rata.sofisticada
07.07.11, 05:48
"Newsweek" opublikowal niezmiernie ciekawy artykul. Otoz mozliwe, ze juz wkrotce nawiazemy dialog miedzygatunkowy. "Naukowcy intensywnie pracuja nad stworzeniem slownika zwierzecej mowy oraz urzadzenia tlumaczacych ich jezyk na ludzki". Na przyklad dr Denise Herzing postanowila odkodowac jezyk delfinow. "Za pomoca systemu komputerowego chce stworzyc tlumacza ich mowy na ludzka i odwrotnie. Prace juz sie zaczely". W innym miejscu czytamy: "Z badan Louisa M. Hermana z University of Hawaii wynika bowiem, ze morskie ssaki posluguja sie tez prymitywna gramatyka. Jego zdaniem walnie sa w stanie budowac proste zdanie, np. "ja jem rybe" czy "widze stado ryb". Natomiast dr Maciej Trojan komentuje: "Dzieki badaniom mowy kaszalotow wiemy, ze podobnie jak ludzie tworza dialekty. Ze sposobu, w jaki odzywa sie wieloryb, mozna okreslic, z jakiego stada pochodzi".
Kilka uwag. Uwazam, ze nadchodza przelomowe czasy. Nauka ostatecznie zrzuci z piedestalu antropocentryzm, idee nie mniej barbarzynska niz niewolnictwo i kolonializm. Zapewne nastapia tez duze zmiany spoleczne. Za jakis czas wszystkie zwierzece jezyki beda przetlumaczone. Mozliwe, ze jesli kura bedzie gdakala: "Nie zabijaj mnie, chce zyc!", to zostanie wprowadzone nowe prawo, ktore bedzie karalo za morderstwo drobiu. Lewica slusznie przypomina, ze probierzem tolerancji spoleczenstwa jest stosunek jego czlonkow do mniejszosci. Z tym ze lewica powinna uczynic krok dalej i postulowac, ze probierzem cywilizacji i humanitaryzmu jest stosunek ludzi do zwierzat. Jako gatunek przetrwalismy nie tyle dzieki naszej inteligencji, co szczesciu podczas ewolucyjnej loterii. Dlatego w pokorze powinnismy sie troszczyc o najwiekszy kapital naszej planety - o wszystkich jej mieszkancow, bez sztucznych podzialow na ludzi i zwierzeta. Miejmy nadzieje, ze dialog miedzygatunkowy zmieni nasze nawyki kulinarne, ze uczyni nas bardziej odpowiedzialnymi i rozumnymi wspolgospodarzami naszej planety.
Komunikacja ze zwierzetami przyniesie nam mnostwo mozliwosci. Jesli komus nie idzie nauka tradycyjnych jezykow obcych, a chcialby blyszczec, to zamiast angielskiego moglby sie uczyc np. j. baraniego. Tatrzanskie wedrowki bylby czyms w rodzaju kursu lingwistycznego. Korepetytorzy napotkani na szlaku mogliby urozmaicic mozolna wspinaczke ciekawa dyskusja, podczas ktorej student moglby pocwiczyc obce dzwieki i wyrazic swoje przemyslenia w jezyku innym niz polski, ktory czasami ogranicza niektore swiatle umysly.