Dodaj do ulubionych

Kicz, który kocham

12.11.05, 12:45
Tak a propos sąsiedniego wątku zaczęłam się zastanawiać, czy pośród TWA-czy
są osoby znajdujące upodobanie (teraz, w przeszłości) w dziełach uznanych za
kicz, lub dryfujących w kierunku kiczu. Akurat to, co uznane za niegodne
uwagi ludzi na poziomie, poruszyło u Was jakąś czułą stronę duszy, skojarzyło
się ze wspomnieniami? Albo był to wynik niewiedzy, że macie do czynienia z
kiczem?
Zdradzę swoją mroczną tajemnicę: oderwać się nie mogłam i czytałam bez tchu
niemal rzuconą za szafę przez braineatera "Samotność w sieci". Oj, i jak mi
się podczas lektury podobała! Stwierdziłam, iż p. Wiśniewski celowo zapewne
używa ogranych tropów i schematów, dzięki czemu "Samotność..." w zabawny
sposób staje się pastiszem. A jak mnie wiedza naukowa autora poruszyła! :)
Widocznie było to kompantybilne ze stanem mojej duszy.
Nie wiem, jak odebrałabym "Samotność..." podczas kolejnej lektury...
Natomiast stale i niezmiennie baaardzo lubię wszystkie powieści Judith Krantz
i owszem, czytałam je kilka razy.
I film "Titanic" mnie wzrusza.
I "Co się zdarzyło w Madison County" (córka moja stuka się w czoło wtedy,
mówiąc "taki kicz"?)
Rozwiniecie temat? Z uzasadnieniem?
Może i tu jakie nagrody będą? :)))
Obserwuj wątek
    • daria13 Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 13:03
      Na szybko narazie, bo mnie chwilowo czas goni.
      Kategorycznie protestuję przeciwko nazwaniu Co się wydarzyło w Madison County
      kiczem! To bardzo piękny film o miłości. I tak jak nie bardzo lubię filmy i
      książki o miłości tak ten film rzeczywiście wzruszył mnie do głębi, a niektóre
      gesty i mimika Meryl Streep wprawiły mnie w zachwyt wielki.
      Generalnie kicz nie kicz to piękny film był, o!
    • kawa_malinowa Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 13:25
      Ha! Samotnośc w sieci mnie bardzo poruszyła, kiedy miałam piętnaście lat -
      serio. Wraz z przyjaciółką przeżywałyśmy ją jakiś miesiąc, a może trochę
      więcej, mówiłyśmy zdaniami z tej książki ---> Skutkiem są dzisiaj paroksyzmy
      śmiechu na samo wspomnienie i stwierdzanie, że kiedyś to dopiero byłyśmy
      żenujące :)

      Z filmów- komedie romantyczne na dobry humor - jakieś "Igraszki
      losu", "Sabriny", "Pretty woman", "Igraszki losu", "Mój chłopak się żeni" i
      tepe - to mogę pasjami, ale tylko przy odpowiednim nastroju. Mam wtedy poczucie
      totalnego odprężenia - może znowu trzeba będzie spróbować.

      Moja znajoma uwielbia w sztuce kicz religijny. Zabrania ściągania obrazków ze
      ścian, a inna nosi w portfelu ze względu na ich walory... estetyczne. Ja
      natomiast uwielbiam XIX-wieczne malarstwo akademickie - kiczowate do bólu, ale
      jakoś tak...
      Niektórzy mówią, ze prerafaelici TEŻ byli kiczowaci :) Cóz..
      • agni_me Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 13:49
        "Ja natomiast uwielbiam XIX-wieczne malarstwo akademickie - kiczowate do bólu,
        ale jakoś tak..."

        Bogowie moi! Dziewczyno! Weź ty sobie pochodź kiedy po d'Orsay (może być dobry
        album zamiast) i pooglądaj obrazy Merle czy Puvisa, portrety Bonnata i Durana i
        przestań pisać herezje o kiczu. Ale w uwielbieniu pozostań. No chyba, że dla
        ciebie akademicy to dopracowane naguski i inne wenusy Cabanela.
        • kawa_malinowa Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:00
          Ale miało być o kiczu, który uwielbiam. Oczywiście, ze akademizm to nie tylko
          to, ale wlasnie tam odnalazłam zagłębia kiczu. A akademizm lubię w całej
          rozciągłości niemalże :)
          O, na przyklad to: images.google.pl/imgres?
          imgurl=www.wga.hu/art/c/couture/decadenc.jpg&imgrefurl=http://www.wga.hu/
          html/c/couture/&h=770&w=1298&sz=184&tbnid=yTN4cPSBHQ0J:&tbnh=88&tbnw=150&hl=pl&s
          tart=7&prev=/images%3Fq%3Dthomas%2Bcouture%26svnum%3D10%26hl%3Dpl%26lr%3D
          • agni_me Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:30
            Sama po czasie doszłam do wniosku, że amok odebrał mi zdolność czytania. Toteż
            honor zwracam, sama zaś odszczekuję.

            Najbardziej popularną opinią o akademiźmie jest właśnie kiczowatość. Gniewa
            mnie to okrutnie, bo przecież dzieł ogromnej wartości artystycznej jest w nim
            co niemiara. Uwielbiam akademików. A skoro zrobiło się kiczowato i malarsko to
            mój "kicz" sporządził Harrison, wisi to dzieło gdzieś w Waszyngtonie bodajże i
            przedstawia pomidorowe słońce zachodzące nad niebieściutkim morzem. Nie wiem
            jak się ten obraz nazywa, ale zęby bolą od tego zachodu. Tyle, że ja nie lubię
            jak mnie bolą zęby.
    • yanga Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 13:43
      Też absolutnie nie uważam "Madison County" za kicz! Ani filmu, ani tym
      bardziej - książki. Co do "Samotności" się nie wypowiadam, bo po paru zdaniach
      typu: "Od dawna już rzadko nie była pierwsza", odrzuciłam ją od siebie jak
      gorący kartofel. Natomiast jeśli chodzi o kicz rzeczywisty, także nie jestem
      bez grzechu, bo nie potrafię oprzeć się czarowi pani Lidii Czarskiej, wiernej
      towarzyszki mojego dzieciństwa. Ostatnio kupiłam na Allegro "Drugą Ninę" i już
      na pierwszej stronie umarłam z zachwytu:
      "Zbliżała się burza. Czarne, poszarpane chmury okrywały niebo, gromadząc się
      lękliwie i zbijając w potworne kształty, jak gdyby w lęku przed czemś potężnem
      i wszechmocnem, co miało za chwilę nastąpić w przyrodzie. Dziki burzliwy wicher
      krążył w szczelinach, zawodząc swą straszną pieśń i trzęsąc wierzchołkami
      kasztanów i jaworów tam, w dole, w kotlinach. Coś dziwnego działo się w
      przyrodzie, coś strasznego i groźnego, jak śmierć".
      • daria13 Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:01
        Nie mam pojęcia, kto zacz Lidia Czarska, ale zamieszczony fragmencik przecudnej
        urody zaiste:)))
        Pozdrawiam:)
        • yanga Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:51
          Lidia Czarska była słynną przedwojenną autorką powieści pensjonarskich - takich
          dla grzecznych panienek. Chyba pisała je po rosyjsku, bo są tłumaczone - te,
          które znam - przez Marcelego Tarnowskiego. Niestety mało o niej wiem, ale
          domyślam się, że mieszkała kiedyś w Gruzji, bo pisze o niej z dużym
          sentymentem. "Księżniczkę Dżawacha" czytałam tyle razy, że do dziś pamiętam
          całe zdania: "Urodziłam się w Gori, cudnem, usmiechniętem Gori, nad szmaragdową
          rzeką Kurą..." Po latach także znalazłam się w Gruzji - na wycieczce
          z "Orbisem". Pamiętając to zdanie, wyglądałam owej "szmaragdowej Kury", ale -
          jak to górska rzeka po deszczu - miała kolor kawy z mlekiem... Kicz kiczem, ale
          zapamiętałam też kilka gruzińskich wyrazów z dialogów bohaterów, więc jakiś
          pozytek jednak odniosłam.
    • gaudia1 Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:24
      oj, bez kiczu ni ma życia;-)
      ja od zawsze kocham Gaudiego, a najbardziej te ciasteczkowe, pstrokate domki
      najmniejsze:)

      i lubię sobie przejrzeć album z prerafaelitami

      i komedie romantyczne bajkowością swoja humor poprawiają, zwłaszcza jak noc
      smutna i samotna ;-)

      różowo-błękitna w tym momencie gaudia

      a jaka radocha przejść się wzdłuż stoisk przy kosciele kiedy odpust! Gęba się
      śmieje:) Kiedys to i na "rynkach" wszelakich te cuda na codzień byli.

