snajper55
12.06.15, 21:48
"Tak, ale trzeba się zakładać; to nie jest rzecz dobrowolna, zmuszony jesteś. Cóż wybierzesz? Zastanów się. Skoro trzeba wybierać, zobaczmy, w czym mniej ryzykujesz. Masz dwie rzeczy do stracenia: prawdę i dobro; i dwie do stawienia na kartę: swój rozum i swoją wolę, swoją wiedzę i swoją szczęśliwość, twoja zaś natura ma dwie rzeczy, przed którymi umyka: błąd i niedolę. Skoro trzeba koniecznie wybierać, jeden wybór nie jest z większym uszczerbkiem dla twego rozumu niż drugi. To punkt osądzony. A twoje szczęście? Zważmy zysk i stratę, zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że "jest", bez wahania."
Mam z tym znanym rozumowaniem dwa problemy.
Pierwszy.
Czy można zdecydować się, że będziemy wierzyć? Czy gdy w wyniku racjonalnego rozumowania dojdziemy wniosku, że wiara jest opłacalna, możemy pstryknąć palcami i stać się wierzącym? Czy jest to taka sama decyzja jak decyzja o tym, czy wychodząc na dwór bierzemy parasol czy też zostawiamy go w domu?
Drugi.
Zakładając, że mogę z sekundy na sekundę stać się wierzącym w boga pojawia się pytanie - w którego? Wszak jest ich tysiące i sama wiara w byt nadprzyrodzony nie wystarczy do zbawienia. Trzeba jeszcze żyć zgodnie z regułami wymaganymi przez Najwyższego. Którego Najwyższego?
Nie mamy, jak twierdzi Pascal alternatywy - wierzyć czy nie wierzyć. Mamy "wybór" między niewiarą a wiarą w jednego z tysięcy bogów.
S.