczyciele są do dupy", to uważam, że bardzo często jest to manifestacja jakiegoś procesu wyparcia albo projekcji. Łatwiej powiedzieć, że nauczyciele nie sprawdzają się w swojej roli dydaktycznej i wychowawczej niż przyznać, że dziecko nie jest specjalnie zdolne, albo oni sami jako rodzice nie sprawdzili się przez ostatnie kilkanaście lat.
    • frank_drebin A skad ty to wszystko wywiodles ? Tym bardziej, ze 28.12.08, 21:20
      ZNP dogadal sie za posrednictwem lewicy z PO i bedzie mial takie same przywileje
      jak dotychczas, pomostoweczki dla niepoznaki inaczej nazwane im zostana ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka