ijaw
23.03.05, 10:16
Ojciec ma prawo do pobytu w Polsce, córka nie.. Więc dziewczynę deportują do
kraju, w którym nikogo nie ma.
Kto winien? Urzędnicy? Złe przepisy prawne? Jako człowiek pytam, jak można
wyrzucić z kraju 15-letnią dziewczynkę, odłączając ją od rodziny?
"Dramat ormiańskiej rodziny
Jakub Chełmiński 23-03-2005
Polscy urzędnicy chcą wyrzucić z kraju 15-letnią Anię Bocholian, choć
pozwalają zostać w Warszawie jej ojcu. - Nie możemy kierować się przesłankami
humanitarnymi - tłumaczą
Ania płynnie mówi po polsku. Uczy się w Gimnazjum nr 54 przy ul. Elbląskiej.
Jednak już w miniony poniedziałek, zamiast iść na lekcje, powinna wyjeżdżać z
Polski - tak zdecydowali urzędnicy podlegającego wojewodzie wydziału spraw
obywatelskich. Ania: - Nie pamiętam Armenii. Nie umiem czytać po ormiańsku,
słabo mówię w tym języku. Teraz tu jest mój kraj i nie rozumiem, dlaczego mam
wyjeżdżać.
Ojciec zostaje, córka jedzie
Ania i jej ojciec Suren Bocholian mieszkają w Polsce od 1995 r. Wyemigrowali z
Armenii ze względów ekonomicznych i przez lata przebywali u nas nielegalnie.
Dziewczynka w Warszawie skończyła przedszkole i podstawówkę. Mieszka tylko z
ojcem, bo rodzice są rozwiedzeni.
Suren Bocholian dostał pozwolenie na pobyt dwa lata temu. Gdy w zeszłym roku
wystąpił o jego przedłużenie, chciał też zalegalizować pobyt córki. Urzędnicy
z wydziału spraw obywatelskich kazali donieść dokumenty, ale odmówili wydania
Ani pozwolenia na pobyt i kazali jej opuścić kraj w ciągu siedmiu dni.
Surenowi pozwolili zostać. - Czyli niepełnoletnia córka ma sama wracać do
Armenii, choć nikogo tam nie zna - podsumowuje Suren.
U uzasadnieniu decyzji urzędnicy piszą: Bocholianowie nie dostarczyli
wszystkich dokumentów oraz ubiegali się o legalizację pobytu Ani na podstawie
abolicji, która obowiązywała tylko w drugiej połowie 2003 r. Podpisała się pod
nią Mirosława Hellich, wicedyrektor wydziału spraw obywatelskich.
- Jak można odsyłać dziewczynkę, która większość życia spędziła w Polsce? Do
tego samą? - pytam.
- Urzędnik nie może kierować się przesłankami humanitarnymi. Musi stosować się
do przepisów - odpowiada.
Dyrektor wydziału Małgorzata Piotrak też ucina rozmowę: - Prawo daje nam
możliwość wydania takiej decyzji.
Być może urzędnicy liczą na to, że Ania wyjedzie z matką, która jest w Polsce
nielegalnie.
Bezmyślny wojewoda?
Urzędnicy nie próbowali dowiedzieć się czegokolwiek o życiu Ani w Polsce. Nie
spytali choćby o opinię szkoły. A Jolanta Lipszyc, dyrektorka gimnazjum przy
Elbląskiej, ma o Ani jak najlepsze zdanie. - Jest bardzo kontaktowa i
wyjątkowo lubiana przez kolegów. Zawsze chętna do pomocy, udziela się
społecznie. Byliśmy przekonani, że dostanie prawo pobytu - mówi.
Decyzją urzędników też jest zdziwiona Magdalena Kmak z Helsińskiej Fundacji
Praw Człowieka. - W tej sytuacji najważniejsze jest prawo do życia rodzinnego
ujęte w konwencji praw człowieka - zauważa. - To, że ojciec opiekuje się
córką, a ona nie zna ormiańskiego, to też istotne argumenty.
Suren Bocholian zarzeka się, że nie pozwoli na wyjazd Ani z Polski. Pomagająca
cudzoziemcom fundacja Odys, która reprezentuje Bocholianów w sprawach
urzędowych, chce się odwołać do prezesa Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców.
Jakie mają szanse? - Wojewoda nie jest istotą bezmyślną i pewnie miał
przesłanki do wydania takiej decyzji - stwierdza Jan Węgrzyn, dyrektor URiC.
Czy pomoże rodzinie Bocholianów? - Kiedy dostaniemy odwołanie, zobaczę, co się
da zrobić - obiecuje."
źródło: gazeta.pl