lernakow
07.01.10, 12:08
Był wątek z artykułem kiepskim, teraz będzie taki z artykułem dobrym.
Oto
link.
Autorka pisze z perspektywy organizacji lewicowych, co rzutuje na wnioski, ale
samą analizę zjawiska przeprowadza znakomicie.
Chciałbym nawiązać do kilku spraw.
Najpierw to: Kłopot z trzecim sektorem ma charakter systemowy i doczekał
się własnej, nieco pokracznej nazwy: "NGO-izacja". Polega ona na
instytucjonalizacji działań, które powinny być (i w latach 60. czy 70. były)
oddolne i spontaniczne. Na nadmiernej profesjonalizacji tego, co się kiedyś
nazywało "działaniem". Ruchy społeczne rozdrobniły się, a małe organizacje nie
potrafią się oprzeć presji neoliberalnego porządku ekonomicznego - działają
jak małe firmy.
Właśnie dlatego nie chcę, by forum to zmieniło się w jakąś organizację
(stowarzyszenie, fundację, partię polityczną). Chcę, by spotykali się tu
ludzie, którzy pragnąć działać, by się do tych działań skrzykiwali, by
wymieniali doświadczenia, informacje, wzory postępowania. Nie chcę tworzyć
programu, nie chcę ideowej afiliacji po żadnej ze stron.
Druga sprawa - język. Autorka wspomina, że organizacje lewicowe operują
językiem biznesu, a prawicowe - językiem idei. I że ten język idei sprawdza
się lepiej. Ja sam nie przepadam za górnolotnymi sformułowaniami, wolę mówić o
konkretnych działaniach. Ale może warto, by ktoś porwał lud płomienną mową.
Ostatnia kwestia - zastępowanie państwa przez NGO i tworzenie w ten sposób
alibi dla tegoż państwa, by już nie musiało się tym zajmować. Że skoro można
jakąś potrzebę społeczną zaspokoić dzięki wolontariatowi i miłosierdziu, to
państwo może od tego umyć ręce. Autorce się to nie podoba, a mnie nawet tak.
Wszak idea 1% to właśnie stwierdzenie: "ludzie w ramach działań oddolnych
lepiej wydadzą te pieniądze, niż państwo". Może uda się tę ideę rozwinąć i z
czasem zwiększyć ten jeden procent do kilku.