Dodaj do ulubionych

www.alaikacper.pl

07.09.09, 20:25
Witam,
Na wstępie zaznaczam, że strona nie została założona z potrzeb
ekshibicjonalnych. To informacja dla tych, którzy za chwilę zaczną mi prawić
morały o nieodpowiedzialnym wywlekaniu prywatnych spraw, narażaniu dzieci na
wyimaginowane niebezpieczeństwa itp. idiotyzmach. Strona powstała, by obnażyć
funkcjonowanie świata polskich sądów, ich absurdalnych decyzji i miejsca w tym
wszystkim, dla zużytego przez system zwrotu "dobro dziecka". Mój przypadek, to
bardzo jaskrawy przykład bezczelności władzy - chronienia interesów kobiet
wbrew logice, faktom i zdrowemu rozsądkowi, tylko dlatego, że przed imieniem i
nazwiskiem wystąpiło słówko "matka".
Zapraszam do merytorycznej dyskusji, zarówno tutaj, jak i na mojej stronie
www.alaikacper.pl
Pozdrawiam Arek Gębicz
Obserwuj wątek
    • tricolour Ja bym nazwał to inaczej... 07.09.09, 21:52
      ... Twoja histiora to nie jest "bardzo jaskrawy przykład bezczelności
      władzy - chronienia interesów kobiet wbrew logice, faktom i zdrowemu
      rozsądkowi, tylko dlatego, że przed imieniem i nazwiskiem wystąpiło
      słówko "matka".

      To jest konsekwencja decyzji opisanej lapidarnie: "Przypadek jak tysiące
      innych - on poznaje inną kobietę i odchodzi z domu". Potraktowano Ciebie
      tak, jak Ty żonę: wbrew logice, faktom i rozsądkowi.

      Symetria.
      • alaikacper.pl Re: Ja bym nazwał to inaczej... odpowiedź 07.09.09, 22:01
        Proszę, najpierw zapoznaj się z całą historią a potem podejmij dyskusję.
        Ostatnio odpowiadałem na moim forum: " Zdyskredytowaliśmy się nawzajem, gdy ja
        powiedziałem, że mam już dość a ona powiedziała, że... też już jej się nie
        chce." Potraktowaliśmy się tak nawzajem. Potem, po wielu wielu miesiącach, żona
        potraktowała dzieci wbrew logice, faktom i rozsądkowi a Sąd ze "zrozumieniem"
        przyklepał barbarzyństwo.
        • tricolour Nie mam merytorycznych podstaw do dyskusji... 07.09.09, 22:34
          ... a jedyną osobą, która takie podstawy ma, jest Twoja była żona.

          Jej zachowanie, wobec faktów i Waszego działania, może być przemyślane i
          racjonalne (co jest prawdopodobne) a może być emocjonalne, a przez to
          chaotyczne i szkodliwe. To też jest prawdopodobne.

          Sami sobie zgotowaliście taki los. Żale na kogokolwiek - poza Wami samymi -
          uważam za wręcz niestosowne: jeśli dwoje dorosłych i najbliższych sobie
          ludzi nie potrafi zadbać o własny interes, to odbierają sobie prawo do
          oczekiwań, że ktoś o ten interes zadba za nich.
          • alaikacper.pl Re: Nie mam merytorycznych podstaw do dyskusji... 07.09.09, 22:49
            Nie rozumiesz... Nie o mój i mojej żony interes idzie. W tle są siedmioletnie
            dzieci, które same nie potrafią i nie mogą w świetle prawa polskiego, bronić się
            przed sytuacją, przed którą postawiła je matka. Państwo, poprzez Sądy w
            sytuacjach krytycznych, decyduje za ludzi. Dzięki temu nie ma anarchii i rośnie
            prawdopodobieństwo, że wychodząc z domu, trafisz do niego w całości z powrotem.
            W tej sytuacji Państwo, jako system nie sprawdziło się - decyzje sędziów, które
            nijak mają się do zgromadzonego materiału, skrzywdziły dzieci. Powtarzam po raz
            kolejny - to nie ja jestem ofiarą a moja strona, to nie jest tren nad
            skrzywdzonym tatusiem...
            • tricolour Masz rację... 07.09.09, 23:08
              ... ale tylko od pewnego momentu.

              Sądy nie łapią ludzi na ulicy, by ich krzywdzić. To ludzie sami idą do
              sądu, bo sobie nie radzą z rzeczywistością i szukają tam unormowania
              swoich spraw.

              Sytuacja Twoich dzieci ma źródło w Twoim porzuceniu domu. To Ty się nie
              sprawdziłeś w pierwszej kolejności jako mąż (zostawiając żonę dla innej
              kobiety) i jako ojciec (rozbijając rodzinę jako wspólnotę). Oczekujesz, że
              na tych gruzach coś da się zbudować.

              I tu tkwi problem, że nie chcesz się pogodzić z myślą, że na niektórych
              gruzach nie można zbudować NICZEGO.
              • alaikacper.pl Re: Masz rację... 07.09.09, 23:25
                Masz rację - poszedłem do Sądu, bo nie byłem w stanie odzyskać w
                inny sposób dzieci - system zawiódł.
                Masz rację - nie sprawdziłem się jako mąż, tak samo, jak ona nie
                sprawdziła się jako żona (i to jest subiektywna ocena, której nie
                mogę udowodnić).
                Nie masz racji - ja zbudowałem na gruzach - dzieci przez 16 miesięcy
                były objęte opieką naprzemienną, zaakceptowały nową sytuację, doszło
                do tego, że do mojej partnerki zaczęły mówić "kocham Cię". Ich nowy
                świat, legł w gruzach, bo tak zdecydowała matka, wywożąc je pewnej
                nocy daleko ode mnie. Zburzyła nowy porządek, ponieważ zaczęła
                tracić władzę nad umysłami dzieci. Ten akt desperacji z jej strony,
                był jak przesiedlenie, fizyczna próba odcięcia kontaktu i więzi z
                rodzicem, którego potrzebowały i potrzebują. Dzisiaj po 19
                miesiącach od jej wyjazdu wiem, że to się jej nie udało. Tym
                bardziej żal dzieci i trwoga po decyzjach Sądu, który na taką
                rozłąkę pozwala, mimo że nadal są warunki, by dzieci miały blisko
                oboje rodziców.
                • tricolour Więcej nic nie napiszę... 07.09.09, 23:40
                  ... chciałbym tylko byś choć przez chwilę zauważył, że zarówno Twoja żona,
                  jak i Ty równie skutecznie niszczycie świat dzieciom.

                  Chiałbym byś zauważył, że rozbiłeś rodzinę i świat dzieci legł w gruzach.
                  Twoja żona także rozbija z trudem zbudowane relacje i znów świat dzieci
                  zamienia się w pył. Wasze zachowanie wobec siebie i dzieci jest z tego
                  samego obszaru. Dla mnie jest to jaskrawe i oczywiste.

                  Uważam dodatkowo, że swoim zachowaniem zakreślamy przestrzeń zachowania
                  innych wobec nas. Jeśli jesteś uczciwy, to masz prawo wymagać uczciwości.
                  Jeśli kradniesz, to nie masz prawa psioczyć gdy ukradną radio z auta, a
                  potem całe auto.

                  Ty złamałeś wszelkie umowy z żoną więc dałeś jej prawo - moim zdaniem - do
                  wszelkiej niegodziwości wobec Ciebie.
                  • alaikacper.pl Re: Więcej nic nie napiszę... 07.09.09, 23:57
                    Zniszczyłem świat (twierdzę że zrobiliśmy to razem, ale mniejsza o
                    to) i potrafiłem go odbudować w oczach dzieci. Niegodziwości jej
                    wobec mnie? Jestem gotów na każde... Tylko, że te niegodziwości nie
                    dotykają mnie. Ja dzięki jej decyzji, od wielu miesięcy mam wakacje,
                    zostałem zwolniony przez nią i Sąd z obowiązków. Właściwie mógłbym
                    się zamknąć i kiedyś machnąć dzieciakom przed oczami świstkiem,
                    który odebrał im ojca w takim wymiarze, do jakiego były
                    przyzwyczajone. Wywalczyłem w Sądzie 3 miesiące w roku z dziećmi
                    (łącznie święta, wakacje, weekendy). Tyle tylko, że te
                    zabezpieczenia, to jak leczenie syfa pudrem. Opieka naprzemienna
                    zdała egzamin, zabrakło w pewnym momencie odpowiedzialności.
                    Pisz... szanuję Twoje poglądy...
        • tricolour A tak z innej strony... 07.09.09, 22:45
          ... mnie moja ex nie lubi do dziś, a od rozwodu minęło już kilkanaście
          lat. Nie lubi choć to ona mnie zostawiła.

          Wyobrażam sobie, że gdybym to ja zostawił ją dla innej, to by mnie ścigała
          i tępiła na każdym kroku - i nawet dałbym jej takie moralne prawo za
          zrobienie z gęby cholewy i złamanie przysięgi.
    • majkel01 Re: www.alaikacper.pl 07.09.09, 22:20
      szkoda że nie możemy poznac wersji drugiej strony.

      Nie mówię że w tym przypadku jest tak samo (bo po prostu nie wiem) ale kiedyś
      dane mi było dokładnie poznać ciut podobną historię. Na stronie www publikowane
      były artykuły przedstawiające sprawę tylko z jednej strony. Kiedy poznałem
      relację drugiej strony oraz kilku świadków okazało się, że jest zgoła odwrotnie
      jak to było przedstawione. Dlatego trudno wyrobić sobie zdanie, nie wiedząc jak
      sprawa wygląda od drugiej strony.
      Z całym szacunkiem ale sami wobec siebie nie jesteśmy niestety obiektywni, jeśli
      w ogóle stać nas na obiektywizm.
      • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 07.09.09, 22:29
        majkel01 napisał:

        > szkoda że nie możemy poznac wersji drugiej strony.

        Ponownie proszę o zapoznanie się z dokumentacją...
        Ta strona, to nie jest potok słów rozżalonego tatusia, którego skrzywdził cały
        świat. Strona zawiera materiał źródłowy - moje pisma, pisma mojej żony i decyzje
        Sądu, podejmowane na podstawie tych pism. Starałem się napisać to tak, aby w jak
        najmniejszym stopniu przedstawiać własne, subiektywne opinie. Temat jest trudny
        i dla postronnych zapewne nudny, ale wypowiadając takie opinie, może warto
        najpierw otworzyć kilka dokumentów i poczytać, postawić się w roli Sądu i
        pomyśleć jaką decyzję w danej sytuacji samemu by się podjęło...
          • donabate Re: www.alaikacper.pl 07.09.09, 23:21
            Zapoznałem się ze stroną bardzo dokładnie. I można powiedzieć tylko jedno
            opisuje bardzo dokładnie destrukcyją postawę matki oraz pokazuje obłudę systemu
            sądowego. Ala i Kacper mają prawo do taty jak i do mamy.
            • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 00:43
              Kontakty dzieci z ojcem? Jak najbardziej, koniecznie on też ma prawo
              do dzieci, są jego tak samo jak matki, ale.... pani kochanki nie
              są... nie ma do nich żadnych praw, więc niby dlaczego ma sie z nimi
              spotykać? Odgrywa rolę dobrej , hmm.. kogo? własciwie? Nie odpowiada
              za dzieci, nie wymaga od nich ... i dzieci mówią do niej "kocham
              Cię"... świetne ... nie dziwię się za bardzo, że kobieta zabrała
              swoje dzieci z chorego układu. Kochasz je? Pojedx do nich, spotykaj
              się.. a swoją "parknerkę" trzymaj od nich z daleka, ona jest dla
              dzieci obca osobą.
    • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 00:55
      I jeszcze taka mała refleksja na kanwie tego watku. Nie rozumiem
      rodziców starających sie odseparowac dzieci od drugiego rodzica
      (głównie matek utrudniających kontakty z ojcem, zakładając, że nie
      choruje na ciężką postac alkoholizmu lub chorobę psychiczną).
      Podstawowe rozumowanie, które powinno zahamowac takie postepowanie
      winno opierać się na tym chociażby, że ojciec jest ( a przynajmniej
      powinien być drugą po matce, a czasem bywa że pierwszą, najbliższą
      dziecku osobą. Ok, dzisiaj jesteśmy młodzi zdrowi i w pełni sił, ale
      dosłownie jutro może nas nie być, choroba, wypadek. I co z
      dzieckiem? Jeśli ojciec się ni interesuje, będzie miało przynajmniej
      jego... bliskiego i swojego...
      A kochanicy to faktycznie, wara od cudzych dzieci ;P Ot dobra
      ciocia się znalazła ...
      • donabate Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 01:14
        Mi się wydaje że Ala i Kacper sami decydują kogo mają kochać, a partnerka chyba
        nie wchodzi w rolę matki, prawda. Dlaczego dzieci nie mają znać partnerki taty,
        zadzumiona jakaś czy co
        • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 01:29
          No... właściwie masz trochę racji... jesli nowa partnerka (nowy
          partner) nie jest współodpowiedzialna za rozpad rodziny (tzn.
          rodzice nie kochali się i nie chceli już żyć ze sobą, rozwiedli się
          a potem któres z nich związało się z kims nowym) i ma swoje dzieci,
          to fakt nie widzę problemu. Jesli jest bezdzietna... to... hmm...
          99% kobiet ma instynkt macierzyński... no chyba ze trafisz na jędzę,
          która kocha tatusia a jego dzieci nieznosi... ale jedna i druga
          sytuacja jest kiepska dla dzieci... zaburza prostote i naturalność
          świata ....
          • zza_sciany Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 08:26
            pomijając złożoność sytuacji: upublicznianie tylu zdjęć rodzinnych dzieciaków w
            necie...oj nie zdecydowałabym się.Takie obnażanie siebie i swojej sytuacji no
            ok, jeszcze ujdzie. Ale dzieci, szkoła koledzy i koleżanki to już moim zdaniem
            nie hallo. Pytałeś choć zainteresowanych czy się zgadzają na umieszczenie
            fotografii? czy ta strona jest "zrobiona na złość" a nie "ku przestrodze"?.
            • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 09:24
              Kogo miałem pytać o zgodę? Na zdjęciach są dzieci, ja i moja
              partnerka. To nie są zdjęcia, które obrażają, bądź ukazują jakieś
              intymne sytuacje. A upublicznianie tylu zdjęć "nie hallo"? Wejdź na
              naszą klasę, albo podobny portal społecznnościowy. Zdjęć w podobnym
              tonie, są tam miliony. Z właścicielami, którzy je tam umieścili, też
              się nie zgadzasz?
              • zza_sciany Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 12:09
                o zgodę miałeś pytać dzieci. Bo to one beda dostawać w d.... od kolegów w
                szkole, od rówiesników z podwórka. Niestety swiat dziecięcy nie znosi inności
                czy tego chcesz czy nie. A dzieci, których rodzice się rozwodzą są w pewien
                sposób "naznaczone" w środowisku. My dorośli często myślimy, że jak dziecko jest
                nasze to możemy nim rozporządzać jak rzeczą i w mojej ocenie właśnie tak
                postępujesz. Portale społecznościowe tu niczego nie tłumaczą, jak większość
                postepuje źle umieszczając zdjęcia swoich dzieci ( nie swoje) w necie to znaczy
                że większośc ma rację?. Otóż nie, nie ma
                • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 12:35
                  > o zgodę miałeś pytać dzieci. Bo to one beda dostawać w d.... od
                  kolegów w
                  > szkole, od rówiesników z podwórka. Niestety swiat dziecięcy nie
                  znosi inności
                  > czy tego chcesz czy nie. A dzieci, których rodzice się rozwodzą są
                  w pewien
                  > sposób "naznaczone" w środowisku.

                  To znaczy, że gdyby strony www i zdjęć nie było, dzieci nie byłyby
                  naznaczone? Poza tym, uważam że czasy gdy, dzieci wytykane były
                  palcami i nazywane np. bękartami, dawno minęły. Rozwód stał się
                  powszechnym zjawiskiem i przyklejanie temu zjawisku
                  łatki "naznaczenia" dzieci uważam za nadużycie. Co do pytania dzieci
                  o zgodę. One znają tą stronę. Chętnie poznam Twoją opinię na temat
                  obowiązku pytania dzieci o zgodę, gdy matka w nocy, wywiozła je z
                  domu, do kórego nigdy nie wróciły.
                  • sonia_30 Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:06
                    Nie chodzi o wytykanie palcami, bo aktualnie multum dzieci ma
                    rozwiedzionych rodziców, ale o fakt, że dziecko o swojej sytuacji
                    informuje rówieśników w takim stopniu, w jakim uzna za stosowne. Ty
                    opisałeś drobiazgowo całą rodzinną story, piszesz o emocjach wobec
                    ich matki, zamieszczasz zdjęcia, dokumenty sądowe, dostęp do strony
                    jest nieograniczony.
                  • zza_sciany Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:08
                    To nie tak Panie Tato. bardzo bym chciała by dzieci takie nie były naznaczone
                    ale są. To, że Ty uważasz, że czasy wytykania mineły nie znaczy, że tak jest
                    rzeczywiście. Mogę mnożyć przykłady z życia i mojej pracy w warszawskich
                    przedszkolach i szkołach. Ale nie o to chodzi. Chcialam tylko zwrócić Twoją
                    uwagę na to, że Ty dorosły masz mocną psychikę, dzieciaczki przezywają to
                    inaczej i Twoja rolą jest je chronić a nie opisywać ze szczegółami i fotkami
                    historię w świat. Czytając Twoje ostatnie ironiczne zdanie wyraźnie widzę, że
                    dzieci są stroną Waszej wojny. Przykre.
                    Całkiem nieironiczniesmile Życzę udanego zakończenia sprawy i szczęśliwego
                    dzieciństwa Twoim dzieciakom
                    • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:36
                      Ostatnie zdanie nie było ironiczne. Moja żona zna dzieci zdanie,
                      wielokrotnie pytały ją, kiedy wrócą do siebie... Odpowiedź jest
                      zawsze taka sama - "Teraz mieszkamy we Włocławku". Dlaczego, po co
                      itp. tego tłumaczenia dzieci nie słyszą. Gdy związek się rozpadł
                      zorganizowałem im życie od nowa. Spotkałem się z zarzutem, że
                      wszystko układałem wg własnej wizji ich nowego świata. Pytam, czy
                      gdybym w ogóle zniknął z ich życia byłoby lepiej? Która wersja
                      zdarzeń byłaby dla nich korzystniejsza? Mam świadomość, że moja
                      decyzja była okupiona ofiarą z ich umysłów i ta świadomość sprawiła,
                      że zbudowałem to, co potem zostało zniszczone. Walczę o powrót do
                      tamtych zasad, bo świadomość wciąż jest... Masz rację - mam bardzo
                      silną psychikę. Bardzo trudno mnie zniechęcić, przekonać mnie do
                      zmiany zdania, co nie oznacza, że go nie zmieniam, dostając
                      argumenty, które mnie przekonują. Zaraz usłyszę, że nie ma takich
                      argumentów, więc to pustosłowie, ale...
                      • tricolour Ty masz bardzo silną psychikę? 08.09.09, 20:14
                        No to się uśmiałem, prawie jak w "Chłopaki nie płaczą". Tam też jedem miał
                        bardzo silną psychikę i jakoś bardzo mi do niego pasujesz z internetową
                        stroną, na której się wyżalasz. Facet z silną psychiką używa dzieci do
                        osiągnięcia SWOICH celów. Niezłe...

                        Wiesz kiedy bedziesz miał silną psychikę? Gdy nie będziesz potrzebował
                        zewnętrznej EMOCJONALNEJ pomocy do załatwienia spraw, które innym nie
                        sprawiają najmniejszego problemu.
                        • alaikacper.pl Re: Ty masz bardzo silną psychikę? 08.09.09, 21:28
                          >Tam też jedem miał bardzo silną psychikę i jakoś bardzo mi do niego
                          pasujesz z internetową stroną, na której się wyżalasz. Facet z silną
                          psychiką używa dzieci do osiągnięcia SWOICH celów. Niezłe...

                          Poczytaj uważnie moje wcześniejsze wypowiedzi, wskaż miejsce na
                          mojej stronie, gdzie użalam się nad sobą. Nie założyłem tej strony z
                          potrzeby emocjonalnego wsparcia, nie wiem skąd wniosek, że jestem na
                          granicy wytrzymałości psychicznej a strona, to akt desperacji.
                          Zapewniam Cię, że od takich "spontanicznych" ruchów jestem bardzo
                          daleki. Pokazałem działanie systemu, pokazałem próby walki z
                          niezrozumieniem problemu przez sądy. Gdzie Ty tu widzisz próbę
                          osiągnięcia moich celów? Cel jest prosto zdefiniowany - dzieci mają
                          mieć wolność wyboru. Przez dwa lata miały taką możliwość, uważasz że
                          mają nadal?
                          • tricolour Błąd z założenia... 08.09.09, 22:19
                            ... "dzieci mają mieć wolność wyboru" - dzieci z definicji nie mają prawa
                            wyboru, no chyba, że zabek, ale w rozsądnych granicach ceny. Ty sam nie
                            masz prawa wyboru, bo prosisz sąd o decyzję. W Twojej byłej rodzinie nikt
                            nie ma prawa wyboru przez "wypracowaną" sytuację z pogranicza patologii.

                            "Pokazałem działanie systemu, pokazałem próby walki z niezrozumieniem
                            problemu przez sądy" - pokazałeś, ale nic pożytecznego z tego nie wynika.
                            Swoją stroną wykonałeś kawał solidnej i nikomu nie potrzebnej roboty.
                            • alaikacper.pl Re: Błąd z założenia... 08.09.09, 23:42
                              > ... "dzieci mają mieć wolność wyboru" - dzieci z definicji nie
                              mają prawa
                              > wyboru, no chyba, że zabek, ale w rozsądnych granicach ceny.>
                              zza_sciany 08.09.09, 12:09 napisał: "o zgodę miałeś pytać dzieci."
                              On się z Tobą zgadzał, ale jednak coś Was różni...
                              A dzieci mogą mieć wolność wyboru i nie spłycałbym jej do poziomu
                              zabawek...

                              > "Pokazałem działanie systemu, pokazałem próby walki z
                              niezrozumieniem
                              > problemu przez sądy" - pokazałeś, ale nic pożytecznego z tego nie
                              wynika.
                              > Swoją stroną wykonałeś kawał solidnej i nikomu nie potrzebnej
                              roboty.
                              Jak powstawało stowarzyszenie "w stronę ojca", też nikt nie wierzył
                              że coś się zmieni. Wiesz, że kodeks rodzinny się zmienia? Oczywiście
                              zmiany niewiele wnoszą, ale pojawiają się bo ktoś miał odwagę
                              powiedzieć że coś jest nie tak. Ta strona powstała, by powiedzieć że
                              coś jest nie tak. To czy robota była niepotrzebna okaże się kiedyś.
                              Zawsze istnieje ryzyko, że praca poszła na marne, tak jak czasami
                              mój wyjazd, po dzieci do Włocławka...
                              • tricolour Mogłeś zrobić stronę anonimową... 08.09.09, 23:48
                                ... ale wolałeś pojechać po całości: zdjęcia, imiona - pełna
                                identyfikacja. Musiałeś się liczyć, że i była zona to przeczyta. Ba, może
                                nawet chciałeś, by to czytała.

                                W każdym razie zrobiłes pokazówę, a tym samym odebrałeś sobie - w mojej
                                optyce - merytoryczny chłod i wrażliwość, a nadałeś cechy krzykacza,
                                pozera i manipulatora. Przecwaniłeś.

                                Stąd negatywna ocena prawie całego naszego forum. Źle trafiłeś ze
                                swoją "delikatnością" kowalskiego młota i wyraźnie dają Ci to odebrać.
                                • alaikacper.pl Re: Mogłeś zrobić stronę anonimową... 09.09.09, 00:20
                                  > ... ale wolałeś pojechać po całości: zdjęcia, imiona - pełna
                                  > identyfikacja. Musiałeś się liczyć, że i była zona to przeczyta.
                                  Ba, może
                                  > nawet chciałeś, by to czytała.
                                  Wiem że czyta, podaję adres strony na każdym piśmie do Sądu.
                                  Właśnie po to publikuję tyle zdjęć, żeby widziała co robię z dziećmi
                                  i żeby miała świadomość, co robi nie pozwalając mi ich odebrać.
                                  MAteriał ją nie interesuje, bo go w końcu zna

                                  > Stąd negatywna ocena prawie całego naszego forum. Źle trafiłeś ze
                                  > swoją "delikatnością" kowalskiego młota i wyraźnie dają Ci to
                                  odebrać.

                                  ALe ja wcale nie zamierzałem byc delikatny. To nie jest temat dla
                                  kółka szydełkujących babć, to temat o bezpardonowej walce matki o
                                  odizolowanie dzieci od ojca. Straciłeś z oczu główny wątek?
          • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 09:18
            Odpowiadając na Twoje trzy posty. Wprowadzałem dzieci w świat mój i
            mojej partnerki przez 8 miesięcy. Najpierw były to spotkania na
            dworze, spacery i stopniowe zbliżanie się dzieci do niej. Dopiero
            potem, dzieci weszły w tryb opieki naprzemiennej. W pewnym momencie
            nastąpiła niebezpieczna sytuacja, gdyż dzieci próbowały do niej
            mówić... mamo. To był moment, o którym piszesz - zaburzyła się
            prostota i naturalność rozwiązań. Udało nam się przekonać je, że
            mamę mają tylko jedną a Syliwa, to po prostu Sylwia. Dzisiaj też im
            się zdarzy powiedzieć "mamo", ale same się szybko poprawiają i
            potrafią obrócić to w żart. Są bardzo świadome sytuacji i po tych 32
            miesiącach od rozpadu małżeństwa, mogę napisać, że taki sposób
            poznania ich z tą kobietą i tłumaczenie wieczorami co się stało, był
            dobrym rozwiązaniem. Dzisiaj dzieci nie mają pretensji do mnie, o to
            że rozstałem się z mamą, mają pretensję, że nie mogą mieć obojga
            rodziców tak blisko, jak przed wyjazdem. W okresie opieki
            naprzemiennej tata nie był tym dobrym, od zabaw i atrakcji a mama od
            obowiązków. Pełniliśmy takie same role - tak samo ja je rano
            musiałem wyrwać z łóżka, tak samo wieczorem powiedzieć dość zabawie
            i kazać umyć zęby. A moja, jak to nazwałeś... kochanica... dbała o
            nie tak samo, jak dba o mnie...
            • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 11:39
              Czyli miałam rację, zaczęła wchodzić w rolę matki, i zaburzyły się
              naturalne więzi dziecka z matką ... tak niestety sie dzieje... nie z
              winy matki a ojca, który rozwlił dzieciom dom. Chyba, że ta rozwałka
              miała uzasadnienie w patologii, alkoholiżmie agresji, i takich tam
              innych to rozumiem Wtedy ludzie sie rozwodzą apotemn tworza nowe
              związki a nie najpierw znajdują kochankę a potem wyprowadzają sie z
              domu ....
              • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:25
                Patologia, to słowo może mieć różne brzmienie i różny emocjonalny
                wydźwięk, w zależności od okoliczności i kontekstu. Ten wątek i moja
                strona, nie jest o powodach rozpadu małżeństwa. Traktuje o czasie od
                momentu, kiedy wszystko po rozpadzie udało się w miarę rozsądnie
                poukładać i to wszystko nieodpowiedzialną decyzją jednej strony,
                zostało rozniesione w pył.
                Wyobraź sobie, że to ja, pewnej nocy pakuję dzieci do samochodu i
                wywożę je do swoich rodziców, po okresie kilkunastomiesięcznej
                opieki naprzemiennej, której zwolennikiem byłaby moja żona. Wiesz co
                by się działo następnego dnia? Policja, krótka rozmowa i dzieci
                wracają do swojego miejsca zamieszkania, mam rację? Wiesz jak
                policja potraktowała mnie? "Przecież Pan wie, gdzie są Pana dzieci,
                to w czym problem?"
                • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:40
                  No nie całkiem się poukładało, a może raczej poukładało się dla
                  ciebie , jeśli twoja nowa kobieta zaczęła wchodzić w rolę matki, TO
                  JEST GŁÓWNY PROBLEM i uzasadnia zabranie dzieci z miejsca gdzie
                  burzyły się więzi między nimi a matką na skutek kontaktów z twoja
                  nową panią. Twoje kontakty z dziećmi ok, jak najbardziej i
                  koniecznie, ale twoja pani to dla nich obca kobieta i nic jej do
                  dzieci, jesli zaczyna się dziać inaczej to jest klapa i tyle.
                  • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 21:34
                    Napisałem, wcześniej, ale powtórzę, bo chyba zabrakło Ci czasu na
                    przeczytanie. Gdy dzieci zaczęły mówić "mamo" do mojej partnerki,
                    wytłumaczyliśmy im ŻE MAJĄ JEDNĄ MATKĘ, rozumiesz? Powtórzyć? To był
                    bardzo krótki okres i udało się doskonale. Rozumiem, że
                    usprawiedliwiłeś moją żonę z barbażyństwa, tylko dlatego, że zdała
                    sobie sprawę, że dzieci nie tracą uczuć do ojca a jeszcze ośmieliły
                    się polubić, ba pokochać jego nową partnerkę? To zwolniło ją z
                    myślenia o ich uczuciach i usprawiedliwiło ucieczkę? POwiedz moim
                    dzieciom że Sylwia to obca kobieta, chciałbym zobaczyć ich reakcję
                    na Twoje słowa...
                  • lampka_witoszowska Re: oboje robicie zamieszanie 09.09.09, 01:33
                    miałam tak, że nastoletnia córka niemojego mówiła, że mnei kocha,
                    zdarzało się, że powiedziała do mnie mamo - przez "pomyłkę" - i
                    życzenia z okazji Dnia Matki też przyjmowałam

                    mówimy o dziewczynce wciśniętej w opiekę naprzemienną

                    Ulkar - nie jest tak, że partnerka ojca wciska się w rolę matki,
                    raczej dziecko usiluje znaleźć się w sytuacji stworzonej przez
                    dorosłych, i to sytuacji, której nei zna
                    ponadto dzieci mają niesamowita zdolność pomijania tego, co dorosły
                    ma na uwadze PONAD WSZYSTO - wszelkie podziały - a dziecko ma
                    naturalną zdolnośc kochania - i to jest w dzieciahc zachwycające
                    właśnie, ale co ja się będę wymądrzac, Jezus już coś o tym wspominał
                    czy inny Korczak...
                    więc moga kochać ogromnie matkę - i następną partnerkę ojca, nie
                    stawiając jej w roli matki, bo matka jest jedna i kropka - i takie
                    rozmowy tez miałyśmy za sobą, rozpoczynane zarówno z jej strony, jak
                    i mojej

                    a Tobie, autorz ewatku powiem - to, że Twoje dzieci kochają Twoją
                    nową pannę, to nei znaczy, że mniej kochają matkę albo z ich układem
                    z mama jest coś nie halo
                    dzieci kochają, bo są zdolne do miłości bardziej niz Ty, Twoja panna
                    i całe to forum razem wzięte

                    gorzej, że dorośli biora się za interpretację niewinności dzieci na
                    swoją korzyśc, co za draństwo - moim skromnym, prywatnym zdaniem
    • sonia_30 Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 11:25
      Przeczytałam, rozumiem Twoją chęć częstszych kontaktów z dziećmi,
      choć opieki naprzemiennej nie popieram absolutnie. Brak relacji
      Twojej ex, więc mimo szczegółowości opisów nie pokusiłabym się o
      wyrażanie jakiejkolwiek opinii. To co mnie osobiście uderzyło i co
      wg mnie jest największym problemem w tym wszystkim są Wasze
      negatywne emocje. Kipisz nimi, co potwierdzają i opisy i opinia
      RODK. Myślę że w pierwszej kolejności nimi powinieneś/-ście się
      zająć, co z całą pewnością wpłynie na odczucia dzieci.
      • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 11:49
        Napisz proszę, dlaczego nie popierasz opieki naprzemiennej. Znasz
        jakiś realny przykład niepowodzenia takiej opieki? Ja znam ją z
        autopsji, to nie jest książkowa wiedza i z dzisiejszej perspektywy
        wiem, że nie ma nic lepszego, niż zorganizowanie dzieciom miejsc
        zamieszkania rodziców, blisko siebie, np. na jednym osiedlu - tak
        właśnie było w moim przypadku.
        W jednej z ostatnich odpowiedzi na moim forum odpisałem na zarzut,
        że traktuję żonę jak wroga: "Ta kobieta stała się wrogiem, gdy
        uciekła z dziećmi do Włocławka. Uciekła, bo reakcja dzieci na nowy
        świat, który im pokazałem, była zgoła odmienna od oczekiwanej. Stała
        się wrogiem, ponieważ uwięziła nasze dzieci, zniewoliła je, bo
        inaczej trudno nazwać brak możliwości spotykania się dzieci z ojcem,
        w takim wymiarze jakiego oczekują, w warunkach, które potencjalnie
        istnieją."
        Badanie RODK to zupełnie odrębny temat. Powiedziałem tam, to co
        czuję i powiedziałem, że z nienawiścią potrafię sobie radzić i nie
        wpływa ona na racjonalność podejmowanych kroków. Porównaj proszę
        zapis ze str. 4 badania z zapisem ze strony 12. Dostrzegasz
        manipulację? Takich manipulacji jest tam więcej a apogeum
        specjaliści osiągają na str.7 dokumentu. W jednym zdaniu zarzucają
        mi dystans w stosunku do dzieci i zbyt mało czułści, by w zdaniu
        następnym(!) napisać - "u ojca stwierdzono (...) przesadną
        troskliwość". A może to ja nie rozumiem znaczenia słów i te zdania
        się nie wykluczają...?
        • takisiakinijaki Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 12:43
          Uzurpujesz sobie prawo do decyzji o Nowym Lepszym Życiu, odmawiając
          jednocześnie jej prawa do decyzji o zmianie miejsca zamieszkania?

          A jakim prawem?

          I dlaczego tak selektywnie ustalasz zasady ponujące pomiędzy Wami?

          Musiała się ex żona dostosować do Twoich decyzji o rozwodzie -
          dostosuj się do jej decyzji o zmianie miejsca zamieszkania - kto Ci
          każe mieszkac tak daleko od swoich dzieci?

          Przeprowadź się do Wrocławka - będziesz miał możliwość "spotykania
          się dzieci z ojcem, w takim wymiarze jakiego oczekują, w warunkach,
          które potencjalnie istnieją."


          Manipulację owszem dostrzegłem - ale nie tam, gdzie ją wskazałeś...

          Odniosę się bardziej szczegółowo do pewnych Twoich słów:
          " Takich manipulacji jest tam więcej a apogeum
          > specjaliści osiągają na str.7 dokumentu. W jednym zdaniu zarzucają
          > mi dystans w stosunku do dzieci i zbyt mało czułści, by w zdaniu
          > następnym(!) napisać - "u ojca stwierdzono (...) przesadną
          > troskliwość". A może to ja nie rozumiem znaczenia słów i te zdania
          > się nie wykluczają...?"

          Bynajmniej!

          Ujawnianie przesadnej troskliwości wcale nie musi być sprzeczne ze
          stwierdzeniem dystansu i małej ilości czułości w kontaktach taty z
          dzieckiem.
          Znaczenia tych słów wcale nie są takie same.

          W diagnostyce zdażało mi się często spotykać taki zestaw cech - np w
          sytuacji, gdy np. wyniesiony z wzorców domowych dystans emocjonalny
          w kontaktach dziecko-rodzic występował jednocześnie z objawami
          przesadnej troskliwości, i to wcale nie tak rzadko.


          • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:11
            > Uzurpujesz sobie prawo do decyzji o Nowym Lepszym Życiu,
            odmawiając
            > jednocześnie jej prawa do decyzji o zmianie miejsca zamieszkania?
            > A jakim prawem?
            To prawo opisałem - prawo dzieci do bycia blisko obojga rodziców.

            > dostosuj się do jej decyzji o zmianie miejsca zamieszkania - kto
            Ci każe mieszkac tak daleko od swoich dzieci? Przeprowadź się do
            Wrocławka - będziesz miał możliwość "spotykania się dzieci z ojcem,
            w takim wymiarze jakiego oczekują, w warunkach, które potencjalnie
            istnieją."

            Czyżbyś był jednym z tych naiwnych, którzy twierdzą, że są wolnymi
            ludźmi? Nie dostrzegasz takich drobiazgów, jak ekonomiczny przymus,
            który trzyma mnie w Warszawie? Ten przymus pozwala mi na regularne
            płacenie horendalnie wysokich alimentów - 2000zł, w sytuacji, gdy to
            ja kupuję dzieciom strategiczną odzież i spędzam z nimi 3 miesiące w
            roku. Odpowiedzialność za dzieci sprawia, że ja nie jestem wolnym
            człowiekiem i nie mogę podjąć decyzji o przeprowadzce. Co innego
            moja żona - poczuła się wolna, w Warszawie pracowała za 3000zł
            netto, teraz bierze zasiłek 440zł. Mieszkając z rodzicami i mając
            2440zł, wyżywi się przy dzieciach. Pomyślałeś co by się stało, gdyby
            mnie zabrakło? Gdzie było myślenie o bezpieczeństwie ekonomicznym
            dzieci, gdy składała podanie o rozwiązanie umowy, za porozumieniem
            stron i świadomie rezygnując ze stosunkowo wysokiej, jak na
            możliwości zarobkowe kobiet w Polsce, pensji.

            > W diagnostyce zdażało mi się często spotykać taki zestaw cech - np
            w
            > sytuacji, gdy np. wyniesiony z wzorców domowych dystans
            emocjonalny
            > w kontaktach dziecko-rodzic występował jednocześnie z objawami
            > przesadnej troskliwości, i to wcale nie tak rzadko.

            Wg mojej subiektywnej oceny, mam bardzo dobry kontakt z dziećmi a to
            musi wynikać bezpośrednio z mojej postawy i zaangażowania w ich
            wychowanie. Wielu uważa że jestem nienormalny, bo walczę, nie
            poddaję się i nie zniechęcam, ja bardzo szanujęwink ich opinię i robię
            swoje...
            • sonia_30 Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:33
              A szukałeś pracy we Włocławku? Rzeczywiście nie znalazłbyś podobnie
              intratnej posady? Poza tym istnieje możliwość zainicjowania własnej
              działalności, pole działania zawsze jest otwarte. W końcu gdybyś
              posadę stracił, musiałbyś sobie jakoś poradzić i utrzymanie dzieciom
              również zapewnić, czyż nie?
              Zwolniony z myślenia również nie jesteś, sytuację dzieci należało
              mieć na względzie jak się związek sypał. Ja rozumiem że Twoje
              interesy były ważne i pewnie wydawało Ci się że wszystko się JAKOŚ
              poukłada, bo wszyscy się JAKOŚ dostosują, ale życie pokazało że
              jednak niekoniecznie. Ucieczka Twojej ex pewnie była czymś
              podyktowana. Nie podejmuje się z dnia na dzień i tylko tytułem dania
              komuś w kość, decyzji o przeprowadzce do rodziców, rezygnacji z
              dobrej pracy, zmianie otoczenia swojego i dzieci. Pomyśl o tym.
              Twojego kontaktu z dziećmi i zaangażowania nikt nie punktuje,
              pytania dotyczą tylko tego czy rzeczywiście wszystko co robisz i jak
              robisz jest podyktowane dobrem dzieci.
              • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 14:03
                To nie jest miejsce na chwalenie się dorobkiem zawodowym. Zapewniam
                Cię jednak, że takiej posady we Włocławku bym nie znalazł.
                Działalność gospodarczą prowadzę dodatkowo, bo mam świadomość, że w
                życiu jeżeli będzie jakoś, to na pewno nie tak, jakbym sobie tego
                życzył. Takie myślenie pozwala łatwiej przetrwać również te
                zagrożenia, których nie da się przeprzewidzieć. O powodach jej
                wyjazdu już pisałem - świadomość utraty władzy nad umysłami dzieci,
                zdecydowała o ucieczce. Zapewniam Cię, że moja żona zdolna była do
                podjęcia tej koszmarnej decyzji, właśnie z tego powodu i żadne
                racjonalne względy (praca, zażyłość dzieci z ich bliskimi z
                przedszkola i bliskość drugiego rodzica), nie miały żadnego
                znaczenia.
                  • alaikacper.pl Re: A co to znaczy... 08.09.09, 21:42
                    Pewnego dnia dociera do kobiety, że dzieci za nią nie płaczą, gdy
                    zostają na noc u ojca. Są na tyle "beszczelne", że wracają
                    uśnmiechnięte i opowiadają co robiły i w co drugim zdaniu pojawia
                    się imię innej kobiety. Imię to nie jest wypowiadane z żalem,
                    smutkiem czy złością. Jest wypowiadane w sposób naturalny, jakby
                    było częścią ich życia. Dzieci miały "czelność" wpuścić w swój umysł
                    radość z bycia z inną kobietą a miały zachować się zgoła odmiennie.
                    Rozumiesz o czym piszę?
                      • alaikacper.pl Re: A co to znaczy... 08.09.09, 23:37
                        Nie wiem co teraz opowiadają, nie ma mnie przy tym. Kiedy
                        zaprowadzałem je do domu w Warszawie, słyszłąem co mówiły, teraz nie
                        słyszę. Teraz nie wracają uśmiechnięte, bo... nie lubią wracać.
                        Weekend ucieka im szybciej, niż zdążą się nami nacieszyć. To bardzo
                        duża zmiana, związana z tą ucieczką
                      • alaikacper.pl Re: Rozumiem, ale Twoją byłą żonę... 08.09.09, 23:44
                        > ... wręcz wyczuwam jej obawy: najpierw rozwaliłes rodzinę, a teraz
                        > kochanką chcesz zastąpić matkę.
                        >
                        > Wcale sie nie dziwię Twojej żonie, że zwiała z dzieciakami. Sam
                        bym tak
                        > zrobił.

                        No to pokazałeś prawdziwe ja... gratulacje, tak samo jak moja żona
                        masz głęboko interes dzieci, ambicja, czy strach by zwyciężył...?
                        • tricolour Masz rację... 08.09.09, 23:50
                          ... interes Twoich dzieci mnie zupełnie nie intersuje, bo mam własne do
                          dbania o ich rozwój.

                          Z tym, że ja oferuję Twoim dzieciom obojętność, a przez to spokój, a Ty
                          wojnę i krew.
                          • alaikacper.pl Re: Masz rację... 09.09.09, 00:16
                            > ... interes Twoich dzieci mnie zupełnie nie intersuje, bo mam
                            własne do
                            > dbania o ich rozwój.

                            Zauważyłem po tonie wypowiedzi. Mnie za to tylko to interesuje, tym
                            się różnimy

                            > Z tym, że ja oferuję Twoim dzieciom obojętność, a przez to spokój,
                            a Ty
                            > wojnę i krew.

                            Obojętność... wybacz... Ty się przywalasz do każdego mojego poglądu
                            bardzo emocjonalnie...
                    • chalsia Świadomość utraty władzy nad dziecięcymi umysłami 08.09.09, 23:30
                      to nic innego jak po prostu dojrzewanie emocjonalne i społeczne dzieci.
                      Dzieje się ZAWSZE, bez względu na układy rodzinne, różne jedynie mogą być
                      niektóre tegoż objawy.
                      W pewnym momencie dzieci przestają chcieć być odprowadzane/przyprowadzane ze
                      szkoły. Czy to powód by dziecko "wypisać" ze szkoły?

                      Więc niekoniecznie, autorze wątku, jest tak jak Ci się wydaje, co do powodów
                      działania Twojej eks.

                      PS. Mnie tam np. cieszy, że moje dziecko wraca zadowolone z pobytów u ojca i
                      opowiada np. o zakupach, na których było samo z nexią.


                      > Pewnego dnia dociera do kobiety, że dzieci za nią nie płaczą, gdy
                      > zostają na noc u ojca. Są na tyle "beszczelne", że wracają
                      > uśnmiechnięte i opowiadają co robiły i w co drugim zdaniu pojawia
                      > się imię innej kobiety. Imię to nie jest wypowiadane z żalem,
                      > smutkiem czy złością. Jest wypowiadane w sposób naturalny, jakby
                      > było częścią ich życia. Dzieci miały "czelność" wpuścić w swój umysł
                      > radość z bycia z inną kobietą
        • sonia_30 Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 12:51
          Realnych przykładów nie znam, podkreślam że to ja mam takie a nie
          inne zdanie, co absolutnie nie oznacza iż jest ono jedyne słuszne. A
          nie popieram przede wszystkim dlatego, że nie wydaje mi się fajne z
          punktu widzenia dzieci przenoszenie się wciąż i wciąż z miejsca A do
          miejsca B i z powrotem. Dzieci powinny mieć poczucie bezpieczeństwa,
          stabilizacji - są najbardziej pokrzywdzone w całej kołomyjce dwojga
          wrogo nastawionych do siebie rodziców, w związku z czym uważam że
          wprowadzanie kolejnych elementów destabilizacyjnych jest bez sensu.
          Druga kwestia - taki rodzaj opieki wymaga współdziałania rodziców,
          co w Waszym przypadku na obecnym poziomie emocji na chwilę obecną
          jest chyba niemożliwe do uzyskania.
          • takisiakinijaki Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 13:55
            1.
            "> Uzurpujesz sobie prawo do decyzji o Nowym Lepszym Życiu,
            odmawiając
            > jednocześnie jej prawa do decyzji o zmianie miejsca zamieszkania?
            > A jakim prawem?
            To prawo opisałem - prawo dzieci do bycia blisko obojga rodziców."

            To ex żona odmawia Ci prawa do przeprowadzenia się bliżej dzieci?

            2.
            Moje dziecko 'kosztuje' wg wspólnych z moją ex żoną obliczeń średnio
            miesięcznie ok 2200zł. To niezawyżone wyliczenie - robiliśmy go
            wspólnie z ex, nie obejmuje ono ekstra wydatków! Wydatkami dzielimy
            się po połowie, średnio płace więc ok 1200 zł miesięcznie, ale
            zarabiając trochę więcej od żony i spęzając w związku z praca trochę
            mniej z nimi czasu normalnym dla mnie jest, że 'sponsoruję' im pewne
            ekstra wydatki. Nie mieszkam w Warszawie, wszyscy żyjemy raczej
            standardowo - na średnim poziomie. Twoje 1000 zł na jedno dziecko
            nie wygląda w tej sytuacji tak 'horendalnie' jak opisujesz. Gdyby
            przyjąć, że otrzymywana od Ciebie kwota nie wystarcza ex żonie na
            zaspokojenie wszystkich wydatków związanych z dzieckiem, a jej 3000
            do dyspozycji musi pkryć resztę, jej utrzymanie, wszystkie
            koszty 'medialne' i np wynajęcie mieszkania to zaczynam się
            zastanawiać, czy nią również nie powodowały względy na które Ty się
            powołujesz - ekonomiczne.
            Ale to już wiem - Tobie wolno się na nie powołać - jej nie...

            3.
            Wniosek jest taki:
            Ty masz argumenty ekonomiczne, ex żona emocjonalne ( być może
            ekonomiczne) - każdy ma swoje, w swoim mniemaniu słuszne!

            4.
            "Wielu uważa, że jestem nienormalny, bo walczę, nie poddaję się i
            nie zniechęcam, ja bardzo szanuję wink ich opinię i robię swoje..."
            A nie pomyślałeś choć przez moment, że źle odbierasz owych 'wielu"?
            Może oni wcale nie uważają, że jesteś 'nienormalny, bo walczysz, nie
            poddajesz się i nie zniechęcasz" - może poprostu widzą, że nie
            przyjmujesz innych argumentów niż swoje, zaciąłeś się, uparłeś i
            postanowiłeś ułożyć świat tak, jak sam zadecydowałeś.
            • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 14:20
              > To ex żona odmawia Ci prawa do przeprowadzenia się bliżej dzieci?
              Odniosłem się do tego problemu w innej odpowiedzi, poczytaj

              Nie mieszkam w Warszawie, wszyscy żyjemy raczej
              > standardowo - na średnim poziomie. Twoje 1000 zł na jedno dziecko
              > nie wygląda w tej sytuacji tak 'horendalnie' jak opisujesz. Gdyby
              > przyjąć, że otrzymywana od Ciebie kwota nie wystarcza ex żonie na
              > zaspokojenie wszystkich wydatków związanych z dzieckiem, a jej
              3000
              > do dyspozycji musi pkryć resztę, jej utrzymanie, wszystkie
              > koszty 'medialne' i np wynajęcie mieszkania to zaczynam się
              > zastanawiać, czy nią również nie powodowały względy na które Ty
              się powołujesz - ekonomiczne.

              Gdy mieszkała w Warszawie było tak - dostawała ode mnie 1200zł
              alimentów, zarabiała 3000zł. Tyle po jej stronie zysków. Teraz
              koszty. Żona płaciła za przedszkole i za jedzenie dla dzieci -
              przebywały z nią 2 tyg. w miesiącu. I TO BYŁY WSZYSTKIE JEJ KOSZTY.
              Ja płaciłem za mieszkanie, w którym mieszkała pokrywając WSZYSTKIE
              związane z nim wydatki, ja kupiłem jej samochód, którym jeździ do
              dzisiaj, ja kupowałem dzieciom ciuchy, buty itp.

              > Wniosek jest taki:
              > Ty masz argumenty ekonomiczne, ex żona emocjonalne ( być może
              > ekonomiczne) - każdy ma swoje, w swoim mniemaniu słuszne!

              Argumenty emocjonalne dorosłego? A co z argumentami emocjonalnymi
              dzieci??? Od początku tego wątku próbuję przekonać, że nie chodzi o
              krzywdę uciśnionego przez system i okoliczności tatusia, ale chyba
              nie do końca dociera...

              > Może oni wcale nie uważają, że jesteś 'nienormalny, bo walczysz,
              nie
              > poddajesz się i nie zniechęcasz" - może poprostu widzą, że nie
              > przyjmujesz innych argumentów niż swoje, zaciąłeś się, uparłeś i
              > postanowiłeś ułożyć świat tak, jak sam zadecydowałeś.
              No... właśnie napisałeś to co ja w ostatnim zdaniu...
        • lampka_witoszowska Re: ja też znam opiekę naprzemienną z domu 09.09.09, 01:44
          nie odważę sie napisać, że z autopsji, choć "naprzemienna" córka
          niemojego przy mnie płakała, żeby on się już nei wkurzał czy żeby
          jemu nei robić przykrości
          - i jako dziecko wciśnięte w taką "opiekę", choć doroslym z tym było
          wygodnie, przeszła piekło

          nigdy, ale to nigdy juz nei będę zwolenniczką takiego potraktowania
          dziecka
          więc może moje zdanie potraktujesz serio, jeśli musi byc tu zdanie
          kogoś, kto funkcjonował widząc taki układ, gdzie dziecko jest
          przerzucane, płacze regularnie po przenosinach przez parę lat i w
          końcu "najbardziej lubi środy, bo wtedy już się przyzwyczaiła do
          jednego domu i za chwilę wróci do tamtego" (przenoszona była w
          niedziele, środa to był czas najbardziej "stabilny") - to było
          powiedziane kilka lat po zapoczątkowaniu tego typu "opieki" nad
          dzieckiem

          chciałbyś tak?
          oczywiście, zaraz można rzucić argument, że miałbyś oboje rodziców
          otóż nie miałbyś żadnego
          każde tylko na trochę - i tu jest właśnie najbardziej rozrywane
          wewnętrznie dziecko, jak sądzę
    • ravny jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 13:37
      to trzeba było dbać o jej całość a nie latac za kochanką , zdradzać i porzucać
      rodzinę.

      jesteś żałosny w wykorzystywaniu żony a przede wszystkim dzieci w zaspakajaniu
      twoich i tylko twoich potrzeb.

      żona nie ma obowiązku tkwić w warszawce tylko po to, ze tobie to odpowiada.
      a teoria - że tylko pobyt w warszawie zapewni dzieciom właściwy rozwój- jest po
      prostu śmieszna

      Sam rozwaliłeś rodzinę. Więc teraz ponoś tego konsekwencje.
      Chcesz z nimi być, to przeprowadz się z kochanką do Włocławka. Co za problem?
      Dlaczego wymagasz od żony tego, czego sam nie robisz??
      Była zona TAM ma rodzinę i wsparcie. Ty TU masz wygodę i kochankę. To niby co?
      żona ma siedzieć w warszawie do pełnoletności dzieci BO TOBIE Z KOCHANKĄ TU JEST
      WYGODNIE??
      Stuknij się facet w głowę.
      A obciach, jaki zrobiłeś dzieciom upublicznianiem waszych walk z żoną JEST
      NIEWYBACZALNY. I dzieci będą za to płacić na podwórku, w szkole, gdy koledzy
      będą ich wytykać palcami i podśmiechiwać się. Dobrym ojcem to ty jesteś tylko w
      swoim mniemaniu, jak na razie wychodzi z ciebie przerośnięty egocentryzm, po
      trupach, byle siebie zaspokoic.
      • donabate Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 14:01
        Przeczytałem jak mi się wydaje cały wontek na temat bloga kolegi jak wiecie
        Państwo prowadzę bardzo podbny blog (jas-i-malgosia.skonecki.eu/), i z
        przerażeniem stwierdziłem ze smutkiem że istnieje i pokutuje przekonanie, co
        wręcz wyziera z postów, MATA MA ZAWSZE RACJĘ. A jak matka nie ma racji to co z
        tego ???. Matka ma prawo zdewastować, życie swoim dzieciom, mata ma prawo
        ograbić swojego byłego męża z pieniędzy, matka ma prawo, manipulować dziećmi a
        ojciec ma prawo jedynie popatrzeć na to z boku i zamilknąć. Łatwo przejrzeć
        internet w którym znajdziemy szerek blogów matek które samodzielnie wychowują
        dzieci, bez żadnej refleksji dlaczego tak się dzieje i dlaczego znalazły się w
        takiej sytuacji. Przypomina mi się blog jakieś idiotki, bo inaczej nie można
        tego nazwać, która poprostu przeprowadziła się z Łodzi do Wawa zabrała dziecko a
        tata mógł się widywac z pociechą w weekendy. Mama na blog i opisuje jak to jest
        zawjefajnie w tej wawa, kosmetyczka chłopaki itd. Przepraszam nie pamiętam
        adresu. Dlaczego mama Ali i Kacpra, nie może poprostu pójść do pracy, nawet we
        Włocławku tylko nadal wisieć musi na klamce swojego byłego męża, czemu musi się
        tak obawiać ze strony eksa że aż dzieci nie mogą się z nim zobaczyć kiedy
        zechcą. Szanowni dyskutanci, proszę nie stawiać nas pod pręgierzem ale postawić
        te psełdo matki, które swoimi nieodpowiedzialnymi zachowaniami doprowadzają do
        takiej sytuacji, i na koniec podejść do lustra i dobrze się przyjrzeć samemu
        sobie, bo jak widać w waszym światoploglądzie mieści się tylko zrobił-dał kasę-i
        niech się odwali.
        • ravny Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 14:11
          Niby kto doprowadził do sytuacji że dzieci nie mają ojca i matki pod jednym
          dachem? Jasno widać, że facet który zdradził i poleciał za kochanką bo urocze
          momenty z inną były dla niego ważniejsze niż całość rodziny dla dzieci. I
          bardzo się stara, żeby na miejsce żony wstawić dzieciom nową panienkę za matkę i
          wtedy wszyscy(czyli on,kochanka i zmanipulowane dzieci) będą żyć szczęśliwie a
          tą starą się odstawi na boczny tor. Więc niech się teraz autor nie zasłania
          dobrem dzieci, bo zwyczajnie manipuluje.
          Exia mieszka u rodziców, więc jeśli ktoś ją utrzymuje to na pewno nie były mąż.
          Ale najłatwiej podnieść larum "za moje pieniądze ta zdzira żyje!! aa!" . żenada.


          • alaikacper.pl Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 14:34
            > Niby kto doprowadził do sytuacji że dzieci nie mają ojca i matki
            pod jednym
            > dachem?
            Decyzję podjąłem ja, decyzja wynikała z niechęci obu stron do
            dalszego trwania w związku.

            > bardzo się stara, żeby na miejsce żony wstawić dzieciom nową
            panienkę za matkę

            Obrażasz osobę, której nie znasz, o roli i walce o to, by dzieci
            postrzegały moją partnerkę, jako po prostu Sylwię a nie mamę,
            pisałem wcześniej, proponuję poczytać, zanim wygłosi się taki osąd.

            > wtedy wszyscy(czyli on,kochanka i zmanipulowane dzieci) będą żyć
            szczęśliwie a
            > tą starą się odstawi na boczny tor. Więc niech się teraz autor nie
            zasłania
            > dobrem dzieci, bo zwyczajnie manipuluje.

            Opieka naprzemienna nie jest odstawianiem na boczny tor, ale
            oczywiście można mieć inne zdanie.

            > Exia mieszka u rodziców, więc jeśli ktoś ją utrzymuje to na pewno
            nie były mąż.
            > Ale najłatwiej podnieść larum "za moje pieniądze ta zdzira żyje!!
            aa!"

            Nigdzie w wątku nie nazwałem mojej żony "zdirą", nie sugeruj mi
            więc, że się tak wypowiadam! Ostatnio w aktach znalazłem
            oświadczenie podpisane własnoręcznie przez żonę: "Oświadczam, że nie
            prowadzę z rodzicami wspólnego gospodarstwa domowego" Potrafisz
            inaczej to zinterpretować?
            • ravny Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 14:56

              > Obrażasz osobę, której nie znasz, o roli i walce o to, by dzieci
              > postrzegały moją partnerkę, jako po prostu Sylwię a nie mamę,
              > pisałem wcześniej, proponuję poczytać, zanim wygłosi się taki osąd.


              Mówisz o tej panience która wskoczyła do łóżka "nieszczęśliwemu żonatemu"
              wiedząc, że ma dwójkę małych dzieci? i teraz stara się dzieciom pokazać jako
              najsłodsza z mamuś wybawicielka tatusia?

              > Opieka naprzemienna nie jest odstawianiem na boczny tor, ale
              > oczywiście można mieć inne zdanie.

              Przeprowadź się do Włocławka i stosuj opiekę naprzemienną dalej. Exia
              dostosowała się dla ciebie przez naście miesięcy tkwiąc w warszawce to zrób to
              samo teraz dla niej. Co za problem? Nie stać cię na takie małe poświęcenie dla
              ukochanych dzieci?

              > oświadczenie podpisane własnoręcznie przez żonę: "Oświadczam, że nie
              > prowadzę z rodzicami wspólnego gospodarstwa domowego" Potrafisz
              > inaczej to zinterpretować?

              widać mimo twojej wspaniałomyślności, woli mieszkać w domu opłaconym przez
              rodziców niż w mieszkaniu opłacanym przez ciebie, widać jak skrzętnie wyliczasz
              ileż to nakładów już na nią niewdzięczną poczyniłeś nie ma się co dziwić.

              Nie rozumiesz spraw podstawowych. Że nie masz prawa do układania życia ex tylko
              pod twoje potrzeby. Chciałeś mieć dzieci w domu, trzeba było dbać o rodzinę i w
              niej trwać. TERAZ TEJ RODZINY NIE MA bo ję rozbiłeś zdradą i kochanką i musisz
              się dostosować do tego, ze exia ma inny plan na swoje życie niż zaspakajanie
              tylko twoich potrzeb.
          • donabate Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 14:44
            ravny napisał:

            > Niby kto doprowadził do sytuacji że dzieci nie mają ojca i matki pod jednym
            > dachem? Jasno widać, że facet który zdradził i poleciał za kochanką bo urocze
            > momenty z inną były dla niego ważniejsze niż całość rodziny dla dzieci.

            Ja tam nie wiem jak było u taty Ali i Kacpra, ale gdyby lepsze momenty były u
            żony to pewnie by został. Ale jak było to ja skond mam wiedzieć. Każdy psycholog
            powie, że jak nie ma pożycia to figa z makiem ze związku.
              • panda_zielona Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 08.09.09, 15:23
                donabate napisał:

                > Paniom, od momentów chciałem tylko przypomnieć, iż aby męża w domu
                przytrzymać
                > trzeba zamiast bachranowych majtek wieczorem nakładać szpilki oraz
                ponczoszki,
                > to gwarantuje trwałość pożycia. A nie jazgot jaka jestem
                nieszczęśliwa.

                Tiaaa i ta nowa miłość zawsze ale to zawsze nawet po kilkunastu
                latach małżeństwa będzie każdego wieczora paradować w pończoszkach
                i szpilkach.No chyba,że jak przestanie to się zmieni na
                nową.Rozśmieszyłeś mnie.
              • kami_hope Re: jesli chciałeś mieć rodzinę w całości 09.09.09, 00:06
                A oto słowa mężczyzny, który siedzi nieopodal na sofie:
                (pozwolę sobie zacytować, nie ma to jak męski punkt widzenia na
                męski punkt widzenia)
                "Szpilki, pończoszki itp. to tylko substytuty kobiecości przynależne
                prostytutkom, które poza zaspokajaniem atawistycznych popędów
                mężczyzn nie mają im nic innego do zaoferowania. Opierając związek
                na tychże tylko atrybutach równie dobrze można założyć rodzinę z
                etatową pracownicą czerwonej ulicy w Amsterdamie."

    • dorata351 Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 14:46
      Moim skromnym zdaniem to zarówno panowie jak i panie, którzy
      zostawiają własne dzieci w imię nowej miłości a potem walczą o
      widzenia itd. są żałośni. Zasłaniają sie jakimiś bzdurnymi rzeczami
      chyba tylko po to żeby uspokoić własne sumienie. A może tak by się
      poświęcić dla dobra tych ukochanych pociech?
      A pan autor wątku pokrzywdzony oczekuje czego? Że ta wredna żona
      będzie mieszkać w sąsiedztwie, zeby jemu było wygodniej? A on dbał o
      nią zdradzając i oszukując. Drogi panie człowiek to nie mebel i jak
      się znudzi raczej nie da się go wystawić na śmietnik. Daj kobiecie
      szansę, upokorzyłeś ją i oczekujesz od niej zrozumienia. Dlaczego
      nie myslałeś o dzieciach kiedy bzykałeś kochankę?
      • donabate Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 14:49
        dorata351 napisała:

        > Moim skromnym zdaniem to zarówno panowie jak i panie, którzy
        > zostawiają własne dzieci w imię nowej miłości a potem walczą o
        > widzenia itd. są żałośni.

        Pani Dorotko, czy nie zauważyła Pani iż ex. małużonka potraktowała swoje
        przedmioty jak mebelki.
      • donabate Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 14:54
        Pani Doroto,

        Chciałem zdjąć Pani różowe okularki z nosa. Mianowicie, kiedy moja jeszcze żona
        bzykała jak to Pani powiedziała za zgodą i wiedzą w mieszkaniu teściowej, to ja
        byłem ostatnim szmaciażem bo dałem sobie dorobić rogi. Wszyscy dopingowali moją
        ex. że dobrze robi, szkoda tylko że ona sobie zabrała dzieci jak mebelki do
        swojego pokoju. Więc, mamy u mnie i zdradę ex. i przemoc wobec dzieci. Czy więc
        zdrada mojej ex. jest dobra a zdrada ojca ali i kacpra zła.
        • dorata351 Re: www.alaikacper.pl 09.09.09, 08:02
          No to przepraszam, zdrada Twojej ex nie jest dobra, a pewnie gorsza
          (w moim mniemaniu). Mam nauczkę, żeby nie oceniać na przyszłość, nie
          znając tematu od podszewki. Szkoda tych waszych dzieciaczków, bo
          wasza walka pewnie nie ułatwia im życia.
    • young-and-bored Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 15:14
      Moim zdaniem to opieka naprzemienna nigdy tutaj nie funkcjonowała,
      funkcjonowała jedynie siłą rozpędu jako stan przejściowy na pewnym etapie
      waszego rozstania. Pomyliłeś się, zakładając że ten kompromis może trwać
      permamentnie, czyli także w trakcie i po rozwodzie.
      • insula.incognita Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 20:55
        young-and-bored napisał:

        > Moim zdaniem to opieka naprzemienna nigdy tutaj nie funkcjonowała,
        > funkcjonowała jedynie siłą rozpędu jako stan przejściowy na pewnym etapie
        > waszego rozstania. Pomyliłeś się, zakładając że ten kompromis może trwać
        > permamentnie, czyli także w trakcie i po rozwodzie.

        Być może zabraklo dobrej woli którejś ze stron.
        Moj przyklad: wyniosłam się (wściekła), zostawiając dziecko z ojcem. Po czym zabrałam dziecko od ojca.
        Dziecko bylo ze mną przez póltora roku. Ojciec w tym czasie miał kontakty z dzieckiem nieograniczone, kiedy tylko chciał.
        Dzięcie skończyło w tym roku podstawówkę, mieszkało caly czas ze mną.
        Ale już gimnazium rozpoczęło u ojca (w innych miastach mieszkamy). Tak uznaliśmy , że będzie najlepiej dla dorastającego chłopaka.
        Na czas liceum, przyjedzie do mnie - bo wieksze miasto i wieksze mozliwości dla dalszego rozwoju.
        Pełna zgoda. Dziezko nie cierpi, odkąd przestalismy się rzucać sobie do gardeł (tuz po rozstaniu). Teraz jest idylla, a syn traktuje zmianę mieszkań i miast, jako coś normalnego.
        Wszystko jest mozliwe, trzeba tylko chcieć, i nie kierować się własnym interesikiem, tylko szeroko pojętym dobrem dziecka.
        • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 21:19
          Takiej racjonalności oczekiwałem od żony. Racjonalnie było przez
          pełne dwa lata, potem okazało się, że jest źle, bo dzieciom jest
          dobrze. Gratuluję Pani zdrowego rozsądu i wyobraźni, moje dzieci nie
          mają tyle szczęścia.
          • insula.incognita Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 21:29
            To nie jest li tylko skutek mojej racjonalności, ale również eksa.
            Czy Pan to brał pod uwagę? (o Panu mówię, w relacjach z Pana ex).
            Powiem tak, choć może zabrzmi katolicko zbytnio czy cóś (choć nie religią
            kieruję się w swoim życiu): czasami warto nadstawić drugi policzek (to o moim
            exie i jego postawie po naszym rozstaniu). I kolejna wązna rzecz: warto wybaczać
            ( to o mnie).
            Życzę wytrwałości i wyrozumiałości , chociażby ze względu na dzieci.
              • natasza39 Przesadzacie z tą "mamą" 08.09.09, 21:45
                ulkar napisała:

                > Insula... i Twój syn mówi do partnerki twego byłego męża "mamo"? Bo
                > tak zwracają się do kochanki autora watku jego dzieci ....

                Z tego co pisze autor wątku dzieci są jeszcze małe i słowo "mama" to dla nich
                kobieta która się nimi opiekuje na co dzień. Jeśli matka mieszkałaby z partnerem
                zapewne tak samo wyrywałoby się im "tata" do tego faceta. Nastolatki doskonale
                rozróżniają emocjonalność tych słów. Małe dzieci niekoniecznie.
                Wytłumaczono tym dzieciom, ze mamę maja jedną i ok. Po temacie jest.

                Emocjonalna reakcja niektórych piszących w tym wątku na fakt, ze kilkuletniemu
                dziecku po kilku tygodniach mieszkania pod jednym dachem z ojcem i jego
                partnerką wyrywa się do niej "mama" jest śmieszne i przesadzone.
                Gdyby facet nakazywał swoim dzieciom mówić tak do obcej dla nich baby, to
                mogłybyście się oburzać, ale jak się maluchom wyrwało, a ojciec skorygował to
                już nie przesadzajcie.
                  • natasza39 Ja mam poczucie własnej wartości 08.09.09, 21:55
                    Nie poczułabym się jak śmieć, gdyby mojemu kilkulatkowi wyrwało się do innej
                    kobiety "mama". Wytłumaczyłabym mu, że mamę i tatę ma jednych i poinstruowałabym
                    exa, aby tez tej zasady pilnował.
                    A to, że tamta kobieta nie ma dzieci jest dla mnie bez znaczenia.
                    To chyba Tobie, bez urazy, przychodzi taka myśl, ze "zabrała chłopa, a teraz
                    zabiera dzieci".
                    Jak dzieci są emocjonalnie związane z mamą i ja kochają, to żaden fakt tego nie
                    zmieni.


                    ulkar napisała:

                    > Natasza, ciekawe jakbyś się czuła gdyby to chodziło o Twoje
                    > dzieci... tym bardziej kiedy owa "mama" sama nie ma swoich
                    > dzieci ... spróbuj się postawić się w sytuacji matki ...

                    ---------------------------------------------------------------------
                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                    głupcami.
                    • ulkar Re: Ja mam poczucie własnej wartości 08.09.09, 22:05
                      Natasza, póki co nie mam tego problemu, nie rozodzę się .. na
                      razie... próbuje tylko postawic się w sytuacji matki... i wcale by
                      mnie nie zdziwiło, że ta "dobra kobieta" nie mając własnych dzieci,
                      ale mając instynkt ustawia się, może nawet nieświadomie, w jakimś
                      sensie w roli matki nie swoich dzieci... nie twierdzę, że odbierze
                      dzieci.. ale namąci im nieźle w zyciorysie pospołu z ojcem ... który
                      wybrał swoim dzieciom życie w rozbitej rodzinie...
                      • natasza39 Re: Ja mam poczucie własnej wartości 08.09.09, 22:11
                        Hola, hola.
                        99% znanych mi kobiet woli jednak własne dzieci mieć niż wychowywać cudze, więc
                        nie podejrzewam, ze jest inaczej w tym przypadku.
                        A co do rozbijania rodziny.
                        Nie palę faceta na stosie, bo nie wiem jak było.
                        Moze obydwoje rozpieprzyli rodzinę.
                        A tak w ogóle, to mleko się rozlało juz.
                        I nie czas mówić, kto rozpieprzył, ale czas pomyśleć o tym jak zniwelować skutki
                        tego co się rozlało, aby jak najmniej cierpiały dzieci.
                        ---------------------------------------------------------------------
                        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                        głupcami.
                        • alaikacper.pl Re: Ja mam poczucie własnej wartości 08.09.09, 23:06
                          > I nie czas mówić, kto rozpieprzył, ale czas pomyśleć o tym jak
                          zniwelować skutki tego co się rozlało, aby jak najmniej cierpiały
                          dzieci.

                          Dzieci będą cierpieć. Poznały świat, który zaakceptowały, polubiły i
                          za nim w tej chwili tęsknią. Biorąc pod uwagę, to co do tej pory
                          działo się w sądach, ja złudzeń nie mam - dzieci spędzą młodość we
                          Włocławku. Matki nie interesują ich potrzeby, mimo że wyraźnie je
                          artykuują. Przykład? Przyjeżdżam po dzieci, matka wychodzi z nimi z
                          klatki schodowej a te wyrywają się i biegną do samochodu, w którym
                          siedzi Sylwia. Patrzy jak otwierają się drzwi i dosłownie "ładują"
                          jej się na kolana obejmując za szyję. Jakie wnioski można z takiego
                          zachowania wyciągnąć, mając zdrowe podejście do "rozlanego mleka" a
                          jaka jest ta rzeczywistość... Wnioski są chyba oczywiste...
                              • natasza39 Re: Jednym z możliwych wniosków jest... 08.09.09, 23:28
                                alaikacper.pl napisał:

                                > tricolour napisał:
                                >
                                > > ... byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
                                > Czasami tak się dzieje, przyjeżdżam sam. Podbiegaja do samochodu i
                                > jest rozczarownie... "Sylwia nie przyjechała?" Staram się unikać
                                > takich rozczarowań...

                                Teraz to mnie rozśmieszyłeś. ROFTL!
                                Zamiast ułagodzić ex, ty ją rozjuszasz, żeby sie dzieci nie rozczarowały...
                                Gdybyś chciał dobrze wykazałbyś się odrobina empatii wobec było nie było matki
                                własnych dzieci, na których ci zalezy.
                            • natasza39 To fakt. 08.09.09, 23:25
                              tricolour napisał:

                              > ... byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
                              >
                              > Przyjeżdżaj sam, a kochankę zostaw z jej dziećmi. Nie ma? Niech pobędzie
                              > sama i poczeka na Ciebie.


                              Epatowanie exi widokiem twojej Sylwii jest nie na miejscu i służy chyba tylko
                              temu, żeby ja podkurwić.
                              Po cholere ja zabierałeś do tego Włocławka?
                              Jej tez się dziwię. Wie jaka jest sytuacja i cyrki z obłapianiem cudzych dzieci
                              urządza pod chałupą exi.
                              • alaikacper.pl Re: To fakt. 08.09.09, 23:30
                                byś nie przyjeżdżał z kochanką do dzieci.
                                > >
                                > > Przyjeżdżaj sam, a kochankę zostaw z jej dziećmi. Nie ma? Niech
                                pobędzie
                                > > sama i poczeka na Ciebie.
                                >
                                >
                                > Epatowanie exi widokiem twojej Sylwii jest nie na miejscu i służy
                                chyba tylko
                                > temu, żeby ja podkurwić.
                                > Po cholere ja zabierałeś do tego Włocławka?
                                > Jej tez się dziwię. Wie jaka jest sytuacja i cyrki z obłapianiem
                                cudzych dzieci
                                > urządza pod chałupą exi.
                                Znowu wracamy do początku, jak zrobić, żeby było dobrze dla dzieci,
                                skoro rozczarowaniem jest dla nich brak tej kobiety w samochodzie. A
                                może wystarczyłoby, gdyby mama pożegnała się z dziećmi przed windą?
                                Dałoby się tak? Odpowiadam, nie da się tak...
                                • natasza39 To niech czeka za rogiem! 08.09.09, 23:34
                                  Jak owej Sylwii tak zależy na dobru dzieci niech czeka 100 m, za rogiem. Wtedy
                                  "rozczarowanie" dzieci będzie trwało minutę (przeżyją na pewno), a twojej exi
                                  nie bedzie się żółć ulewała.

                                  Tylko mi nie pisz, ze lało i nie mogła zaczekać za rogiem, bo ci napiszę, ze sa
                                  parasole.
                                    • alaikacper.pl Re: Spokojnie - coś zaraz wymyśli... 09.09.09, 00:09
                                      tricolour napisał:

                                      > ... kolega ma gotową odpowiedź na każdy dylemat. W centrum tej
                                      odpowiedzi
                                      > jest DOBRO, KURWA, DZIECI.
                                      Ciebie drażnią ludzie, którzy ośmielają się mieć swoje zdanie i
                                      bronią go, gdy nie dostają argumentów, które mogłyby je zmienić?
                                      Niczego nie zamierzam wymyślać i nie zamierzam zmieniać tego na co
                                      one czekają, zawsze kiedy to możliwe będzie na nie czekać w
                                      samochodzie. Nie będzie czekać za rogiem i ukrywać się jak szczur.
                                      Może kiedys dotrze do mamy, że coś jest na rzeczy że dzieci lubią
                                      wyjeżdżać bardziej niż wracać
                                      • natasza39 Oczywiście 09.09.09, 00:17
                                        to też dla KURWA DOBRA DZIECI!

                                        alaikacper.pl napisał:
                                        > Może kiedys dotrze do mamy, że coś jest na rzeczy że dzieci lubią
                                        > wyjeżdżać bardziej niż wracać

                                        A kiedy dotrze do ciebie, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci nie będą chciały
                                        już wyjeżdżać tylko mieć ŚWIĘTY SPOKÓJ!
                                        Po jaka cholerę drażnisz tą matkę, skoro spędziłeś z kobieta lat 15 powinieneś
                                        ja znać.
                                        Nie ustapisz?
                                        Ona pewnie tez nie.
                                        Ktoś musi.
                                        Jeśli nie, to będziesz dalej fundował dzieciom cyrk pt. Chodźcie do tatusia
                                        będzie fajnie, a potem od matki będa obrywały, ze było fajnie.
                                        Któregoś pięknego dnia powiedzą ci, że nie pojadą z tobą, bo nie chcą
                                        wysłuchiwać od matki.
                                        ---------------------------------------------------------------------
                                        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                                        głupcami.
                                        • magd.a Re: Oczywiście 09.09.09, 00:31
                                          Dla mnie jest ciekawe, czy dzieci tak by się rwały do spotkań z ojcem, gdyby
                                          Sylwii nie było. Bo jeśli Sylwia jest specjalnie przywożona pod dom exżony, "bo
                                          dzieci ją chcą" więc dostają natychmiast(kosztem uczuć i nerwów matki), to ja
                                          zaczynam Sylwii współczuć.....maskotkowania.
                                          Gdzieś wyżej wspomniano o opinii rdk , ze ojciec nie jest wylewny w uczuciach do
                                          dzieci a równocześnie nadwrażliwy...czy coś takiego, inne słowa, ale ta
                                          sytuacja potwierdza, ze ralacje tego trójkąta są zaburzone. I z "dobrem dziecka"
                                          to wiele wspólnego nie ma. Ale to trzeba chcieć zobaczyć!
                                      • chalsia Re: Spokojnie - coś zaraz wymyśli... 09.09.09, 23:47
                                        > Może kiedys dotrze do mamy, że coś jest na rzeczy że dzieci lubią
                                        > wyjeżdżać bardziej niż wracać

                                        Ty naprawdę nie masz zielonego pojęcia o dzieciach. Albo (co bardziej
                                        prawdopodobne) jesteś tak totalnie zaslepiony niechęcia do eks, że wszystko
                                        (nawet to co normalne) będziesz tłumaczył na jej niekorzyść.
                                        To absolutnie normalne i standardowe zjawisko, że chętniej zaczyna się coś
                                        fajnego (wyjazd, ciekawy weekend, itp) niż się to kończy i wraca do codzienności.
                                • sonia_30 Re: To fakt. 08.09.09, 23:36
                                  "Znowu wracamy do początku, jak zrobić, żeby było dobrze dla dzieci,
                                  skoro rozczarowaniem jest dla nich brak tej kobiety w samochodzie. A
                                  może wystarczyłoby, gdyby mama pożegnała się z dziećmi przed windą?
                                  Dałoby się tak? Odpowiadam, nie da się tak..."

                                  No owszem wracamy do początku - wszak na badaniu w RODK
                                  stwierdziłeś, że najlepiej byłoby gdyby matka dzieci znikła...i już
                                  wtedy wiedziałeś że tak się niestety nie da..
                                  • alaikacper.pl Re: To fakt. 09.09.09, 00:12
                                    > No owszem wracamy do początku - wszak na badaniu w RODK
                                    > stwierdziłeś, że najlepiej byłoby gdyby matka dzieci znikła...i
                                    już
                                    > wtedy wiedziałeś że tak się niestety nie da..

                                    Teraz też wiem, że tak się nie da, nie zmieniłem zdania. Każdy mój
                                    wniosek do Sądu, jest wnioskiem o opiekę naprzemienną...
                                • magd.a Re: To fakt. 08.09.09, 23:39
                                  Czyli jednak..... chcesz się pozbyć matki dzieci i zastąpić ją im kochanką.
                                  Jeszcze wymagasz od matki by się usunęła w cień bo juz kochanka na dzieci czeka
                                  w aucie.... Mentalnie...obrzydliwe.
                                  Może zróbcie sobie z Sylwią swoje dzieci, nie będziecie musieć ich kraść
                                  prawowitej matce. Fuj.
                                  • alaikacper.pl Re: To fakt. 09.09.09, 00:52
                                    magd.a napisała:

                                    > Czyli jednak..... chcesz się pozbyć matki dzieci i zastąpić ją im
                                    kochanką.
                                    > Jeszcze wymagasz od matki by się usunęła w cień bo juz kochanka na
                                    dzieci czeka
                                    > w aucie.... Mentalnie...obrzydliwe.
                                    > Może zróbcie sobie z Sylwią swoje dzieci, nie będziecie musieć ich
                                    kraść
                                    > prawowitej matce. Fuj.
                                    nic nie zrozumiałaś... szkoda
                            • alaikacper.pl Re: Ja mam poczucie własnej wartości 08.09.09, 23:21
                              > A za tym jak ich Rodzice byli razem nie tęsknią?
                              Tęsknią, wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Mam tą satysfakcję, że
                              dzieci mają odwagę powiedzieć mi że fajnie by było gdyby mama i tato
                              byli razem, ale wiedzą że tak się nie da...

                              > A sytuacja opisana ciekawa... Z Tobą się nie witają, pędzą na
                              oślep
                              > do Twojej Kobiety? No właśnie..jakie wnioski wyciągasz?
                              To Ty wyciągasz złe wnioski. Ze mną witają się pod drzwiami
                              mieszkania, zdążą się przywitać zanim zjedziemy windą na dół...
                          • kami_hope Re: Ja mam poczucie własnej wartości 09.09.09, 00:28
                            alaikacper.pl napisał:
                            > Dzieci będą cierpieć.
                            To Twoje życzenie.
                            Nie będą cierpieć jeśli przestaniesz grać na ich emocjach.

                            Jeśli Ty bawisz się w wieszcza, to i ja Tobie coś obwieszczę:
                            Skończy się Twoja walka o "dobro dzieci", kiedy Sylwia urodzi swoje
                            (Wasze). Doświadczysz nowych uczuć... i stwierdzisz, że to co
                            poprzednio było, to głupota, problemy dopiero nadejdą...

                              • kami_hope Re: A po co dzieci z Sylwią? 09.09.09, 00:51

                                Mój Boże, ech... Tri, mnie ręce opadają. Ale ludzie, którzy już
                                zrobili taki bałagan i bałaganią wciąż, pewnie bałaganić będą nadal.
                                Ja myślę, że ten facet nie prędko się opamięta. Jeśli banał stał
                                się argumentem na to kogo dzieci lubią bardziej (powitania w
                                samochodzie, itp.) - to jakież racjonalne argumenty trafią do rozumu
                                tegoż bohatera? Żadne. Hermetycznie zamknięty umysł!

                                (oczywiście nie ma miejsca w tym chorym układzie na kolejne dziecko)
                              • zmeczona100 Re: A po co dzieci z Sylwią? 09.09.09, 09:01
                                tricolour napisał:

                                > Widzisz Ty miejsce jeszcze na jakieś dodatkowe dzieci w tym
                                bałaganie?

                                A skąd niby te dzieci mają się wziąć?

                                Pan był w związku 15 lat, co znaczy, że nie jest już pierwszej
                                świeżości. Tak bardzo się nastarał w życiu i zmęczył (no kto to by
                                wytrzymał takie tempo- wstawać z własnej woli przed szóstą do
                                dzieci), że najpewniej nie w głowie mu kolejne pociechy i podobne
                                problemy. Pan najpewniej już zrealizował swoje plany prokreacyjne.
                                Zresztą, biegając między urzędami, spędzając kolejne noce w necie na
                                pisaniu bloga, bieganiu po forach i wykłócaniu się o argumenty,
                                pewnie nawet czasu (i siły) nie ma na pomyślenie o tym, a co dopiero
                                mówić o realizacji.
                                Sylwia może cierpliwie czeka, aż się towarzysz uspokoi i nabierze
                                dystansu, no i wreszcie zacznie żyć ich życiem, a nie tylko
                                problemami, których jest twórcą. Tylko po drodze może się okazać, że
                                jednak Sylwia ma instynkt macierzyński i nie chce czekać, aż się
                                kochanek opamięta; może na jej drodze znajdzie się jakiś inny,
                                bardziej interesujący, a przede wszystkim bardziej wewnętrznie
                                poukładany mężczyzna, niż jej obecny....

                                A może Sylwia i Pan są siebie warci- wskazuje na to jej czynny udział
                                w tworzeniu szopki przed exią. Żyją teraz zgodnie (?), bo mają
                                wspólny plan, a jak już nie będzie możliwości jego realizacji
                                (decyzją sądu), to może się okazać, że nie łączy ich nic, co dawałoby
                                trwałość dla związku... Bo samo łóżko może łączyć do pewnego momentu,
                                a potem do głosu dochodzi fizjologia i nawet Viagra rady nie da.
                                Skończą się problemy, to i związek się skończy.
                                • alaikacper.pl Re: A po co dzieci z Sylwią? 09.09.09, 09:31
                                  Gdy zaczyna brakować argumentów w odniesieniu do faktów, zaczynacie
                                  szukać ich w sferze domysłów - może stary, może bez sił, może bez
                                  inicjatywy a może z uwiądem...
                                  Próbujecie wnioskować o rzeczach, co do o których nie macie
                                  odpowiedniej ilości danych, by wnioskowanie było logiczne i
                                  prawdopodobne. Założyłem wątek o sytuacji dziecie, które coś miały,
                                  mimo że związek się rozleciał a potem zabrano im nawet ten kawałek
                                  stabilizacji. NIE będę wdawał się w dyskusje na temat planów moich i
                                  partnerki, bo to nie jest przedmiotem dyskusji. Macie zadziwiającą
                                  zdolność znalezienia w każdej mojej wypowiedzi jakiegoś zdania,
                                  które można zinterpretować dokładnie na opak. Przykład: nawet pomoc
                                  po odejściu została wyśmiana. Pewnie zdaniem autorki, lepiej by było
                                  gdybym zachował się jak większość, zwinął dupę i zniknął? Napisałem,
                                  to nie po to, żeby wykazywać jakąś chorą martyrologię, pokazałem co
                                  zrobiłem, żeby dzieciom rano dać 2 godziny snu. Tylko kogo stać na
                                  to, by dostrzec taki drobiazg, jak dzieci w tym wszystkim.
                                  Widzicie "szopki", wspólny plan, bo jest walka i inne drugoplanowe
                                  wypadki. Uważasz że trwa walka? Po walce jest już dawno, Sąd podjął
                                  decyzję a gdybyś przeczytała historię na stronie do końca
                                  znalazłabyś zdanie: "Zagadka - który wniosek znajdzie uznanie w
                                  oczach Sędziów SA? Ja wątpliwości nie mam - przegram. Pytanie tylko,
                                  czy ta przegrana jest przegraną moją, czy dzieci."
                                  • zmeczona100 Re: A po co dzieci z Sylwią? 09.09.09, 10:11
                                    alaikacper.pl napisał:

                                    > Gdy zaczyna brakować argumentów w odniesieniu do faktów, zaczynacie
                                    > szukać ich w sferze domysłów - może stary, może bez sił, może bez
                                    > inicjatywy a może z uwiądem...
                                    To nie są domysły, tylko na to wskazuje doświadczenie wielu z tego
                                    forum. Warto po prostu z niego korzystać, aby nie przerabiać tego na
                                    własnej skórze.


                                    > Próbujecie wnioskować o rzeczach, co do o których nie macie
                                    > odpowiedniej ilości danych, by wnioskowanie było logiczne i
                                    > prawdopodobne.

                                    No jasne, przecież wiadomo, że my nie dorastamy Ci do pięt w
                                    logicznych wywodach.
                                    Fakty mówią same za siebie i nie wymagają interpretacji.

                                    Założyłem wątek o sytuacji dziecie, które coś miały,
                                    > mimo że związek się rozleciał a potem zabrano im nawet ten kawałek
                                    > stabilizacji.

                                    Sytuacja ta to nie przyczyna, a skutek, więc nie da się tego
                                    oddzielać.

                                    NIE będę wdawał się w dyskusje na temat planów moich i
                                    > partnerki, bo to nie jest przedmiotem dyskusji.

                                    Przedmiotem dyskusji jest- rzekomo- dobro Twoich dzieci. Skoro dobrze
                                    Wam wszystkim się układa, to rzecz jasna, że Twoje wspólne plany z
                                    partnerką, dotyczą też dzieci- a sytuacja dzieci jest- zdaje się-
                                    przedmiotem tego wątku?


                                    Macie zadziwiającą
                                    > zdolność znalezienia w każdej mojej wypowiedzi jakiegoś zdania,
                                    > które można zinterpretować dokładnie na opak.

                                    A może to jednak przeszkadza Ci obiektywizm w naszych wypowiedziach?


                                    Przykład: nawet pomoc
                                    > po odejściu została wyśmiana. Pewnie zdaniem autorki, lepiej by
                                    było
                                    > gdybym zachował się jak większość, zwinął dupę i zniknął?

                                    Gdybyś tę pomoc traktował jako normę, to nie byłaby wyśmiana. Bo
                                    wyszło to tak, jakby kobiecie składać wyrazy uznania, szacunku za to,
                                    że raczyła urodzić dziecko, z którym była w ciąży.
                                    Skoro ktoś decydował się na dziecko, to NORMĄ jest, że o nie dba.
                                    A propo pomocy- pomagać przy dzieciach to może opiekunka, dziadkowie;
                                    rodzice mają obowiązek wychowywania.


                                    Napisałem,
                                    > to nie po to, żeby wykazywać jakąś chorą martyrologię, pokazałem co
                                    > zrobiłem, żeby dzieciom rano dać 2 godziny snu.

                                    Taaa. A przy okazji sprawdzić, w czym żona wychodzi do pracy. Może
                                    kupiła sobie jaką kieckę i nie daj Boże można na niej oko zawiesić?

                                    Tylko kogo stać na
                                    > to, by dostrzec taki drobiazg, jak dzieci w tym wszystkim.

                                    Skoro Ciebie na to nie stać...


                                    > Widzicie "szopki", wspólny plan, bo jest walka i inne drugoplanowe
                                    > wypadki. Uważasz że trwa walka? Po walce jest już dawno, Sąd podjął
                                    > decyzję a gdybyś przeczytała historię na stronie do końca
                                    > znalazłabyś zdanie: "Zagadka - który wniosek znajdzie uznanie w
                                    > oczach Sędziów SA? Ja wątpliwości nie mam - przegram. Pytanie
                                    tylko,
                                    > czy ta przegrana jest przegraną moją, czy dzieci."

                                    Ależ jaka to zagadka, skoro odpowiedź znana jest od dawna?
                                    Dzieci są tu przegrane od początku. Teraz chodzi o Twoje ambicje.
                                    • alaikacper.pl Re: A po co dzieci z Sylwią? 09.09.09, 10:32
                                      > > Gdy zaczyna brakować argumentów w odniesieniu do faktów,
                                      zaczynacie
                                      > > szukać ich w sferze domysłów - może stary, może bez sił, może
                                      bez inicjatywy a może z uwiądem...
                                      > To nie są domysły, tylko na to wskazuje doświadczenie wielu z tego
                                      > forum. Warto po prostu z niego korzystać, aby nie przerabiać tego
                                      na własnej skórze.

                                      DOświadczenie oparte jest zazwyczaj na wielu powtarzających się
                                      przypadkach. Mój przypadek nie jest jednym z wielu. Mnie udało się
                                      wprowadzić system opieki naprzemiennej, który został zrujnowany po
                                      2LATACH, nie po dwóch dniach. Żona nie wyjechała do mamusi po
                                      tygodniu od mojej wyprowadzki unosząc się honorem, zauważyłaś, że
                                      stało się to 2LATA później. Zaślepienie i wiara w czyste intencje
                                      mojej żony są na tym forum zdumiewające. Wy po prostu założyliście,
                                      że jest święta i tak ma zostać.

                                      > > Próbujecie wnioskować o rzeczach, co do o których nie macie
                                      > > odpowiedniej ilości danych, by wnioskowanie było logiczne i
                                      > > prawdopodobne.
                                      >
                                      > No jasne, przecież wiadomo, że my nie dorastamy Ci do pięt w
                                      > logicznych wywodach.
                                      > Fakty mówią same za siebie i nie wymagają interpretacji.

                                      Ten wątke odnosił się od Sylwii, naszych planów, nowych dzieci itp.
                                      Nie napisałem że jesteś idiotką bo ni potrafisz logicznie myśleć.
                                      Napisałem, że nie możesz wyciągnąć wniosków nie znając faktów, o
                                      których mówisz że mówią same za siebie...

                                      > Macie zadziwiającą
                                      > > zdolność znalezienia w każdej mojej wypowiedzi jakiegoś zdania,
                                      > > które można zinterpretować dokładnie na opak.
                                      >
                                      > A może to jednak przeszkadza Ci obiektywizm w naszych
                                      wypowiedziach?

                                      Zapewniam Cię, że obiektywizm by mi nie przeszkadzał...

                                      > Skoro ktoś decydował się na dziecko, to NORMĄ jest, że o nie dba.
                                      > A propo pomocy- pomagać przy dzieciach to może opiekunka,
                                      dziadkowie;
                                      > rodzice mają obowiązek wychowywania.

                                      ??? łapiemy się za słówka? Pomagać,dbać, wychowywać w tym kontekście
                                      dla mnie znaczą to samo, no ale jak już się dowiedziałem z Waszych
                                      wypowiedzi ja jestem inny...

                                      > Ależ jaka to zagadka, skoro odpowiedź znana jest od dawna?
                                      > Dzieci są tu przegrane od początku. Teraz chodzi o Twoje ambicje.

                                      Pozostanę przy swoim zdaniu, dzieci zaczęły przegrywać w lutym
                                      2008r. a ambicje to ja mam...
                • donabate Re: Przesadzacie z tą "mamą" 08.09.09, 21:49
                  Moja córka Gosia lat 4 chciała mówić do mojej partnerki mamo, i wytłumaczyliśmy
                  jej że ona już ma mamę i będzie miała ją na zawsze. Gosia zrozumiała i była
                  Kasia. Mimo tego Gosia chciała mieć takie same nogi jak Kasia i cycuszki smile.
                  Nie chodzi o dyskryminowanie, mamy ale danie szansy wszytkim.
                • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 21:51
                  Ale to jest jedyny i główny problem, nie spotkania z ojcem, a z
                  rzeczoną SYLWIĄ ... ona jest obca... i nic nie ma do twoich
                  dzieci... i to wszystko... to tak jakby dziećmi z nagła zaczęli
                  zajmowac się sąsiedzi... tez obcy...
                  • insula.incognita Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 21:55
                    ulkar napisała:

                    > Ale to jest jedyny i główny problem, nie spotkania z ojcem, a z
                    > rzeczoną SYLWIĄ ... ona jest obca... i nic nie ma do twoich
                    > dzieci... i to wszystko... to tak jakby dziećmi z nagła zaczęli
                    > zajmowac się sąsiedzi... tez obcy...

                    Nie, to nie jest tak. Rodzina ojca, jest rodziną waszego dziecka.
                    I albo sie ludzie szanują, albo drą koty w nieskończoność udowadniając sobie
                    nawzaejm nie wiadomo co.
                    Skutek jest taki - że wszyscy są przegrani.
                    • natasza39 Bardzo madra kobieta z insuliny:) 08.09.09, 22:07
                      Dokładnie tak jak napisała.
                      Jeśli zona autora watko wywiozła dzieci i odseparowała je od ojca dlatego, że:
                      dzieci (podkreślam kilkuletnie)traktowały partnerkę ojca jak kogoś bliskiego, to
                      źle świadczy o matce.
                      Normalna, spełniona zawodowo i dojrzała emocjonalnie kobieta i matka potrafi
                      oddzielić to co dobre dla dzieci od tego co dobre dla niej.
                      Ja doskonale rozumiem nienawiść matki do kochanki męża, ale nie wolno jej karać
                      dzieci za to, ze one nie nienawidzą partnerki ojca dostatecznie głęboko.
                      Sorry, ale czy ta matka byłaby bardziej zadowolona gdyby od ojca dzieci wracały
                      zasmarkane i sponiewierane przez nowa partnerkę ojca?
                      Wtedy byłoby dobrze?
                      ---------------------------------------------------------------------
                      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                      głupcami.
                  • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 21:57
                    Powtórzę po raz kolejny, powiedz moim dzieciom, że Sylwia to obca.
                    Chętnie popatrzę na reakcję... ZGADZAM się z Tobą, że nic nie ma do
                    moich dzieci. Potrafiła im tłumaczyć, potrafiła przekonać je do
                    siebie nie siłą, ale ciepłem. Dba o nie tak samo, jak o mnie, za to
                    też ją rozstrzelasz?
                    • ulkar Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 22:11
                      Dobra, nie moja sprawa, róbta co cheta, w obronie praw kochanki,
                      dlaej drzyj koty z matka dzieci, zamiast spotykac się z dziećmi. Ech
                      los, niektórym to się trafiaja rodzice sad Nigdy nie powiedziałam, że
                      ojciec nie może spotykać się z dziećmi, czy to, że mozna bez powodu
                      i z powodu własnej zranionej godności ograniczać kontakty ojca z
                      dziećmi. Chociazby dlatego, że sama miałam cudownego ojca...
                      ciepłego, wspierającego i rozumiejącego nas chyba lepiej niż mama.A
                      w sytuacji opisywanej przez autora wątku widzę tylko ten problem o
                      którym pisałam i jedyną racjonalna motywacje działania matki. Ale
                      cóż, mozna stawiać dobre samopoczucie własne i Sylwii ponad dobro
                      dzieci nie mówiąc już o porzuconej zonie, co tam Ona się przeciez
                      nie liczy ....
                      • alaikacper.pl Re: www.alaikacper.pl 08.09.09, 22:19
                        Uściślając -
                        1. Nie ja drę koty, odbieram dzieci i oddaję w terminach ustalonych
                        przez Sąd, o ile uda mi się je odebrać. Odsyłam na stronę tam są
                        fakty, jak to żona nie utrudnia. Na marginesie, właśnie miałem
                        spędzić po wakacjach pierwszy weekend z dziećmi, miałem...
                        2. Matka nie działała racjonalnie. Gdyby działała i faktycznie były
                        to motywacje, służące obronie dzieci, przygotowałaby je na wyjazd a
                        nie po nocy, uciekała jak szczur. Gdybym miał dobre samopoczucie,
                        już dawno machnąłbym ręką i korzystał z tego co mam.
                        3. A ona? Liczyła się bardzo długo, opisałem to wcześniej, teraz?
                        Teraz jest wrogiem i proszę mnie dobrze zrozumieć, nie moim
                        wrogiem...
                      • natasza39 W złym kierunku idziesz 08.09.09, 22:20
                        ulkar napisała:

                        > Dobra, nie moja sprawa, róbta co cheta, w obronie praw kochanki,
                        > dlaej drzyj koty z matka dzieci, zamiast spotykac się z dziećmi

                        Jakoś nie odebrałam pierwszych postów jako "obronę praw kochanki".
                        Szanowne respondentki skierowały raczej watek w stronę ta właśnie.
                        Za bardzo się skupiacie, na:
                        1. Winie autora za rozbicie małżeństwa.
                        2. Poczuciu skrzywdzenia matki.
                        3. Obecności kochanki autora w życiu jego dzieci.

                        A wszyscy maja w dupie (jak zwykle zresztą) co dla dzieci byłoby najlepsze.
                        • tricolour Co dla dzieci byłoby najlepsze? 08.09.09, 22:25
                          Gdyby była rodzina w komplecie, kochająca się. No, ale nie ma.

                          Jest za to wina zony i aparatu sądowego za całość krzywdy dzieci. Autor
                          chce dobrze, a sądy i matka chcą źle. I stąd napierdalanka - dla dobra
                          dzieci.
                          • natasza39 Gdybym była sądem 08.09.09, 22:30
                            Zamknęłabym mamuśkę z tatuśkiem w jednej celi i wypuściła dopiero wtedy gdy się
                            dogadają i uzgodnią wspólne stanowisko. Dałabym im jakiegoś negocjatora, żeby
                            sobie łbów nie pourywali.

                            To nie może tak być, żeby górę brały albo "jedynie słuszne" stanowisko i sposób
                            jaki wymyślił sobie tata, albo "urażona ambicja i fobie" matki.
                            • alaikacper.pl Re: Gdybym była sądem 08.09.09, 22:47
                              > Zamknęłabym mamuśkę z tatuśkiem w jednej celi i wypuściła dopiero
                              wtedy gdy się
                              > dogadają i uzgodnią wspólne stanowisko. Dałabym im jakiegoś
                              negocjatora, żeby
                              > sobie łbów nie pourywali.

                              Byliśmy kiedyś na mediacji. Trwała dwie godziny i było ich dwoje.
                              Wielokrotnie usłyszałem od nich: "Nie wolno nam stawać po
                              którejkolwiek stronie i przyznawać racji jednej ze stron, ale proszę
                              pomyśleć, czy to co mówi mąż nie jest rozsądne"... Jak łatwo się
                              domyśleć, mediacja nic nie dała - pozostaliśmy przy swoich
                              stanowiskach. Wg mojej żony, w tej chwili jest kompromis, trudno w
                              takiej sytuacji oczekiwać, że mediacja cokolwiek by dała.
                              • tricolour No i tu jest problem... 08.09.09, 23:03
                                ... jeśli zwraczasz tylko uwagę na to, co mediator mówił o TOBIE DOBREGO
                                do Twojej żony.

                                Jeszcze raz podkreślę: sami zrobicie z dzieci kaleki emocjonalne: TY
                                ZROBISZ do spółki z żoną. Żaden sąd, RODK czy inne instytucje.
                                • alaikacper.pl Re: No i tu jest problem... 08.09.09, 23:14
                                  zwracałem uwagę i słuchałem uważnie tego co mówił. Nie skierował
                                  takich słów w drugą stronę... MAsz zdolność odnalezienia w każdym
                                  moim zdaniu podtekstu, który ma mnie zdeprecjonować. Nie przyjmujesz
                                  do wiadomości, że to co piszę może wyglądać tak, jak piszę. Ja
                                  doskonale rozumiem, że trudno w to uwierzyć...
                                  Kaleki emocjonalne... Przykład. W lipcu spędzaliśmy wakacje, był
                                  temat kota, który rósł w hodowli dla nas. Dzieci widziały zdjęcia,
                                  dopytywały i były przygotowane do spotkania z futrzakiem, zaraz po
                                  wakacjach. W ubiegły piątek miałem odebrać dzieci. One czekały na
                                  spotkanie z nami i ze zwierzakiem, o którym rozmawialiśmy przez
                                  miesiąc. Czekały i czekają nadal... Żona nie wydała dzieci,
                                  twierdząc, że ten termin, to nie mój termin. Tak samo zrobiła przed
                                  wakacjami dwukrotnie. Jak myślisz jak czuły się dzieci, które już za
                                  chilę miały się spotkać z nowym... Kto przyczynił się do kolejnej
                                  małej ranki w ich umysłach...
                                    • alaikacper.pl Re: Nie muszę niczego szukać, by deprecjonować... 08.09.09, 23:25
                                      > ... Twoja historia ma logiczny ciąg wydarzeń.
                                      >
                                      > Zaczęłą się od rozbicia rodziny. Wiesz o tym? To jest bardzo
                                      poważne
                                      > pytanie, bo na swojej stronie decyzję o rozwaleniu rodziny ująłeś
                                      jabyś
                                      > sie wysmarkał.

                                      Mam się teraz zaczerwienić? Napisałem już kilka razy wyżej, nie było
                                      woli utrzymywania związku, który nie istniał znacznie wcześniej, z
                                      obu stron. Zapamiętaj proszę...
                                      • tricolour Co mam zapamiętać? 08.09.09, 23:35
                                        Że właściwa (najlepsza emocjonalnie) kolejność, to rozwód, a potem związek?

                                        Masz logiczny ciąg wydarzeń - jakbyś się na tym forum nie wywijał, to i
                                        tak to na nic: rozwaliłeś rodzinę i od tego się zaczęło.
                                        • alaikacper.pl Re: Co mam zapamiętać? 08.09.09, 23:46
                                          > Że właściwa (najlepsza emocjonalnie) kolejność, to rozwód, a potem
                                          związek?

                                          Nie, Że woli p[rzetrwania w związku nie było z obu stron.
                                          > Masz logiczny ciąg wydarzeń - jakbyś się na tym forum nie wywijał,
                                          to i
                                          > tak to na nic: rozwaliłeś rodzinę i od tego się zaczęło.
                                          I jeszcze raz. Woli przetrwania w związku nie było z obu stron.
                                          • tricolour I z tego braku woli... 08.09.09, 23:54
                                            ... odpowiedzialny człowiek kleci pozew rozwodowy, rozwodzi się, dzieli
                                            majątek, stabilizuje życie.

                                            Potem zabiera się za nowe związku, by swojej przyszłej kobiety nie narażać
                                            choćby na epitet "zdzira", na jaki tutaj sobie - poniekąd słusznie -
                                            zapracowała.
                                          • natasza39 Taka sentencja na koniec..... 08.09.09, 23:54
                                            po tym coś teraz napisał...
                                            Chcesz zmienić świat na lepsze? Zacznij od siebie.
                                            Walnij się w pierś dla "dobra dzieci" i zacznij od siebie.
                                            Może warto te swoje godności i racje czasem odstawić na bok.
                                            Nie mówię o jakimś kalaniu się, ale uczciwym przedstawieniu sytuacji i
                                            wyjaśnieniu do końca spraw z żoną.



                                            alaikacper.pl napisał:

                                            > > Że właściwa (najlepsza emocjonalnie) kolejność, to rozwód, a potem
                                            > związek?
                                            >
                                            > Nie, Że woli p[rzetrwania w związku nie było z obu stron.
                                            > > Masz logiczny ciąg wydarzeń - jakbyś się na tym forum nie wywijał,
                                            > to i
                                            > > tak to na nic: rozwaliłeś rodzinę i od tego się zaczęło.
                                            > I jeszcze raz. Woli przetrwania w związku nie było z obu stron.
                                          • sonia_30 Re: Co mam zapamiętać? 08.09.09, 23:55
                                            No tak tak, to wiemy, ale skoro nie było woli, to należało związek
                                            zakończyć, poustalać co trzeba i dopiero wtedy zastanawiać się jak
                                            do tej rzeczywistości resztę życia dostosować
                        • magd.a Re: W złym kierunku idziesz 08.09.09, 23:14
                          Tak czytam wątek,
                          i


                          > 1. Winie autora za rozbicie małżeństwa.
                          > 2. Poczuciu skrzywdzenia matki.
                          > 3. Obecności kochanki autora w życiu jego dzieci.

                          Ależ z tego wypływa cały problem i konflikt między byłymi małżonkami więc jak
                          najbardziej powinno się skupić na tych sprawach żeby awantury (autor przyznał,
                          że nadal były awantury z exzoną i teściową) zażegnać. Więc nie było tak, że
                          wspaniale opieka naprzemienna im działała. Prawdopodobnie zbagatelizowanie
                          swojej winy (brak zadośćuczynienia), olanie poczucia skrzywdzenia porzuconej
                          przez zdradzajacego, promocja spełnionej w pełnym związku kochanki w opozycji do
                          sfrustrowanej porzuconej matki dzieci, to krople które zaważyły na decyzji.

                          > A wszyscy maja w dupie (jak zwykle zresztą) co dla dzieci byłoby najlepsze.

                          Najlepsze by było, jakby wszyscy byli piękni i bogaci i mieli kochajacych i
                          wiernych partnerów. W tym przypadku ojciec z kochanką są jeszcze w sobie
                          zakochanymi ludźmi, zapewne zadowolonymi,bo dopięli swego i trudno, żeby dzieci
                          nie lgnęły do ludzi, którzy sa szczęśliwi i skaczą koło nich, żeby pokazać jak z
                          nimi jest miło. Matkę więc powinno się wyautować bo pewnie chodzi wściekła na
                          sytuację, sfrustrowana brakiem seksu i samotnością, poniżona porzuceniem i
                          zdradą męża; po co dzieciom taka matka, jeszcze zły wzór życia im pokaże.
                          Dzieci małe więc szybko się do nowej mamy przyzwyczają, tym bardziej, ze to
                          teraz tato pokazuje się im szczęśliwy z nową panią więc uwierzą, że tak jest
                          najlepiej bo nie chcą ojca tracić..... To bez trudu można forsować jako
                          "najlepsze" dla dzieci. Ojciec
                          wytyka powyżej, że matka uciekła bo dzieci były szczęśliwe wracając od niego i
                          opowiadały o kochance. Skąd ta pewność że tak to wyglądało? Czy zamontował
                          kamerę w mieszkaniu , która podgladała byłą zonę? Albo przepytywał dzieci
                          wyciągając od nich szczegółowe informacje o byłej żonie? Bo inaczej się tego
                          nie da wytłumaczyć.

                          Któraś z wypowiadających się osób napisała powyżej o zamiennej opiece nad synem,
                          jak to u niej zadziałało. I świetny pomysł, przy jednym dziecku i to synu,
                          któremu wzór ojca się przyda. Mieszkanie w różnych miastach temu nie przeszkadza
                          by się dogadać.
                          Gdy syn jest mały to wychowuje go matka, kilkunastolatek przechodzi pod egidę
                          ojca razem ze zmianą stopnia szkoły, jesli jest taka wola i zgoda wszystkich.
                          Ale przy większej ilości dzieci, różnym ich wieku i różnej płci zaczynają się
                          schody. Do tego teraz takie czasy, że rzadko kto mieszka całe życie pod jednym
                          adresem, a zmiana mieszkania na inne miasto, kraj lub chociaż dzielnicę po
                          rozwodzie przez jednego z ex to zaczyna być standard. Bo kto do kogo ma się
                          dostosowywać, jeśli każdy ma już swoje życie idące w innym kierunku niż zycie
                          exa? Jestem za jednym domem dla dziecka w dłuższym czasie, a nie bujanie się pół
                          miesiąca tu, pół tam, plus rywalizacja między rodzicami.

                          • natasza39 W takim razie 08.09.09, 23:21
                            magd.a napisała:
                            Jestem za jednym domem dla dziecka w dłuższym czasie, a nie bujanie się pó
                            > ł
                            > miesiąca tu, pół tam, plus rywalizacja między rodzicami.
                            >


                            W takim razie może ojciec powinien wystąpić o wyłaczną opiekę nad dziećmi?
                            Wiadomo, ze w Polsce jest to niemożliwe.
                            A zatem opieka naprzemienna, albo tak jak do tej pory....
                            ---------------------------------------------------------------------
                            Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                            głupcami.
                            • magd.a Re: W takim razie 08.09.09, 23:32
                              A może skonfliktowanym rodzicom obojgu odebrać prawa do dzieci póki nie
                              wypracują jasnych i akceptowalnych dla obojga zasad. Bo każda osoba jest pewna,
                              że to ona wie co jest dla dzieci najlepsze i forsuje swoją wizję. A była taka
                              przypowieść o Salomonie; przy kłótni o dziecko rozkazał by je rozcięto na pół,
                              po połowie dla każdej, która twierdziła że to jej.... ta prawdziwa wolała oddać
                              swoje dziecko innej niż skazać na uśmiercenie.

                                • natasza39 Nie jestem za wpieprzaniem sie państwa 08.09.09, 23:40
                                  w rodzinę, ale...
                                  jeśli rodzice nie mogą się dogadać co do opieki nad dziećmi, dzieci są na tyle
                                  małe, ze nie mogą decydować o sobie, to do rodziny zastępczej, może wtedy
                                  opamiętałaby się i matka i ojciec


                                  ---------------------------------------------------------------------
                                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                                  głupcami.
                                • magd.a Re: Ta przypowieśc o Salomonie 08.09.09, 23:50
                                  Poważnie? smile Ja jednak myślę, że raczej przypowieści Salomona, są tak
                                  skonstruowane, żeby każdy do swojej sprawy mógł je podpiąć :p) (To tak jak
                                  horoskopy?hmm) Znam fajnych ojców; oraz ojcow tak dennych(a w ich własnym
                                  przekonaniu troszczących się oczywiście o dobro dzieci,siłą i bronią), że nawet
                                  w żadnej z przypowieści o takich nie doczytałam, by stosownie zacytowac co myślę
                                  wink.