y.agni.k
29.04.11, 21:31
Osiedlowy market, godz. dwudziesta z hakiem
Wchodzę do sklepu ja i trzech jak mniemam Wietnamczyków, mówią łamaną polszczyzną "dzień dobry" witając się z ekspedientkami i lekko zginając ciała w ukłonie, jeden z nich trzyma w ręku gazetę.
5 min później....
Stoimy razem w kolejce do kasy, ja za nimi, nagle _ktoś_ odzywa się "na cały sklep" to pani z kasy "na alkoholach".
- Baśka a tą gazetę co ONI trzymają to ty kasowałaś czy nie?
- Nie.
- A ty czasem nie widziałaś czy ONI ją wnieśli ze sobą?
- Nie, nic nie widziałam.
i teraz Baśka do Wietnamczyka dzierżącego w ręce gazetę który widzę że
rozumie sytuację i maluje się na jego twarzy coraz to większe zmieszanie
- Ej ty a gazeta to co? Dawaj do skasowania!
Wietnamczyk położył gazetę na taśmie przy kasie i ja wtedy nie wytrzymałam nerwowo
co objawiło się zje.baniem Baśki, łącznie z wytknięciem jej że owi Wietnamczycy wszystko rozumieją, że ona (czyli Baśka) traktuje ich jak psów tylko dlatego że inaczej wyglądają... a skończywszy na tym że ma ich natychmiast przeprosić i że żądam aby kierowniczka sklepu pojawiła się tu w trybie natychmiastowym a jeśli jej nie ma to żądam telefonu do niej.
Stolica Polski, market to sieć ogólnopolska a ja się wciąż wstydzę.