ijaw
15.11.04, 14:10
Oto artykuł w portalu, podaję w całości. Wyrzucenie działaczy politycznych
jest równoznaczne z represjami, dlugoletnim więzieniem bądź nawet wyrokiem
śmierci. Co wy na to?
"Wyrzucamy Wietnamczyków
Zobacz powiększenie
Od lewej: Nguyen Van Khan, Nguyen Than Bihn, Nguyen Lam, Ngo Thi Lan, Throung
Thi Linh
Fot. Igor Morye / AG
Jakub Chełmiński. Maria Kruczkowska 14-11-2004, ostatnia aktualizacja
14-11-2004 21:55
Polska kontra uchodźcy polityczni. Sześcioro wietnamskich opozycjonistów może
zostać wydalonych przez Polskę do ojczyzny. Urząd ds. Repatriacji i
Cudzoziemców nie uznał ich prawa do statusu uchodźcy. W Wietnamie grozi im
więzienie
- Żadna z tych osób nie przekonała nas, że po powrocie do ojczyzny grozi im
niebezpieczeństwo - mówi Paweł Dąbrowski, naczelnik wydziału postępowań
uchodźczych i azylowych urzędu. Jego szef Jan Węgrzyn, dyrektor generalny
urzędu, odmawia szczegółów i zasłania się "tajemnicą postępowania".
Tymczasem Nguyen Lam, Ngo Thi Lan, Dang Quang Dung, Throung Thi Linh, Nguyen
Van Khanh i Nguyen Thanh Binh uciekli z Wietnamu przed prześladowaniami. Nie
ma wątpliwości, co ich tam czeka, bo są członkami emigracyjnej organizacji
Stowarzyszenie na rzecz Pluralizmu i Demokracji, która głosi walkę bez
przemocy i szykuje demokratyzację Wietnamu.
W samym Wietnamie w dwóch ostatnich latach miało miejsce kilka procesów
członków i sympatyków stowarzyszenia. Zapadły wyroki od dwóch do 13 lat
więzienia. Za co? Jeden z nich rozesłał e-mailem esej o demokracji ze strony
internetowej ambasady amerykańskiej w Hanoi.
Polscy urzędnicy potraktowali Wietnamczyków jak oszustów, którzy chcą
"wyłudzić" status uchodźcy. Wywiady prowadzono w formie przesłuchań. -
Wietnamczycy po polsku nie mówią. Mylą się, nie rozumieją pytań, tłumacz ma
nad nimi pełną władzę - mówi adwokat Barbara Leszczak, która ich reprezentuje.
O tłumaczu warszawskie środowisko wietnamskie mówi, że jest na usługach
ambasady Wietnamu.
- Łapią za słówka, wszelkie zapomniane fakty wykorzystują przeciwko nam -
skarży się Nguyen Lam. Kiedy opowiadał o prześladowaniach ze strony policji,
pomylił datę, raz podał, że było to w 1983 r., raz że w 1985 r. Konkluzja
urzędnika: jest niewiarygodny.
- Dałem wywiad do Radia Wolna Azja - mówi uchodźca i dostarcza taśmę. Urzędnik
pyta tłumacza, o co w nim chodziło, i orzeka, że wywiad "nie miał charakteru
antyrządowego". W Wietnamie sam kontakt z wrogą radiostacją wystarczy, by
pójść siedzieć.
Opozycjoniści przyjeżdżali do Polski od lata do jesieni zeszłego roku.
Najczęściej przez Moskwę, potem przez zieloną granicę dostawali się do Polski.
U nas żyją z pomocy swoich rodaków, dorabiają na Stadionie Dziesięciolecia.
Zdążyli też dodatkowo narazić się władzom Wietnamu. Brali udział w pikietach o
uwolnienie więźniów politycznych, pod koniec lipca zorganizowali w Warszawie
europejski zjazd Stowarzyszenia na rzecz Demokracji grupującego wietnamskich
uchodźców politycznych.
Pięcioro odwołało się od decyzji urzędu do Rady ds. Uchodźców. Szóstej Throung
Thi Linh pozostało już tylko odwołanie do wojewódzkiego sądu
administracyjnego, bo Rada podtrzymała w jej przypadku odmowną decyzję URiC.
Formalnie powinna opuścić Polskę w ciągu 14 dni.
Historia Nguyen Lama
- Gdy raz się narazisz, już ci nie odpuszczą. Dostajesz swoich opiekunów,
którzy chodzą za tobą krok w krok - opowiada 45-letni Nguyen Lam. Lam po raz
pierwszy trafił za kraty jeszcze w latach 70., gdy odmówił w wojsku wykonania
rozkazu strzelania do chińskiej mniejszości etnicznej. Potem miał jeszcze
kłopoty za napisanie tekstów piętnujących korupcję do pisma
społeczno-kulturalnego. Jak twierdzi, podczas przesłuchań wielokrotnie był
bity i regularnie zastraszany. - Chcieli za wszelką cenę, żebym podał im
nazwiska innych "wrogów reżimu" - opowiada. Ostatecznie dostał tzw. areszt
domowy, który oznaczał, że codziennie rano musiał meldować się na komisariacie
policji. - Zabroniono zatrudniania mnie. Byłem bez pracy w moim mieście, a do
innego wyjechać nie mogłem, bo musiałem codziennie być na komisariacie -
opowiada. - Nie mam już szans na ułożenie sobie tam życia - dodaje.
Co czeka Lama, jeśli polskie władze go deportują, łatwo sobie wyobrazić.
Jak jest w Wietnamie
O Wietnamie jest na świecie cicho, tymczasem to jedna z najcięższych dyktatur
świata. W obozach i więzieniach siedzą dysydenci, chrześcijanie, buddyści,
przedstawiciele mniejszości etnicznych. "Pod względem poszanowania praw
człowieka Wietnam, który budził zgrozę, obecnie sięga dna" - stwierdza Human
Rights Watch w raporcie z 2003 r. Kara śmierci jest orzekana z 49 artykułów.
Co roku wykonywane są dziesiątki wyroków.
Polska a uchodźcy
Urząd ds. Repatriacji i Cudzoziemców jest zobowiązany respektować konwencję
genewską o uchodźcach z 1951 r. Nie wolno wydalać nikogo, kto "na skutek
uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu przynależności do określonej
grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami
państwa, którego jest obywatelem". Interpretuje ją jednak po swojemu. - Polska
przyjmie uchodźcę, tylko jeśli istnieją "poważne podstawy", że z chwilą
powrotu do kraju znajdzie się w sytuacji rzeczywistego ryzyka - brzmi
uzasadnienie odmów.
Komentarz
Apeluję do Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców o przestrzeganie konwencji o
uchodźcach i o co najmniej zwykłe poczucie przyzwoitości. Sześciu
Wietnamczyków więcej Polski nie zrujnuje, sześciu odesłanych uchodźców w
wietnamskim więzieniu ją hańbi."
link do artykułu:
serwisy