rossdarty
26.06.11, 16:15
...a w rzeczywistości to uciekam od podjęcia decyzji...
Dopiąłem swego.
Dwie, jak najbardziej konkretne oferty...
Jedna w Wiedniu, druga w Stuttgardzie.
Wiedeń blisko, kusi możliwością przyjazdów do Polski przynajmniej raz na miesiąc, w Stuttgardzie (chyba???) lepsza oferta.
W lipcu mijają dwa lata jak wróciłem do Polski.
Ponad rok czasu wbijałem się w realia polskie, od kilku miesięcy udało mi się osiągnąć jaki taki poziom stabilizacji...
Decyzję muszę podjąć już jutro.
Gdybym zdecydował się na wyjazd, pozostał mi tydzień.
W przyszłą niedzielę powinienem być w Stuttgardzie, zakwaterować się, by od poniedziałku wystartować z robotą...
I...
Uszło ze mnie powietrze. Tak naprawdę to już nie mam ochoty nigdzie jechać. Czasu na eksperymenty też już nie mam, cokolwiek teraz postanowię - muszę się tego trzymać do końca...
Mojej aktywności zawodowej, oczywiście:D:)
Co mam zrobić? Jak zadecydować?
Przyznam, że pierwszy raz stanąłem przed takim dylematem...
Wróciłem do Polski mimo "ustawienia się" w Irlandii. Porzuciłem i przekreśliłem wszystko.
Realia w Polsce zaskoczyły mnie jednak, mimo że, (jak mi się wydawało), zdawałem sobie z tego sprawę.
Kilka dni, kiedy miałem dosyć tej pier...nej Polski obecnie zaowocowały...
Oferty zaczęły się sypać. Bez przesady..:D Do wyboru mam dwie, z ofert we Francji zrezygnowałem...
Że tę, że mę, że wu... Tej język mnie wqrwia...
Ale tak naprawdę to nie chce mi sie już ruszać doopy ze skromnego, ale własnego domu...
Mój obecny pryncypał, odkąd przedstawiłem mu, że noszę się z zamiarem wyjazdu, smaruje mi doope miodem, widać że zależy mu abym nadal robił to, co robię, jednak finanse!!! Rozumiem, ze nie zapłaci mi tyle, ile uzyskam za granicą...
Choć i tam przecież nie wszystko pójdzie na moje konta, bo żyć i utrzymać się jednak trzeba...
A i to, że znów od nowa...
Nie oczekuję konkretnej porady. W ostateczności i tak sam zadecyduję.
Ale ciekaw jestem Waszego zdania.
Nie mogę pisać zbyt wiele o szczegółach, ale myśle że główny problem nakreśliłem.
Niech zacznie się burza mojego mózgu...