      • monikate Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:44
        Gaudi to kicz? Przeca ja kocham te jego domki!!
        P.S. "Co się zdarzyło w Madison County" ja też za kicz nie uważam, każde
        obejrzenie tego filmu oblewam łzami, a moja córka się ze mnie wtedy nabija :)
        Może co dla jednego jest kiczem, nie jest nim dla drugiego?
        Ale końcowa scena w Titanicu, kiedy oni się znowu młodzi i piękni spotykają pod
        zegarem, buuuu, jakie to piękne.... jakie romantyczne...
        Cytowana Czarska jest the best!
        • yanga Re: Madison County 12.11.05, 14:56
          A książkę, książkę - czytałaś? Różni się mocno od filmu, jest bogatsza
          treściowo i świetnie przetłumaczona przez Dorotę Malinowską.
          • monikate Madison County: książka 12.11.05, 16:37
            Pewno, że czytałam! Zgadzam się z Twoją opinią.
            Chyba powinnam nad moim dzieckiem popracować, bo z Madison County się
            podśmiewa, natomiast wspomnianego Wiśniewskiego bestialsko mi wyrywawała i
            pochłaniała z wypiekami na twarzy :)
            Aha, ja jeszcze kocham od dzieciństwa obrazki z kotkami, kolorowe, realistyczne
            do bólu, kotki tulą się do siebie, na szyjkach mają przecudne kokardki. W domu
            bym taki powiesiła (gdzie się kupuje te obrazki, no gdzie?), i to nie tylko
            dlatego, że kocham koty.
            • mamarcela toksyczne córki 12.11.05, 17:16
              Zanim ustosunkuję się do kiczu i tzw. obciachu, a jak wszyscy się już domyślają
              w moim przypadku będzie to BPP, napiszę o córkach i łzawieniu filmowym.
              Otóż ja mam tak, że przy filmach ryczę non stop i to wcale nie przy tych
              najlepszych i najbardziej wstrząsających. Jeśli film jest naprawdę ścinający z
              nóg nie ryczę tylko stuporu dziwnego dostaję, łzawię obficie natomiast jeśli
              wzruszająca (nawet najgłupsza) w zamierzeniu scena połączona jest z odpowiednią
              muzyką i moim adekwatnym nastrojem. Po prostu potop. Legendarne jest moje wycie
              przy filmach familijnych, kreskówkach Disneya, a nawet kretyńskich serialach.
              Sama się z siebie śmieję, co nie przeszkadza mi jednocześnie nawadniać kanapy.
              No i oczywiście moja ukochana córka nabija się ze mnie okrutnie, a własciwie
              nabijała, bo teraz to ja jej przypominam owe nieszczęsne wielbione w
              dzieciństwie Kelly Family oraz ilość śloz przez nią wylanych ze dwa lata temu
              podczas ogladania ckliwego romansidła młodzieżowego pt. "Szkoła uczuć" (Walk to
              remember).
              Pocieszające jest również, że czasami w kinie płaczemy obie (chociaż ona udaje,
              że nie) tak jak np. na "Beautiful mind".
              A "Titanic" jest jednym z ulubionych filmów dziecka nr2 - płci męskiej - nie
              wiem jak mam sie do tego ustosunkować. Cieszyć się li, czy też nie?

              mamarcela z Jamesem Bluntem - to kicz, czy nie kicz?

              "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
    • braineater Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 14:49
      O uwielbieniu wobec kicz religijnego i zabawkarskiego już pisałem. Od zawsze i
      na zawsze, jezuski z sercem gorejącem, sceny sielankowo-pastewno-religijne i
      mój ukochany schemat, bardzo regionalnie zresztą rozpowszechniony, czyli
      jezuski dziatki przyjmujące, najlepiej na progu jaskini.
      Z zabawkarskich natomiast ostatnio mój top to telefony, ktore po wciśnięciu
      odpowiedniej kombinacji klawiszy, obdarowują cukierkami. Piekne sa, zawsze w
      toksycznych barwach, a cukierki sa ohydne:)
      Z literackich, to głownie klasyka, czyli Mniszkówna i Marczyński, przy tym ten
      drugi czytany z klucza 'poważnego' czyli jako encyklopedia stereotypowego
      myślenia o świecie zapisana zdaniami prostymi i zrozumiałymi

      P:)
    • brunosch Kicz, którego szukam 12.11.05, 15:46
      Scenka w stylu malarstwa salonowego, czyli realistyczna do bólu. Obrazek
      przedstawiający nimfy skąpo przyodziane w powiewiste draperie, płynące po stawie
      w łodzi w kształcie muszli, ciągniętej przez łabędzie. A amorki na skale
      przygrywają na harfach.
      Pożądam!
      • brunosch Kicz, którego szukam 13.11.05, 01:43
        a moje nimfy w łodzi olano.
        Pytam całkiem poważnie - gdyby ktoś znał miejsce pobytu tychże, proszę o naiar.
        • gaudia1 Re: Kicz, którego szukam 13.11.05, 11:26
          W Łodzi nimfy występują regularnie przy co drugiej pełni księżyca.
          Snują się nad brzegiem jednego z łódzkich akwenów, smutne. Czekają na
          przewoźnika. Muszle mają.
        • mamarcela Re: Kicz, którego szukam 13.11.05, 11:59
          A mogą być syreny?

          "od dzieciństwa lubiłem syreny"
    • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 16:42
      Monikate, zdaje się, że ty czytasz mi w myślach. Jeszcze rano zastanawiałem się,
      czy zadebiutować na TWA otworzeniem TEGO wątku, a tu proszę :-) Ustosunkuję się
      później, bo robię obiad :-)
      • monikate Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 19:45
        :))
        A obiad się udał?
        • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 19:52
          Oczywiście :-) nie jestem niedzielnym kucharzem. Gotuję codziennie :-)
      • brunosch Ooooohhhh 13.11.05, 01:41
        secesję kiczem nazwali ci, którzy za skarby temu nie dorównają!
        Nie tylko Mucha, ani nie Wyspiański, ale bezimienni twórcy dzieł użytkowych -
        pater, ilustracji, mebli, ram obrazowych, całego dobytku fintifluszków
        secesyjnych, które kiczem za skarby nie są i nigdy nie będą!
        • marquis Re: Ooooohhhh 13.11.05, 01:44
          Wiwat secesja!!!
    • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 17:38
      Sztuka: secesja (gł. Gustav Klimt, ale też Antonio Gaudi czy Alphonse Mucha).
      Film: melodramaty ("Przeminęło z wiatrem" widziałem kilka razy - i zawsze się
      wzruszałem do łez; "Trędowata" itp.)
      Literatura: zdarza się, w ostatnich latach np. "Niebiańska przepowiednia",
      grafomańska nadęta tendencyjna bzdura, ale jakoś tak wyszło, nie wiem, czybym
      teraz był w stanie przebrnąć całość.
      No i oczywiście opera, moja pasja :-) Dla wielu nie do wytrzymania, szczególnie
      w teatrze. Bo spektakle operowe zwykle sa festiwalem kiczu. Ale ja kocham tę
      konwencję :-)
      • blue.berry oh! absolutnie! 12.11.05, 19:37
        prosze sie odstukac od secesji jako kiczu
        a juz w szczegolnosci od Muchy.
        to jest piekno absolutne i na dodatek dumne z samego siebie. i nie ukrywajace
        sie pod plaszczykiem ideologii.
        az sobie pozwole zacytowac
        "Alfons Mucha's is art od seduction. His graceful woman, delicate colours and
        decorative style add up to an unashamed act of temptation."
        a co!
        • marquis Re: oh! absolutnie! 12.11.05, 19:43
          Osobiście nigdy bym nie nazwał secesji kiczem. Ale spotykam się często z takimi
          opiniami, niestety...
          • blue.berry Re: oh! absolutnie! 12.11.05, 20:06
            takie opinie trzeba tepic anie je przyswajac!!!!!!!!!!!!!!!
            sa drobnomieszczanskie.
            i bzudrne.
            secesja na wyzyny wyniosla rzemioslo i wzornictwo i do dzis swiat z tego
            korzysta. odwazyla sie pokazac rzeczy piekne i idealne w swoim zachwycie.
            ja w secesji (i art nouveau) od zawsze i nieodmiennie jestem zakochana. i od
            zawsze bronie i walcze jak lwica z okreslaniem tego jako kicz.
            i dodam ze naleze do grona osob wyksztalconych na ASP, gdzie do tego stopnia
            moja walka odniosla sukces, ze w pracowaniach rysunku obok szaroburych
            zamazanych bazgrolow (przedstawiajacych bezksztaltnych brzydkich ludzi) i
            aspirujacych do miana sztuki wielkiej, pysznily sie moje lekkie modelki
            wyrysowane delikatnymi tysiacami lini, pokazujac piekne linie twarzy, biustow i
            innych czesci ciala, a biedni sterroryzowani profesorowie juz nie osmielali sie
            mowic nic o kiczu ani o byciu "nie w nurcie".
            • mamarcela Re: oh! absolutnie! 12.11.05, 20:12
              Wielka buźka dla Jagódki zangażowanej w słuszną sprawę.
              A ci, co na ASP tak gadają to z zazdrości, bo w życiu by tak jak Mucha, Klimt i
              Blueberry nie umieli.

              mamarcela secesyjna

              "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
              • blue.berry Re: oh! absolutnie! 12.11.05, 20:17
                :)))
                teraz to jaks borowka amerykanska jestem bo tak napuchlam z zawstydzenia i
                pokrasnialam:))
                a swoja droga i na powaznie - ja akurat w latach mojego ksztalcenia trafilam na
                okres w polskiej sztuce ktory glownie promowal pokazywanie brzydoty i szarosci
                tego swiata. nie mowie ze nie bylo to sluszne. sztuka jest od tego aby
                pokazywac rozne aspekty zycia. ale oburzal mnie wtedy panujacy ostracyzm ktory
                odrzucal piekno jako takie i wlasciwie w kazdym jego aspekcie skazywal go na
                bycie poza nawiasem i etykietke kiczu oraz sztuki dekoracyjno-sprzedajnej.

                a specjalnie dla mamarceli w jagodniku na TWArzach cos dorzucilam:))
            • marquis Re: oh! absolutnie! 12.11.05, 20:14
              Brawo! Jesteś pierwszą osobą z ASP, która nie wmawia mi, że secesja to kicz.
              Zdaje się, że potwierdzasz moje dotychczasowe przekonanie, że ASPowcy raczej
              wielkiej sztuki w secesji nie widzą. Mojemu kultowi czystego piękna
              przeciwstawiali brud, błoto, wulgarność. Ornamenty, arabeski - nie. Brejowata
              kupa - tak. Ech...
              • mamarcela Re: oh! absolutnie! 12.11.05, 20:29
                Otóż ja znam osobiście kilkoro co najmniej, którzy tak nie twierdzą.
                A ponadto wśród najbliższej rodziny mam tzw. "szklarzy artystycznych" różnych
                pokoleń(też po ASP czy może PWSSP), którzy z secesji czerpią pełnymi garściami.
                Niestety nigdy żadnego "secesyjnego" dzieła nie dostałam w prezencie, bo to
                żmudna i wielotygodniowa robota.:(

                "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
    • gaudia1 Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 18:19
      secesja = kicz? Na pewno nie wiedeńska:)

      Secesję bardzo, bardzo lubię. W mojej eklektycznej Łodzi secesji jest bardzo
      niewiele. Ale wszystkie jej przykłady cenię.
      I smutno mi strasznie, że parę lat temu z jednego z pałacyków fabrykanckich
      zniknęła cala dekoracja frontu - kasztanowiec pięknie rozrośnięty na elewacji,
      z korzeniami mocnymi, z gęstym listowiem. Nagabywałam władze nasze - nikt nic
      nie wie:(

      I monidła mnie wzruszają niezmiennie, zwłaszcza te ze zdjęcia robione:)
      • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 18:30
        Ależ wiedeńska również. Już w czasach belle epoque znawcy sztuki oburzali się,
        że secesja jest pusta, że to apologia formy bez żadnej wartości. Np. szanowany
        wówczas architekt Adolf Loos był tak zniesmaczony secesją, że napisał: "ornament
        to dzieło zbrodniarzy".
        • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 18:40
          Ale wybacz mi trochę czasu od tamtej pory minęło.

          "Od dzieciństwa lubiłem syreny"

          • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 18:46
            Od której pory? Od czasów belle epoque? Czyli twoim zdaniem podejście do secesji
            się zmieniło? No toż przecie dzisiaj w szczególności secesja uchodzi za apogeum
            kiczu :-)
            • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 18:57
              Gdzie uchodzi?

              "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
            • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 19:01
              Na przykład na Akademiach Pięknych Sztuk :-)
              Ale o cóż my się spieramy. Stawiasz mnie w bardzo kłopotliwej sytuacji, bo muszę
              dowodzic, że secesja to kicz, a dla mnie to niezwykle trudne, bo przeciez jestem
              miłośnikiem tego stylu. Nie będę przekonywający ;-)
              • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 19:19
                Nie, ja chciałabym po prostu, abyś wskazał mi konkretne źródło (współczesne)
                uznające secesję we wszystkich jej przejawach za kicz. To nie jest wcale
                trudne. To jest proste, wręcz dziecinne pytanie. Po prostu chciałabym sie
                dowiedzieć, bo nie wiem.

                "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
                • monikate Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 19:43
                  Ja inaczej zapytam: co jest wyrocznią, że coś jest kiczem, lub
                  nie? "obowiązujący" kanon? Tak, jak w różnych epokach rozmaite były wzorce
                  kobiecej urody, i te niewiasty, ktore uchodziły za piekne i powabne np. w 16
                  wieku, teraz zostałyby zesłanna koniec kolejki? :)
                  Zastanawiam się, jak na nasze gusty wpływa opinia ogółu, osób opiniotwórczych;
                  na ile nasze upodobania co jest piekne, a co nie są naszymi osobistymi
                  przemyśleniami? Bo może podświadomie się sugerujemy? Może są to kwestie czysto
                  umowne? Pies nazywa się pies i "psio" się kojarzy, bo tak zostało nam
                  powiedziane; gdyby zwierzę szczekające zostało nazwane legwanem, tak by zostało
                  pewnie?
                  P.S. Ja szukam moich ślicznych kotków i podobnie jak brunosch pożądam owych
                  nimf płynących; gdzie to się kupuje?
                  • icowynato Re: Kicz, który kocham 13.11.05, 14:34
                    Przesłałam Ci na @ kilka milusich kotków. Pozdrawiam
                    • monikate icowynato! 13.11.05, 15:14
                      Kotki odebrałam, w kompie zapisałam! Cudne!! Piękne!!! Dzięki! I niech mi tylko
                      nikt nie mówi, że to jest kicz! Nad łóżkiem sobie takie powieszę!
                      Wracając do tego, co nazywamy kiczem: bez niego nie ma życia, ale dlaczego,
                      dlaczego? I każdy, absolutnie każdy ma taki kicz, na jaki sobie zasłużył....
                • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 19:50
                  Poszukałem, niestety z konkretami jest dość wątpliwa sprawa ;-) Owszem, piszą o
                  tym, że secesja dla niektórych to pretensjonalny kicz, ale są to stwierdzenia na
                  tyle ogólne, że nie nadają się na dowód. Podobnie jak stwierdzenia znajomych
                  osób, wykształconych na ASP lub historii sztuki. Literatura z kolei, jaką
                  posiadam, jest dość tendencyjna i nie mogłaby świadczyć przeciwko secesji :(

                  Ale cieszę się, że wywołałem takie sprzeciwy. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem
                  się, obawiałem się raczej sympatycznej kpiny z secesji, a tu proszę, całe grono
                  wielbicieli. Wybornie :-)
                  • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 20:13
                    Ano właśnie.
                    To ja Ci powiem, że znam paru muzyków, którzy twierdzą, że Mozart to taka
                    przesłodzona muzyczka, a romantycy to juz w ogóle nie warto mówić - normalna
                    szmira. No i co?
                    Nie będę już drążyć i dopytywać, co to znaczy tendencyjna literatura. I
                    dlaczego coś miałoby świadczyc przeciwko secesji, skoro ją lubisz.
                    Pozdrawiam:)

                    "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
                    • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 20:22
                      Tendencyjna, tj. taka, która przedstawia secesję dość jednostronnie, jako cud w
                      sztuce (lub prawie).

                      A co do muzyki: tak, to się zgadza, tez słyszałem, że Mozart "to taka muzyka pop
                      XVIII wieku". O wartości romantyzmu sama wspomniałaś (a tu mnie znowu wielce
                      boli, bo jeśliby kto o muzykę pytał, to właśnie romantyzm, właśnie romantyzm
                      mnie zachwyca!). Bo przecież prawdziwie wielka muzyka nie powinna wpadać w ucho
                      i dawac się nucić pod nosem (wyjąwszy osoby solidnie wykształcone muzycznie,
                      które wszelkie harmonie i dysonanse zapamiętają).

                      Marquis du Kitsch ;-)
                      • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 20:42
                        Wiem, że wielce upierdliwa jestem, ale mi sie podkladasz
                        1. Ja nie twierdziłam, że Mozart to to, a romantycy tamto. Ja tylko chciałam Ci
                        uzmysłowić, że ludzie związani ze sztuką, a szczególnie tejże sztuki "praktycy"
                        mówią różne rzeczy i nie zawsze należy im wierzyć.
                        2. Co do tego nucenia i nie nucenia pod nosem jako wyznacznika "prawdziwie
                        wielkiej muzyki" to pewnie też jest kilka szkół, a co najmniej dwie. Jam nie
                        muzyk więc się nie wypowiadam.
                        3. Czy w takim razie książka, która uważa gotyk za cud w sztuce też jest
                        tendencyjna?
                        Pozdrawiam:)
                        mamarcela upierdliwa, czepialska, wstrętna do bólu, ale w koncu asertywna no nie

                        "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
                        • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 20:56
                          "1. Ja nie twierdziłam, że Mozart to to, a romantycy tamto."

