Dodaj do ulubionych

status majątkowy vs status duchowy

18.04.05, 20:39
Padły na tym forum zabawne dość słowa o jego uczestnikach.
Klasyfikacje ze względu na to i owo.
Przywiodło mi to na myśl zagadnienie roli zamożności, w opóźnianiu lub
przyspieszaniu duchowych wzlotów.
Chcę zapytać o Wasze przemyślenia na ten temat.

OLD smile
Obserwuj wątek
    • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 18.04.05, 22:42
      Old witaj smile

      Ja bym to odwrócił...
      Moim zdaniem zamożność czy też inne dążenia na planie fizycznym mogą być(lub nie
      muszą na wyraźne ŻYCZENIE zainteresowanego) skutkiem "rozwoju duchowego"

      Rozwój duchowy to nie jest coś ulotnego. Nie jest to coś co prowadzi do odlotów.
      To po prostu m.in. lepsze wykorzystanie swoich talentów, dobrych stron we
      współpracy ze sobą i z innymi dla dobra wszystkich nas.
      To pwooduje, że pieniądz nie jest celem samym w sobie, tylko skutkiem
      wykonywania rzeczy, która nas pasjonuje (przykładowo).
    • anahella Re: status majątkowy vs status duchowy 19.04.05, 03:06
      Rozwoj duchowy jest opisany zodiakiem. Weres znaki zodiaku nazywa fazami (a
      wiec formami przejsciowymi). Drugim znakiem jest znak Byka, ktory mowi o
      dobrach przez nas wypracowanych. To taki krotki astrologiczny wstep, teraz beda
      konkretywink

      Jezeli czlowiek w kolejnych wcieleniach przechodzi przez rozne fazy,
      wypracowuje rozne zdolnosci to miedzy innymi musi zdobyc "karminczna sprawnosc"
      zarabiania pieniedzy ale i zycia w biedzie.

      Poniewaz nie mamy mozliwosci weryfikacji z poprzednimi wcieleniami (w
      regresingi nie wierze), wiec nie wiemy tak naprawde w jakiej kolejnosci
      zdobywamy umiejetnosci zachowan zyciowych.
      • dees7 Re: anahello... 27.05.05, 20:51
        chyba mylisz regresing z hipnotyczną wędrówką po poprzednich wcieleniach wink
        www.egzorcyzmy.pl/artykuly/regresing/tomasz%20mirecki/regresing-
        artykuly_slowo_wstepne.htm
        Pozdro!
    • allija Re: status majątkowy vs status duchowy 19.04.05, 07:06
      Moim zdaniem stan majątkowy ma sie nijak do rozwoju duchowego. Oczywiście może
      przyspieszać ten rozwój z prozaicznego powodu, mamy wiecej czasu, jesteśmy
      wypoczęci i zrelaksowani, mamy ochote zajac sie sprawami duchowymi bo nie
      musimz gonic za chlebem.
      Na pewno bogactwo nie jest naganne, jest jak najbardziej ok w kontekscie
      rozwoju duchowego.
      • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 19.04.05, 07:51
        Hej allija.
        Nie podoba mi się to stwierdzenie "gonić za chlebem"
        A może tak chleb goni za nami?

        Jan A.P. Kaczmarek na pytanie w jaki sposób tworzy tak wspaniałą muzykę i na
        niej zarabia powiedział m.in tak
        "Tworzenie to moja pasja, to mój rozwój wewnętrzny, a końcowy efekt czyli
        zarabianie - o to się już nie troszczę - to przychodzi samo"

        Moim zdaniem nadmiar wolnego czasu nijak ma się do zwiększonego % ludzi którzy
        będą go wykorzystywali na Rozwój Duchowy.
        Gdyby tak było to pomyśl. Wszyscy Ci, którzy mają miliardy euro, dolarów czyli
        Ci co należą do elity planety byliby... uduchowieni na maxa smile a tak do końca
        chyba nie jest. Popatrzmy na tych większych jak i "mniejszych" milionerów...

        Tak przy okazji. Na pewnych zajęciach poznałem ludzi intensywnie rozwijających
        się - biednych i bogatych, i często Ci ostatni są na początku drogi poznawania
        siebie...
        Nie mozna generalizować smile
        • allija Re: status majątkowy vs status duchowy 19.04.05, 08:13
          Hej, nie lap mnie za slowka. Ja nie twierdze, ze kazdy kto ma duzo wolnego
          czasu rozwija sie. Raczej ze ktos kto go nie ma ma klopoty z rozwojem bo nie ma
          kiedy, bo jest zmeczony, bo zasypia przy pierwszej probie relaksu. A
          stwierdzenie "gonic za chlebem" potraktuj jako obiegowe stwierdzenie, nic nie
          znaczace.
          I jeszcze raz podkreslam to co napisalam wyzej, bogactwo ma sie nijak do
          rozwoju. A wiec mozna byc bogatym i daleko w rozwoju, rownie dobrze mozna byc
          biednym. No chyba nie uwazasz biedy za chlube na sciezce rozwoju?
          Ale pogadamy pozniej bo wlasnie pedze do pracy, za tym chlebem, no wiesz.
    • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 19.04.05, 08:22
      Nie można generalizować. Zgoda.
      Sc200, nie miałem na myśli odlotów, tylko wzloty, wznoszenie, jeśli wolisz, na
      wyższy pułap. smile
      Co zatem skłania ludzi na ścieżce ku doskonałości, by głosili poglądy o zbędnym
      bagażu bogactwa?
      Mam na myśli eremitów różnych orientacji, od Tybetu po Chalkidiki.
      Jak do tego ma się kastowa społeczność hinduska?
      Chrześcijański wielbłąd przechodzący przez ucho igielne jest mi znany.
      Temat nie jest wcale banalny, jak sądzę.
      Miałem nadzieję na rozwój wątku.

      OLD smile
      • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 20.04.05, 08:56
        old odpowiem Ci co ja o tym sądze.

        Piszesz: "Co zatem skłania ludzi na ścieżce ku doskonałości, by głosili poglądy
        o zbędnym bagażu bogactwa?"

        Wymieniam w punktach (niepotrzebne skreślić suspicious)

        1. Przekazy zakodowane w podświadomości w różnych religiach że Biedni są bliżsi
        Bogu i inne podobne bzdety suspicious (oczywiscie wszyscy zawsze są jednakowo bliżsi Bogu)

        2. Tzw. brak czasu. Wielu ludzi uważa, że rozwijając się duchowo zajmuje im to
        tak dużo czasu że nie ma już czasu na tzw. fizyczność życia. Stąd też później
        chorują, biedują i nie wiem czy są tak szczęśliwi

        3. Tzw. filozofia cierpienia jako zbliżającego do Boga. Biedni cierpią bo np.
        nie mają co do garnka włożyć (są głodni). Ale jeśli w jednym miejscu zapewnia
        się im, że tfffu... "cierpienie uszlachetnia" (smile) to nie widzą niczego w tym
        drożnego - tzn brak im podświadomego bodźca, kopa do próby zmiany tej sytuacji.
        Albo się z tym pogodzą, albo niezdarnie próbują błąkać się po padole ziemskim w
        poszukiwaniu czegoś lepszego.

        4. Wyrzeczenie się dóbr ziemskich w imie lepszego życia "tam" tzn w Niebie czy
        gdzie tam dana religia opowiada, powoduje również realizowanie takich
        antyafirmacji przez swoje życie

        Old pamiętajmy, że od dziecka kodujemy wiele śmieci, bezwartościowych myśli. Jak
        mamy to łatwo wykorzenić? Nie jest tak łatwo.

        Wątek się rozwija suspicious
        • comma Re: status majątkowy vs status duchowy 20.04.05, 10:30
          Dobrze, dołożę 3 grosze z mojego podwórka. Moje zainteresowania nie
          przeszkadzają mi w pracy, ani praca nie przeszkadza mi w zajmowaniu się tym, co
          mnie interesuje. Swój status materialny uważam za średni, ale kiedy NAPRAWDĘ
          bardzo czegoś chciałam - środki i możliwości osiągnięcia tego znajdowały się.
          Może nie na ulicy, ale bez dramatycznego wysiłku. Dotyczyło to tak pragnień
          natury materialnej, jak i duchowej. Szczerze mówiąc, nigdy nie zastanawiałam
          się nad zależnością między bogactwem a duchowością. Przypuszczam, że osobom
          znającym techniki relaksacyjne, koncentracji uwagi, medytacyjne, itp. - jest
          łatwiej, pod wieloma względami. Ale z tym też nie można generalizować. Poza tym
          czy znajomość takich technik przesądza o wysokim stopniu rozwoju duchowego
          stosującej je osoby?
        • pjopaw Re: status majątkowy vs status duchowy 20.04.05, 14:20
          sc200 napisał:

          > Wymieniam w punktach (niepotrzebne skreślić suspicious)
          >
          > 1. Przekazy zakodowane w podświadomości w różnych religiach że Biedni są bliżsi
          > Bogu i inne podobne bzdety suspicious (oczywiscie wszyscy zawsze są jednakowo bliżs
          > i Bogu)

          Chyba nie rozumiesz tych religii. Wezwanie do ubóstwa w wielu religiach nie jest
          "bzdetą" - tylko wiąże się z całkiem realnym zagrożeniem jakim jest przywiązanie
          do materii. I nie dlatego, że materia sama w sobie jest zła, tylko dlatego, że
          odwodzi od tego, co naprawdę istotne: od Boga. Ludzie bardzo mocno przywiązują
          się do gadżetów różnego rodzaju - w większości wypadków są one materialne, ale
          równie dobrze takim gadżetem może być wiedza czy też umiejętności. Te wszystkie
          rzeczy (rzeczy niekoniecznie, jak pokazałem wyżej, w sensie materialnym) mogą
          być - i zazwyczaj są przydatne w rozwoju, jako swego rodzaju narzędzia. Ale
          przychodzi czas, że narzędzie trzeba odłożyć na bok. I to dla wielu bywa
          najgorszą próbą, bo często nie do przejścia. Bo przywiązujemy się do tych
          naszych narzędzi, traktujemy je jako część samych siebie. Dla kogoś (najczęstszy
          wypadek) będą to rzeczy materialne, dla innych własna wiedza albo umiejętności.
          I taki jest sens tych przekazów. Uważam, że są one mądre, nie głupie.

          Pozostałe skreślam. wink Chciałem odwołać się tylko do tego.
          • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 21.04.05, 08:38
            Witaj pijopaw smile

            Piszesz: "tylko wiąże się z całkiem realnym zagrożeniem jakim jest przywiązanie
            do materii. I nie dlatego, że materia sama w sobie jest zła, tylko dlatego, że
            odwodzi od tego, co naprawdę istotne: od Boga"

            Acha fajna filozofia smile
            Materia nie pochodzi od Boga i pewno Bóg wzywa aby zwracać uwagę na to co
            niewidzialne a nie na reszte.
            Niestety sam tego nie rozumiesz (moim zdaniem) wink
            To poprzez to co niewidzialne panuje się nad tym co widzialne.
            I to nie są moje wymyśly ani moje słowa wink

            Jeśli ktos odgranicza rozwój duchowy od rozwoju w materii (mam tu na myśli
            szeroko rozumianą materie) to mimo tego, że dla Boga jest zawsze tak samo bliski
            , to robi krzywdę sobie. Robi krzywdę swojej fizyczności.
            I nie mam tu na myśli pogoń za pieniędzmi tylko coś o wiele bardziej większego.

            Kodowania jakie przedstawiają religie prowadzi to nabycia nawyków
            odgraniczających od całości Stworzenia.

            A to że ludzie się przywiązują do materii no cóż, to jest indywidualna sprawa.
            Każdy orze jak może suspicious
            • pjopaw Re: status majątkowy vs status duchowy 22.04.05, 18:38
              Witaj, smile

              sc200 napisał:

              > Materia nie pochodzi od Boga i pewno Bóg wzywa aby zwracać uwagę na to co
              > niewidzialne a nie na reszte.

              Nie powiedziałem tego. Chyba nie rozumiesz, albo nie chcesz rozumieć tego, co
              napisałem. Materia jest częścią stworzenia tak samo jak duch. Tyle, że często
              ludzie na niej poprzestają, albo traktują jak cel sam w sobie coś, co jest tylko
              narzędziem.

              > Niestety sam tego nie rozumiesz (moim zdaniem) wink

              Wolno Ci mieć zdanie jakie chcesz. smile

              > To poprzez to co niewidzialne panuje się nad tym co widzialne.
              > I to nie są moje wymyśly ani moje słowa wink

              Ok, zgoda. A czy ja temu przeczę? (Faktycznie, nie Twoje)

              > Jeśli ktos odgranicza rozwój duchowy od rozwoju w materii (mam tu na myśli
              > szeroko rozumianą materie) to mimo tego, że dla Boga jest zawsze tak samo
              > bliski, to robi krzywdę sobie. Robi krzywdę swojej fizyczności.

              Zgoda, człowiek powinien się rozwijać na wielu płaszczyznach. Lecz każdy ma
              inną, swoją indywidualną ścieżkę. I jeszcze raz mówię: materii nie należy
              odrzucać, ale należy uważać, bo stwarza liczne niebezpieczeństwa. Do pewnego
              etapu. A potem to duch stwarza dużo liczniejsze niebezpieczeństwa (dlatego
              "błogosławieni ubodzy w duchu"). Jedno i drugie to są narzędzia, a nie cel, więc
              od celu są mniejsze.

              > I nie mam tu na myśli pogoń za pieniędzmi tylko coś o wiele bardziej większego.

              To powiedz, co konkretnie masz na myśli. smile

              > Kodowania jakie przedstawiają religie prowadzi to nabycia nawyków
              > odgraniczających od całości Stworzenia.

              Może tak być. Ale mogą też prowadzić prosto do Niego. Podobnie jak z innymi
              ścieżkami. Nie ma rozwiązań uniwersalnych.

              > A to że ludzie się przywiązują do materii no cóż, to jest indywidualna sprawa.
              > Każdy orze jak może suspicious

              A jak nie może to - mimo wszystko - też orze. wink
              • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 23.04.05, 16:06
                Materia nie stwarza żadnych niebezpieczeństw smile jeśli tak uważasz
                a) w swoim imieniu
                to pora wykorzenić tą zaszłość
                b) w mieniu innych
                to zaręczam Cie, że nie ma sensu się w Ich imieniu wypowiadać... bo później
                generuje się tabuny biednych i niezadowolonych z życia.

                Jeśli ktoś uważa że z czymś może przesadzić... to musi nad tym przekonaniem
                głęboko popracować.

                A propo:
                "
                > > Kodowania jakie przedstawiają religie prowadzi to nabycia nawyków
                > > odgraniczających od całości Stworzenia.
                >
                > Może tak być. Ale mogą też prowadzić prosto do Niego. Podobnie jak z innymi
                > ścieżkami. Nie ma rozwiązań uniwersalnych.
                "

                Skłaniam się do mojej opinii, dlaczego? Bo wystarczy że sie obrócisz i
                zobaczysz co się dzieje (tv/środowisko własne/radio/internet itp) dookoła.
                To co widzisz to skutki tego co stworzyły wielkie religie wink I nie ma co temu
                zaprzeczać, nawet nie ma co to roztrząsywać. Musimy wspólnie wszyscy zabrać się
                za to co jest spiep*ane od setek lat...

                Ścieżki być może są różne w drodze do Boga. Ale tą prowadzącą na manowce już
                poznaliśmy suspicious
    • llukiz Re: status majątkowy vs status duchowy 20.04.05, 15:56
      > " bo nie jesteś jeszcze gotowy to otrzymać !
      A ci co otrzymali to niby byli gotowi by to otrzymać?
      Bardzo mierna teoria, mająca się nijak do rzeczywistości.
      A właśnie... Bo biedne dzieci w Afryce też nie są gotowe by dostać jedzenie.
        • llukiz Re: status majątkowy vs status duchowy 23.04.05, 15:36
          dzielenie się doświadczeniami, które dotyczą tylko jednej osoby i nie
          przekładają się na innych, całkowicie mija się z jakimkolwiek sensem. W swojej
          ignorancji wogóle nie przyszło mi do głowy, że ktoś może wpaść na tak kretyński
          pomysł.
          • eevvaa Re: status majątkowy vs status duchowy 23.04.05, 15:57

            Czasami lubię poczytać Twoje przemyślenia, ale tym razem nie mogę się zgodzić.
            Nie możesz wiedzieć, że przemyślenia tej jednej osoby nie przekładają się na
            innych - może ktoś z nich skorzysta i będzie zadowolony. Nie możemy tego
            wiedzieć co jest dobre dla innych.
            Jak nie nasz pomysł, to nie musi być zaraz kretyński? wink- nie chciałbyś , zeby
            Twoje pomysły ktoś uważał za kretyńskie, ale mogę się mylić wink

            Pozdrawiam smile
            ewa
            Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
            • llukiz Re: status majątkowy vs status duchowy 23.04.05, 21:00
              > może ktoś z nich skorzysta i będzie zadowolony
              mam nadziej że czytałaś te przemyślenia. Przeczyta je ktoś biedny i pomyśli:
              "nie jestem gotowy na pieniądze, nie mam co narzekać, jak będę gotowy to bóg mi
              je ześle". HA Ha. Może i ktoś skorzysta, ktoś bogaty i zepsuty. Pomyśli sobie:
              "Mam pieniądze, to znaczy że jestem na nie gotowy. Hmm."
              > Jak nie nasz pomysł, to nie musi być zaraz kretyński?
              W dzisiejszych czasach bardzo trudno o własny pomysł. Prawie zawsze pomysł jest
              wtórny. Cała sztuka to nauczyć się odrożniać dobre pomysły od złych.
              > nie chciałbyś , zeby
              > Twoje pomysły ktoś uważał za kretyńskie
              zależy kto
      • eevvaa Re: status majątkowy vs status duchowy 20.04.05, 17:02

        Witaj smile

        Wydaje mi się, że szukasz dziury w całym. Dzieci w Afryce nie są może świadome,
        że można żyć inaczej i zadawalają się takim życiem. Jeżeli ktoś wierzy w
        reinkarnacje to wie, że te dzieci same wybrały sobie taką Afrykę chociaż nie
        musiały. Może w którymś życiu nie nakarmiły takich dzieci?
        U nas też w Polsce rozpoczęły się zmiany od kiedy ludzie zaczęli wyjeżdżać za
        granicę i zobaczyli, że można inaczej żyć - zmieniły się poprostu marzenia.
        Może jest trudno uwierzyć, że nasze zycie zależy od nas, bo jeszcze nie mamy
        tego efektów. Jest to jednak łatwe do sprawdzenia ( sama tak robię). obejrzeć
        się do tyłu, przypomnieć sobie co spowodowało, że znajdujemy się w życiu właśnie
        w tym miejscu. Na pewno nie wszystko sobie przypomnimy, ale na pewno można sobie
        przypomnieć jakie było nasze myślenie, marzenia i jakie nasze życie ( ważne
        momenty).

        Pozdrawiam smile
        ewa
        Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
    • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 22.04.05, 09:56
      Wladi3, spojrzenie na uwarunkowania, które wymieniasz, jak widać z wpisów są
      tak różne, jak tylko mogą być. Tak się składa, że moje spojrzenie jest zbliżone
      do Twojego. Wierzę, że jesteśmy kształtowani przez otoczenie do chwili, kiedy
      uświadomimy sobie możliwość samodzielnego działania w tej dziedzinie.
      Okazuje się, że goście tego forum miewają na ten temat pogląd odmienny. Jednak,
      w każdym przypadku, odniesienie spraw materialnych do praktych duchowych
      wywołuje niejakie zamieszanie.

      O ile skłonny jestem zgodzić się z poglądem, że zamożność i głębokość
      autorefleksji nie są związane prostą zależnością, dostrzegam coś innego.
      Emocje okazywane przy wyrażaniu opinii na ten temat wydają się znamienne.
      Mało tego, głównie są to emocje mało budujące. Tak je odbieram.
      Więc chyba jednak "vs".

      Z drugiej strony, głodnemu w brzuchu, nie w głowie gra...
      Co jednak nie musi zagłuszać muzyki duszy smile

      Nie przekonuje mnie do końca stwierdzenie, że biedny ma tak, bo tak sobie
      wybrał. Żadną miarą. Oczywiście duskusja o "kodowaniu" i przekonaniach na temat
      pochodzenia świadomego ducha nie na ten wątek...
      Czy jednak różnice w tych poglądach nie wykluczają szansy wzajemnego
      zrozumienia?
      Bogactwo nie podnosi wszak wrażliwości na piękno, harmonię, nie poprawia
      słuchu. Ułatwia, być może, dostęp do obszarów dla niego (bogactwa)
      zarezerwowanych, ale, prawde mówiąc, jakakolwiek rezerwacja mnie zwyczajnie
      wkurza (w teatrze teżwink).
      Mało tego. Uważam, że zamożność skłania w kierunku rytuału (i tylko rytuału -
      pustego celebrowania). Może się mylę, jednak blichtr i konwencje zachowań są
      silniejsze wśród ludzi o wysokim statusie majątkowym. Piszę to bez zazdrości,
      bo biedny nie jestem. smile
      Stać mnie nawet na ględzenie na forum wink

      Czy pozbywając się przypisania do majętności nie zyskujemy swobody ruchów?
      Tych refleksyjnych również.

      OLDZAMYŚLONYIECO
    • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 23.04.05, 16:17
      Wladi smile

      Piszesz: " Prawda :" Sprawiedliwi posiądą ziemię " "

      Żadna to tam prawda. I wkładanie to w usta Bogu jest jawnym robieniem sobie z
      Niego jaj wink

      Bo któż są Ci sprawiedliwi? Kto będzie oceniał kto jest sprawiedliwy a kto nie?
      I niby ziemia ma być im dana? Od zarządcy? Nawet Bóg nie jest zarządcą ziemi,
      więc kto by to był? Bo w posiadanie czegoś moze dać.. poprzedni właściciel.
      Sam się wcześnie zgodziłeś z tym że Bóg jednakowo wszystkich kocha i nigdy nas
      nie ocenia... Więc termin... sprawiedliwosć dla Boga nie istnieje. Tzn. wszyscy
      są sprawiedliwi i nie ma tych innych (to taka analogia do istnienia stanu dobra
      bez zła).

      Będe czytał z uwagą cytaty jakie cytujesz, bo robią niektóre perełki niezłe
      zamieszanie. Ciekawe jestem czy Ty weźmiesz odpowiedzialność za to co wynika z
      słów które cytujesz. Czy ktokolwiek weźmie za to odpowiedzialnosć. Raczej nie.
      Piszmy i cytujmy z głową. Pamiętajmy, że każde słowo jest czytane i analizowane.
      I potencjalnie kodowane...
      Oczywiście to co piszesz dalej o ufności w Boga jest całkowicie prawdą. ale
      często mądre słowa przeplatasz (moim zdaniem) z dziwnymi cytatami wink

      Ps.
      Wladi wole osobiście jak piszesz własnymi słowami. Wybacz, ale niektóre cytaty
      które wybierasz z mojego punktu widzenia są wszechstronnymi manipulacjami. smile
      • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 25.04.05, 07:25
        Sc200, popełniasz ocenę, która ma się nijak do tematu wątku.
        Nawoływanie do sprawiedliwego życia uważasz za wygłup?
        Oczywiście, kwestia interpretacji... smile
        Mylisz przy okazji miłość Boga do ludzi z oceną ich postaw
        "Bóg wszystkich kocha i nigdy nas nie ocenia... (aż do <old>wink ...Tzn. wszyscy
        sa sprawiedliwi..."
        Otóż przyjmij łaskawie do wiadomości, że istnieje pogląd, że ludzie są oceniani.
        Niezależnie od miłości jaką obdarowuje nas Stwórca. Nie musisz się z nim
        zgadzać, fakt. Dlaczegóż jednak nie brać jego istnienia pod uwagę?
        Największe nawet różnice na poziomie wiary nie są jeszcze powodem do oceny
        wierzących w co innego. Chyba , że błędnie zrozumiałem nazwę forum. smile

        Wracając do stanu posiadania i wpływie tegoż na duchowość.
        Powyższe dwa posty nasunęły mi coś...
        Na ile osiągnięcie zamożności odbywa się z pogwałceniem praw, z krzywdą,
        kosztem innych, duchowy rozwój stawia pod znakiem zapytania. Gwoli skojarzeń
        tyle.

        Pozdrawiam
        OLD smile
        • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 25.04.05, 09:38
          old i właśnie na tym polega cała heca smile że istnieje wiele fałszywych poglądów
          na temat tego co Bóg robi. A rzecz jest w tym, żeby sobie uświadomić, że On
          niczego nie robi. Całe teorie wymyślamy my tu na ziemi smile
          Dlatego też śmiem uważać, że ocenianie nie należy do przymiotów Boskich smile
          Im prędzej każdy to zrozumie, tym szybciej osiągnie to czego pragnie. Nie będzie
          się niczego bał, starczy mu odwagi na wszystko.

          Za bardzo Boga identyfikuje się z nauczycielami/profesorami z jakimi mieliśmy do
          czynienia na poziomie nauki od najmłodszych lat szkolnych. I to te naleciałości
          ale jakże potężne skoro tak dużo ludzi uważa inaczej.

          Wybacz mi, bo choć dróg do Boga jest wiele, ale Rozwój własny to rozróżnienie
          ograniczeń. A te ostatnie są wspólne dla nas tu większości. I nie ma prawdziwego
          rozwoju bez pełnej wolności smile
          I nie jest to sprawa gustu. To podstawowa sprawa o której wiele osób trąbi.
          Najpierw trzeba sobie uświadomić pełnie wolności, stan bez ocen, kar, pojęć typu
          zło itp. Dopiero później robi się nie krok naprzód. Po prostu już się Tam jest.
          Nigdzie nie trzeba wychodzić...

          Wydaje mi się, że forum powinno być wymianą poglądów. Ale poziom wolności
          osobistej, to nie bezładność sądów, to po prostu stan wolności ducha, a z tym
          jest ogólnie kiepsko (wystarczy zobaczyć gdzie jako naród jesteśmy a gdzie są
          inne narody). Bez tej wolności stoi się w miejscu.
          • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 25.04.05, 10:31
            Podstawowa różnica między nami polega na tym, że jeśli wierzymy w Boga, to
            każdy z nas wierzy inaczej. smile
            Któż powiedział Ci, że On nic nie robi?
            Na poparcie tej tezy masz jedynie swoją wiarę.
            Podobnie jak ja, na poparcie mojej opinii, że jednak coś robi, mam również
            wyłącznie swoją wiarę.
            Fajny temat do sprzeczania od zawsze do końca swiata. ;0)

            Również pojęcia "pełnej wolności" w związku z powyższym będą się nam różnić
            istotnie. Trudno będzie pogodzić nam spojrzenie na zależność (lub jej brak)
            pomiędzy majętnoścą a możliwością kształtowania życia duchowego, wobec różnic
            na tak fundamentalnym poziomie.

            Mimo to, posłucham chętnie opinii na ten temat, bo przecież poznawanie poglądów
            odmiennych od własnego był celem, dla którego wątek ten powstał. smile

            OLD smile
            • olek13 Re: status majątkowy vs status duchowy 25.04.05, 11:33
              > Na poparcie tej tezy masz jedynie swoją wiarę.
              > Podobnie jak ja, na poparcie mojej opinii (...) mam również
              > wyłącznie swoją wiarę.

              Jasne.
              Jednak każde przekonanie bądź wiara niesie określone skutki. A te daje się
              obserwować i porównywać.
    • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 25.04.05, 18:45
      Waldi smile

      Próbujesz mnie uszufladkować ale niestety jest to mało możliwe. Czy ciężko Ci
      jest zrozumieć, że mało czytałem? (pewno 9 na 10 osób tu wchodzących czyta
      więcej w tematach o których dyskutujemy), że poglądy jakie się spotykam w
      różnych kulturach już wcześniej istniały we mnie? Nie reprezentuje żadnego
      wierzenia/religii/przewodnictwa. Ani wschodu ani zachodu a tym bardziej północy
      czy południa smile

      Piszesz:
      "A ja się nie zgadzam z takim podejściem do sprawy ! Nie uczyniły tego Religie ,
      lecz Człowiek ! Zawsze Ułomny , Ograniczony , Uwarunkowany , Egoista itd. "

      I tu tkwi problem. Problem dla Ciebie smile Do przepracowania jak najbardziej.
      Niestety Bóg stworzył człowieka doskonałym - a przez Ciebie teraz nie
      przemawiają własne przemyślenia tylko wzorce wyniesione z hmmm okolic KK smile
      To takie ugruntowywanie wizerunku człowieka jest bardzo sensowne. Bo... pozwala
      grupie ludzi sterować innymi.
      Niestety jest to iluzja. I Rozwój własny czy zwał jak zwał Duchowy to też
      pozbycie się ograniczeń tych klapek na oczach, tych "zaleceń" co wolno robić a
      czego nie.
      To jest prawdziwa wolność i tylko wówczas można poznać Jego. Jest to takie
      poznanie istoty Życia do końca. Życie = Wolność = Bóg = Miłość.

      Wybacz ale czasami mam wrażenie (Twoje wykrzykniki, ton Wołacza), że pracujesz w
      pewnym Radiu (RM) wink
      Nie wiadomo gdzie po prostu wypowiadasz się ze swoich przemyśleń, a gdzie
      cytujesz coś.

      I tak by the way. To człowiek wymyślił te Religie (r) smile więc skoro zakładasz w
      swojej iluzji że człowiek jest ułomny to pewno nie zakładasz że i jego dzieło
      jest ułomne? Pewno nie smile To taka wybiórcza teoria.

      Jeszcze raz mówię smile Weź wycisz się siądz przy świecy i zapytaj się Boga (o ile
      będziesz miał odwagę w tym temacie) czy odważył się stworzyć nas ułomnymi i
      później pociągać za sznurki czy też nabijać się z nas widząc z Jego perspektywy
      przyczyny i skutki naszych działań? Czy podejrzewasz Go bycia takim despotom,
      który jak wiesz Może Wszystko. Który Jest. I jednocześnie niczego nie zmienia?
      Nie zapobiega głodowi, wojnom, morderstwom? Zróbmy tą konfrontacje smile
      Acchhh pewno zaraz napiszesz "taki jest plan Boży"
      Jasne smile zawsze jak ktoś nie umiał czegoś sam dokonać to zwalał na spiskową
      teorie dziejów smile
      Doskonale wiadomo, że przyczyn zawsze trzeba szukać u siebie a nie u Boga - On
      nie ma z tym nic wspólnego.
      • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 25.04.05, 21:39
        Sc200, wybacz, teraz ja przestałem chwytać, co chcesz powiedzieć.
        Widzę to tak.
        Doskonałość otrzymaną od Stwórcy przekładasz dość swobodnie na wojnę, głód etc.
        czynioną bez Niego, bo Jego to już nie obchodzi?
        Jakże to? Stworzył wszystko i zapomniał?
        Nie ma z tym nic wspólnego? Wybacz... to mnie przerasta.
        smile

        OLZADZIWIONY :0)
        • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 26.04.05, 08:43
          old to był taki skrót myślowy smile
          Zaraz Ci to rozwine.
          Aby to zrozumieć, musisz przyjąć dwa argumenty conajmniej chwilowo! za słuszne:
          1) Nie ma grzechu (zła że tak powiem w naszym języku)
          2) Bóg nie ocenia, daje powszechną wolnośc (stara jak świat zasada Wolnostojeństwa)

          Jeśli Bóg znając przyczyny i skutki naszych działań i to lepiej niż jakikolwiek
          jasnowidz nie przerywa tego, nie wtrąca się w to to mamy możliwość powiedzieć o
          Nim jedną z dwóch rzeczy:
          albo:
          1) Jest ignorantem, który bawi się naszym kosztem. Nawołuje nas nazywając siebie
          miłością i jednocześnie doprowadzając do występków ludzi przeciwko innym
          ludziom, przyrodzie itp. Czyli zaprzecza sam sobie. Więc jest skrajnym Cynikiem.
          Skrajnym, bo On zawsze wie co bedzie jak żadny cynik na ziemi smile (tu często
          pewne religie wtrącają w to teorie "Planu Boskiego" i pośmiertnego Sądu
          Ostatecznego)

          albo:

          2) Bóg nie rozróżnia grzechu (to pojęcie dla Niego nie istnieje). I jest wielką
          Mądrością. Bo wie, że wszystko wygląda inaczej niż nas tu na ziemi o Nim
          nauczono. Że nie jest istotne czy się wszyscy zniszczymy nawzajem.
          Jeśli Go poprosimy to oczywiście zgodnie z wolną wolą naszą nam pomoże rozwikłać
          problemy. Ale zawsze pozostają inne planety setki a może miliony innych
          cywilizacji w których nasza dusza potrafi inkarnować. I jesteśmy cały czas
          w tym kole. Zbieramy doświadczenia, ewoluujemy i gra toczy się dalej. Nie
          jesteśmy w stanie grzeszyć przeciwko Niemu. Nic go nie obrazi i w niczym Mu nie
          urągamy.
          W tym sensie Bóg się w to wszystko nie wtrąca. Może niezbyt fortunne jest
          określenie że Go nie obchodzimy, ale chciałem ukazać Jego ambiwaletny stosunek
          do tego co tu wyprawiamy smile
          Chcecie zniszczyć planete - prosze bardzo.
          Chcecie niszczyć sie nawzajem zamiast cieszyć sie sobą - prosze bardzo.
          Co chcecie to macie.
          • allija Re: status majątkowy vs status duchowy 26.04.05, 12:21
            W zasadzie to zgadzam sie ze wszystkim. Jednak doswiadczyłam na własnej skórze,
            i to byc może nadawałoby sie na osobny wątek, że jednak nie do końca możemy
            robić co nam sie tylko podoba. Nie za często ale jednak Bóg (Opiekun? Anioł
            Stróż? a czy to nie wszystko jedno...) wtrąca się czasami w nasze sprawy.
            Raz w życiu wyraźnie odczułam, że uratował mnie od bardzo przykrej sprawy, byc
            może nawet ocalił życie.
            Także raz w życiu wyraźnie sprzeciwił się mojej wolnej woli. I dokładnie
            czułam, że moje działanie były stopowane niejako z góry. Uparłam się podążać
            drogą najwyraźniej nie tą. Trwało to 2 lata zanim zrezygnowałam ostatecznie. W
            tym czasie zdarzało się tyle dziwnych przypadków, które miały mnie odwieść od
            tego pomysłu, że nawet ja, osoba dosyć rozsądnie myśląca, żadna tam oszołomka,
            musze przyznać, że nie były to zwyczajne zbiegi okoliczności.
            To były bardzo ciekawe dla mnie doswiadczenia, choc musze przyznać, że w
            tamtych chwilach dosyc dramatyczne nawet.
          • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 27.04.05, 14:45
            Aby to zrozumieć, musisz przyjąć dwa argumenty conajmniej chwilowo! za słuszne:
            > 1) Nie ma grzechu (zła że tak powiem w naszym języku)
            > 2) Bóg nie ocenia, daje powszechną wolnośc (stara jak świat zasada
            > Wolnostojeństwa)

            O`K. Skoro muszę, chwilowo... smile

            W punkcie pierwszym wlepiłeś boskiemu ignorantowi funkcję doprowadzania ludzi
            do występków przeciw innym ludziom itd. - pomijając zupełnie kwestię wolności
            człowieka, wymienioną w jednym z warunków. To mi pachnie cynizmem. wink

            W punkcie drugim brakuje mi tylko warunku 3)Bogu obce są uczucia.
            Jeśli tak, Twoja zabawa w tworzenie obojętnego Stwórcy może wciagnąć odpornych
            na emocje.

            Pozdrawiam
            OLDJUŻPOCHWILI smile
            • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 27.04.05, 15:13
              error detected smile

              Ad 1) od razu odrzuciłem
              Ad 2) to Ty dopisałeś ten brak uczuć - nie ja.
              Wiążesz te dwie rzeczy razem. A je się nie wiąże.
              Nie należy moim zdaniem przypisać Bogu przymiotów, któe tu na ziemi wspólnie
              wytworzyliśmy i nazwaliśmy smile

              Brak reakcji na to co robimy jest dowodem miłości do nas samych, a nie
              obojętności w negatywnym tego słowa znaczeniu.
              Musisz old wyjść z uwarunkowań tzw. matczynych. Kiedy to za młodu rodzice
              "muszą" reagować na to co zrobi dziecko i robią to "dla jego dobra".
              • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 28.04.05, 09:27
                Znów muszę, trudno się z Tobą rozmawia. smile

                Chodzi tylko o drobną konsekwencję założenia, że Bóg jest wszystkim, które
                często tutaj powtarzamy. Jest również, wobec tego, w tym, co uważamy za wytwór
                własny, nasz, ludzki. Dlatego ten warunek (3))uznałem za konieczny, by
                dywagować na temat koncepcji, z którą , chwilowo wink, postanowiłem zatańczyć na
                tym forum. Domyślasz się, że tylko przez wzgląd na owo "muszę". smile

                Jeśli idzie o uwarunkowania matczyne, jak je nazwałeś ( a może ojcowskiewink), to
                koncepcja Boga, który jest tak mądry, że nie musi być uczuciowy, zupełnie mnie
                nie pociąga. Miłość zaś, szczególnie rodzicielska, wiąże się z pewnymi
                konsekwencjami. Tej perspektywy odrzucać ani chcę, ani mogę.

                Patrząc z własnego punktu widzenia, nie zamierzam odrzucać, z założenia,
                fragmentu widnokręgu, tylko dlatego, że nadmiar światła razi moje oczy.

                OLD smile
                • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 28.04.05, 12:16
                  old znowu wiążesz pewne pojęcia różne w całość.
                  uczuciowości Bogu nigdy braku nie zarzucałem. To Ty łączysz uczuciowość z
                  reakcją (reakcją na nasze działania)
                  Dla mnie kwintensencją miłości i uczuciowości jest niereagowanie na to co czynimy.

                  I jeszcze jedno, żadna miłość nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami. Miłosć
                  jest czystym uczuciem bez uwarunkowań i cech z nią związanych.
                  Nie jesteśmy w stanie o tym dyskutować, bo my tu na ziemi nie znamy takiej
                  miłości. Takiej czystej bezwarunkowej. I w tej miłości pojawia się zrozumienie i
                  akceptacja wolności - tego że Bóg nie wtrąca się w nasze życie.
                  • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 16.05.05, 07:40
                    Jeszcze raz wracamy do fundamentów...
                    Głęboko wierzysz w stan, jaki opisujesz.
                    Czy wyobrażasz sobie równie głęboką wiarę w stan od niego odmienny?
                    Nie istnieją argumenty, które mogłyby rozstrzygnąć taką różnicę.

                    No chyba, że z nieba spadnie tablica z deklaracją samego Najwyższego.

                    OLD :0)
                    • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 16.05.05, 07:48
                      Old opieram się na tym co dostałem niejako w Medytacji. Nie widze pułapek (na
                      razie) w stylu myślenia jaki reprezentuje.
                      Oczywiście dopuszczam inne światopoglądy smile i je szanuje - co nie zmienia faktu,
                      że lubie dyskutować.

                      Czas pokaże kto z nas był najbliżej Prawdy smile
    • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 26.04.05, 08:19
      wladi niech Ci nie będzie żal za brak u mnie tolerancji smile Przede wszystkim
      możesz się martwić (każdy) tylko za siebie - o ile to się lubi suspicious

      Nie wiem gdzie się doczytałeś że jestem nietolerancyjny smile ale niech tak
      zostanie skoro Ci to pasuje smile

      Z tym radiem to jak zauważyłeś żartowałem smile Bo nie prezentujesz takiej
      skrajności jakie to akurat radio reprezentuje.
      I to że akurat odczytujesz moje posty jako atak na Ciebie niejako potwierdza
      Twoje opory wobec pojecia... pełnej wolności. My tu sobie tylko tak dyskutujemy.
      Możemy przerzucać się argumentami - jak wiesz pewnie można w dzisiejszych
      czasach udowodnić w filozofii wszystko jak i znaleźć setki argumentów
      przeciwko... Wszystko zależy od... nastroju filozofa w danym dniu smile.
      Ale oceniając owoce widać jaki był posiew. A owoce wspólnie chyba dostrzegamy
      dookoła. Jestem pewny że się to zmieni, to już się zmienia.
      Nie jestem idealistą, ale wiem, że świat będzie inny, bo taki inny chcemy tworzyć...
    • quarantina Re: status majątkowy vs status duchowy 26.04.05, 08:32
      Nie znam tego wątku w całości. Przerasta mnie jego analiza, ale Twoja wypowiedź
      wprawiła mnie w osłupienie. To jest napisane serio?? Nie wnikam w merytoryczną
      zawartość, bo chyba nie ma jej za wiele. Chodzi mi o formę. Proponuję więcej
      prostoty, a treść będzie bardziej zrozumiała. Poza tym wyznania miłosne do
      kogokolwiek zaciemniają umysł, wierz mi. W dyskusji potrzebny jest jasny umysł.
      Tak sądzę. Mogę tak sądzić?
      quar.
    • skrzydlate Re: status majątkowy vs status duchowy 14.05.05, 11:32
      cierpienie niekoniecznie uszlachetnia, niektorych poniza, bogactwo niekoniecznie
      oslabia, niektorym daje szanse rozwoju, to wynik moich obserwacji zyciowych,
      wszystko zalezy czy dana osoba jest otwarta, ciekawa swiata, zycia i ludzi i czy
      chce poznawac nowe, uczyc sie i ma dyscypline i zapal, amen wink
      • oldpiernik Re: status majątkowy vs status duchowy 16.05.05, 07:49
        Jeśli idzie o osobiste obserwacje, hmmm...
        Istotnie, różni ludzie różnie "konsumują" swój status majątkowy.
        Jednak skłonność do pomocy, wspierania wzajemnego, czy jak to jeszcze nazwać,
        częściej spotykam wśród ludzi niezamożnych.
        Może nie jest to wykładnia wielkości ducha, a może jednak?
        Oczywiście "niekoniecznie" z poprzedniego postu daje ogromne pole interpretacji.
        Być może, takie właśnie "niekoniecznie", rozwiązałoby sporo, przełożone do
        inych tematów tego forum. :0)

        Pozdrawiam
        OLD :0)
        • sc200 Re: status majątkowy vs status duchowy 18.05.05, 23:33
          Old smile A mi się wydaje że nijak nam się wypowiadać "z obserwacji" jak ludzie
          "konsumują swoje dobra materialne"
          Bo nie ocenia się ludzi po tym ile kto komu daje.
          Rozwój (wg mnie) w sensie i duchowym i materialnym to nie dawanie każdemu, choć
          jest to bardzo szlachetne. To uzmysłowienie każdemu, że sam to może "zarobić".
          Nie jest zbyt dobre dawanie ludziom chleba, ale nauczyć "jak orać, jak dosłownie
          używać tego pługa".

          I ponieważ wiele osób sądzi o mnie jako Kontrowersyjny Człek smile To dorzuce.
          Ludzie mało jak to nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) chętniej dają, ale
          dają albo z poczuciem często straty, albo poczuciem "pomocy dla biednych".
          Obydwa poczucia (pomijam to że jest to jeszcze raz mówie "szlachetne") są
          poczuciami wypaczającymi sens doskonałości każdej ludzkiej istoty. Jest to
          podobny mechanizm jak w modlitwach.

          Jeśli o coś prosisz tzn że zaprzeczasz Boskiej doskonałości świata, jeśli dajesz
          coś komuś dlatego że jest biedny, to też zaprzeczasz... Jego (tego człowieka)
          Boskiej doskonałości - i tym samym przyczyniasz się (sic!) do jeszcze większej
          "niewiary" tego człowieka w siebie. Bo jakże łatwiej brać od innych, niż
          skorzystać... z mocy własnego umysłu.
          Najlepszym rozwiązaniem jest modlitwa o oczyszczenie u innych (tych "biednych"
          choć dla mnie jest to pojęcie "tych, którzy zapomnieli o swojej istocie")
          intencji... do zarabiania i otworzenie ich na bogactwo. Każde. Materialne,
          duchowe, zdrowotne itp.


          Oczywiscie jeśli dawanie ma być czyste - to musi być bez intencji. Bez UKRYTYCH
          intencji poczucia straty u siebie i poczucia biedy u innych...
          Są na ten temat odpowiednie opracowania, w tym taki piękny pdf, którzy krąży po
          Polsce... (www.sekret.net.pl). Niniejsze opracowanie (do ściągnięcia za darmo z
          powyższej strony!) i wiele innych potwierdza moją teorie.

          Co jeszcze potwierdza? Praktyka smile
        • sc200 ERRATA 18.05.05, 23:38
          Napisałem:
          "I ponieważ wiele osób sądzi o mnie jako Kontrowersyjny Człek smile To dorzuce.
          Ludzie mało jak to nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) chętniej dają, ale
          dają albo z poczuciem często straty, albo poczuciem "pomocy dla biednych".
          Obydwa poczucia (pomijam to że jest to jeszcze raz mówie "szlachetne") są
          poczuciami wypaczającymi sens doskonałości każdej ludzkiej istoty. Jest to
          podobny mechanizm jak w modlitwach."

          jest: "nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) chętniej dają"
          ma być: "nazywasz zamożni (znaczy się niezamożni) najczęściej chętniej dają"

          I mały do tego dopisek.
          Skąd takie moje twierdzenie? Bo dlatego, zgodnie z prawem Obfitości, często
          ludzie mniej zamożni dalej pozostają mniej zamożnymi (mimo dawania! czyli prawa
          obiegu energii) - oczywiście zakładamy, że nie ma wśród nich osób, których nie
          interesuje.. Bogactwo (trzeba dość też jasno odseparować ludzi, którzy inkarnują
          z intencją "cierpietnictwa", "poświęcania się dla innych")
          • oldpiernik Mnóstwo przemilczanych założeń? 23.05.05, 14:34
            Nieco brakuje mi kontekstu, do klasyfikacji, którą przeprowadziłeś.
            Okazując szczodrość, według Ciebie, człowiek niezamożny leczy swoje kompleksy?
            Nie przekonuje mnie Twoja wypowiedź.

            Oczywiście, starasz się być konsekwentny w kreowaniu negatywnych (w sensie, jak
            poniżej) motywacji wszelkich działań.

            > Obydwa poczucia (pomijam to że jest to jeszcze raz mówie "szlachetne") są
            > poczuciami wypaczającymi sens doskonałości każdej ludzkiej istoty. Jest to
            > podobny mechanizm jak w modlitwach."

            Mechanizm może być podobny.
            Jednak gdzieś w tle pobrzmiewa mi sarkastyczna uwaga.
            Każda pomoc obraża tego, któremu się ją okazuje, "wypaczając sens doskonałości
            każdej ludzkiej istoty." W sensie materialnym i każdym innym, jak mi się wydaje.
            Jeśli opacznie zrozumiałem Twoje intencje, objaśnij, proszę.

            Bo jeśli zrozumiałem je właściwie... :0)

            OLDZDZIWIONY(CHYBA)
            • eevvaa Re: Mnóstwo przemilczanych założeń? 23.05.05, 19:21

              Witaj Oldzie smile

              Wydaje mi się, że zawsze łatwiej jest dawać niż brać. Moim zdaniem ludzie nie
              powinni dawać biednym tak zwanych datków, bo ich tym upakarzają - jeżeli mają
              możliwość to powinni stwarzac sytuacje, żeby każdy mógł sam zdobyć potrzebne
              pieniądze.Dając poniżamy innych, więc jak możemy oczekiwać jeszcze podziękowania?

              ewa
              Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
              • oldpiernik Re: Mnóstwo przemilczanych założeń? 23.05.05, 23:22
                Popełniasz, Ewo, założenie, że dawanie wiąże się z oczekiwaniem czegoś w zamian.
                Analogiczne chyba, choć nie mam pewności, do treści zawartych w postach Sc200.
                smile

                Czy to jedyna przyczyna szczodrości, jaką potrafisz sobie wyobrazić?

                Pisząc o większej skłonności obdarowywania u niezamożnych, zastanawiałem się
                nad prostotą samego aktu. Nic nadzwyczajnego nie ma w tym, że coś komuś, ktoś
                daje. Oczywiście, każdemu można przypisać intencje według własnego widzimisię.
                Tylko po co?
                Jednak zamożność osiąga się zachowując dobra. Ten aspekt wciąz mi umyka w
                czasie rozważań na temat, jak w tytule wątku. smile
                Nie idzie bynajmniej o jałmużnę, dawaną "na odczepne".
                Czy obraziłbym Cię, zapraszając, na przykład, na kawę? smile
                Ten post nie posuwa rozmowy naprzód, więc chyba lepiej pójde się z tym
                przespać. smile
                Być może różnica w spojrzeniu na temat, tkwi istotnie w różnicy doświadczeń.
                Kolejny raz napiszę: nie wiem.
                Jednak nie daje mi spokoju myśl, że jakaś zależność między stanem ducha i
                stanem sejfu istnieje...

                Pozdrawiam
                OLD :0)
                • krytyk2 Re: Mnóstwo przemilczanych założeń? 24.05.05, 16:44
                  Wydaje mi się ,że istnieje duża różnica pomiędzy bogatymi i biednymi w kwestii
                  łatwości dawania i intencji dawania.
                  Nic się na świecie nie dzieje bez przyczyny.
                  Jeśli ktoś zgromadził pewien majątek ,to rzadko odbywało sie to przy
                  okazji ,niejako "niechcący".Więc jeśli juz ktoś coś ma ,to zwykle jest to
                  widomy skutek jego materialistycznego systemu wartości.A do tego systemu
                  zaliczam m.in. oszczędność ,racjonalnośc inwestowania(w której to racjonalności
                  dawanie jalmużny w ogóle nie ma prawa sie pojawić jako akt nieracjonalny).
                  Bardzo często bogaty nie rozumie biednego albo osoby w ogole pozbawionej
                  jakiegokolwiek majatku/"niech sie lepiej weźmie do roboty!""pieniądze leża na
                  ulicy -wystarczy je tylko podnieść"itd/.Gromadzenie dóbr często przeradza się w
                  cel sam w sobie a od strony psychologicznej skutkuje to
                  kompulsywnym ,nabierającym tempa przyspieszeniu
                  czynności "dobrotwórczych".Wszystko inne przestaje się liczyć.Głowną ofiarą
                  tego procesu pada człowiek ,inny człowiek ale -czasem też sam
                  podmiot "dorabiania się".Nie ma już ludzkich relacji i ludzkiego podejścia.
                  Z biednymi jest inaczej .W ich relacji z innymi ludźmi ani pieniądz ani dobra
                  materialne nie stoją na przeszkodzie.Brakuje zapośredniczenia.
                  Tak jak dla bogatego funkcję bezpieczeństwa egystencjanego/oddalenie lęku
                  egzystencjalnego/przejmuje pieniądz tak dla biednego funkcje tę przejmuje
                  relacja z drugim człowiekiem.Dlatego biedny nie może sobie
                  pozwolić/teoretycznie ,oczywiście -bo w praktyce rożnie bywa,ale mówimy
                  przeciez o prawdzie jako opisie pewnej tendencji a nie o prawidle
                  bezwyjątkowym/na psucie relacji z innymi ludźmi.Gdyby tak robil pozbawiłby sie
                  jedynej egzystencjalnej ostoi.
                  Można tutaj zapytać :co jest pierwsze -jajo czy kura?
                  Czyli : czy przyjęcie systemu wartości opartego na silnych relacjach z innymi
                  ludxmi prowadzi do ubostwa a brak zaufania do tych relacji do bogactwa czy też
                  odwrotnie- ubostwo/bogactwo/ prowadzi do wykształtowania sie takich a nie
                  innych systemów wartości.Ale to juz temat na inny wątek.Pozdrawiam K
                • eevvaa Re: Mnóstwo przemilczanych założeń? 25.05.05, 14:16

                  Oldzie smile

                  miłe zaproszenie na kawę na pewno nigdy nie mogłoby mnie obrazićwink

                  Jeżeli chodzi o poruszony temat, to nie wiem czy mam rację. Ja tylko z własnych
                  doświadczeń wiem, że wolę obdarowywać niż być obdarowywana, ale to mój problem
                  - może do przepracowania ?
                  Pozdrawiam smile
                  ewa
                  Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
                  • oldpiernik Re: Mnóstwo przemilczanych założeń? 03.06.05, 13:37
                    Jeszcze jedno. :0)
                    Dawanie szansy wypowiedzi na forum stwarza również specyficzne komplikacje.
                    :0)
                    Nie tylko ze względu na różny poziom przemyślenia/przepracowania/przeczuwania u
                    różnych uczestników rozmowy.

                    Na szczęście, w tym przypadku, nie ma problemu z zamożnością... ;0)

                    OLD :0)
                      • entuzjazm Re: problem postawiony na głowie 30.11.05, 11:49
                        WoW! Naczytałem sie po uszy. Mój komentarz jest taki: w rozdowju duchowym nie
                        chodzi ani o dostatek ani o niedostatek materialny, a coś zupełnie innego. Stąd
                        cały problem postawioiny jest na głowie. Sc200 mysli, ze jak ktoś odrzuca
                        mozliwośc dostatku to ma wkodowaną biede. Uprawia krypotodualizm myslowy
                        przesloniety pseudomonizmem, hi hi hi, bo mu tak z medytacji wychodzi...
                        Kiurde, prorok czy co? smile)))))))))))
                        • agnitum Re: problem postawiony na głowie 30.11.05, 12:46
                          Niedokładnie przeczytałeś lub zrozumiałeś smile
                          Nigdzie w wątku nikt nie napisał że jeśli odrzuca bogactwo ktokolwiek to dlatego
                          że ma wkodowaną biede.
                          Wniosek jest taki, że da się rozwijać duchowo i jednocześnie w świecie materii.

                          Natomiast faktem jest że wiele osób chciało by poprawić swój status materialny,
                          ale poczucie biedy (jako program niższego ja) to uniemożliwia.
                          Oficjalnie kazdy chce być bogaty, ale czy daje sobie na to pozwolenie wewnętrzne?
                          Jest to jedna z generalnych przyczyn różniących np. społeczeństwo Polskie (biede
                          tu kodowano nagminnie poprzez media... przez wiele lat) a np. społeczeństwo
                          Amerykańskie/Angielskie/inne przykłady.
                          Brak świadomości tego że każdy człowiek zasługuje na bogactwo jest katastrofalny
                          - wystarczy że sobie popatrzysz na stan bogactwa Polaków (no i to wieczne
                          narzekanie smile).

                          Agnitum smile
                          • entuzjazm Re: problem postawiony na głowie 30.11.05, 13:08
                            Naspisałerm krótko to, co Ty teraz, moim zdaniem, potwierdzasz, pisząc co
                            polskie media w nas kodują. Wątki Sc200 pocztalem dokładnie i, jak rozumiem,
                            chodzi mu nie o "wkodowanie biedy", ale "wkodowanie tego, ze bieda jest
                            wartoscią duchową", czemu prezeciwstawia inne "wkodowanie": tego, ze waroscia
                            duchowa jest bogactwo. A ja twierdzę, ze w rozdowju duchowym nie chodzi ani o
                            to, ani o to.Innymi slowy: nie chodzi o to, by sobie cokolwiek "wkodowywać".
                            Np. afirmacjami bogactwa, czy jak tam je inaczej zwać... Pozdro. E.
                            • agnitum Re: problem postawiony na głowie 30.11.05, 15:34
                              Entuzjazm zgadza się.
                              W rozwoju duchowym nie chodzi o to aby sie bogacić.
                              W RD chodzi o to aby być szczęśliwym też z samym sobą. Skutkiem "ubocznym" RD jest
                              szczęście w świecie materialnym. Ale nikt broń Boże nie dąży do tego za wszelką
                              cenę.

                              Poza tym to że dla CIebie w RD nie chodzi o bogactwo to nie zmienia faktu, że
                              inni chętnie by poprawili swoje bogactwo smile
                              RD to wszystko.
                              To bogacenie się, to zdrowienie, to kochanie innych - a wszystko to dlatego że w
                              RD (w czym wszyscy chyba się zgadzają) chodzi o to aby sobie przypomnieć, jak
                              jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga. Po zaakceptowaniu tego, ma się wszystko w
                              KAŻDEJ dziedzinie życia.

                              A naprawdę w wątku chodzi akurat moim zdaniem o to aby zaakceptować bogactwo w
                              swoim życiu jako dar Boga i odrzucić błędne założenia pompowane w społeczeństwo.

                              Agnitum smile
                              • entuzjazm Re: problem postawiony na głowie 30.11.05, 15:46
                                Acha, rozumiem. Bogactwo jest "skutkiem ubocznym" RD ... smile Jesli wiec ktoś
                                uważa ubostwo za swoje bogactwo, to chyba ok, nie? On po prostu nie potrzebuje
                                bogactwa ( materialnego ). Wniosek: pojecie "bogactwo" i "ubóstwo" to rzecz
                                wzgledna. Jedni chca RD i tego "ubocznego skutku" w postaci materialnego
                                bogactwa, a inni nie, bo juz maja wszystko, wiec po kiego im jeszcze kasa?
                                Akceptuję żem dziecko boże i mam wszystko, ale nie jestem do tego przywiązany,
                                wiec moge wybierac: chcę czy nie chce oplywac w materialne dobra. Jedni chca,
                                inni nie. Ciekawe co ich motywuje do takich wyborow.
                                • agnitum Re: problem postawiony na głowie 01.12.05, 08:25
                                  Tak można to nazwać. Że jest to "skutek uboczny". Oczywiście użyte pojęcie
                                  dokładnie nie odzwierciedla tego czym to jest, ale wydaje mi się blić najbliższy
                                  prawdzie.
                                  Jeśli ktos nie potrzebuje bogactwa w swoim życiu - to oczywiście Jego wybór.
                                  Ale wątek miał uzmysłowić droge... w której nie trzeba wybierać drogi ascetyzmu
                                  decydująć się na RD smile
                                  Dość często wiele osób (wystarczy poczytać to lub inne fora/blogi) rezygnuje z
                                  RD bo boją się tego, że nie da im to Bogactwa. Czyż nie znane są powiedzenia
                                  powszechne: "Kto nie ma szczęścia w kartach ten ma szczęście w miłości" ? smile
                                  Wiele takich błędnych założeń "żyje" w obiegowym światopoglądzie.
                                  Czy że nie można mieć wróbla w garści i... itp
                                  Celem wątku wydaje mi się było uzmysłowienie, że z niczego nie trzeba rezygnować
                                  - wprost przeciwnie korzystać z darów Boga.
                                  Możesz to Ty, Ja, i każdy inny człek wink

                                  A co ich motywuje do takich wyborów?
                                  Temat rzeka smile pewnie każdy musiałby napisać za siebie.

                                  Agnitum smile
                                  • entuzjazm Re: problem postawiony na głowie 01.12.05, 12:01
                                    Gdyby faktycznie byłby to "skutek uboczny", wszyscy wielcy mistycy opływaliby w
                                    dostatki... Rozumiem sens wątku. Nie twierdzę zreszta, ze JEDYNIE asceza
                                    prowadzi do RD i ze trzeba zrezygnoweac w tym celu z dóbr materialnych. Po
                                    prostu uważam, ze nastawienie na Bogactwo to versus nastawienia na Asceze. W RD
                                    zaś, moim zdaniem, nie chodzi ani o to, ani o to, bo oba nastawienia są "chore"
                                    i zwodnicze. Ponadto sądze, ze RD jest drogą rezygnacji: nie z dóbr
                                    materialnych lecz z czegos innego. Ze złudzeń; takze tych odnoszacych się do
                                    RD. "Afirmacja bogactwa" wszakze nie niewczy żadnych iluzji; przeciwnie -
                                    utwierdza je, gdyż wmawia ludzioim, ze w RD z niczego w ogóle nie trzeba
                                    rezygnowac. No nie, sorki, trzeba, skoro tyle tu mowi się o wegeterianizmie i
                                    temu podobnych sprawach. I znowe problem postawiony na głowie. Wegetarianizm
                                    nie jest ani srodkiem ani celem RD. Ale ten temat chyba juzporusze w innym
                                    watku. Pozdr. E.
                                    • agnitum Re: problem postawiony na głowie 01.12.05, 12:57
                                      Wegeterianizm to faktycznie sprawa na inny wątek smile
                                      Lepiej nie dyskutować nad tym czy morderstwo innych istot wpływa na nasz RD czy
                                      też nie tongue_out smile

                                      Niby z jakich złudzeń RD każe rezygnować?
                                      Chyba z takich, że nie kierujemy własnym losem? Chętnie podyskutuje smile Jakie?

                                      Agnitum smile
                                      • entuzjazm Re: problem postawiony na głowie 01.12.05, 14:29
                                        Morderstwo? Cokolwiek jemy popełniamy "morderstwo". Warzywko tez byt zyjacy...
                                        I chce zyc. Ale faktycznie, to inny watek... smile

                                        RD nie każe nam z niczego rezgygnowac, bo nie ma takiej siły sprawczej. To
                                        raczej w drodze RD nastepują reozmaite "rezygnacje". Np. z wizji oswiecenia
                                        jaka sie posiada. RD moim zdaniem nie jest równoznacze z "kierowaniem swoim
                                        losem". To magiczna optyka RD, ktora co najwyzej udaje mistycyzm ( rzecz
                                        oczywiscie nie w nazwach ). Proces RD polega takze na "obaleniu falszywych
                                        bozków", tj. rugowaniu umyslowej ( i nie tylko umyslowej ) idolatrii. Z RD jest
                                        tak, ze wchodzimy weń napakowani "wiedza" o RD, ktora potem nie tylko podlega
                                        weryfikacji, ale i tez odrzuceniu. To mialem na mysli, piszac o rezygnacji,
                                        gdyż każde takie odrzucenie rozmaitych "idoli" dokonuje się jako akt wolnej
                                        woli.
                                        • margaretkaberetka Re: problem postawiony na głowie 09.12.05, 23:26
                                          A ja sobie wlasnie tak dzisiaj myslalam o RD i o bogadztwie.Doszlam do takiego
                                          wniosku ze przyszlismy tu na ziemie z celem.Z celem jakim jest sukces,madrosc i
                                          rozwoj duchowy.Wystarczajaco jest na ziemi ludzi biednych ,i wlasnie po to
                                          przychodzimy zebysmy mogli im pomagac,uprzyjemnic zycie sobie i innym.A jakim
                                          to sposobem mial by to zrobic biedak ktory sie wyrzeka wszystkiego ,mieszka w
                                          drewnianym domku,medytuje i je korzonki?.Zyje w odosobnieniu i mowi ze sie
                                          rozwija duchowo.A co on swiatu niesie za dobrobyt ze swoich medytacji?
                                          Niektorym sie udalo je opisac i wniesc do psychologi,jako pomoc w terapiach czy
                                          w rozumieniu ludzkiego mechanizmu umyslu.ALe ta reszta pozamykanych w
                                          klasztorach to co robi dobrego? No co?
                                        • taischa Re: problem postawiony na głowie 28.12.05, 21:11
                                          wydaje mi sie ,ze masz racje entuzjam, RD nie kaze nam z niczego rezygnowac.
                                          Mam wrazenie ,ze czlowiek ,ktory jest na wlasciwej sciezce duchowej po pewnym
                                          czasie nabywa umiejetnosci wlasciwej oceny zdarzen tego co sie wokol niego
                                          dzieje,a w konsekwencji potrafi to przelozyc na dzialania. Potrafi w swiecie
                                          materialnym dzialac w pewien okreslony sposob tzn. skuteczny, nie poswiecajac
                                          temu zbyt wiele swego czasu, energii czy koncentracji, a jedynie tyle ile to
                                          wymaga, ani wiecej ani mniej i bez zbytniego przywiazywania sie do efektow
                                          dzialania. Taki czlowiek doskonale potrafi poruszac sie zarowno w swiecie
                                          materii i ducha, ale jest wolnym od przywiazania. Efektem jest to ,ze jest
                                          elastycznym w dzialaniu, mysleniu i swym funkcjonowaniu. Potrafi bez zbednego
                                          uzalania sie nad soba i swa sytuacja przetrwac okres trudniejszy w swym zyciu
                                          np. biedy i wyciagnac z tego maks. korzysci ale i potrafi samodzielnie wyjsc z
                                          niej i jesli ma okres prosperity to potrafi w tym zachowywac wlasciwy umiar i
                                          docenia to ale bez zbytniego nadawaniu temu znaczenia gdyz wie ,ze nasze
                                          samopoczucie zalezy od naszej swiadomosci.
                                          Reasumujac bogactwo ani bieda nie sa ani pomocne ani zbyt przeszkadzajace w
                                          rozwoju duchowym, wink
                                          • szuwary4 Re: problem postawiony na głowie 29.12.05, 06:50
                                            Może faktycznie na rozwój duchowy stan posiadania pozostaje bez znaczenia, ale
                                            stagnacja i upadek mogą mieć z nim jednak cos wspólnego. Już św.Tomasz z Akwinu
                                            zauważył,że częściej do nędzy moralnej prowadzi nędza materialna niż bogactwo,
                                            a pewne odłamu protestantyzmu (Kalwinizm) uważały materialne bogactwo za
                                            przejaw bożej łaski.
                                            • tom40gda Re: problem postawiony na głowie 29.12.05, 07:08
                                              smile)))))
                                              Byt jednak okresla swiadomośc?
                                              smile)))))
                                              Marks miał rację?
                                              Ale fakt. Kłania sie piramida Maslowasmile Jak nie ma co do garnka włozyc....To nie
                                              bedzie sie rozmyslać o transcendencji....Natomiast wraz z rozwojem duchowości
                                              zmieniaja sie potrzeby, ale, nie spotkałem jeszcze biednego (obiektywnie),
                                              rozwinietego duchowo człowieka. Tylko, ze taka osoba jedzie sobie do Indii na
                                              medytacje, a człek konsumpcji, na narty do Austrii. I jeszcze głośno o tym krzyczysmile
                                              Na pewnym poziomie rozwoju masz tyle, ile potrzebujesz. Ani mniej, ani wiecejsmile
                                              ozdrawiamsmile
                                              • entuzjazm Re: problem postawiony na głowie 02.01.06, 23:09
                                                Jak powiedziałem: rzecz nie w bogaceniu sie i nie w nie bogaceniu się. Rzecz w
                                                braku niezdrowych pragnień. Rezygnacja z idolatrii na drodze RD jest jak
                                                najbardziej REZYGNACJĄ, gdyz... idolatria wbrew pozorom zubaża, a nie bogaci.
                                                Zatem jest też BOGACENIEM SIĘ. Zasadę: "im mniej masz tyb blizszy jesteś Bogu"
                                                możla łatwo wypaczyc ( asceza ). Zasadę kalwińską ( de facto
                                                starotestamentową ): "przejawem łaski Boga jest bogactwo", też łatwo wypaczyc,
                                                jesli mysli sie tylko o bogactwie materialnym. W tym wzgledzie w RD obowiazuje
                                                prawo równowagi, jak mi się zdaje.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka