bryt.bryt
13.07.09, 15:03
Wlasnie sie dowiedzielismy, ze pan pRezydent jest skory do kompromisu, ale mu sie nie daje szansy na wspolprace. Chodzi ogolnie rzecz biorac o podpisy pod nominacjami ambasadorskimi:
"(...)– To są uprawnienie prezydenta RP. Od tego trzeba zacząć. Bo ja w mediach słyszę, że prezydent zwleka z podpisaniem nominacji.(...)procedura została opracowana dawno. Zaczyna się od wstępnej zgody prezydenta, potem akceptacja państwa, i znowu zgoda prezydenta. Teraz jest to pomijane. To jest naruszenie reguł. Najpierw się zgłasza do państwa obcego, dopiero potem do mnie - wyjaśniał prezydent.(...)"
Dla mnie wyglada to tak: pRezydent po raz kolejny skarzy sie, ze rzad mu nie pozwala pracowac, a w tle ujawnia przy okazji, ze jest malostkowy i wrazliwy na punkcie wlasnej dumy.
Sytuacja wyglada bowiem tak, ze nie chodzi o merytoryczna zasadnosc wnioskow lub jakosc kandydatow, ale o to, ze nie zapytano wczesniej Glowy Panstwa, co o wnioskach i kandydatatach sadzi. A jak nie zapytano, to trudno, nie bedzie podpisywal, chocby nie mial merytorycznych zastrzezen.
Lech Kaczynski juz chyba zrezygnowal z ubiegania sie o reelekcje, bo zachowuje sie zupelnie jak on sam, w sposob, ktory przynosi mu sladowe poparcie. Ale mnie to nie martwi.
wiadomosci.onet.pl/2007630,11,item.html