                          A czy ja twierdziłem, że ty twierdziłaś? Widocznie skrót był zbyt duży. No
                          mamarcelo, nie sugeruj, że nie potrafię czytać ;-) Zrozumiałem dokładnie tak,
                          jak chciałaś, żebym to zrozumiał. Za nieporozumienie przepraszam.

                          We fragmencie o "nuceniu" była zawarta ironia - znowu niedopatrzenie z mojej
                          strony, zabrakło odpowiedniego znaczka ;-)

                          Książka, która uważa cokolwiek za cud jest moim zdaniem tendencyjna :-) Ale bez
                          negatywnego podtekstu, ja też w końcu jestem tendencyjny ;-)

                          PS. Pytanie z gatunku podchwytliwych: czyżby to miały być jakieś otrzęsiny? ;-)
                          Odnoszę niejasne wrażenie, że mnie próbujecie wybadać ;-)
                          • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 21:18
                            Doprawdy nie wiem, co Ty twierdziłeś, co ja twierdziłam, ale napisałeś
                            "O wartości romantyzmu sama wspomniałaś" więc..., bo jako żywo w innym miejscu
                            o romantyzmie nie wspominałam.
                            Ja staram sie w ogóle nie wartościować sztuki, chyba, że posługuję się
                            autorytetami, albo mówię, że coś mi jako mamarceli sie podoba lub nie podoba.
                            A jakie książki uznają secesję za cud? To jest pytanie proste, a nie
                            podchwytliwe,z czystej ciekawosci pytam.
                            Zapewniam Cie natomiast, że moje osobiste czepialstwo nie jest żadnymi
                            otrzęsinami,zbiorowym sądem czarownic, a jedynie moją prywatną inicjatywą. Po
                            prostu podłożyłeś mi się po pierwsze nazywając Klimta i Muchę kiczem (może
                            jeszcze Wyspiańskiego?), po drugie powołując się na autorytety typu "mówi
                            się", "uważa się", "ludzie po ASP tak mówią", a po trzecie określanie secesji
                            jako kiczu wydało mi się pretensjonalne i protekcjonalne, a po czwarte gdybyś
                            się nie wił i nie plątał jak ornament secesyjny dawno bym Ci odpuściła, bo ja
                            tak w ogóle bardzo miła kobieta jestem.
                            mamarcela z fajka pokoju

                            "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
                            • marquis Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 21:35
                              > "O wartości romantyzmu sama wspomniałaś" więc..., bo jako żywo w innym miejscu
                              > o romantyzmie nie wspominałam.

                              No więc miało być "o wartości romantyzmu w oczach i ustach niektórych
                              wykształconych muzycznie ludzi sama wspominałaś" - to miałem dokładnie na myśli.
                              Niestety, mam tendencje do takich niezrozumiałych skrótów myślowych. Jeszcze nie
                              raz pewnie się przez to będę musiał tłumaczyć.

                              Ja też staram się nie wartościować sztuki, bo znawcą nie jestem. Coś mnie
                              zachwyca, coś jest mi obojętne a cos innego budzi mój wstręt. Secesja akurat
                              mnie zachwyca.

                              Tendencyjna książka to choćby "Secesja" pióra Gabrielle Fahr-Becker (doktorat z
                              secesji francuskiej w 1970 r. - to tak uprzedzając ewentualne pytanie co do
                              znawstwa owej pani ;) Dość "tendencyjna" jest również Bożena Kowalska w książce
                              "Od impresjonizmu do konceptualizmu. Odkrycia sztuki".

                              Nie, nie nazywam Klimta ani Muchy kiczem, ja się tylko z taki opiniami (wśród
                              osób o znacznie większym od mojego obyciu w dziedzinie sztuki) spotykałem.

                              Fajkę pokoju przyjmuję z radością, choć gest ten jest trochę na wyrost, bo
                              przecież nawet nie wykopaliśmy topora wojennego :-)
                              • mamarcela Re: Kicz, który kocham 12.11.05, 21:46
                                Fajka pokoju była również skrótem myślowym:)
                                A następnym razem jak coś Cię zachwyca, jak w domu masz ksiązki nie ważne,
                                że "tendencyjne", kóre też się tym zachwycają, to broń tego czegoś do utraty
                                tchu, a nie asekuruj się.:)

                                mamarcela też czasami tendencyjna

                                "Od dzieciństwa lubiłem syreny"
    • marquis na marginesie dyskusji 12.11.05, 20:07
      Interesujący tekst o samym pojęciu "kiczu" w sztuce:
      free.art.pl/pokazpismo/nr37/tekst11.html
      • quarantine Re: na marginesie dyskusji 12.11.05, 22:45
        Kłopot z określeniem kiczu wiąże się, moim zdaniem, z problemem zdefiniowania
        dzieła sztuki. Istnieje wiele takich definicji i żadna w zasadzie w pełni nie
        oddaje istoty dzieła sztuki. Wynika to ze złożoności zjawiska, jakim jest
        ludzka twórczość oraz z jego czasowej rozciągłości, co utrudnia dobranie
        jednoznacznych kryteriów. Teoria Brocha, tak jak została przedstawiona w
        przytoczonym artykule, wygląda na posiadającą prowieniencję platońską. To
        Platon utożsamił ideę piękna z ideą dobra, przy czym wcale nie chodziło mu o
        piękno w sztuce, bo ta w rozumieniu współczesnym, w starożytności nie istniała.
        Broch, mówiąc o pięknie dzieła sztuki, odsyła do kategorii transcendetnej wobec
        tego dzieła i wiąże je, podobnie jak Platon, z kategorią dobra. Platon za świat
        realny uważał świat idei, a nie świat, w którym żyjemy, stąd naśladowanie
        naszego świata w każdy sposób, było dla niego jak gdyby podwójnym fałszowaniem
        rzeczywistości. Był przeciwnikiem takiego fałszowania, uważał je za zło. Dla
        Brocha, podobnie,imitacja jest złem. Kicz jest imitacją, czasami doskonałą,
        rzeczywistości, dlatego jest złem. Kicz nie odsyła do transcendentnego dobra.
        Za podstawę dobra w sztuce uznał Broch techniczną doskonałość. To kryterium
        rzeczywiście jest dyskusyjne w przypadku sztuki współczesnej. W starożytności
        dokoskonałość ta z kolei wiązała się z estetyką, jaka wówczas obowiązywała;
        estetyką naśladownictwa, mimetyczną, którą Broch w swojej teorii odrzuciłby
        jako kiczowatą.
        Broch,zatem, nie jest oryginalny i trochę niespójny.
        Mnie jednak zastanawia, dlaczego, mimo wszystko, kicz się podoba. Co więcej,
        kicz podoba się przede wszystkim dzieciom. Czy ma to związek z pewną edukacją
        estetyczną; musimy nauczyć się odróżniać sztukę od kiczu?
        • marquis Re: na marginesie dyskusji 13.11.05, 01:24
          W moim pojęciu kicz jest czymś, co udaje piękno. Błyszczy i mami. Kicz odwołuje
          się do naszych najbardziej prymitywnych wzorców estetycznych, trochę wrodzonych,
          a trochę nabytych w określonych warunkach społeczno-kulturowych. Kicz jest
          łatwy, dlatego bardzo podoba się dzieciom (i nie tylko). Sztuka, szcególnie od
          początków XX wieku, wymaga pewnego doświadczenia, pewnej wiedzy i wrażliwości.

          Ale czy zawsze tak było? Otóż wydaje mi się, że gdzieś tak do czasu wystawy
          impresjonistów kiczem (w malarstwie) były po prostu źle namalowane obrazy, to
          znaczy takie, po których od razu znać było brak warsztatu. Kryterium sprawności
          technicznej decydowało o tym, kto był a kto nie był wielki. Pod koniec XIX wieku
          kryterium to zaczęło tracić na znaczeniu, a ważniejszy stał się przekaz
          (emocjonalny czy nawet intelektualny). To wtedy pojawiło się w ogóle słowo
          "kicz" oznaczające dzieła "bezwartościowe", banalne, pozornie piękne, puste, nie
          wnoszące niczego nowego. W wieku XX, w szczególności w jego drugiej połowie
          granica między kiczem a sztuką stała się bardzo niejasna dla zwykłych ludzi,
          także wykształconych. Inna sprawa, że nawet wielcy twórcy nierzadko igrali z
          kiczem albo świadomie wykorzystwali kicz (nieśmiało wymienię Miro, Wharhola,
          Dalego). Skąd więc zwykły odbiorca miał/ma wiedzieć, czy stosowane zabiegi były
          czy nie były świadome? I dalej: czy kicz uprawiany świadomie nie jest kiczem?

          Wydaje mi się, że obecnie odróżnienie sztuki od kiczu jest zadaniem karkołomnym.
          Przecież nawet krytycy często nie są zgodni co do wartości poszczególnych dzieł,
          a co dopiero my, zwykli "oglądacze"? Owszem, na pewnym poziomie potrafimy
          rozpoznać kicz. Zobaczymy go w obrazach z Ikei (chyba maszynowo je robią),
          ujrzymy go w kolorowych widoczkach malowanych w dziesięć minut na krakowskim
          rynku, czasem doszukamy się go nawet w galeriach sztuki (choć tutaj już możemy
          popaść w wątpliwości - jak ja ostatnio przed czerwonym kwadratem ;). Nasza
          zdolność do rozpoznania kiczu jest chyba wprost proporcjonalna do stopnia
          zaawansowania edukacji w zakresie sztuki. Podobnie jest przecież z literaturą.
          Bez doświadczenia czytelniczego, bez stosownej wiedzy, możemy szczerze zachwycać
          się harlequinami, bo "to takie piękne historie o miłości". Jeśli jednak
          osiągniemy pewną wiedzę, zaczynamy szukać tego "piękna" gdzie indziej: w języku,
          w psychologii postaci, w sprawności wartsztatowej, w zabawach formalnych itd.

          Mamarcelo, chyba znowu się wkręciłem w spirale klimtowskiego drzewa :( No nic,
          wysyłam ;-)
          • braineater inna definicja 13.11.05, 15:56
            zresztą będąca parafrazą jednej z tysięcznych definicji pornografii (zreszta
            między oboma dziedzinami sztuki można znaleźć setki podbieństw). W oryginale
            definicja brzmi: "Pornograficznym nazywamy taki obraz lub tekst, który wywołuje
            erekcje u co najmniej 7 na dziesięciu badanych męzczyzn" [z 'Prohibitia',
            tekstu poświęconego ksiązkom zakazanym]. Podstawiając kicz, uzyskujemy mniej
            więcej, coś takiego:
            "Kiczem nazywamy takie dzieło sztuki, które podoba się co najmniej 7 na
            dziesięc badanych osób". I wtedy wszystko staje się jasne. Jesli coś schlebia
            masowym gustom - kicz. Jesli jedyna reakcją jaką jestesmy w stanie z siebie
            wydobyć, jest westchnienie 'jakie to ładne, łomatko' - kicz. Jesli coś wisi w
            charakterze reprodukcji w co drugim domu - kicz. Jesli coś chwali Nina
            Terentiew - kicz.
            Tyle, że oczywiście nie jest to żaden argument za usuwaniem kiczu z przestrzeni
            publicznej, ani tez za rugowaniem tegoz z własnego zycia. Życie bez badziewia,
            wesołego, kolorowego, grającego przeckliwe melodyjki, byłoby chyba koszmarem,
            nudą i egzystencjalną depresją równą Rowowi Mariańskiemu.
            tyle niedzielnych lefreksji:)
            P:)
            • brunosch Re: inna definicja 13.11.05, 16:52
              > Życie bez badziewia,
              > wesołego, kolorowego, grającego przeckliwe melodyjki, byłoby chyba koszmarem,
              > nudą i egzystencjalną depresją równą Rowowi Mariańskiemu.

              dodam jeszcze gwoli uzupełnienia: życie wśród samych arcydzieł zarówno sztuki
              wysokiej, jak i użytkowej, wśród genialnych kompozycji muzycznych nieskażonych
              nawet cieniem komercji i chęci łatwego podobania się, wśród najwybitniejszej
              architektury etc byłoby ohydne. Wyobraźcie sobie, że w kinach sam tylko Bergman,
              Antonioni i Fellini.
              W takich warunkach to z rozpaczy można sobie wygryźć monogram na tyłku.
              ***
              PS A piękno stoi bardzo blisko ohydki. Podejrzewam, że w końcu ktoś by namalował
              jelenia na tle zachodzącego słońca.
              • mamarcela Re: inna definicja 13.11.05, 16:58
                Drodzy kiczowaci przepięknie panowie B i B ja Was po prostu uwielbiam. A
                wiecie, co jest najbardziej kiczowate - paniczny strach przed kiczem!
                Jak skończę oglądać, zmuszona przez dziecko okrutne, Królestwo Niebieskie, to
                może napiszę kiczu apoteozę. (zwróćie uwagę na ten rym).

                mamarcela z różą w zębach (sztuczną)

                "od dzieciństwa lubiłem syreny"
              • marquis Re: inna definicja 13.11.05, 17:13
                Życie wśród samych arcydzieł byłoby straszne, brrrr... Aż mi się przypomniał Des
                Esseintes z "A rebours". Ja lubię sobie poczytać co jakiś czas powieścidła,
                lubię obejrzeć komercyjne filmy i dobrze się na nich bawić (lub popłakać). Nie
                wychodzę z kina z kwaśna miną mówiącą "co za kicz i tandeta". No, chyba, że
                uprzednio wchodzę do kina z nastawieniem na głębsze przeżycia ;-) Mimo, iż
                podobają mi się na zdjęciach minimalistyczne wnętrza, we własnym mieszkaniu mam
                dużo różnych kolorów, każde pomieszczenie jest inne, brak jednolitego stylu - i
                to mi wcale nie przeszkadza. Najważniejsza moim zdaniem jest świadomość kiczu.
                Jeśli dokonujemy wyborów dotyczących np. kolejnej lektury, wyprawy do kina czy
                wystroju wnętrza i wybieramy kicz świadomie - nie ma w tym nic złego.
                • braineater Przerwa na 13.11.05, 17:29
                  obrazek:
                  www.ebaumsworld.com/flash/kunstbar.html
                  P:)
                • quarantine Re: inna definicja 14.11.05, 07:19
                  Wciąż nie wiem, dlaczego kojarzymy kicz ze złem. Co w tym złego, że podoba mi
                  się kiczowata Mandaryna, choć kicz zarezerwowałabym raczej dla sztuk
                  plastycznych. Im bardziej się nad kiczem zastanawiam, tym bardziej dziwne
                  wydaje mi się to zjawisko. Kupuję na krakowskim rynku kiczowatą pamiątkę, np.
                  wypalaną w drewnie pogodynkę i daję ją na pamiątkę znajomej z Afryki. Czy
                  pogodynka zachowa kiczowatość także w Afryce? Czy przypadkiem cała kiczowatość
                  nie odbywa się w naszych głowach? Podobnie zresztą jak piękno życia?
                  • beatanu mój ulubiony mały kicz międzynarodowy 14.11.05, 16:42
                    quarantine napisała:

                    Kupuję na krakowskim rynku kiczowatą pamiątkę, np.
                    > wypalaną w drewnie pogodynkę i daję ją na pamiątkę znajomej z Afryki. Czy
                    > pogodynka zachowa kiczowatość także w Afryce? Czy przypadkiem cała
                    kiczowatość
                    > nie odbywa się w naszych głowach? Podobnie zresztą jak piękno życia?

                    Ciekawe pytanie. I ciągle bez odpowiedzi.. I też się nad nim zastanawiam
                    oglądając ulubioną kulę, o której wspominałam w wątku o odpustach, a którą to
                    kulę dostaliśmy od goszczącej u nas (w ramach wymiany międzyszkolnej)
                    nastoletniej mieszkanki Pekinu.

                    img385.imageshack.us/my.php?image=sloneczko4qi.jpg
                    Bo mnie się podoba niesamowicie i odwracam ją sobie do góry nogami i błyszczy
                    toto i uśmiecha się słonecznie i humor mi poprawia. I co z tego, że to kicz,
                    najprawdopodobniej bardzo międzynarodowy...

                    Beata radosna kiczem i przekonana, że kicz złem nie jest :)
            • wiksadyba1 Re: inna definicja 21.09.06, 11:18
              braineater napisał:

              > "Kiczem nazywamy takie dzieło sztuki, które podoba się co najmniej 7 na
              > dziesięc badanych osób". I wtedy wszystko staje się jasne. Jesli coś schlebia
              > masowym gustom - kicz. Jesli jedyna reakcją jaką jestesmy w stanie z siebie
              > wydobyć, jest westchnienie 'jakie to ładne, łomatko' - kicz. Jesli coś wisi w
              > charakterze reprodukcji w co drugim domu - kicz. Jesli coś chwali Nina
              > Terentiew - kicz.

              No, brawo!!:) To jest dobra definicja, znacznie bardziej przekonująca i
              uniwersalna w każdym razie, niż mądrości H. Brocha:) Broch, którego kiczowatość
              jako prozaika mógłbym dość silnie wykazać i to odwołując się do
              wielcewieloznacznego pojęcia "kiczu" w jego dość powszechnych ujęciach, a nie
              wymyślając ad hoc czegoś "tendencyjnie dopadowanego" do autora:) odwołuje się
              do w sumie bardzo dyskusyjnego pierwiastka etycznego w sztuce, a przede
              wszystkim, jeżeli w ogóle ma rację, to głównie co do wąskiego historycznie
              wycinka sztuki (np. mogę sie doskonale zgodzić z Brochem, co do niektórych
              tanich przejawów późnego romantyzmu).

              • wiksadyba1 Re: inna definicja 21.09.06, 12:02
                Dla mnie w sumie kicz nierozerwalnie wiąże się z głupotą, z szeroko rozumianą
                bezmyślnością. Wiem, że to może być definicja ignotum per ignotum:) Żeby
                przybliżyć chociaż trochę sprawę:

                Dziełko albo dzieło, z którego przebija niska inteligencja, pozbawione jasności
                spojrzenia, bez świadomości doboru środków do zamierzenia (którym to doborem,
                może być - oczywiście - z premedytacją i z konsekwencją zastosowana
                niespójność:) z reguły kwalifikuje się do kiczu. Szczególnie w przypadkach, w
                których przejawem głupoty jest szeroko rozumiany komunał. W pewnym osobliwym
                sensie jestem konsekwentnie "platoński":), chociaż bliżej mi tu raczej do
                monizmu Spinozy:)) - nie potrafię rozdzielić w danym zdaniu, obrazie etc.
                porażki estetycznej od intelektualnej, np. coś co jest źle, pretensjonalnie
                napisane zawsze świadczy jednocześnie o jakiejś podstawowej słabości precyzji.
                myślenia. I odwrotnie - np. niektóre obrazy tzw. prymistywistów poruszają o
                tyle, że mimo - z punktu widzenia obiegowych kryteriów - nieporadności czy
                naiwności warsztatowej jest w nich wyraźne świadectwo precyzyjnego myślenia.

                Nie potrafię i nie widzę sensu w tworzeniu konkretnej definicji czysto
                estetycznej. Np. dwa skrajnie przeładowane ornamentami wnętrza, z pozoru
                podobne mogą być w 1 przypadku arcydziełem, w 2 -gim rzygiem. I też głównie
                inteligencja projektanta jest kluczem do rozróżnienia, czy mamy w 2 przypadkach
                tej samej ilości ornamentów w podobnym wnętrzu do czynienia np. z bogactwem
                ornamentu (nie-kicz) czy przeładowaniem ornamentami (kicz).

                Rzecz jest tylko bardziej złożona o tyle, że odróżniłbym "inteligencję zawartą
                w dziele" od inteligencji twórcy jako postaci:) Żeby jakoś wyjaśnić z pozoru
                spirytystyczne podejście na skrajnych przykładach: Maradona-piłkarz był
                cholernie inteligentny, chociaż Maradona-Maradona to niedorozwój:) I odwrotnie-
                beznadziejnie głupim artystą, może być ktoś o bardzo wysokim IQ:)

                Klasycznym przykładem głupoty wywołącej kicz jest komunał - bezrefkelsyjne
                przyjmowanie obiegowych, a w rzeczywistości nie trzymajacych się kupy,
                schematów myślowych, estetycznych etc.

                Stężenie nieznośnego kiczu najbardziej razi w następujących uwarunkowaniach:

                - im większe przekonanie o wielkiej powadze dzieła, im bardziej górnolotne
                intencje głupawego twórcy, przy jednoczesnej niemożliwości przekroczenia
                źródłowej bezmyślności, tym straszniejszy efekt (przykład - kaznodziejskie
                uniesienia partiotyczne, religijne, czy mistyczne pochodzące od pospolitych
                kołtunów)
                - im większy brak dystansu i umiejętności chłodnego spojrzenia, tym
                bardziej "piorunujący" efekt- sceptyk może nie przekonywać w tym co robi, ale
                sceptyk jest rzadko kiczowaty:) - łzawy melodramatyzm.
                - im bardziej nachalne lansowanie i podkreślanie każdym słowem, maźnięciem
                pędzla, ruchem kamery etc. pospolitego szablonu, tym gorzej (tu wchodzi cały
                kicz - od imprez biesiadnych w tv po przykłady wyżej wymienione)
                - im silniejszy dystans autora pomiędzy jego przekonaniem o własnej
                oryginalności a nieumiejętnością wykroczenia poza utarte szablony, tym gorzej
                (przypadek "Domorosłego Odkrywcy")

                Siłą rzeczy, żeby być kiczowatym trzeba mieć jednocześnie jakiś czysto
                techniczny talent na najbardziej podstawowym poziomie, po to, żeby
                ten "pierwiastek kiczu" jakoś lepiej utrwalić:) Np. kopia "Nocnej Straży"
                Rembrandta namalowana przez kogoś nie posiadającego cienia zdolności rysowania,
                będzie prawdopodobnie zerowej wartości bazgrołem nie przypominającym w niczym
                pierwowzoru, ale raczej nie kiczem:)
    • pinos Re: Kicz, który kocham 15.11.05, 11:25
      Porządne (czytaj takie od 200 stron w zwyż) romanse historyczne, najlepiej
      pogranicze szkocko-angielski, okolice XIV wieku... ;o) Co prawda od jakiegoś
      czasu nie do końca zwracam uwagę na wygląd bohaterów, ale perypetie czytam ze
      smakiem.
      A poza tym to smoki - niektóre z mojej kolekcji są tak kiczowate, że aż zęby
      bolą.
      • blue.berry smoki 15.11.05, 18:55
        ja tez mam kolekcje smokow:)) (pochwale sie a co! cos kolo 800 smokow)
        znaczy ilustracji ze smokami:))
        fakt - niekotre bywaja kiczowate. szczegolnie te dzie oprocz smoka wystepuja
        uciemiezone dziewice lub obfitych ksztaltow wojowniczki. uwielbiam!!
        • pinos Re: smoki 16.11.05, 09:03
          Obrazków nie liczę, ale figurek mam jakieś 300 ;o)
          Dziewice/wojowniczki faktycznie bardzo rozwinięte są...
    • staua Re: Kicz, który kocham 15.11.05, 18:37
      Ja lubie rumunskie manele. Zdecydowanie kicz pierwszej wody, porownywalny z disco polo.
    • dr.krisk Kicz, ktory nienawidze.... 16.11.05, 05:24
      Otoz nie cierpie rozmaitych performerow, wciskajacym poczciwym ludziskom kit.
      Poniewaz obecnie nikt sie nie przyzna, ze drut przymocowany jednym koncem do
      sciany a drugim do podlogi jest dla niego tylko drutem a nie Dzielem Sztuki,
      rozmaici prestidigitatorzy artystyczni robia nas w konia. A my grzecznie lykamy
      i prosimy o jeszcze...
      A czemu sie tak ciskam - a bo zwiedzilem nowojorskie MOMA, i jakos mnie te
      eksperymenta wkurzyly. Czy mozemy mowic o jakiejs specjalnej odmianie kiczu?
      Juz nie miluskie jelonki wsrod sosenek, pijace wode z niebiesciutkiego
      jeziorka, ale kolo rowerowe polaczone z krzeslem? Pol opony zlepione z
      kawalkiem dykty? Ten pierwszy kicz jest infantylny i niegrozny, ten drugi
      szkodliwy, bo sie podszywa. Mowi nam: "Ta opona i dykta cos znaczy! Jak tego
      nie widzisz to najwyrazniej tylko jelonek dla ciebie, a nie obcowanie ze
      sztuka!!!!! Prostak!!!".
      No to sie wstydzimy i z powazna mina chodzimy kolo dziurawego durszlaka,
      obawiajac sie aby go nie potracic, bo zapewne kosztuje majatek....
      KrisK
      • marquis Re: Kicz, ktory nienawidze.... 16.11.05, 13:12
        No cóż, może ja prostak jestem, w końcu na sztuce się nie znam, a jedynie się
        zachwycam lub nie. I mnie się te wszystkie dziurawe durszlaki czy gówna w puszce
        (to ostatnie to jakiejś włoskiej artystki osiągnięcie) wcale nie podobają. Fakt,
        jak byłem nastolatkiem, to sie ekscytowałem takimi dziwolągami (a kto nie?), ale
        dziś te wszystkie "dzieła" wzbudzają jedynie mój niesmak. I trudno, jeśli dla
        kogoś jest to dowodem braku wrażliwości czy estetyczego analfabetyzmu. No nie
        będę się tym zachwycał, skoro nie zachwyca ;-)
        • dr.krisk No wlasnie... 16.11.05, 15:57
          No wlasnie, jakos okropnie sie wzburzylem, gdy w rzeczonym MOMA widzialem
          publicznosc (a bilety drogie jak cholera, o ile sobie przypominam to okolo 20
          dolarow!), jak z przewodnikami w reku chodzila po salach rozmaitych, gdzie owe
          odpadki cywilizacji pokazywano w rozmaitych kombinacjach. I miny robila jakies
          takie niepewne, bo humbug czuc bylo na kilometr, ale jak tu wyjsc na gluptaka?

          To nie jest zreszta takie proste - rozumiem zachwyt artystow forma zwyklych
          rzeczy. Dlaczego malowac martwe natury, kiedy dookola po ziemi wala sie tyle
          niewykorzystanego materialu? Po co komu jeszcze jeden uroczy obrazek milej
          okolicy miasta Arles, kiedy przydrozny row w Bolejewie tez ma swoje tajemnice?
          Pisze to calkiem powaznie, bo rozumiem ten bol tworczy.

          Mysle jednak, ze trzeba dac kopa w tylek leniuchom, ktorzy wystawiaja wlasne
          siki, czy kosci wlasnej babci pomalowane na zloto (byl taki przypadek). Nie
          lubie byc szokowany, bo mi to szkodzi na trawienie.
          • marquis Re: No wlasnie... 16.11.05, 22:31
            W wątku ś(m)ieciowisko zamieściłem znalezioną onegdaj w sieci zabawną historyjkę
            o sztuce. Trochę w temacie ;-)
            • stella25b Re: No wlasnie... 17.11.05, 11:07
              No tak ale czy my potrafimy odroznic kicz od prawdziwej sztuki, jesli prawdziwa
              sztuka jest wlasnie kiczem?

              Tego typu polemiki przypominaja mi scena z filmu, kiedy to facet ogladajac
              sobie dziela w galerii sztuki, wskazuje na gasnice wiszaca na scianie i pyta;
              ile kosztuje to dzielo? Pracownica galerii z przepraszajacym usmiechem zaczyna
              tlumaczyc, ze gasnica nie nalezy do eksponatow wystawy tylko do inwentarza
              budynku i jest to prawdziwa, najzwyklejsza gasnica. Na co facet, ze jemu to nie
              przeszkadza i prosi o zapakowanie wlasnie gasnicy.
              • monikate Re: No wlasnie... 18.11.05, 21:59
                A propos dyskusji, chcę wspomnieć jeszcze o moim przeukochanym kiczu,
                bollywodzkiej produkcji "czasem słońce, czasem deszcz". Proste to i ukochane,
                porusza odwieczne ludzkie problemy :)
                A tak cudnie zrealizowane, że po salwach śmiechu zalewałam się łzami.
                Obejrzałam ten film 2 razy i chętnie zrobiłabym powtórkę.
                Po tym, jak w wątku o głupich pytaniach zdradziłam ogrom swojej niewiedzy w
                sprawach oczywistych, powiem tak: Kooocham ten film!
                • marquis Re: No wlasnie... 18.11.05, 22:17
                  Jeszcze nie miałem okazji go zobaczyć, ale na pewno się skuszę, bo podejrzewam,
                  że konwencja (kiczowaty przepych, dbałość o formę) jest zblizona do konwencji
                  operowej - a to znaczy, że mnie też przypadnie do gustu :)
                  • monikate Re: No wlasnie... 19.11.05, 00:24
                    :) Obejrzyj, nie pożałujesz. Hi, żeby tylko opera...
                    Radzę oglądać to w kinie, na dużym ekranie przyjemność jest większa, niż w
                    telewizji.
                    No, miodzio, a te tańce i pieśni cudne w Indiach, na tle piramid...
                    A jak oni się kochali, a jak im rodzina wreszcie przebaczyła! A jacy śliczni
                    wszyscy są! Koniecznie!
                    • marquis Re: No wlasnie... 19.11.05, 00:28
                      A mnie smutno, bo nic nie powiedziałaś o eksperymencie, czy się powiódł ;(
                      • monikate Re: No wlasnie... 19.11.05, 00:34
                        Jeszcze nie patrzyłam, już lecę!
                        • monikate Re: No wlasnie... 19.11.05, 00:50
                          Odpisałam w tamtym wątku! Powiódł się!
                          • monikate Re: No wlasnie... 20.09.06, 22:32
                            Cóż, "Samotność w sieci" mamy w kinach, to może przyda się ten wątek na
                            wierzchu?
                            • mamarcela Re: No wlasnie... 20.09.06, 22:39
                              monikate napisała:

                              > Cóż, "Samotność w sieci" mamy w kinach, to może przyda się ten wątek na
                              > wierzchu?

                              Kicz to jasne, ale czy ktokolwiek go lubi? A nawet jeśli to, czy sie przyzna?
                              • monikate Re: No wlasnie... 20.09.06, 22:43
                                Przecież już pierwszy mój post to cała spowiedź. A poczytaj inne posty.
                                • mamarcela Re: No wlasnie... 20.09.06, 22:49
                                  Wiem, wiem,że ludziesie w tym (i innych) watku do różnych "strasznych" rzeczy
                                  przyznają. jednakowoż TEN film to chyba zbyt wielki hardkor - nawet jak na wątek
                                  kompromitacyjny :)
                                  • monikate Re: No wlasnie... 20.09.06, 22:57
                                    Książka mi wystarczy, jak bym czuła, że to MÓJ rodzaj kiczu to i na film bym
                                    się pofatygowała, ale jakoś nie czuję. Nade wszystko Cieleckiej nie lubię.
                                    Za to zaliczyłam w międzyczasie inne produkcje bollywoodzkie.
                                    Każdy lubi i ma taki kicz, na jaki zasługuje.
                                    • staua Re: No wlasnie... 20.09.06, 23:03
                                      Mysle, ze w takich watkach (kicz ktory, robie, wstydliwe nawyki czy
                                      przyjemnosci) ludzie przyznaja sie tylko do pewnych rzeczy, a do takich,
                                      ktorych sie naprawde wstydza, nie przyznaja sie nawet tutaj. Moze w jeszcze
                                      bardziej anonimowy sposob? Ale nie tutaj, gdzie, badz co badz, juz sie jakos
                                      wykreowali. Szkoda?
                                      • skajstop Re: No wlasnie... 20.09.06, 23:08
                                        E tam. Się wykreowałem, to sie i odkreuję, proszę bardzo :) Słabości też czynią
                                        człowieka.

                                        Zeznaję zatem, że uwielbiam np. grafomana Lovecrafta. Słabość to straszna jest :P

                                        O! I Mozart kotletowy też mi smakuje, choć nie pogardzę sonatami fortepianowymi :-)

                                        Co by tu jeszcze w ramach kiczu... Queen? Raczej parodia. Ale też lubię.

                                        A jak ktoś znów napisze, że film "Co się zdarzyło w Madison County" to kicz, to
                                        osobiście się przekilobajtuję i zagryzę, bo takie kicze to ja mógłbym codzienie :P

                                        Skajstop Kiczoraptor
                                        • monikate Re: No wlasnie... 20.09.06, 23:12
                                          Jednakowoż Staua ma dużo racji...
                                          • skajstop Re: No wlasnie... 20.09.06, 23:15
                                            Wiem, że ma. Skądinąd, mnie to (lekko) irytuje. Może dlatego, że mam w istocie
                                            bardzo staroświeckie podejście do internetu :)
                                      • kubissimo Re: No wlasnie... 21.09.06, 01:25
                                        tak sie zastanawiam, czy jest cos, czego sie wstydze (albo przynajmniej
                                        powinienem)
                                        w kategoriach gusta z dolnej polki namietnie ogladam Taniec z gwiazdami :D
                                        mam na dysku troche wstydliwej muzyki
                                        seryjnie ogladam wszystkie filmy z dinozaurami (znaczy sie te fabularne, w
                                        dokumentach jest za malo sztucznej krwi)
                                        regularnie czytam Pudelka (ale do tego sie juz tu przyznawalismy)
                                        uwielbiam kicz, zarowno ten swiadomy (Pierre & Gilles, D. LaChapelle), jak i
                                        nieswiadomy (bazylika w Licheniu)

                                        i tak sie zastanawiam, czy ja sie tego wstydze. chyba nie. wstydzic to ja sie
                                        moge np. sytuacji, przez ktora spedzilem noc w finskim wiezieniu ;)
                                    • tupot Re: No wlasnie... 21.09.06, 11:13
                                      a propos Bollywoodu, to mam przyjaciółkę, która Bollywoody połyka pasjami- ma
                                      ich chyba na dvd ze czterdzieści- sprowadza je sobie skąd tylko się da, bierze
                                      udział w aukcjach na e-bay'u etc. Jest, jak to się mówi, śmiertelnie zakochana
                                      w Shah Rukh Khanie i posiada większość jego filmów, tonę tapet, fotosów, etc.
                                      Do tego wywiera nacisk na wszystkie znane jej kina, żeby dawali więcej
                                      bollywódów (np. "Charlie" w Łodzi, do którego to kina potrafiła dzwonić
                                      codziennie i wywierać nacisk:), ciąga na nie wszystkich znajomych, żeby robić
                                      frekwencję, zna wszystkie nazwiska i tajemnice Bolly.
                                      Dzisiaj właśnie poleciała do Indii i jeszcze bardziej się obkupi, połazi do kin
                                      etc. Jest w tym wszystkim po prostu niewiarygodna:)
                                      • stella25b Re: No wlasnie... 21.09.06, 11:23
                                        tupot napisała:

                                        > a propos Bollywoodu, to mam przyjaciółkę, która Bollywoody połyka pasjami- ma
                                        > ich chyba na dvd ze czterdzieści- sprowadza je sobie skąd tylko się da,
                                        bierze
                                        > udział w aukcjach na e-bay'u etc. Jest, jak to się mówi, śmiertelnie
                                        zakochana
                                        > w Shah Rukh Khanie i posiada większość jego filmów, tonę tapet, fotosów, etc.
                                        > Do tego wywiera nacisk na wszystkie znane jej kina, żeby dawali więcej
                                        > bollywódów (np. "Charlie" w Łodzi, do którego to kina potrafiła dzwonić
                                        > codziennie i wywierać nacisk:), ciąga na nie wszystkich znajomych, żeby robić
                                        > frekwencję, zna wszystkie nazwiska i tajemnice Bolly.
                                        > Dzisiaj właśnie poleciała do Indii i jeszcze bardziej się obkupi, połazi do
                                        kin
                                        >
                                        > etc. Jest w tym wszystkim po prostu niewiarygodna:)


                                        W Indiach nie trzeba isc do kina. Wystarczy wlaczyc telewizor i ich slynne
                                        tasiemce a la niewolnica Isaura poogladac. Za "moich czasow" to w kinach
                                        hinduskich lecialy filmy strasznie krwawe- podobno takie cieszyly sie duzym
                                        powodzeniem.
                                        • tupot Re: No wlasnie... 21.09.06, 12:17
                                          może i nie trzeba, ale się chce:)
                                          przy pomocy znajomego Hindusa-organizatora-rzeczy-wszelakich- ma ona
                                          zaplanowanych kilka wieczorów na kino właśnie bo to nie tylko o samo oglądanie
                                          chodzi, ale też o kino właśnie:)
                                          podejrzewam, że ze względu na boom na bolly na świecie, nawet w tamtejszych
                                          kinach jakieś polecą:)
    • hophopi Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 08:10
      szklane kule. takie ze śniegiem. uwielbiam bezgranicznie i platonicznie!
      • stella25b Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 10:26
        Przelecialam ten watek i widze, ze sie jeszcze do niczego nie przyznalam. No
        wiec na poczatek: czytam ksiazki Barbary Wood.
    • nenella Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 10:49
      He, he, co tam "Samotność", to jeszcze nic, ja całych "Ludzi Lodu" przeczytałam
      swego czasu :))))). A ostatnio byłam z moją młodą na odpuście, hehe, i kupiłam
      jej balonika na gaz :). I naturalnie pierścionek odpustowy :). W jakiś taki
      sentymentalny sposób bawią mnie pierścioneczki odpustowe, celofanowe
      wiatraczki, gliniane ptaszki, które "ćwierkają" jak się do nich naleje wody, a
      także czyjeś kolekcje słoników, żółwików, kotków, aniołków i innych figurynek.
      Swoją drogą wszystko można nazwać kiczem, jeśli się człowiek uprze :).
      Przypomniało mi się właśnie, jaka była afera w szkole jakiś rok temu, kiedy
      moje dziecię niebacznie powtórzyło wobec pani polonistki wyniesioną z domu
      opinię, że "Pan Tadeusz" to kicz i jest dużo bardziej wartościowej poezji,
      którą by można się zająć na lekcjach :)))). Dla mnie kicz, najprościej mówiąc
      to coś, co udaje coś lepszego, niż to czym jest faktycznie. Głupia pioseneczka
      z rzewnym tekstem i prościutką melodyjką jest sobie tylko pioseneczką, ani
      dobrą ani złą, ale w momencie jak jej wykonawczynię kreuje się na gwiazdę, a
      utworkowi przyznaje rozmaite nagrody z wielkim hukiem, to dla mnie już jest
      kicz. To nie jest żadna definicja oczywiście.
      • kubissimo Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 12:07
        e tam, Ludzie Lodu bedac literatura dla kucharek (do ktorych najwyrazniej ja
        tez sie zaliczam) przyczynili sie do tego, ze masy poznaly historie panstw
        skandynawskich
        przeciez wedlug naszych podrecznikow kraje skandynawskie pojawily sie dopiero w
        okolicach potopu szwedzkiego, a wczesniej byla tam biala plama, gdzie mieszkaly
        smoki ;)
    • 3promile Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 11:42
      Mam okropną słabość do lukrowanych gwiazdek pop lat osiemdziesiątych, a
      szczególnie do tych ze stajni Stock-Aitken-Waterman - te wszystkie Sandry,
      Limahle, Samanthy Foxy, Ricki Astleye, ech..., co tu uzasadniać?
      ;)
      • wiksadyba1 Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 12:29
        Generalnie im bardziej z założenia pozbawiony ambicji, radosny w tonie i
        otwarcie głupawy kicz, tym sympatyczniejszy, tym mniej kiczowaty i tym bardziej
        niezbędny do życia:)

        Do gwiazdek lat 80-tych wymienionych przez 3promile MIAŁEM też kiedyś słabość:)
        Co więcej, mogłem być nawet prekursorem tego nurtu w PL: W połowie lat 90-tych
        zaproponowałem jednemu potem dość znanemu radiowcowi i didżejowi, żeby zapodał
        jako ilustrację do audycji składankę Abby, Moderntalking, Depeszów i Jurop.
        Wytrzasnąłem nawet Carla Douglasa, o którym mało kto miał wtedy pojęcie:) W
        odpowiedzi usłyszałem wojowniczą wypowiedź gościa, kapłana indie-rocka, dla
        którego ta muza była niedosiężnym szczytem ambicji, że "jest taki poziom syfu
        i "komery", którego nie można lansować nawet dla jaj":) Parę lat później sam
        prowadził hiper-trendi- niszowo-bananowe imprezy z ejtis, na które gdyby nie
        resztki dawnych znajomości nie wpuściliby mnie:) Czuję wielką dziejową
        niesprawiedliwość...buuuuuuu:((((((((((

        A bardziej trochę serio - 80-tych już trochę za dużo IMHO. Co więcej,:)
        dochodzimy do tej niebezpiecznej granicy, na której pastisz się rozmywa. Tzn.
        znam różnych niby znakomitych artist, a zwłaszcza artistek ca. 30 lat. I coraz
        bardziej mi sie zdaje, że oni słuchają tych lukrowanych gwiazdek na serio, nie
        będąc tego świadomi:) Każdy powie, że to zgryw, ale w końcu okazuje się, że nie
        potrafią słuchać niczego innego.

        Dlatego dla mnie te jakże niewinne i czarowne Sandry straciły jakoś dziewictwo
        w ostatnich latach:), stały się biedactwa zbrukane:) Co więcej, już modne
        stają się lata 90-te, razem z prymitywnym pseudo-techno, a to już zaczyna
        przerażać:)

        A kicz, który lubię, tak poza tym:

        Zabawki, dewocjonalia, totalnie oldskulowe szlagiery a la Połomski, Łazuka,
        Villas, czy z zachodnich Paul Anka, Roy Orbison. Ale największą jazdą od czasu
        do czasu jest oglądanie filmów z najniższej półki z dorobionym założeniem, że
        każdy ruch kamery jest ukrytym, przemyślanym zgrywem i że jest to jeden wielki
        persyflaż ze strony reżysera,pełen dżojsowskich aluzji. Wtedy filmy a la Rambo0
        okazują się być niezgłębionymi arcydziełami. Pamiętam jak chciałem porzucić
        wszystko i napisać 300 stronnicową egzegezę nt. symboliki zawartej w
        następującym filmie www.imdb.com/title/tt0113492/

        • 3promile Re: Kicz, który kocham 21.09.06, 16:22
          Coś w tym jest - gdy 2001 otwierałem w Gdańsku Club 80's, to wszyscy mieli
          oprócz radochy świadomość konwencji, pastiszu i ogólnego udawania. Teraz widzę
          i słyszę w klubach całe sety 80's, które skutkują jedynie banalnym piskiem
          przeróżowych pożalsięboże dziewczątek. Skądinąd pozytywne zjawisko po prostu
          spsiało. A w Londynie ABBA rządzi, bajdełej, więc może zamiast posuwać się w
          stronę "prymitywnego techno", dajmy czadu z 70's - The Commodores, Bee Gees, The
          Rubbets, Pointer Sisters i te sprawy?
          ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka