fueradesi
31.08.13, 14:29
Usłyszałam od pewnej niezbyt rozgarniętej intelektualnie i mocno zaściankowej osoby, że jestem "pusta" i moje życie jest "puste", bo ośmieliłam się nie wierzyć w ich w Trójcy Jedynego Boga, jedynego prawdziwego, czyli oczywiście katolickiego.
Dyskusji nie podjęłam, bo -choć nieraz zniżam się do poziomu ograniczenia rozmówcy by nieco rozszerzyć mu horyzonty- tym razem akurat rozmówca poraził mnie potęgą swojej ignorancji i prostactwa. Usłyszałam "argumenty" na które nie wpadłabym nawet próbując napisać scenariusz kabaretu... oniemiałam, serio. Usłyszałam, że to te internety mnie zepsuły, bo dawniej wierzyłam w Pambuka jak należy (jak bóg przykazał :D), i do dziś byłabym szczęśliwa i śpiewała w chórze kościelnym gdyby nie to, że mam internet i "poprzewracali mi w głowie".
Rozmówca to straszny ksenofob, mizogin, homofob, kato-hipokryta ("w młodości się nachodziłem do kościoła" + zdradzanie żony z dziwką + nieznajomość biblii ani historii kościoła + mocne przekonanie, że mamy bronić "swojej" wiary, bo Polska katolicyzmem stoi).
Smutna wiadomość: to nie jest żart.
No jak żyć? :(
To nie to, że nie lubię katolików. Lubię! Lubię katolików, lubię prawosławnych, protestantów, adwentystów dnia siódmego, świadków Jehowy, lubię hinduistów, buddystów... wszystkich, ponieważ oceniam ich indywidualnie! Widzę człowieka, nie cały ciężar jego wiary. Lubię też ateistów i agnostyków. Lubię tolerancję i otwarte umysły!!! Jestem tolerancyjna i WYMAGAM tolerancji.
Czy takich jednostek jak ten mój rozmówca jest więcej? To koszmar, że istnieją tak zakute umysły...