Dodaj do ulubionych

HIV i dyskryminacja..

14.04.05, 10:47
no właśnie.. żyję w związku +/- czyli jedno z nas jest seropozytywne.. (czyli
mówiąc po krótce ma HIV.. wiecie ile to rodzi nietolerancji - od lekarzy
począwszy po ukrywanie tego faktu (przez nas oboje zresztą) w pracy.. BA
kiedyś mojego dziecka nie przyjęli przez to do lekarza (dziecko zdrowe jak
rybka ale na szczepienia chodzić trzeba ) bo jeszcze zarazi.. no absurd
przcież.. W jakim kraju żyjemy!!
Obserwuj wątek
    • ijaw Re: HIV i dyskryminacja.. 14.04.05, 14:51
      Mammutko, tematem zajmiemy się okazjonalnie. W dużej mierze zależy od
      zainteresowania uczestników. Czy zechcą o tym rozmawiać?
      Sprawy są niezwykle trudne.
      Współczuję Ci i podziwiam. Nie umiem powiedzieć jak zachowałabym się w podobnej
      sytuacji.
      Oglądałam dokumentalny film, o kobiecie, która związała się z facetem z HIV.
      Podziwiałam ją. Nie stać by mnie było na taki heroizm, choć ogólnie jestem
      bardzo odważna.
      HIV, przekleństwo naszych czasów. Problem istnieje i rozwija się także poza
      środowiskami podwyższonego ryzyka tj, homoseksualistów i narkomanów. Wystarczy
      spojrzeć na biedną Afrykę, w której nosicielestwo HIV i umieralność na AIDS
      jest najwyższą na świecie.
      Plaga. Co zrobić? Coraz skuteczniejsze leki, coraz wyższa świadomość
      społeczeństw. Można nie związać się z nosicielem HIV, ale żyć obok niego trzeba.
      Wykluczać ze społeczeństwa nie można. Wydaje mi się, że o wiele lepiej
      zaakceptować nosiciela HIV, i kontaktować się z nim jak z każdym, niż skazywać
      go na konspirację.
      pozdrawiam
      • mammutka Re: HIV i dyskryminacja.. 14.04.05, 16:11
        wiesz dlaczego w Afryce jest tylu zajkażonych?? bo nie ma pieniędzy na testy a
        HIV diagnozuje się po objawach - znaleziono 4 podstawowe objawy .. ;-)
        zacofanie..
        A nie uważam się za heroinę. Po prostu pokochałam mojego faceta.. aże ma jakiś
        znaczek matematyczny?? cóż..
        TAk temat trudny i przykro mi, że i na forum o dyskryminacji słyszę że zajmiemy
        się nim okazjonalnie.. JA nie chcę okazjonalności.. Chće mówić wszystkim że
        można normalnie, że to nic strasznego.. że demonizuje się HIV. Że to wszystko
        przez media i niedoinformowanie, że ktos kiedyś wymyślił nazwę dzuma XX wieku..
        a w Polsce jest tylko 9 tys. zakażonych.. tylko !!!tylko tyle osób
        zdiagnozowano?? bzdura to naprqawdę nic stasznego..
        • ijaw Re: HIV i dyskryminacja.. 14.04.05, 16:46
          Przede wszystkim nieporozumienie. Okazjonalność wynika z tematyki forum.
          Przeczytaj uważnie w czołówce forum wyraźnie uwględniliśmy problemy, ktorymi na
          forum chcemy się zajmować. O zjawiskach dyskryminacyjnych rozmawiamy w
          odniesieniu do ludzi innej nacji, karnacji, grupy etnicznej, kulturowej,
          światopoglądowej. Na przykład, świadomie nie uwzględniłam w tematyce problemu
          homoseksualistów, bo nie znajduję w sobie chęci, sił, czy motywacji by o tym
          problemie rozmawiać. To samo dotyczy chorób.
          Więc możemy rozmawiać, o HIV i problemach z tym związanych, ale całej uwagi
          forum nie poświęcę temu problemowi, i musisz mnie zrozumieć. To byłoby w jakimś
          sensie sprzeniewierzeniem się własnym zamysłom, a także moim przyjaciołom.
          Nie nazwałam Cię narkomanką, przecież powiedziałam, że Cię podziwiam.
          Rozumiem Twój ból, rozumiem Ciebie. Ja także niie czuję się kompetentna do
          rozmów na tematy sensu medycznego. W wymiarze klęski, tragedii, owszem, tak to
          pojmuję.
          pozdrawiam
          • ijaw errata 14.04.05, 17:17
            "A nie uważam się za heroinę."

            Przepraszam, tak łatwo pomylić słowa. W poście bez zastanowienia przypisałam
            heroinę narkomanii.
            Ty nie czujesz sie bohaterką, ale ja mówiłam o sobie, że choć jestem odważna, to
            nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle odwagi, by zachować się podobnie.
        • andrzejg Re: HIV i dyskryminacja.. 14.04.05, 18:37
          Tolerancja się kończy ,gdy istnieje zagrożenie własnego zdrowia ,czy życia.
          Dla Ciebie granice kontaktu są przesunięte dalej z powodu miłości do faceta,
          ale chyba nie wymagasz tej miłości od innych?Sama świadomość o chorobie
          nieuleczalnej jest wystarczającym straszakiem przed kontaktami z ta osobą
          i...jej otoczeniem,które niewątpliwie jest w większym stopniu zagrozone
          zakażeniem.

          A może jednak mniejszym?

          Wiedza o chorobie i umiejetność omijania źródeł zakażenia robi swoje.
          Jednak inni ludzie nie maja tej wiedzy co Ty i można powiedzieć,że
          'dmuchają na zimne'.

          Prawdopodobnie też 'dmuchałbym na zimne' w sytuacji świadomości o chorobie
          jakiegos człowieka.No,chyba że byłby to cżłonek mojej najbliższej rodziny,
          to wtedy więź rodzinna najprawdopodobniej wzniosłaby mnie na wyżyny tolerancji.

          A,
          • snajper55 Re: HIV i dyskryminacja.. 14.04.05, 20:38
            andrzejg napisał:

            > Tolerancja się kończy ,gdy istnieje zagrożenie własnego zdrowia ,czy życia.

            No nie, Andrzeju. To teza bardzo skrajna i chyba fałszywa. Toż każdy lekarz czy
            byle pielęgniarka wielokrotnie naraża swoje zdrowie a czasem i życie stykając
            się z dziesiątkami chorych zakaźnie. Tu w ogóle trudno mówić o tolerancji. To
            raczej nie jest brak tolerancji, a strach, brak wiedzy, zabobon, wstręt.

            > Dla Ciebie granice kontaktu są przesunięte dalej z powodu miłości do faceta,
            > ale chyba nie wymagasz tej miłości od innych?Sama świadomość o chorobie
            > nieuleczalnej jest wystarczającym straszakiem przed kontaktami z ta osobą
            > i...jej otoczeniem,które niewątpliwie jest w większym stopniu zagrozone
            > zakażeniem.
            >
            > A może jednak mniejszym?
            >
            > Wiedza o chorobie i umiejetność omijania źródeł zakażenia robi swoje.
            > Jednak inni ludzie nie maja tej wiedzy co Ty i można powiedzieć,że
            > 'dmuchają na zimne'.

            Kiedyś nie mieli wiedzy, że czarownic nie ma i też dmuchali na zimne. To znaczy
            jakby wprost przeciwnie. ;)

            S.
            • mammutka Re: HIV i dyskryminacja.. 15.04.05, 10:09
              no i włączył się stereotym.. że jak HIv to narkotyki.. A tu kuku.. mam dwa
              faktultety władam biegle trzema językami obcymi.. Mój mąż ma również ma wyższe
              wykształcenie.. A HIV to jakby dodatek.. mało istotny..
              A właśnie niestety.. ciągle padają pytania albo o nakotyki albo .. wiadomo jak
              HIV to na pewno jakaś patologia..
              O jak bardzo ludzie sie mylą..
              • ijaw Re: HIV i dyskryminacja.. 15.04.05, 10:58
                Mammutko, masz rację, HIV jest problemem społecznym, i równie dotknąć może
                każdego, niekoniecznie narkomana. Jednak w grupie podwyższonego ryzyka,
                narkomanów i homoseksualistów występuje o wiele, wiele częściej. Stąd i stereotyp.
                Ale oglądałam kiedyś reportaż o rodzinie zarażonej HIV najprawdopodobniej za
                pośrednictwem służby zdrowia, w Polsce, a jeśli nawet nie, to odpowiedzialni
                pracownicy za poinformowanie pacjenta o odkryciu u niego HIV okazali wyjątkową
                lekkomyślność, wskutek ktorej zarażony przenosił wirus dalej, na żonę.
                Rodzina straciła pracę, możliwości normalnego funkcjonowania w środowisku,
                musieli wyjechać.
                Jest dużo do zrobienia w tej sprawie.
                W USA nie ma takiej histerii. Lęk przed HIV został "ucywilizowany". Musimy dorosnąć.
                • mammutka Re: HIV i dyskryminacja.. 15.04.05, 11:14
                  o właśnie.. na reszcie mamy jakieś wspólne zdanie.. tak musimy dorosnąć.. I
                  zapomnieć że to "problem społeczny"... W polsce jest tylkok 9 tys.
                  zdiagnozowanych przypadków od 83 roku!!! tylko - naprawdę nie jest łatwo się
                  tym zakazić..
                  A media rozdmuchują sprawę .. robiąc dżumę i problem.. może lepiej warto by
                  zrobić dźumę np. z HCV czy innych żółtaczek którą dużo łatwiej się zakazić i
                  również nie ma lekarstwa. W dzisiejszych czasach ludzie seropozytywni borąc
                  leki ( a często i bez leków) normalnie funkcjonują, nie zapadają na zadne
                  choróbska.. CZy uwieżycie, że mój mąż jest dużo zdrowszy odemnie - to ja
                  choruję na rózne zapalenia oskrzeli - on od dwóch lat u lekarza tylko przy
                  okazji badań okresowych bywa..
                  • ijaw Re: HIV i dyskryminacja.. 15.04.05, 15:58
                    Nie każdy przypadek jest zdiagnozowany. Nie każdy nosiciel musi zachorować na
                    AIDS. Nie każdy musi się zarazić mimo kontaktowania się z nosicielem, czy co
                    więcej chorym na AIDS. Kilkanaście miesięcy temu czytałam o pracach
                    amerykańskich naukowców. Badaniami swymi objęli grupę prostytutek z Ameryki Płd,
                    gdzie prostytucja osiąga monstrualne rozmiary. Efektem były szokujące wyniki,
                    burzące dotychczasowe ustalenia. Otóż, okazało się, że kilka prostytutek nie
                    zostało zarażonymi wirusem HIV, mimo niezbitych dowodów na wielokrotne kontakty
                    z mężczyznami nosicielami, a także chorymi na AIDS. W związku z tym stwierdzono,
                    że w układzie odpornościowym niektórych ludzi występują jakieś przeciwciała
                    uniemożliwiające rozprzestrzenianie się wirusa.
                    Niestety, nie udało się zidentyfikować przeciwciał, nie znaleziono odpowiedzi na
                    pytanie, dlaczego niektorzy mają je a inni są ich pozbawieni, jak również,
                    przynajmniej wówczas, nie odkryto tychże a więc panaceum na AIDS.
                    Nie dawno czytałam także, o historii kobiety zarażonej HIV przez swego
                    dlugoletniego przyjaciela, banalnie facet zdradził. Historia trochę podobna do
                    Twojej, Mammutko. Dowiedziawszy się była na krawędzi załamania psychicznego, z
                    myślami jakimi łatwo sobie wyobrazić. Rzuciła pracę, wpadła w depresję.. I stał
                    się cud, bo dawny kolega wyciągnął ją z tego stanu, nauczył żyć z tym problemem
                    i po czasie zdecydowali się na wspólne życie.
                    Cóż, są mali i duzi bohaterowie..

                    Ale też ku przestrodze, niedawno odkryto w USA wyjątkowo złośliwą postać AIDS,
                    gwałtowną w objawach, bardzo szybko uaktywniającego się wirusa. I to co zostało
                    dotychczas zrobione w profilaktyce legło w gruzach.

                    Stereotypy stereotypami, a życie sobie..
                    • ijaw AIDS NIE MA?? 29.05.05, 12:47
                      Czy ludzie przeciwstawiający się tezom, że HIV powoduje AIDS mają rację?
                      Niektórzy twierdzą, że po odkryciu u nich wirusa HIV nie doszło do wykszatłcenia
                      się AIDS. Czy to może być argumentem w ich walce? Wiadomo, że nie wszyscy
                      nosiciele chorują na AIDS. Według niektórych Afrykanów AIDS jest chorobą
                      wytworzoną biologicznie przez Amerykanów.
                      Choć zaprzeczeniem tego jest odkrycie wirusa u naczelnych.. a może nie..
                      Proszę przeczytać ten artykuł, długi, lecz mimo to w całości, żeby uniknąć
                      kłopotu z wydostaniem z archiwum.

                      "AIDS nie istnieje - twierdzą uparcie. Nie zaprasza się ich na konferencje o
                      AIDS. Ich artykułów nie drukuje się w fachowych czasopismach. Są wyrzutkami
                      wspólnoty uczonych. Prześladowani bojownicy o prawdę czy niebezpieczni oszuści?

                      Christina Maggiore staje przed salą pełną ludzi. - W 1992 roku mój wynik testu
                      na HIV był pozytywny. Powiedziano mi, że mam przed sobą od pięciu do siedmiu lat
                      życia. Dziś, osiem lat później, czuję się świetnie, chociaż nie biorę żadnych
                      leków na AIDS. Mam pięknego, zdrowego trzyletniego syna i żyję we wspaniałym
                      związku z jeszcze wspanialszym mężczyzną. A powiedziano mi, że wszystko to
                      rzeczy, których nie mam prawa oczekiwać. Sala wybucha entuzjazmem. "Niech każdy
                      poda jej rękę!" - krzyczy ktoś z tłumu.
                      "Jeszcze wspanialszy mężczyzna", mąż Maggiore, to dokumentalista Robin Scovill,
                      reżyser kontrowersyjnego filmu dokumentalnego "Inna strona AIDS". Scovill oddaje
                      w nim głos ludziom, którzy są przekonani, że epidemia AIDS jest wymyślona. "AIDS
                      to konstrukt" - mówi przed kamerą Maggiore. Kto go wymyślił? Politycy, firmy
                      farmaceutyczne i media.
                      A my wszyscy daliśmy się nabrać.
                      Teoria spisku
                      Scovill kwestionuje w swoim filmie niemal wszystko, co przeciętny człowiek może
                      wiedzieć o AIDS. Po pierwsze - przekonuje - AIDS nie zabija. Zabija depresja
                      wywołana diagnozą.
                      Przed kamerą pojawia się doktor Michael Ellner pracujący z chorymi na AIDS.
                      Opowiada, jaki wpływ na odporność organizmu ma depresja i poczucie "spisania na
                      straty". Ludzie żyjący z HIV czują, że żyją z wyrokiem śmierci, z tykającą bombą
                      nad głową - przekonuje. Towarzyszą mu wyznania kilku chorych, którzy mówią o
                      depresji i ciągach alkoholowych, w jakie wpadali po usłyszeniu diagnozy.
                      - Ciągle powracam myślą do tej chwili - mówi Leonardo Ramirez - kiedy poszedłem
                      do kliniki, by przetestować się na HIV. Wchodzisz i mówią ci, że masz śmiertelną
                      chorobę. To prawie tak, jakbym tam po nią poszedł.
                      Po drugie - mówi Scovill - popularne testy na HIV niczego nie badają. Sprawdzają
                      tylko obecność przeciwciał, które produkuje układ odpornościowy człowieka, a nie
                      obecność wirusa. U 90 procent ludzi z diagnozą "HIV" nigdy nie wykryto obecności
                      wirusa!
                      - Testy stwierdzają tylko, że układ odpornościowy człowieka mógłby zareagować na
                      HIV, gdyby ta osoba była zakażona - mówi przed kamerą doktor David Rasnick,
                      światowej sławy biochemik i współodkrywca tak zwanych inhibitorów proteazy,
                      nowoczesnych lekarstw powstrzymujących namnażanie się wirusa HIV we krwi, a
                      zarazem jeden z najbardziej znanych dysydentów, jak specjaliści od AIDS nazwali
                      grupę uczonych kwestionujących powszechnie uznaną wiedzę o epidemii.
                      Skąd się wzięło AIDS? Scovill pyta o to jednego z gejowskich aktywistów. -
                      Początki choroby są niejasne - odpowiada zapytany. - Pierwszy raz opisano ją w
                      1981 roku na przykładzie pięciu gejów z Los Angeles, którzy prowadzili bardzo
                      ryzykowny styl życia. Chodzili do barów, klubów, łaźni. Spotykali wielu
                      mężczyzn. Mieli bardzo wiele kontaktów seksualnych. W efekcie nabawiali się
                      chorób przenoszonych drogą płciową, takich jak kiła czy rzeżączka. Dlatego
                      często trafiali do lekarzy, którzy przepisywali im antybiotyki. I nie ma w tym
                      nic dziwnego, że po pewnym czasie ich systemy odpornościowe załamały się i
                      zaczęli chorować na nietypowe przypadłości, wcześniej opisywane tylko u
                      starszych ludzi, których system odpornościowy osłabł z wiekiem.
                      Czemu więc w to wierzymy? Rozmówca Scovilla ujawnia spisek. - AIDS wymyśliły
                      firmy public relations, w których pracowało na początku lat 80. wielu gejów -
                      oświadcza. Chodziło o to, aby przestraszyć zwykłych Amerykanów i zmusić rząd do
                      wyłożenia pieniędzy na badania, z których skorzystaliby przede wszystkim geje.
                      Kolejna teza Scovilla: choroba AIDS nie ma nic wspólnego z wirusem HIV i tak
                      naprawdę nie istnieje. To nazwa nadana zespołowi kilkudziesięciu różnych chorób
                      wywoływanych przez różne mikroby i pojawiających się u ludzi z osłabionym
                      układem odpornościowym.
                      - Nie widziałem żadnego dowodu na to, że HIV wywołuje AIDS - mówi przed kamerą
                      Kary Mullis, profesor chemii na uniwersytecie w Berkeley i laureat Nagrody
                      Nobla. - W nauce nie ma niepodważalnych faktów. Wszystko można zakwestionować.
                      Ostateczny cios Scovill zadaje na końcu: pokazuje, jak szkodliwe są leki
                      powstrzymujące HIV. Oglądamy zdrowych ludzi żyjących od lat 80. z HIV (chociaż
                      się nie leczyli) i słuchamy relacji, jak strasznych dolegliwości nabawili się
                      ci, którzy korzystali z leków antywirusowych.
                      - Starzałem się bardzo szybko. Moja twarz się zapadła, a tłuszcz zaczął odkładać
                      się na plecach - mówi jeden z rozmówców Scovilla.
                      - Schudłem ponad 25 kilo, straciłem apetyt, nie mogłem się skoncentrować, cały
                      czas czułem mdłości - mówi drugi.
                      - Nie znamy jeszcze przyczyny AIDS i lekarstwa - podsumowuje przesłanie reżysera
                      jeden z naukowców.
                      Wielki strach
                      "Mam déja vu" - pomyślałem, oglądając film Scovilla. Wszystkie te teorie
                      słyszałem dziesiątki razy. Nie z ust amerykańskich profesorów i gejowskich
                      aktywistów, ale afrykańskich dziennikarzy, polityków i profesorów. Kiedy
                      jeździłem po Afryce, przygotowując reportaż o społecznych skutkach epidemii
                      AIDS, przekonałem się, jak bujnie - w obliczu wielkiej tragedii - rozkwitają
                      teorie spiskowe. Nie chroni przed nimi ani wybitna inteligencja, ani tytuły naukowe.
                      Jedną z bardziej popularnych historii, która zbiegiem okoliczności nie trafiła
                      do scenariusza Scovilla, usłyszałem w październiku zeszłego roku w Warszawie od
                      Mosesa Isegawy, wybitnego ugandyjskiego pisarza, który na stałe mieszka w
                      Holandii. Isegawa, autor sławnych "Kronik abisyńskich" (które i u nas stały się
                      bestsellerem), zdobył uznanie krytyków ostrym i ironicznym opisem Ugandy w
                      latach 70., w czasach dyktatur wojskowych. Jest bardzo inteligentnym
                      człowiekiem, wnikliwym i krytycznym obserwatorem życia zarówno w Afryce, jak i w
                      Europie. W jego powieściach AIDS pojawia się wielokrotnie.
                      - Dla mnie jest oczywiste - powiedział przed salą pełną fanów - że AIDS to
                      amerykańska broń biologiczna. Wymyślono ją w amerykańskich laboratoriach i
                      zrzucono do Afryki, aby osłabić Afrykanów i łatwiej eksploatować bogactwa Afryki.
                      To ja prowadziłem warszawskie spotkanie z Isegawą. Zabrakło mi jednak odwagi,
                      żeby przycisnąć wybitnego pisarza do muru. Do dziś tego żałuję.
                      Popularność teorii spiskowych ma oczywiście konsekwencje polityczne. Rząd RPA -
                      najbogatszego kraju w Afryce, w którym żyje z HIV blisko 4,5 miliona ludzi -
                      przez długie lata negował związek pomiędzy AIDS i wirusem. Przykład szedł z
                      góry. Prezydent Thabo Mbeki zaprosił do panelu ekspertów doradzających mu w
                      sprawie epidemii doktora Davida Rasnicka, jednego z bohaterów filmu Scovilla.
                      Minister zdrowia RPA Mantombazana Tshabalala-Msimang wielokrotnie publicznie
                      kwestionowała związek pomiędzy wirusem i chorobą. Nic dziwnego, że rząd latami
                      nie czynił nic, by udostępnić leki antywirusowe obywatelom za darmo albo po
                      cenie, która byłaby dla większości osiągalna. W tym samym czasie w RPA na AIDS
                      umierało codziennie ponad tysiąc osób. Średnia oczekiwana długość życia obniżyła
                      się o 20 lat - z ponad 60 do nieco ponad 40 - a ministrowie mówili, że winne
                      temu są złe warunki życia i bieda (choć od upadku apartheidu w 1989 roku poziom
                      życia czarnych mieszkańców RPA powoli wzrasta).
                      Tabu pęka
                      Opór afrykańskich rządów przeciwko lekom powstrzymującym HIV - który podsycali
                      "dysydenci" z Zachodu - był na rękę wielkim koncernom
                      • ijaw Re: AIDS NIE MA?? cd 29.05.05, 12:50
                        Tabu pęka
                        Opór afrykańskich rządów przeciwko lekom powstrzymującym HIV - który podsycali
                        "dysydenci" z Zachodu - był na rękę wielkim koncernom farmaceutycznym. Przed
                        2000 rokiem roczna kuracja na HIV kosztowała od 10 tysięcy dolarów w górę, stać
                        więc na nią było tylko państwa najbogatsze, chociaż najwięcej ludzi umierało na
                        AIDS w Afryce.
                        Producenci zarabiali krocie, a między innymi dzięki prezydentowi Mbekiemu z RPA
                        i wspierającym go dysydentom, którzy nie wierzyli w epidemię, unikali nacisków,
                        by najbiedniejszym sprzedawać swoje preparaty taniej. Rządy państw afrykańskich
                        zaś, zaprzeczając epidemii, oszczędzały sporo pieniędzy na lekach, których
                        według oficjalnej propagandy nie było potrzeby kupować.
                        1 grudnia 1998 roku - w Światowy Dzień AIDS - Gugu Dlamini, 36-letnia
                        pielęgniarka, powiedziała na antenie Radia Ukhozi w Durbanie, że żyje z HIV.
                        Kiedy wracała ze studia do swojego domu w KwaMacinza, jednego z czarnych
                        townships pod Durbanem, na ulicy zaczepił ją sąsiad. Uderzył ją kilkakrotnie i
                        powiedział, że przynosi wstyd KwaMacinza, gdzie wiele osób ma ten sam problem,
                        ale nie opowiada o nim wszystkim. Tłum zebrał się po północy. Wyciągnęli Dlamini
                        z domu i ukamienowali, a martwe ciało zmasakrowali kijami. Policja przyjechała
                        dopiero rano. Po kilku miesiącach śledztwo umorzono.
                        Tabu pęka pomału: momentem przełomowym była chwila, w której Nelson Mandela -
                        przeciwnik apartheidu, były prezydent RPA i wielki autorytet moralny -
                        oświadczył, że jego najstarszy syn zmarł na AIDS. Jego przyznanie się do choroby
                        - wstydliwej, stygmatyzującej - wywołało szok. Lepiej myśleć, że jeśli o czymś
                        się nie mówi, to nie istnieje.
                        Jeden z bohaterów filmu Scovilla, imigrant z RPA Winston Zulu, mówi: - Mam
                        nadzieję, że HIV nie powoduje AIDS. Kiedy myślę nad tymi wszystkimi pytaniami,
                        na które nie ma odpowiedzi, upewniam się, że HIV nie powoduje AIDS. I gdyby to
                        okazało się prawdziwe, mógłbym żyć wolny od strachu, który był mi narzucony
                        przez ostatnie 10 lat.
                        W tej wypowiedzi leży - być może - klucz do psychologicznego mechanizmu, który
                        sprawia, że ludzie skłonni są zamykać oczy na rzeczywistość i odrzucać fakty. To
                        strach: o siebie lub o swoich bliskich.
                        Manipulatorzy
                        A jeśli bohaterowie Scovilla mają rację? Historia zna przecież przypadki, w
                        których wspólnota uczonych się myliła. Co więcej, poddawała ostracyzmowi tych,
                        którym potem ostatecznie musiała przyznać rację. To prawda, ale tamci dysydenci
                        nie posługiwali się manipulacjami i kłamstwem. A niemal każde zdanie wypowiadane
                        przez bohaterów filmu Scovilla kwalifikuje się do jednej albo drugiej kategorii.
                        Jedynym zaś obrońcą powszechnie uznanego przez uczonych poglądu na chorobę,
                        który ma głos, jest odpychający i oślizgły facet z wąsami w stylu schyłkowych
                        lat 70.
                        Wyliczenie wszystkich manipulacji w scenariuszu zajęłoby godziny. Warto jednak
                        kilka sprostować. Zacznijmy od początku.
                        To prawda, większość popularnych testów wykrywa przeciwciała, które organizm
                        człowieka wytwarza, by zahamować postępy choroby. Uczeni są jednak w stanie nie
                        tylko wykryć obecność wirusa, ale także zmierzyć ilość jego kopii w mililitrze
                        sześciennym krwi. To ważny wskaźnik skuteczności terapii i u każdego leczonego w
                        nowoczesny sposób chorego takie badanie wykonuje się regularnie. Tego jednak nie
                        dowiemy się od rozmówców Scovilla.
                        Jeden z naukowców opisuje w filmie działanie leków antywirusowych, mówiąc, że
                        istnieją dwa ich rodzaje: pierwszy zabija zakażone komórki układu
                        odpornościowego, drugi blokuje enzym używany przez wirusa w czasie "powielania
                        się" we krwi. Oba leki - jak twierdzi rozmówca reżysera doktor Paul Philpott - w
                        istocie szkodzą zdrowym komórkom.
                        Prawdy jest tutaj niewiele - dobrze już wiadomo, jak HIV wnika do komórki i jak
                        wykorzystuje ją do "powielania się" wewnątrz organizmu. Istnieje kilka kategorii
                        leków (więcej niż dwa), z których każdy blokuje inną fazę "produkcji" wirusa. W
                        fazie testów klinicznych są też leki, które blokują wnikanie wirusa do wnętrza
                        komórek. O tym też Scovill milczy.
                        Nie ma też nic zaskakującego w tym, że niektórzy zakażeni żyją nieleczeni z
                        wirusem przez wiele lat. Niektórzy - w zależności od grupy etnicznej jest to od
                        0,5 do 1,5 procent populacji - dzięki szczególnej mutacji genetycznej albo nie
                        zakażają się HIV w ogóle, albo choroba u nich znacznie wolniej się rozwija.
                        Film Scovilla to świetny dokument i zarazem podręcznikowy przykład manipulacji.
                        Całe szczęście, niewielu naukowców traktuje poważnie dysydentów, chociaż ci
                        ostatni są bardzo elokwentni. Stanowią margines wspólnoty naukowej. Czasami
                        tylko wykorzystują ich afrykańscy politycy, którzy chcą usprawiedliwić swoją
                        bezczynność w walce z epidemią.
                        Nie dajmy się im przekonać.

                        ADAM LESZCZYŃSKI

                        Dziennikarz "Gazety Wyborczej", autor książki reportażu o epidemii AIDS w Afryce
                        pod tytułem "Naznaczeni"

                        Artykuł powstał we współpracy z organizatorami festiwalu filmów dokumentalnych
                        "DocReview" na podstawie filmu "Inna strona AIDS" w reżyserii Robina Scovilla"

                        żródło: wp.pl tyg. Przekrój 21/22/2005
                        • mammutka Re: AIDS NIE MA?? cd 10.06.05, 11:51
                          rozmawialiśmy o tym i o książce na forum o HIV
                          free4web.pl/3/2,89004,288139,4358202,Thread.html;jsessionid=FB2411BA54A31CB0A1DF395299BD98D3
                          • ijaw Re: AIDS NIE MA?? cd 10.06.05, 12:22
                            To fajnie, że jest forum poświęcone tym zagadnieniom i dzięki za link do niego.
                            Ledwie tam zajrzałam, przegląd zawartości może wieczorem, jeśli czas mi na to
                            pozwoli. Jestem w okropnym wirze. Dziś prawie bez kompa.
                            To Twoje forum?
                            Pozdrawiam serdecznie
                            • mammutka Re: AIDS NIE MA?? cd 16.06.05, 12:26
                              no między innymi moje.. ja raczej odpowiadam za administrację :) zapraszam
                              serdecznie..
                              • ijaw Re: AIDS NIE MA?? cd 16.06.05, 13:26
                                Przeglądałam, trochę. To dobrze, że jest miejsce, gdzie można nt porozmawiać, bo
                                przecież są ludzie, którzy bardzo tego potrzebują. Fajnie, że wpisałaś link na
                                górze, łatwiej go znaleźć. Myślałam, by to zrobić, ale zapomniałam.
                                Pozdrawiam.

                                ps. bardzo słodko na tym forum:)
                                • mammutka Re: AIDS NIE MA?? cd 22.06.05, 10:06
                                  dzięki.. staram się jak ,mogę.. wiesz rozmowy o HIv nie są łątwą sprawą, ale
                                  lepiej to chyba robić w miłej atmosferze. zresztą.. można zobaczyć, że HIv nie
                                  jest już "piętnem" śmiertelnej choroby.. ludzie seropzytywni coraz częściej
                                  traktują to jako pewnego rodzaju "uniedogodnienie".. zresztą sami popatrzcie..
                                  • ijaw Re: AIDS NIE MA?? cd 24.06.05, 13:11
                                    Oczywiście, atmosfera jest bardzo ważna.

                                    >ludzie seropzytywni coraz częściej traktują to jako pewnego rodzaju
                                    "uniedogodnienie"..

                                    Bo to postawa umożliwiająca normalne życie. Dlaczego się poddawać? Nadzieja i
                                    wiara czynią cuda, a myślę, że największym jest motywacja, doping do walki o
                                    siebie.
                                    Silni zwyciężają.
                                    Pozdrawiam Cię
                                    • mammutka Re: AIDS NIE MA?? cd 27.06.05, 16:03
                                      piękne słowa.. :) eh.. chyba j wkleję na nasze forum jako motto :) dzięki
                                      • ijaw Re: AIDS NIE MA?? cd 28.06.05, 14:28
                                        Oby dały siłę do walki. Trzymaj się.
                                        Pozdrawiam.
    • ijaw Światowy Dzień walki z AIDS 01.12.05, 16:04
      Odświeżam wątek z okazji Światowego Dnia walki z AIDS. W niektorych krajach, np
      w Rosji dziennie zaraża się ok 100 osób.

      "ONZ zwraca uwagę na konieczność walki z AIDS na wszystkich frontach i wzywa do
      większego zaangażowania się w tę kampanię.
      Zdaniem specjalnej agendy w walce z chorobą należy się bardziej koncentrować na
      usprawnieniu profilaktyki, leczenia i opieki nad chorymi.
      Stojący na czele tej komórki ONZ Peter Piot, powiedział, że odpowiednie
      inwestycje mogą przerwać spiralę coraz to nowych zakażeń, przedłużyć życie
      chorym na AIDS a także poprawić jakość ich życia.
      Liczba osób zarażonych wirusem HIV na świecie przekroczyła już 40 milionów."
      www.bbc.co.uk/polish/worldnews/story/2005/12/051201_aids.shtml

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka