hanuszkahanuszka
30.11.10, 08:59
Mieszkam w bloku i od kilku tygodni mam nową sąsiadkę. Obok mnie wynajęła kawalerkę studentka, niewiele młodsza ode mnie. Dosyć szybko się zapoznałyśmy i gdy spotykamy się na korytarzu, mówimy sobie "cześć" i czasem zamieniamy kilka słów. Niedługo po tym, jak nowa sąsiadka się wprowadziła, zaczęła pożyczać ode mnie różne drobiazgi: gwoździe, igłę z nitką, kilka jajek do ciasta, potem również kilka płyt z filmami, książkę na nudne wieczory itp. Ja nie mam problemu z taką pomocą, drobiazgi dawałam na wieczne nieoddanie (jakoś nie wyobrażałam sobie, że będzie kupować kilka gwoździ po to, żeby mi oddać), resztę rzeczy miałam nadzieję kiedyś odzyskać (tzn., że jak obejrzy/przeczyta, to sama odda, nie paliło się). Ja staram się od nikogo niczego nie pożyczać, ale raz zdarzyło się, że czekałam na gości, a zabrakło mi mąki do ciasta. Do sklepu nie zdążyłabym iść, więc pożyczyłam szklankę mąki od nowej sąsiadki, co udało się bez problemów. Muszę przyznać, że nawet nie zastanawiałam się, żeby jej tę mąkę oddać, po prostu zapomniałam. Ale wczoraj, jakieś 2 tygodnie po tej pożyczce (w międzyczasie sąsiadka zdążyła "pożyczyć" ode mnie kilka kolejnych rzeczy), owa dziewczyna zapukała do moich drzwi i bez wstępów, mentorskim tonem rzekła, że tego i tego dnia (podała datę!) pożyczyłam od niej szklankę mąki i do tej pory nie raczyłam oddać, więc ona chciała mi przypomnieć!!! Muszę powiedzieć, że byłam w takim szoku, że jak ta głupia poszłam do kuchni, nasypałam szklankę mąki i grzecznie jej oddałam. W swojej szklance, której zresztą pewnie nie odzyskam... Z jednej strony sytuacja mnie śmieszy, ale z drugiej trochę się wkurzyłam i nie wiem, jak powinnam się zachować. Iść do niej z listą rzeczy, które ona wzięła ode mnie, czy sobie darować?