Dodaj do ulubionych

Starość rodziców

27.01.04, 13:12
Myślicie czasami o tym, jak to będzie, gdy rodzice bedą już starzy i
potrzebna im będzie praktycznie całodobowa opieka? Myślicie o tym, że nie
macie z kim podzielić się obowiązkami? Że nikt Was nie odciąży?
Wiem, wiem, jesteśmy teraz młodzi, rodzice też jeszcze rzeźcy, ale prędzej
czy później przyjdzie ten czas.
Jest to coś, co spędza mi sen z powiek. Mam pod tym względem nieciekawą
sytuację. Moja Mama już nie żyje, tata świetnie się trzyma, ale.... mam
babcię (mamę mamy), która ma 90 lat, mieszka z tatą, na razie jest w miarę
sprawna (umysłowo również), pierze, gotuje, zajmuje się domem, ale jest coraz
słabsza. Jeśli przestanie wstawać z łóżka, tata pampersów nie będzie jej
zmieniał. Ja nie mam nic przeciwko, w końcu muszę jakoś spłacić ten dług
wobec niej (babcia zajmowała się mną, gdy byłam mała i podporządkowała temu
swoje życie). Ale mam dwoje małych dzieci i nikogo do pomocy przy nich... A
babcia nikogo innego, kto mógłby się nią zająć. Mam nadzieję, że nastąpi to
dopiero, gdy moje dzieci podrosną albo nie nastapi wcale, czego i ja i babcia
sobie życzymy :-)
A jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • utalia Re: Starość rodziców 27.01.04, 23:12
      Sasha
      A nie myslisz o tym , ze ci co maja rodzenstwo czesto i tak musza sobie radzic
      sami, poniewaz czesto tak bywa wsrod rodzenstwa ze jedno jest od przyjemnosci a
      drugie od roboty?
      • sasha_m Re: Starość rodziców 28.01.04, 00:29
        Obserwuję na przykładzie pokolenia naszych rodziców, jak działa taki system
        opieki. Zniedołężniały rodzic mieszka u jednego z dzieci i siłą rzeczy ono
        zajmuje się nim najwięcej. Ale kiedy trzeba zawieźć staruszka do lekarza albo
        domownicy chcą wyjechać na parodniowy urlop, w opiekę angażowane są pozostałe
        dzieci. Łaski w końcu nie robią, nie? A może się mylę? Ale i tak wychodzi na
        to, że ci, którzy zajmują się rodzicem na codzień, są od roboty, inni od
        przyjemności :-)
        A jak naprawdę jest wśród rodzeństwa, to przecież wiesz, że nie mam o tym
        zielonego pojęcia ;-)))
        • sloggi Re: Starość rodziców 28.01.04, 11:19
          Idealizujesz, utalia ma rację - często jest tak, że tylko dziecko u którego
          rodzic mieszka sprawuje nad nim opiekę. Pozostałe dzieci uważają, że odwiedziny
          raz na jakiś czas wystarczą, aby mieć czyste sumienie. Jeśli rodzic w zamian za
          opiekę zostawia mieszkanie (jedno z dzieci zostaje w domu rodzinnym i tam
          zakłada swoją rodzinę) to słyszy się komentarze w stylu "zostawili mu/jej
          mieszkanie, to nie mi dadzą spokój".
          • sasha_m Re: Starość rodziców 28.01.04, 11:49
            Skoro tak mówicie, to wychodzi na to, że mamy idealne rodziny :-) Zarówno u
            mnie, jak i u mojego męża jest właśnie tak, jak napisałam wyżej. Jasne, że
            mieszkanie po rodzicach przypada temu, kto w nim mieszkał razem z rodzicami i
            zajmował się nimi, ale to jeszcze nie powód, żeby inne dzieci całkowicie się
            wypięły. Trzeba chyba nie mieć sumienia, żeby odmawiać siostrze/bratu np.
            wyjazdu na urlop. Rodzice wpoili mi ogromny szacunek do ludzi starszych.
            Przecież to taki sam człowiek jak my, a nie niepotrzebny, zawadzający wszystkim
            ramol. Rodzice zajmowali się nami, gdy byliśmy mali, przyjdzie czas, że role
            się odwrócą. Poza tym my też kiedyś będziemy starzy... Mam nadzieję, że moje
            dzieci wychowam podobnie :-)
    • meresanch Re: Starość rodziców 28.01.04, 10:25
      jako ze jestem jedynaczką córka jedynaka mam pewne doswiadczenie w tej kwestji.
      Opieka nad babcia była klopotliwa - dobrze ze ja juz byłam dorsła i dzieliłma
      ten obowiązek z rodzicami - w pewnym okresie planowalismy urlopy by ktos sie
      babcia opiekował, nie byłoby gdyby problemu ze tata mył swoja mame, byłoby to
      dla nas normalne ale ze była synowa i wnuczka nie było to potrzebne.
      Swoje mieszkanie kupiłam w poblizu rodziców bo w razie co trzeba będzie sie
      nimi opiekwac... i chce miec blisko tego samego zdania jest mój mąż.
      Widze tez jak wyglada opika nad mamą mamy. Miała ona 3 dzieci z najmłoszym
      synem mieszka w wieku 80 lat nadal zjmuje sie kuchnia zapieprza jak mały
      samochodzik (jest po 2 operecjach bieder) bo synowa mówi ze jest to koszmar
      opiekwanie sie teściwą...... - pozostwie bez komentarza a babcia do mamy mojej
      nie chce sie przeprowadzic.
      Obawiam sie moze nas tez czekac opieka nad tesciami bo bracia meża sie wypna na
      to najmłodszy na pewno ...... a my mieszkany 100 od nich ......
      Wszystko zalezy od wychowania i planów
      i kasy (opiekunka)chocby wynajeta czasowo na czas wakacji czy choroby
    • amarandyna Re: Starość rodziców 29.01.04, 23:26
      Ja nie myślę - ja tak mam. Ojciec po zawale, matka chora na Alzheimera wyrywa
      boazerię ze ściany. Powiem tak - jest ciężko, ale da się wytrzymać. Zresztą
      cieszę się, że tylko ja muszę znosić to wszytstko, bo może ew. siostra czy
      brat miałby słabszą psychikę i jeszcze by się załamał?
      • soso_soso Re: Starość rodziców 30.01.04, 10:52

        Co do pierwszego listu. Mysle, ze bardzo piekna jest swiadomosc, ze ma sie
        jakis obowiazek i dlug do splacenia. Wiele osob po prostu tego w ogle nie ma. A
        jak postepowac? Mysle, ze majac taka wlasnie swiadomosc odpowiedzialnosci mozna
        trafnie cos wybrac. W koncu takze prawda jest, ze cale zycie nie moze krecic
        sie wokol starych rodzicow bo potrzeba w zyciu zawsze jakiegos balansu.

        pzdrw

        jedynak
    • miriammiriam Re: Starość rodziców 01.02.04, 13:01
      moja mama ma 2 siostry i brata, opieka nad dziadkami wyglądała w ten sposób, że
      jedna z córek mieszkała z nimi do końca, włsnej rodziny nigdy nie załozyła.
      jako pielęgniarka miala kwalifikacje do profesjonalnej - można powiedzieć -
      opieki nad staruszkami. teraz dziadkowie nie żyją a ona została sama w ich
      mieszkaniu, obecnie jest na emeryturze, zdrowie zaczyna szankować, pytanie: kto
      zajmie się ciotką?
      u ojca problemu nie było, gdyż jego rodzice wcześnie zeszli z tego świata.
      spostrzeżenie, że jedni z rodzeństwa sa do zabawy, a inni do roboty potwierdza
      się, z tym że jeśli nie masz rodzeństwa to wiadomo z góry że jesteś do roboty.
      moi rodzice i krweni mamy oczekują, że bede prowadzić życie podobne do opisanej
      ciotki. ja wiem, że raczej komuś zapłace za opieke nad nimi, niż pozwole się
      tak uwikłać, wiem tez że nigdy mi tego nie wybaczą - trudno.
      • irrrysek Re: Starość rodziców 15.06.04, 20:48
        Witaj siostro,
        Ja przezywam obecnie stan kompletnego pomieszania w związku z wizją starosci
        mojej rodzicielki> Z jednej strony czuję się w obowiązku opiekowac Nią , gdy
        zajdzie taka potrzeba ( maja mama jako jedyna z 6 rodzeństwa opiekowała się do
        końca z wielkim poświęceniem moją babcią) a z drugiej strony jestem przerażona
        i czuję jakiś wewnętrzny bunt przeciwko pomysłowi poświęcania swojego życia
        dla rodziców (vide życie twojej ciotki). Moja mama ma na razie 68 lat i wyraża
        wielką chęć do wyprowadzki ze swojego domu (mieszkamy 200 km od siebie). Sama
        do końca nie wie gdzie chce się przeprowadzić, do mnie, czy do miasta swojej
        młodości ( to marzenie jej życia), a ja nie wiem czy mam ją namawiać by
        zamieszkała ze mną, czy lepiej byłoby by zamieszkała w innym mieście ( sama
        mówi że byłaby wtedy bardziej zadowolona i samodzielna). Tak po cichu to
        liczy , że ja też przeprowadzę się do tego jej ukochanego miasta, a ja nie wiem
        co z tym wszystkim zrobić. Chciałabym by nie czuła się samotna i opuszczona,
        ale boję się też perspektywy zamieszkania z mamą i gdy ona poczuła się w jakimś
        sensie zdana tylko na mnie...
    • janurper Re: Starość rodziców 01.02.04, 16:01
      Teraz pozwolcie ze ja opisze swoja sytuacje. Mieszkam na Florydzie
      niedaleko Miami.Mam zone i 5-cio letniego syna. Razem z nami mieszka
      moja mama ktora ma 75 lat. Moj syn swiata poza nia nie widzi, z moja
      zona bywa roznie. Raz jest dobrze ,raz zle. Ciagle zadaje sobie pytanie
      jak to bedzie, kiedy mama przestanie dawac sobie rade sama, kto sie
      nia zajmie. My oboje pracujemy. Moj syn jest w przedszkolu 10 godzin
      dziennie. Mama nigdy nie przepadala za dziecmi, dlatego wolelismy
      oddac syna do przedszkola. Jestesmy tutaj calkowicie sami i nie mozemy
      na nikogo liczyc. Acha zapomnialem dodac ze moja mama nie mowi po angielsku
      Jest to nastepny bardzo powazny problem. Mam znajomego ktory oddal swoja
      matke do domu spokojnej starosci. Niestety nie byla to spokojna starosc
      poniewaz jego mama zmarla po szesciu miesiacach. Zreszta byla w tej samej
      sytuacji co moja ,a mianowicie nie mowila po angielsku.
      Jak widzicie mam powazny klopot. Ale mysle ze takich problemow jest tysiace.
      Janusz.
      • happy_jedynak Re: Starość rodziców 09.02.04, 02:18
        nie jestes sam ze swoim problemem - ja mam podobny ale tak 2000 mil na polnoc.
        Jezyk... w USA licza sie pieniadze i reszta nie wwazna. Zdrowie? Jest wiele
        mozliwosci leczenia alternatywnego ktore jest o niebo lepsze niz tradycyjne
        ktore robi z ludzi kaleki. Przyklad ze znajoma umarla po 6 miesiacach jest
        typowy bo srednia jest max do roku i to jest w tzw 'ameryce'. Bodajze wszystkie
        ubezpeiczenia spkojnej starosci trwaja do roku i albo ludzie sami wieja albo
        ich wykanczaja jedzeniem opieka lekakrska czy tez wyzywieniem. Moze oni cos
        dodaja do jedzenia ze normalna zdrowa osoba zmarla po 6 miesiacach? Odwiedzalem
        takie miejsca i sa tragicznie smutne.

        Ciesz sie ze mama jest z toba, ciesz sie kazdym momentem.
        • monie_pl Re: Starość rodziców 09.02.04, 19:43
          To co piszecie o opiece nad starymi rodzicami bedac w Stanach przeraż mnaie, bo
          tam się wybieram i choć mam plan by wrócić do Europy najdalej za 2-3 lata, to
          jednak są to tylko plany.

          Moi rodzice są jeszcze młodzi, ale też potrzebują uwagi z mojej strony. Jak to
          bywa żyją moim życiem i gdy wyjadę za moim mężem, to .... czuję się winna.

          Tak słyszałam, że można przenieść rodziców do siebie, ale tak jak powiedzial i
          Janusz i Happy_Jedynak, brak znajomości angielskiego i swoich kątów daje się
          starszym ludziom we znaki.

          Wierzę, że przeniesiemy się do Europy. Taki mam plan i już.

          Zobaczymy
          Monika
          • happy_jedynak Re: Starość rodziców 10.02.04, 02:00
            pozwol ze cie pociesze: 6000 mil od Europy nie jest wystarczajacym dystansem
            zeby oslabic,hehehe, stosunki miedzy toba a rodzicami. Musialabys chyba
            wyjecac na Marsa ale to tez raczej nie takie pewne.

            Zalezy od sytuacji ale roznie to bywa wsrod Polakow. Ogolnie wydaje mi sie ze
            duzo trudniej jest malzenstwom niz samotnym i bron cie panie tego tam abys
            zaszla w ciaze bo tu juz sobie nie dasz rady z sytemem wychowawczym szkoly.

            Jezeli chodzi o sprawy zabezieczen emerytalno zdrowotncyh to tak w skorcie w
            zasadzie nie istnieja a jak sa to bardzo drogie a ja osobiscie ich wartosc
            oceniam bardzo nisko dla mnie ale jestem przekonany ze wszyscy inny by piali z
            zachwytu. od lekarza jak najdalej. Szczegolnie od dentysty. To prawda ze
            ubezpiecznia starcze sa tylko do roku i oczekuja ze klient hm, tego no, sam
            odejdzie. Tak smutnych ludzi wyniszczonych farmakologia jak w tych domach,
            jakies rurki, tleny, kurde, to jest straszne. Powtarzam: wiac od lekarzy w
            kazdym kraju bo oni maja wytyczne od szefow przepuscic okreslona ilesc dolarowa
            przez klienta tak aby akcje sie mogly spokojnie rozwijac. Ostatnio mialem dosyc
            powazny wypadek samochodowy i doszlo do tego ze wyleczylem sie sam jak pies.
            Czlowiek ma wspanialy organizm do samoleczenia ale nie mozna my przeszkadzac.
            Oczywiscie wiem co robie.

            > To co piszecie o opiece nad starymi rodzicami bedac w Stanach przeraż mnaie,
            bo
            >
            > tam się wybieram i choć mam plan by wrócić do Europy najdalej za 2-3 lata, to
            > jednak są to tylko plany.
            >
            > Moi rodzice są jeszcze młodzi, ale też potrzebują uwagi z mojej strony. Jak
            to
            > bywa żyją moim życiem i gdy wyjadę za moim mężem, to .... czuję się winna.
            >
            > Tak słyszałam, że można przenieść rodziców do siebie, ale tak jak powiedzial
            i
            > Janusz i Happy_Jedynak, brak znajomości angielskiego i swoich kątów daje się
            > starszym ludziom we znaki.
            >
            > Wierzę, że przeniesiemy się do Europy. Taki mam plan i już.
            >
            > Zobaczymy
            > Monika
    • kosela2 Re: Starość rodziców 09.02.04, 23:04
      Wiem co to opieka nad starymi rodzicami.Opiekuję się 90 letnią matką, po
      prostu dałam się " wrobić" w rolę opiekunki. Cała rodzinka ogranicza się do
      wizytek krótkich maksymalnie i wszystkie obowiązki spadły na mnie. Załuję
      często, że dawniej nie myślałam o swojej przyszłości , trzeba było zmykać jak
      najdalej.Inni mogliby się wykazać opiekuńczością. Acha, jestem jedynaczką
      i "Mamuśka" nie bardzo mnie lubiła a teraz nie bardzo kojarzy moją osobę i
      dalej nie lubi
      • happy_jedynak Re: Starość rodziców 10.02.04, 02:02
        takie zycie i kazdy ma swoja siekiere do ostrzenia. Mogloby byc gorzej.
    • agaelgam To mi spędza sen z powiek 10.02.04, 11:39
      mam tylko mamę, która w tej chwili ma 74 lata i jest bardzo schorowana. Ja
      sama wychowuję 2 dzieci więc np nie mogłabym zrezygnować z pracy, żeby się nią
      zająć. Nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym oddać moją mamę do
      do domu opieki. Jednak w ubiegłym roku uświadomiłam sobie, że nie ze wszystkim
      sobie poradzę. Mama zachorowała na grypę z neurologicznymi powikłaniami, które
      objawiały się w ten sposób, że nagle zapominała gdzie jest i kładła się spać.
      Zdarzyło się, że zostawiła obiad na gazie i usnęła. Na szczęście dzieci wróciły
      w porę. Gdyby jednak takie dolegliwości zostały na zawsze, albo np pijawił się
      Alzcheimer nie byłabym w stanie zajmować się nią. Nie zarabiam tyle, żeby
      wynająć opiekunkę na 8 godzin dziennie. To był dla mnie szok. Nigdy wcześniej
      się nad tym nie zastanawiałam. Myślałam, że w miarę upływu lat będzie coraz
      słabsza fizycznie natomiast nie przyszło mi na myśl, że może nie zdawać sobie
      sprawy z tego co robi i np zrobić sobie krzywdę, albo gdzieś pójść.
      • happy_jedynak Re: To mi spędza sen z powiek 10.02.04, 17:05
        Takie zycie... Pociesz sie ze twoje zachowanie jest mocno wyryte w pamieci
        twoich dzieci ktore nigdy nie zapomna tego co zrobilas dla swojej mamy. Ty
        jestes nastepna w kolejnosci.
        • varyatkah_19 Re: To mi spędza sen z powiek 10.02.04, 23:12
          happy_jedynak napisał:

          > Takie zycie... Pociesz sie ze twoje zachowanie jest mocno wyryte w pamieci
          > twoich dzieci ktore nigdy nie zapomna tego co zrobilas dla swojej mamy. Ty
          > jestes nastepna w kolejnosci.

          O o o, miałam to napisać. Ale z ";)" na końcu. Obserwuję moją starszą kumpelkę,
          ona też wzięła pod opiekę rodziców. Skutki są fatalne. Obie strony nie mogą
          dojść do porozumienia,a na dodatek mąż znajomej nie toleruje ciągłej obecności
          teściów i rozwód tuż, tuż...

          Ja urodziłam się dosyć późno i moi rodzice nie są już najmłodsi... Za jakieś 15
          lat będą juz ludźmi podeszłymi... Nie wiem, co będzie wtedy, gdzie będę
          mieszkać i co będę robić... Czas pokaże :)
          • anula36 Floryda:) 14.06.04, 22:36
            Janurper- z przyjemnoscia wpadne na Floryde i zaopiekuje sie twoja mama:)
            Wszyscy beda zadowoleni, tutaj piekuje sie 150 staruszkami za place wrecz
            smieszna.Umkne z tego chorego kraju, choc sama jestem jedynaczka:)
            Ja mam o tyle luzik,ze moi rodzice sa w miare mlodzi i sprawni, a jak sie
            zesztarzeja, to sie bede martwic wtedy. U nas w rodzinie jest raczej tradycja
            eksmisji do domu pomocy spolecznej- tak czy inaczej staralabym sie zapewnic
            opieke, ale mieszkac z moja rodzina- w zyciu, nei po to zwialam ponad 5 lat
            temu,zeby wracac i znow sie z nimi mordowac.
            Pracuje z ludzmi starymi - i co widze? Dzieci sie staraja,opikuja itp, ale tak
            naprawdejak sytuacja jest podbramkowa to staruszki biegna do swoich
            opikunek:zeby ich odwiedzic w szpitalu,zrobic pranie,dopilnowac mieszkania w
            czasie pobytu w sanatorium- jak zapytalam Pana czemu nie zaaangazuje do tego
            wlasnego syna ktory mieszka niedaleko i ma samochod- uslyszalam,ze lubi dlugo
            spac i nei moze...
    • kachax No Właśnie.....? 29.07.04, 14:45
      No właśnie, mam te dame demony przyszłości.
      Ale jestem bogatsza o pewne smutne doświadczenia...mojej mamy i moje.
      Otórz mama miała rodzeństwo, ale oczywście tylko ona zajmowała się
      rodzicami, "no bo kobieta lepiej wie" - wrrr
      Mama miała 40 lat, ja 14 gdy babcia rozchorowała się na raka. Jak Mama szalała
      z opieką, płaczem, okłamywaniem babci że wsio jest OK...jezu, wszyscy w tym
      spisku...a tu coraz gorzej. Mama schudła mi ponad 15 kg w 3 miechy, wory pod
      oczami, oczy zapłakane non-stop, w nich obłęd...szalone pisma z prośbą o
      ratunek....Ojciec i ja gotowaliśmy obiady, praliśmy, sprzątaliśmy, chodziliśmy
      na paluszkach....i panicznie baliśmy się o mamę. W końcu jej powiedziałam że ma
      przestać, bo sama się zabije i to szybciej niż babcia umrze. Poskutkowało.
      Osłupiała i w końcu odpuściła. Przecież tak nie można...miłość miłością, ale
      ludzie kiedyś odchodzą i trzeba im na to pozwolić, godnie.
      Kolejna akcja, trwała prawie 2 lata, dziadek, ojciec mamy. Miałam wtedy 20 lat..
      Mieszkał w domku obok. W zasadzie tylko mama i ja wiemy co czułyśmy idząc tam
      do niego ze śniadaniem, obiadem, kolacją za każdym razem zastanawiając się czy
      za drzwiami będzie zywy dziadek czy jego trup. Nadeszły święta, dziadka
      zabraliśmy do siebie do domu...i tak już został z nami. W końcu...jak się
      pomodliłam, że już wystarczy, znów się boję o mamę....umarł, jak byłam sama w
      domu. Wrażenia. Zawsze byłam jego ukochaną wnuczką, a on moim dziadkiem. Jednak
      wcale nie chciałam aby umierał przy mnie, byłam przerażona.....Jednak
      wytrzymałam. Mnie łatwiej, byłam wnuczką.
      Ale z perspektywy czasu i poznanych uczuć oraz obserwacji twierdzę, ze tak nie
      można. Zycie trzeba dzielić między różne rzeczy i nie można w momencie gdy
      któreś z rodziców bardzo choruje całego życia swojego podporządkować takiej
      totalnej opiece bo:
      - czasy są takie że na pieniądze na życie trzeba pracować.
      - do zycia potrzebny jest w miarę normalny stan emocjonalny, przygnębienie może
      być - ogłupiająca rozpacz to zbyt wiele
      - pamiętaj że obok Ciebie też są inni ludzie którzy potrzebują twojej uwagi -
      np.: dzieci
      - ludzie chorzy wcale nie chcą być dla Ciebie ogromnym ciężarem (ci normalni)
      - pielęgniarka na parę godzin to jest to, co by nie mówić ma większą wiedzę niż
      Ty, a przede wszystkim ma dystans, którego Ty nigdy nie bedziesz mieć w tej
      sprawie (i dobrze)
      - nie wiesz ile ta osoba pożyje (a jeśli 10 lat w tym stanie to co, będziesz 10
      lat żyć jako 24h pielęgniarka/pielęgniarz? Nawet Bog miałby dla Ciebie więcej
      litości...)
      - ucz się prosic o pomoc skutecznie. To znaczy że jeśli masz kogoś kogo uważasz
      za zasadne prosić to mów: potrzebuję Twojej pomocy: wtedy i wtedy, odtąd-dotąd,
      załatw proszę. Jeśli tak nie możesz to JAK MOŻESZ, nie pytaj CZY możesz...bo
      najczęściej usłyszysz że nie może).
      I ostatnia generalna Uwaga, za którą nie chcę być wcale zlinczowana, ale kiedyś
      ktoś mądry mi to powiedział i wzięłam sobie do serca:

      Rodzice mają wobec nas obowiązek: dać życie, nauczyć żyć. Tyle i basta. I tak
      sporo.
      My mamy obowiązek taki sam wobec NASZYCH dzieci. Tu się kończą obowiązki.

      Rodziców kochamy, jeśli nas tego nauczyli....
      Jeśli coś dla nich robimy, to nie z obowiązku, bo oni się nami zajmowali. Nikt
      im nie kazał mieć dzieci, mieli bo chcieli, kochali, prawda? Czy można kochać z
      obowiązku?!
      My nie mamy obowiązku zapewniać im opieki pielęgnacyjnej ... my możemy to robić.
      Człowiek dorosły po to jest dorosły aby zadbać również o swoją starość, jeśli
      jest wystarczająco sprytny. Wiem, że to się prawie wcale nie sprawdza w
      Polskich realiach, zagranicznych pewnie też rzadko. Ale chodzi o to, abyście
      zrozumieli, że to nie wasz obowiązek, ale dobra wola, i wszystko w miarę
      możliwości - nie możecie poświęcić swego życia w tej sytuacji....bo ono Wam
      będzie jeszcze potrzebne, w dobrej kondycji, po śmierci rodzica. I wtedy
      przeważnie nikt wam nie pomoże...jak położycie wcześniej na nim laskę.
      Taka jest różnica, że z opieką nad dziećmi - przynajmniej teoretycznie z czasem
      jest łatwiej. Ze starszymi ludźmi na odwrót. Z dziećmi wiesz - jak będą się
      rozwijać za rok, 2 pięć. A z rodzicami?

      Dajcie im z siebie jak najwięcej z miłości, ale nie rujnujcie własnego życia,
      bo nikt Wam go nie zwróci, a rodzice patrzac na to nie będą szczęśliwi.

      Nie rozwiążę waszych problemów...mam sił tyle, że pewnie dam radę swoim. Ale
      ponoć Bóg nigdy nie stawia przed nami problemów które przewyższają nasze
      możliwości. Uwierzcie w to, a będziecie w stanie znaleźć rozwiązanie. Tylko
      musicie "widzieć" nie tylko "patrzeć", "słyszeć" - nie tylko "słuchać", i
      prosić, a będzie Wam dane.

      Ze szczerymi pozdrowieniami i życzeniami samych pogodnych dni!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka