agent_towarzyski
08.05.05, 11:43
... obcojęzycznymi wyrazami i zwrotami.
Od jakiegoś czasu ten proceder tak się rozwinął, że przybrał postać
plagi. Czy ktokolwiek z Was zadał sobie kiedyś pytanie dlaczego
zaśmieca polski język produktem importowym?
Pewnie gro osób myśli, że w ten sposób może zabłysnąć, może zasygnalizować
swoją przynależność do grupy ludzi "trendy" - na czasie.
"O tu jestem... Widzicie mnie??
Nie? A przecież ja jestem taki światowy,
taki inteligentny. Świat wokół mnie powinien
się kręcić."
Takie zachowania są w dużej mierze pochodną braku poczucia przynależności
narodowej oraz produktem ubocznym buty i próżności.
Jeżeli nie szanujecie swojego kraju, nie szanujecie także swojego pochodzenia, czyli w gruncie rzeczy samych siebie. Jak w takim razie możecie
liczyć na to, że ktoś Was uszanuje?
Czy jakiś Amerykanin, Niemiec, Francuz używa polskiego języka by podnieść
wartość merytoryczną swojej wypowiedzi??? Nie! Uważają, że w ich kraju
należy posługuwać się ich językiem. Mają jak widać swoją narodową godność.
Polacy ją chyba w pościgu cywilizacyjnym za krajami rozwiniętymi gdzieś
zatracili.
Przecież duża część obywateli tych państw najzwyczajniej nie ma pojęcia
o Polsce. Niektórzy Amerykanie pytają jak długo trwa podróż do naszego
kraju autobusem. Francuzi myślą, że panują u nas mrozy jak na Syberii,
a niektórzy młodzi Niemcy sądzą, że nasz kraj powstał 15 lat temu.
To jest po prostu kpina z naszego narodu.
Jestem zdania, że języka obcego używa się tylko wtedy, gdy sytuacja tego
wymaga. Jeżeli jest się w jakimś kraju to roztropnie byłoby przyjąć standardy
tam obowiązujące.
Jak jednak zachowują się przeważnie obcokrajowcy z bogatszych krajów?
Przyjmują postawę, że do jaśniepaństwa trzeba się dostosować, robić
wszysko na ich modłę. My biedni, malutcy Polacy powinniśmy przyjąć
postawę absolutnej uległości. Najlepiej byłoby paść na kolana i oddać
głęboki, czcigodny pokłon.
Osobiście nie obsługuję takich delikwentów w ich języku, bo nie zamierzam
się przed nikim płaszczyć. A wystarczyłoby tylko "dzień dobry" wypowiedziane
po polsku, a rozmawiałoby się o wiele przyjemniej.
Jeśli ktoś nie umie, to niech się naumie. Niech przynajmniej będzie w stanie
sklecić dwa zdania w naszym języku. Świadczyłoby to o jakimś szacunku dla
naszego narodu, a co za tym idzie dla nas samych.
Nieumienie to zwyczajnie przejaw narodowego szowinizmu.
Niestety wygląda jednak na to, że ta szerokorozumiana polska "inteligencja" staje się powoli nieświadomym niewolnikiem obcych cywilizacji, a ja jestem niemym świadkiem tego upadku kulturowego.
Czwarty rozbiór Polski właśnie się po cichu dokonuje.