antyka
29.09.09, 10:54
Wywolana do odpowiedzi w waciku na temat obowiazku pomocy dzieciom, wyjasniam,
ze zmanipulowana cala moja wypowiedz.
Cala historia (ktora Gazeta_mi_placi) zna doskonale wygladala nastepujaco:
W sierpniu tego roku zapytalam moja matke, czy w razie choroby dziecka, gdybym
ja nie mogla wziac wolnego w pracy, moglaby do mnie przyjechac i zajac sie
mala (od wrzesnia chodzi do przedszkola).
Matka powiedziala, ze oczywiscie, nie ma sprawy, ze gdy bedzie taka potrzeba,
zrobi to.
Zadzwonilam takze do tesciowej, ktora takze jest juz na emeryturze, z podobnym
pytaniem. Odpowiedz brzmiala: oczywiscie, ze pomoge! Czemu mialabym nie pomoc?
Poniewaz z obu stron mialam deklaracje - nie szukalam nikogo innego.
Gdy jednak przyszlo co do czego - ani ja, ani maz nie moglismy wziac wolnego,
obie babcie sie wypiely. Jedna i druga odmowila.
Gdyby wczesniej powiedzialy, ze jest to niemozliwe, zrozumialabym. Moze byloby
mi przykro, ale to ICH WOLNY CZAS, ich dobra wola.
Chodzi o to, ze podjely sie pewnego zobowiazania, a gdy mala zachorowala, obie
wypiely sie na mnie.
Stac mnie na zorganizowanie opieki. Z tym, ze moje dziecko zna obie babcie,
wiec nie musialabym przyzwyczajac malej do nowego opiekuna.
Poza tym z babcia, wiadomo, lepiej, niz z obcym czlowiekiem.
Dodam jeszcze, ze gdy tesciowa wielokrotnie powtarzala: pomoglam swojej corce,
to i Wam pomoge, jak bedzie trzeba.
A moja matka jej wtorowala: przeciez wiesz, ze jak bedzie trzeba, to ci pomoge!
I mnie olaly... Obie.
Po prostu nie moge na nie liczyc i juz.