Dodaj do ulubionych

Kultura Mao

12.07.05, 14:30
Artykuł w tyg. "Forum" stał się przyczynkiem do rozmowy nt reżimu chińskiego,
maoizmu i pozostałych po nim do dziś patologii w życiu społecznym i
politycznym Chin. O faszyzmie i komunizmie europejskim rozmawialiśmy, twórców
tych ideologii napiętnując. A Mao? Ile ludzi zabił maoistyczny system? Ile
zadano gwałtu narodowi w imię żądzy władzy:

"Z biografii Mao wynika, że nie miał on żadnych ideologicznych zapatrywań.
Autorzy przekonują, że nie był wielkim chłopskim przywódcą, jak przedstawiała
go komunistyczna mitologia, lecz kierował się wyłącznie osobistą żądzą władzy.
Odrzucał ideę równości i prowadził katastrofalną politykę antychłopską. Nie
zadowalając się władzą tyrana w Chinach, chciał podbić świat, a jego obsesją
stało się dążenie do pozyskania broni nuklearnej, niezależnie od wielkich
kosztów, które ponosił cały kraj. Chęć zbudowania światowego supermocarstwa
zdaniem Chang „stanowiła jądro jego myśli“."

Cytat pochodzi z książki Jung Chang "Mao, historia nieznana"

"Chang należała niegdyś do Czerwonej Gwardii, a kiedy była dziewczynką tak
głęboko wpojono jej maoistowskie przekonania, że sama sobie udzieliła
reprymendy, gdy ogarnął ją smutek na wieść o tym, że Mao rozkazał zlikwidować
wszystkie trawniki i kwiaty. W przededniu swych 16 urodzin, kiedy
zadenuncjowano jej rodziców, była świadkiem brutalnej akcji w ich mieszkaniu –
próbowała wtedy spuścić w muszli klozetowej kartkę ze swym wierszem, w którym
dawała wyraz rosnącemu rozczarowaniu reżimem. Dzisiaj chińskie władze zapewne
chętnie zrobiłyby to samo z jej ponad 800-stronicową biografią Mao."

W pierwszej książce "Dzikie Łabędzie" wydanej na początku lat '90 autorka
"opisuje dzieje rodziny Jung Chang, przedstawiając losy trzech pokoleń kobiet
w straszliwym dla Chin XX wieku. Książka pojawiła się w odpowiednim momencie,
aby zaspokoić głód czytelnika spragnionego informacji o tym nieznanym kraju.
Dla wielu ludzi na Zachodzie „Dzikie łabędzie” były pierwszym prawdziwym
źródłem wiedzy o życiu w Chinach pod rządami partii komunistycznej."

Książka ta jest zakazana w Chinach. Kto ją czytał?

W Polsce też żyją Chińczycy. Czasami ich spotykam, ale nic o nich nie wiem.

Artykuł w linku:
wiadomosci.onet.pl/1234910,2678,1,kioskart.html
Obserwuj wątek
    • witekjs Re: Kultura Mao 13.07.05, 07:33
      Dziekuję, że nas poinformowałaś o tej książce.
      Maoizm okazał się czymś równie niewyobrażalnie strasznym jak Leninizm-Stalinizm.
      Doskonale widać to na wykresie, który znalazłem wśród wielu przerażajacych
      opracowań w Google /China Mao Genocide/.
      users.erols.com/mwhite28/atrox.htm
      Niezwykle ciekawą i straszną w swej wymowie książka są wspomnienia lekarza Mao,
      dr Li Zhisui, Prywatne życie przewodniczacego Mao, W-wa 1996.

      Pozdrawiam. Witek
      • ijaw Re: Kultura Mao 13.07.05, 10:48
        A czytałeś książkę, którą polecasz? Będę szukać tej i "Dzikich łabędzi". Warto
        dowiedzieć się więcej.
        Wykres wymowny. Dzięki.

        ps. chciałabym temu wątkowi nadać podobny charakter do wątków cygańskiego,
        wietnamskiego,, także jeśli znajdziesz jakieś stowarzyszenia chińskie, itp, w
        Polsce, to proszę tutaj. Sama znalazłam radio chińskie po polsku, ale nie umiem
        się do niego dobrać, zresztą nie miałam czasu próbować..
        • ijaw China Radio International 13.07.05, 10:59
          pl1.chinabroadcast.cn/
          można posłuchać radia po polsku, nauczyć się chińskiego
          mam nadzieję, że link otworzy się:)
          • ijaw Kultura Chin 13.07.05, 11:05
            Link z China Radio o kulturze
            pl1.chinabroadcast.cn/newpol/wh.htm
            kurs chińskiego rewelacja, już próbowałam:-)
            • witekjs Re: Kultura Chin 13.07.05, 21:43
              Cieszę się, że zainteresowałaś się Kulturą Chin.
              O kulturze Mao trudno mówić...
              Była to wyjątkowo odrażająca postać, o czym dokładnie pisał jego lekarz.
              Tę bardzo ciekawą książkę czytałem w 96r.i zrobiła na mnie przygnębiające
              wrażenie.
              Chinami interesuję sie "od zawsze" i istnieją tego pewne niecodzienne powody. :)
              W związku z powyższym od dawna zbierałem książki, a od kilku lat coraz
              ciekawsze linki w inernecie z całego świata.
              Raz w życiu udało mi się tam być i bardzo chciałbym to powtórzyć.
              W Forum Chiny znajdziesz niemało ciekawych informacji... ;) :))

              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25095
              Pozdrawiam. Witek
              • ijaw Re: Kultura Chin 14.07.05, 13:16
                Kulturą Wschodu, w tym, Chin, Indii, interesuję się od dawna. Nie jestem wielkim
                znawcą, ledwie coś wiem:) Jestem pod wpływem wschodnich filozofii a choć nie
                związana z żadną grupą religijną, typu buddyzm, zen, hinduizm, przejęłam z nich
                ( i innych) pewne wartości, którymi posługuję się w życiu.
                Wątek chiński jednak nie jest wynikiem moich osobistych zainteresowań, a służyć
                ma poszerzeniu wiedzy, bo przecież forum spełnia cel edukacyjny. No i przecież
                mamy Chińczyków w Polsce. Chadzają swoimi ścieżkami, prawie niewidoczni.
                Kilka lat temu na jakiejś wystawie spotkałam szefa chińskiej agencji prasowej.
                Rozmowa była gładka ale tylko o parzeniu herbaty:-) I o sztuce.
                • witekjs Re: Kultura Chin 14.07.05, 19:53
                  Szefowie agencji prasowych nie są najlepszym źródłem wiedzy o czymkolwiek...
                  Niewielu nas tutaj i nikt z nas nie jest ekspertem.
                  Dobrze jednak abyśmy zebrali wartościowe źródła, dzięki którym i my nauczymy
                  się coraz więcej z tego o czym chcemy rozmawiać.
                  Pozdrawiam. Witek
                  • ijaw Re: Kultura Chin 16.07.05, 00:13
                    E, ja próbowałam wciągnąć człowieka w ciekawą rozmowę, ale o gatunkach i
                    parzeniu herbaty można w nieskończoność:-)
                    Czy wiesz, że vis a vis Dziekanki jest sklep założony przez Chinkę, a w nim
                    sprzedawane są cudnej urody chńskie stroje. Jedwabne, atłasowe, haftowane,
                    ręcznie malowane i takie tam bajery, wcale nie takie tanie. Pani powiedziała, że
                    w takich cudeńkach chodzą ludzie na co dzień, do pracy. Zamarłam z wrażenia, bo
                    ja bym na to tylko sobie patrzyła:)) Poza ciuchami są różne upominki, dodatki.

                    Może kiedyś trafi do nas jakiś ekspert.
      • witekjs Re: Kultura Mao 15.07.05, 16:46
        Koniecznie trzeba dodać jeszcze ten link :
        www.hawaii.edu/powerkills/NOTE2.HTM
        Witek
        • ijaw Re: Kultura Mao 16.07.05, 00:29
          Taaa, to jest prawdziwa kultura Mao!!! I te liczby powalające z nóg. Popatrz, a
          ludziom dość często wydaje się, że największe żniwa zbrodni zebrała II WŚ, a tu
          figa, "lepszy" był w tej kategorii sowiecki komunizm i chińskie kulturalne
          ludobójstwo maoizmu, plus chiński nacjonalizm:(
          A tak, link jest szalenie potrzebny i każdemu polecam obejrzeć i poczytać.
          Słabsi psychicznie proszeni są o zaaplikowanie nerwosolu przed oglądaniem zdjęć.
          Takie to kulturalne.
          Mówi się okrutni hitlerowcy, zobaczcie okrucieństwo innych. O którym dodatkowo
          nie wiele się wie, nie wiele się mówi. Mhm, bo dotyczy jednego narodu, poza Europą.
          • witekjs Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna 1966- 76 16.07.05, 10:45


            Trwała przez 10 strasznych lat.
            Cały cywilizowany świat z przerażeniem patrzył, do czego może
            doprowadzić "komunizm" w wydaniu Mao i jego żony i innych prominentnych
            towarzyszy.
            Miliony ludzi, począwszy od profesorów uczelni, artystów, a kończąc
            na "inteligentach", których rozpoznawano po okularach, cierpiało niewyobrażalne
            upokorzenia i ginęło z rąk, nie tylko Hun bei binów.
            Oszalałe tłumy prymitywnych, nie tylko młodych ludzi mordowały bezbronnych,
            niewinnych współobywateli i niszczyły Kulturę Chin.
            Konsekwencje tej "kulturalnej" rewolucji są dramatyczną traumą dla Narodu Chin.
            Formalnie, Rewolucj Kulturakna zakończyła się procesem "Bandy czworga", na
            czele z wdową po Mao, niespełnioną aktorką, Jiang Qing.
            en.wikipedia.org/wiki/Gang_of_Four_(China)
            Wielką nadzieją i szansą dla umęczonego Narodu było objęcie władzy przez Deng
            Xiaopinga.
            Tragicznie zakończyło się to na Placu Tienanmem 4 czerwca 1979 r.
            W dniu, w którym w Polsce przeżywaliśmy bardzo szczęśliwi, pierwsze Wolne
            Wybory.
            Jesienią 78r. byłem w Chinach i spotykałem się tam z niezwykłą życzliwością,
            pełnych nadziei i radości z ogromnych zmian, Chińczyków...

            Pozdrawiam. Witek




            media.mmm.edu/scrapbook/
            kaladarshan.arts.ohio-state.edu/exhib/poster/PictPow1.html
            www.zitantique.com/cr.html
            en.wikipedia.org/wiki/Cultural_Revolution
            www.answers.com/topic/cultural-revolution?method=5&linktext=Cultural%20Revolution
            • witekjs Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna ERRATA 16.07.05, 11:21
              Tragedia Tienanmen/ i nasze wybory/ 4 czerwca 1989
              W Chinach byłem w 1988r.

              Przepraszam za pomyłki.
              Witek


              www.phm.gov.au/hsc/evrev/cultural_revolution.htm
              www.cnn.com/interactive/specials/9908/china.revolution.posters/intro.html
              newton.uor.edu/Departments&Programs/AsianStudiesDept/china-cr.html
            • ijaw Re: Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna 196 16.07.05, 12:09
              Oglądałam kiedyś historię ostatniego cesarza Chin, którego uwięziono i poddano
              "specjalnej" obróbce. Mycie klozetów, czyszczenie innym obuwia przy
              akompaniamencie szyderczych śmiechów i bicia służby więziennej to były stałe
              elementy wychowawcze. Przez wiele lat do końca swej odsiadki, dzięki
              wstawiennictwu jednego z jego dawnych służących, pełnił funkcję ogrodnika
              więziennego. Ta pracy umożliwiła mu przeżycie piekła. Kiedy uznano, że został
              "ukulturniony" czyli nauczony porządku komunistycznego wypuszczono go na
              wolność. Był już starym człowiekiem. W dniu śmierci on zachichotał z komunistów.
              Zmarł we własnym pałacu, przeistoczonym w muzeum. I żeby było dowcipniej na
              własnym tronie.

              W linkach są m.in. cudne reklamy z przed rewolucji, okres szanghajski.
              A znalazłam tam też takie cudo propagandowe. Ile w nim jest tolerancji i
              miłości, zrozumienia dla wielu narodów. Myślałby kto, że i prawda.
              Ale jako idealnie odzwierciedlający nasze idee, wielokulturowości pozwoliłam
              sobie wyciągnąć tutaj do prezentacji:
              www.1930shanghai.com/items/263074/en1store.html
              • witekjs Rewolucja Kulturalna TV, Filmy, sztuka, zdjęcia 16.07.05, 13:01
                Również ogladałem ten film.
                To co działo się w czasie reedukacji artystów, intelektualistów,
                biednych "inteligentów" w okularach i wszystkich, których przy okazji można
                było zniszczyć trudno sobie wyobrazić.
                Jest wiele wspomnień i innych opracowań.
                Niewiele jest online...
                Podaje linki z "tfurczością", czerwonymi gwardzistami i zdięcia z Chin tamtego
                czasu.
                Witek

                www.morningsun.org/multimedia/#
                www.iisg.nl/~landsberger/
                www.tcc.leidenuniv.nl/index.php3?c=168
                rwor.org/i/china/gprc1.htm
                www.asiasociety.org/arts/chinaphotos/frame_set.html
                • ijaw Re: Rewolucja Kulturalna TV, Filmy, sztuka, zdjęc 16.07.05, 14:02
                  Dobra tfurczość:) Odzwierciedla epokę. Chińskie traktorzystki i polskie
                  traktorzystki. Prawda, jakie to wyzwolone?
                  Przejrzałam linki. Dzięki za nie.
                  Fajny link ze zdjęciami.
            • ijaw Re: Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna 196 16.07.05, 12:53
              Długo byłeś w Chinach? To bardzo ciekawe, chętnie pojechałabym. Podziwiam
              Chińczyków za ich pokorę i nieprawdopodobną umiejętność przystosowania się do
              warunków życia. Proszę o relacje z podróży, a może jakieś zdjęcia?
              • witekjs Re: Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna 196 16.07.05, 13:10
                Byłem tylko trzy tygodnie.
                Miałem szczęście bo spotkałem niezwykłych, przyjaznych ludzi.
                Jeśli bedziesz mogła, koniecznie pojedź.
                To jest wyjątkowy świat i piękna, zachwycająca kultura.
                Wolałbym tylko o tym pisać...

                Witek

                www.arts.utas.edu.au/tongtao/chinese_music.html
                • ijaw Re: Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna 196 16.07.05, 14:10
                  Wiem, że to piękny i fascynujący świat. Może uda się pojechać. Marzenia się
                  spełniają.
                  Słucham muzyczki z podanego linka. Odprężająca, świetna. Proponuję to samo.
                  Dziękuję, bo mam co posłuchać:)
          • mr_pope Re: Kultura Mao 16.07.05, 14:55
            > Taaa, to jest prawdziwa kultura Mao!!! I te liczby powalające z nóg. Popatrz, a
            > ludziom dość często wydaje się, że największe żniwa zbrodni zebrała II WŚ, a tu
            > figa, "lepszy" był w tej kategorii sowiecki komunizm i chińskie kulturalne
            > ludobójstwo maoizmu, plus chiński nacjonalizm:(

            A co gorsza gdy ktoś twierdzi publicznie, że maoiści mają więcej ofiar na
            sumieniu niż Hitler to przeważnie są wyśmiewani i nazywani durniami.
            • ijaw Re: Kultura Mao 16.07.05, 15:28
              > A co gorsza gdy ktoś twierdzi publicznie, że maoiści mają więcej ofiar na
              > sumieniu niż Hitler to przeważnie są wyśmiewani i nazywani durniami.

              Co jest pewnie wynikiem niewiedzy.
              • mr_pope Re: Kultura Mao 16.07.05, 18:38
                Niewiedzy biorącej się z ignorancji i niemożności uwierzenia, że komuniści to
                źli ludzie gdy przejmują władzę.
                • witekjs Re: Kultura Mao 16.07.05, 21:06
                  mr_pope napisał:

                  > Niewiedzy biorącej się z ignorancji i niemożności uwierzenia, że komuniści to
                  > źli ludzie gdy przejmują władzę.

                  Masz rację.
                  Obecnie istnieją tego niezliczone, doskonale udokumentowane dowody, również
                  online.
                  Mimo tego możemy z osłupieniem przeczytać, nie tylko tutaj, że "Lenin chciał
                  dobrze"...
                  Za jego czasów system ten nazywany był bolszewizmem.
                  Opanował umysły wielu ludzi na świecie, dla których oczywiste było, że "gdzie
                  drwa rąbią tam wióry lecą"...

                  "KALENDARIUM
                  Powstawanie obozów koncentracyjnych, obozów zagłady i obozów pracy

                  1902
                  Wojna burska - pomiędzy Wielką Brytanią a Transwalem i Wolnym Państwem Oranje
                  (Afryka), w czasie której Brytyjczycy zastosowali taktykę spalonej ziemi
                  zamykając ludność cywilną w obozach koncentracyjnych.
                  XII 1917
                  Lenin przedstawia koncepcję użycie więźniów do prac przymusowych.
                  IX 1918
                  W Rosji bolszewickiej powstają pierwsze obozy koncentracyjne (koncentracyonnyje
                  łagieria). Liczba więzionych osób w pierwszych latach wynosiła kilkadziesiąt
                  tysięcy. Wzrosła gwałtowanie podczas kolektywizacji (1934 r. - 500 tysięcy) i
                  tzw. Wielkiej Czystki (1938 r. - 1 880 tys.), aby osiągnąc apogeum pod koniec
                  życia Stalina (1953 r. - 2 500 tys.). Administrowaniem obozami zajmował się
                  organ NKWD - Gławnoje Uprawlenie Łagieriej - GUŁag.
                  20 III 1933
                  Z bezpośredniego rozkazu Himmlera powstaje w Dachau pierwszy obóz
                  koncentracyjny w Niemczech. Kolejne zorganizowano w Buchenwaldzie, Flosenbürgu,
                  Mauthausen, Ravensbrück (dla kobiet) i Sachcenhausen. Do wybuchu wojny
                  przewinęło się przez nie ok. 170 tysięcy osób - przeciwników politycznych
                  (komunistów, socjalistów, niektórych działaczy katolickich), a także jednostki
                  aspołeczne (kryminaliści, homoseksualiści, pacyfiści).
                  1940
                  Założenie przez Niemców obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu-Brzezince,
                  Treblince, Majdanku, Bełżcu, Chełmnie nad Nerem, Sobiborze, Teresinie,
                  Stutthof. Od 1939 r. nazistowski system obozów rozwija się, nabierając
                  charakteru ludobójczego".

                  news.bbc.co.uk/2/hi/asia-pacific/4515197.stm
                  www.nowe-panstwo.pl/004_2005_miesiecznik/004_2005_historia.htm
                  Pozdrawiam. Witek
                  • ijaw Re: Kultura Mao 17.07.05, 00:54
                    witekjs napisał:

                    >Mimo tego możemy z osłupieniem przeczytać, nie tylko tutaj, że "Lenin chciał
                    dobrze"...

                    O, jeszcze długo będziemy takie rzeczy słyszeć i czytać.
                  • witekjs Kultura Mao-LAOGAI / LAOJIAO -KWANLISO/Płn.Korea 17.07.05, 15:52
                    Komunistyczna Partia Chin w czasach Mao Zedonga stworzyła, na wzór GUŁAGu
                    rozbudowaną sieć obozów reedukacji/poprawy przez przymusową pracę - LAOGAI/
                    LAOJIAO.
                    Sa one tragicznym dziedzictwem Maoistowskiego KOMUNIZMU w Chinach, Korei Płn. i
                    Wietnamie.
                    W Płn. Korei obozy te nazywane są Kwan-li-so - Polityczne Karne Kolonie Pracy.
                    Tragedia Narodu koreńskiego pod komunistycznymi rządami obu Kimów, dzieje się
                    na oczach bezradnego (!?) świata od Wojny Koreańskiej.
                    Nie są przyjemne linki, które przy okazji "kultury Mao" odnalazłem w internecie.
                    Oczywiście wiedziałem co się tam dzieje, nigdy jednak, metodą strusia, nie
                    chciałem głębiej się temu przyglądać.
                    Wspaniałe Chiny chciałem poznawać przez Ich kulturę.
                    Jednak poznany w '88 chiński przyjaciel korespondował ze mną do 4.06.89.
                    Po tym terminie urwały sie nasze kontakty i już Go nie odnalazłem...
                    Mieszka wśród nas wielu Wietnamczyków, którzy żyją być może dlatego, że nie
                    wracają, mimo tęsknoty do swojej Ojczyzny.
                    Mało o tym wszystkim wiemy.
                    Nic prawie o dyktaturze w Burmie.
                    Myślę, że dzięki poruszeniu przez Ijaw tematu "kultury" Mao, niektórzy podobnie
                    jak ja poznają choć trochę w te trudne problemy.

                    Pozdrawiam. Witek

                    www.laogai.org/news/category.php?bigcategoryid=34
                    www.nationmaster.com/encyclopedia/Laogai
                    www.learntoquestion.com/seevak/groups/2002/sites/wu/seevak/seevak%20website/mainmenu.htm
                    theseoultimes.com/ST/?url=/ST/db/read.php?idx=729
                    tinyurl.com/cybgk
                    www.speaktruth.org/defend/profiles/profile_21.asp
                    www.montagnard-foundation.org/opinion.html
                    news.bbc.co.uk/1/hi/world/asia-pacific/1645414.stm
                    • ijaw Re: Kultura Mao-LAOGAI / LAOJIAO -KWANLISO/Płn.K 17.07.05, 23:25
                      "dzieje się na oczach bezradnego (!?) świata od Wojny Koreańskiej."

                      Niezainteresowany.
                      W Korei Płn, strach się zapuszczać w głąb kraju, bo można być zjedzonym przez
                      umierających z głodu Koreańczyków. Z relacji reporterów zachodnich, którzy
                      "dostąpili zaszczytu" i zostali wpuszczeni na terytorium szczęścia i dobrobytu,
                      Kim Dzonga.

                      "Nie są przyjemne linki, które przy okazji "kultury Mao" odnalazłem w internecie"

                      Drastyczne w wymowie, ale dobrze, że je tu mamy. Ludzie korzystają z naszych
                      zasobów.
                      Tego jestem pewna.
                      • witekjs Kultura Mao - Rewolucja Maoistowska w Chinach 22.07.05, 23:19

                        rwor.org/s/china.htm
                        • ijaw Re: Kultura Mao - Rewolucja Maoistowska w China 23.07.05, 11:27
                          Mnóstwo linków w portalu nt rewolucji.
                          Warto, warto tam zajrzeć.
                          pozdrawiam.
                    • witekjs ____Kultura Mao - LAOGAI / LAOJIAO - Obozy pracy 22.07.05, 23:23
                      english.epochtimes.com/news/5-4-2/27496.html
                • ijaw Re: Kultura Mao 17.07.05, 00:52
                  A to już zawdzięczamy propagandzie komunistycznej. Ideologia dobra, nie była
                  kojarzona ze złem. Czyż dobry wujaszek mógł być okrutny? On kochał, głaskał, a w
                  tajemnicy mordował. W przeciwieństwie do Hitlera, który mordował jawnie.
    • witekjs Re:Kultura Mao - transformacja- China in Red (!!!) 14.07.05, 11:49
      Bardzo ciekawy program filmowy o Chinach w czasie transformacji:
      www.pbs.org/wgbh/pages/frontline/shows/red/
      Pozdrawiam Witek
      • ijaw Re:Kultura Mao - transformacja- China in Red (!!! 14.07.05, 13:18
        Bardzooo. A jaki fajny jest rockmen chiński, i grupa muzyczna.:)
    • witekjs Re: Kultura Mao - Tienanmen 4. 06. 1989 16.07.05, 15:59
      W Forum o dyskryminacji muszą pojwić się również informacje na temat tragedii
      na Placu Tienanmen.
      Witek

      museums.cnd.org/June4th/64pics.html
      • ijaw Re: Kultura Mao - Tienanmen 4. 06. 1989 16.07.05, 16:07
        BLOOD IS ON THE SQUARE

        words and music by Phillip Morgan

        A song was heard in China
        in the city of Beijing.
        In the spring of 1989
        you could hear the people sing.
        And it was the song of freedom
        that was ringing in the square,
        the world could feel the passion of
        the people gathered there.
        Oh children, blood is on the square.

        For many nights and many days,
        waiting in the square.
        "To build a better nation"
        was the song that echoed there.
        "For we are China's children,
        we love our native land,
        for brotherhood and freedom
        we are joining hand in hand."
        Oh children, blood is on the square.

        Then came the People's army
        with trucks and tanks and guns.
        The government was frightened
        of their daughters and their sons.
        But in the square was courage and
        a vision true and fair,
        the Army of the People would not harm
        the young ones there.
        Oh children, blood is on the square.

        On June the 3rd in China,
        in the spring of '89,
        an order came from high above
        and passed on down the line.
        The soldiers opened fire,
        young people bled and died,
        the blood of thousands on the square
        that lies can never hide.
        Oh children, blood is on the square.

        For four more days of fury
        the people faced the guns.
        How many thousands slaughtered
        when their grisly work was done?
        they quickly burned the bodies
        to hide their coward's shame,
        but blood is thick upon their hands and
        darkness on their names.
        Oh children, blood is on the square.

        There are tears that flow in China
        for her children that are gone.
        There is fear and there is hiding,
        for the killing still goes on.
        And the iron hand of terror can
        buy silence for today,
        but the blood that lies upon the square
        cannot be washed away.
        Oh children, blood is on the square.

        Pieśń z linka.

        Informacje są potrzebne, masz rację.
    • witekjs Re: Kultura Mao - Komunizm - Nie tylko Chiny 17.07.05, 12:01
      markhumphrys.com/communism.html#summary
      Warto jeszcze poczytać wątki "Państwo jako Zabójca" w linkowni.
      Witek
      • ijaw Re: Kultura Mao - Komunizm - Nie tylko Chiny 17.07.05, 13:42
        Witku, przeglądałam wszystkie linki. Kopalnia wiadomości nt komunizmu. Polecam.
        Dziękuję Witku.
        • witekjs Kultura Mao - Komunizm - Nie tylko Chiny/ Rozmowa 17.07.05, 16:03
          Jestem sam w ten weekend i nie mogę się oderwać od doskonałych opracowań o
          komunizmie i jego "owocach" w swiecie.
          Zaczęłaś, jak się okazało ciekawy temat.
          Interesujący czy ktoś jeszcze to czyta i czy ktoś się dołączy do naszego
          poznawania komunizmu, również Dalekiego Wschodu i rozmowy o tych problemach.
          Myślę, że jeszcze trochę musimy sami poczytać o zupełnie nowych problemach.
          W Europie, niektórzy zdają się dostrzegać jedynie swoje problemy...

          Pozdrawiam. Witek
          • ijaw Re: Kultura Mao - Komunizm - Nie tylko Chiny/ Ro 18.07.05, 00:36
            Właśnie, przerażające są pewne ograniczenia. Poprzez egoizm trudno zobaczyć
            drugiego człowieka. Zatracenie się we własnym cierpieniu nie przynosi ukojenia.
            Stać się może nieznośne dla innych.
            Będąc zraniona, wychodziłam na przeciw ludziom cierpiącym, nie po to, by im
            pomóc, bo w chwili rozpaczy człowiek ma małą moblizację wewnętrzną do czynów,
            lecz by przypatrzeć się sobie w zderzeniu z cudzym nieszczęściem. Im większa
            była ludzka tragedia tym większy czułam wstyd za prywatną rozpacz.
            Można by to odnieść na szersze płaszczyzny, narodowe.

            --
            ijaw
            --
            DR,K
            • witekjs Re: Kultura Mao - Komunizm - Nie tylko Chiny/ Ro 18.07.05, 01:38
              Niejednokrotnie byłem zmuszony do zastanowienia się nad tym, czy również nie
              popełniam irytującego błędu.
              Myśląc i mówiac jedynie o naszych ofiarach, ranach i tragediach mogłem osiągnać
              tylko to, że przestanie się mnie słuchać.
              Coraz częściej dowiadywałem się o strasznych dramatach ludzi i Narodów, o
              których wiedziałem tak mało i niezbyt chciałem wiedzieć więcej.
              Nawet o ciężkich przeżyciach naszych sąsiadów, których źródłem byli Polacy.
              Wsłuchnie się w to jak widzą i czują Oni, pozwala nareszcie, pełniej poznać
              siebie.
              Dobrym, pozytywnym przykładem jest chyba to, co dzieje się między Polakami i
              Niemcami oraz powoli, Ukraińcami.
              Zbyt długo i zbyt powszechnie wmawia się dzieciom i młodzieży, że tylko "oni"
              byli i są źli, a "my" zawsze byliśmy i jesteśmy ofiarami...
              Istnienie i upowszechnianie utajnianych źródeł uzmysławia, jak strasznych
              zbrodni dopuszczały się w XX w. państwa i narody.
              Nie tylko ich patologiczni przedstawiciele.
              Tego już nie sposób ukryć, i pomijać milczeniem lub odżegnywać się od
              niewygodnych rodaków.
              Dotyczy to wszystkich.
              Ofiary były lub stawały się oprawcami i to nie tylko w krwawych dziejach
              reżimu sowieckiego czy Hitleryzmu...

              Pozdrawiam. Witek
              • ijaw Re: Kultura Mao - Komunizm - Nie tylko Chiny/ Ro 18.07.05, 11:07
                witekjs napisał:

                > Myśląc i mówiac jedynie o naszych ofiarach, ranach i tragediach mogłem
                > tylko to, że przestanie się mnie słuchać.

                I tak się staje. Dochodzi do tego rozdrażnienie drugiej strony.


                > Wsłuchnie się w to jak widzą i czują Oni, pozwala nareszcie, pełniej poznać
                > siebie.

                Świat się zmieni, gdy wszyscy zrozumieją tę oczywistość. Skończą się targi
                boleści "moich", "twoich". Nadrzędnym celem istnienia stanie się człowiek. Drugi.

                > Zbyt długo i zbyt powszechnie wmawia się dzieciom i młodzieży, że tylko "oni"
                > byli i są źli, a "my" zawsze byliśmy i jesteśmy ofiarami...
                > Istnienie i upowszechnianie utajnianych źródeł uzmysławia, jak strasznych
                > zbrodni dopuszczały się w XX w. państwa i narody.
                > Nie tylko ich patologiczni przedstawiciele.
                > Tego już nie sposób ukryć, i pomijać milczeniem lub odżegnywać się od
                > niewygodnych rodaków.
                > Dotyczy to wszystkich.
                > Ofiary były lub stawały się oprawcami i to nie tylko w krwawych dziejach
                > reżimu sowieckiego czy Hitleryzmu...
                >
                Jedyne co mogę zrobić to podpisać się oburącz pod tym.
                pozdrawiam
    • witekjs _______Internetowe Źródła Historii Azji Wschodniej 22.07.05, 23:43

      www.fordham.edu/halsall/eastasia/eastasiasbook.html
      • ijaw Re: _______Internetowe Źródła Historii Azji Wscho 23.07.05, 11:37
        O, super! Utkwiłam w Indiach:))
        • ijaw Chińska cybercenzura 03.10.05, 14:31
          Chińczycy wznoszą nowy mur, tym razem wirtualny. Cenzura objęła internet. Z
          artykułu Le Figaro:

          "Najnowsze zasady określają 11 tematów, których rozpowszechnianie przez internet
          jest zakazane. Lista tematów tabu znakomicie odzwierciedla zimne poty chińskich
          władz, bijące na samą myśl o coraz bardziej autonomicznym społeczeństwie
          obywatelskim, coraz lepiej wykształconym i otwartym na wymianę poglądów, czemu
          sprzyja rozwój nowych technologii. Na liście znajdują się więc informacje, które
          „sabotują politykę religijną” (punkt 5), „szkodzą stabilności socjalnej”(punkt
          6) i „sprzyjają powstawaniu zgromadzeń, zrzeszeń i nielegalnych manifestacji lub
          mogą wzmagać nieporządek” (punkt 9)."
          wiadomosci.onet.pl/1251132,720,1,1,kioskart.html
          Biedni ci Chińczycy.
          • ijaw Nushu - zakazany język kobiet 10.10.05, 13:21
            Ciekawostka z tyg. Forum. O jedynym języku kobiet, który młode Chinki
            przywracają do łask.

            "Zakazany język
            Mowa płci

            Nushu, język prześladowanych kobiet chińskich, które używały go przez ponad 400
            lat, teraz pomaga im się uniezależnić i wzbogacić.
            Jon Watts

            Tajemnym językiem nushu posługiwały się wyłącznie kobiety chińskiej mniejszości
            etnicznej Yao. W ubiegłym roku, wraz ze śmiercią najsłynniejszej mówiącej nim
            osoby, 92-letniej matki rodu Yang Huangyi, powszechnie uznano go za martwy.
            Wygląda jednak na to, że koniec tego jedynego w świecie języka związanego z
            płcią ogłoszono przedwcześnie.

            Niegdyś kobiety żyjące w aranżowanych małżeństwach jak w więzieniu, w odległej
            górzystej prowincji Hunan w południowo-zachodnich Chinach, wyrażały za pomocą
            tego kodu uczucia osamotnienia, rozczarowania i smutku. Dziś młode pokolenie
            chińskich dziewcząt uczy się nushu, bo dzięki jego znajomości mogą zarabiać
            lepiej od swych braci i ojców.

            Nie zawsze tak było. Przez większość swej dość mglistej historii język nushu,
            czyli „kobiece pismo”, wiązał się z ubóstwem i prześladowaniem. Jego pochodzenie
            nie jest jasne.

            Zdaniem romantycznie usposobionych językoznawców, jego początki sięgają czasów
            konkubiny jednego z cesarzy dynastii Song (960–1276), która podobno
            korespondowała w tym tajemnym języku z siostrami oraz przyjaciółkami spoza
            dworu. Według wersji bardziej prozaicznej nushu to pozostałość języka o historii
            obejmującej 4 tys. lat, wyplenionego przez pierwszego cesarza Chin Qin
            Shihuangdi, który, chcąc zjednoczyć kraj, nakazał posługiwać się wyłącznie
            oficjalnym dialektem mandaryńskim.

            Używanie w piśmie innego języka karano śmiercią.

            Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum".
            www.tygodnikforum.pl/forum/index.jsp?place=Newsletter&news_cat_id=73&news_id=2312&layout=1&forum_id=314&page=text
            • ijaw Marzenia młodego Chińczyka 03.11.05, 13:34
              • ijaw Re: Marzenia młodego Chińnczyka - link 03.11.05, 13:37
                link do artykułu "Młode Chiny - turbonaładowani", który nie zmieścił się w
                poprzednim poście
                serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2990747.html
                • ijaw Wstrząsający dokument Wang Wanxing 04.11.05, 17:36
                  Metoda jak w byłym Sojuzie. "Niebezpiecznych" dla ustroju komunistycznego
                  pakowano do psychiatryka na efekty specjalne - m.in elektrowstrząsy. Rzadko
                  stamtąd ludzie wychodzili, a jeśli to całkiem niezdolni do normalnej
                  egzystencji. Chińczykowi Wang Wanxing udało się po 13 latach odzyskać wolność i
                  zachować zdrowie psychiczne. Obecnie opowiada o tym co przeżył i co dzieje się
                  za murami chińskich psychiatryków dla nietypowych pacjentów.

                  "Chiński dysydent Wang Wanxing przesiedział w zakładzie psychiatrycznym 13 lat.
                  Niedawno został wypuszczony, a jego opowieść to pierwsza bezpośrednia relacja
                  człowieka o chińskich psychuszkach. Chińczycy powtarzają doświadczenia sowieckie
                  z lat 70., ale na znacznie mniejszą skalę.
                  - Jeśli kiedykolwiek ujawnisz to, co cię tu spotkało, odnajdziemy cię i
                  sprowadzimy z powrotem - usłyszał na pożegnanie Wang Wangxing od policyjnych
                  psychiatrów, zanim wypuszczono go na Zachód.
                  Pekiński szpital psychiatryczny, gdzie spędził 13 lat, podlega służbie
                  bezpieczeństwa, a osadzani tam ludzie uważani są za niebezpiecznych dla systemu.
                  Trzyma się ich w przerażających warunkach; są otumaniani lekami, poddawani
                  elektrowstrząsom. Nie mają żadnej możliwości odwołania i mogą nigdy nie wyjść na
                  wolność.
                  Chińczycy uwolnili Wanga w kurtuazyjnym geście przed przyjazdem Louise Arbour,
                  Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka. Dysydenta odwieziono na lotnisko i
                  wsadzono do samolotu do Niemiec, gdzie czekały nań żona i córka. Niestety dla
                  Pekinu Wang zamiast milczeć, opowiedział swą historię organizacji broniącej praw
                  człowieka Human Rights Watch (HRW).
                  - Do tej pory takich bezpośrednich świadectw nie mieliśmy. Dlatego jest ono
                  bezcenne - mówi "Gazecie" Nicolas Becquelin, obrońca praw człowieka z Hongkongu.
                  Ankang znaczy "pokój i zdrowie"
                  Chińska władza lepiej kryje swe tajemnice, niż robiła to władza radziecka. O
                  psychuszkach KGB wiedziano, i to dużo, jeszcze w latach 70., o chińskich,
                  zwanych Ankang, czyli "pokój i zdrowie" nadal wiadomo niewiele, choć działają od
                  początku lat 80. i mają 25 oddziałów w większych miastach chińskich. W
                  opublikowanym trzy lata temu raporcie o chińskiej psychiatrii pt. "Niebezpieczne
                  umysły" HRW wymienia 3 tys. przypadków nadużyć psychiatrii w celach politycznych
                  od początku lat 80.
                  Wang trafił na oddział psychiatryczny w 1992 r., trzy lata po wydarzeniach na
                  placu Tiananmen. W rocznicę masakry studentów poszedł samotnie na plac, by
                  zademonstrować swój sprzeciw. Policyjny psychiatra zdiagnozował to jako paranoję.
                  Fakt, że Wang upiera się przy swoich poglądach, opisano w jego karcie choroby
                  jako "systematyczne złudzenia", "manię procesowania się" i "patologicznie
                  wzmocnioną wolę".
                  W chińskiej psychiatrii występują bowiem jednostki chorobowe nieznane w innych
                  krajach: "monomania polityczna" czy "reformatorskie urojenia". Niespełna rozumu
                  musi być człowiek, który sprzeciwia się władzy, dysydent, członek Falun Gong czy
                  chłop, który walczy ze skorumpowanymi urzędnikami. Objawy choroby to:
                  wykrzykiwanie "reakcyjnych" haseł, pisanie "reakcyjnych" listów czy wywieszanie
                  "reakcyjnych" transparentów.
                  Brad Adams, dyrektor działu Azji Human Rights Watch, ocenia, że w Ankangach może
                  być dziś kilkuset politycznych. To niedużo, jeśli porównać tę liczbę z ZSRR,
                  zwłaszcza w latach 70., gdy w psychuszkach siedziały dziesiątki tysięcy ludzi.
                  Niedużo też, jeśli brać pod uwagę ludność Chin. Zresztą w Chinach liczba
                  procesów bardzo spadła. Według obrońców praw człowieka wyroki odsiaduje teraz
                  kilkuset politycznych. Psychiatria polityczna pozwala jednak represjonować bez
                  rozgłosu.
                  Czy Wang wywoła lawinę?
                  Większość pacjentów Ankangu to groźni wariaci, mordercy czy gwałciciele. To z
                  nimi siedzą polityczni. Wang opowiada, jak przez siedem lat nie spał po nocach w
                  strachu o własne życie. Trzy razy dziennie podawano mu promazynę, silny lek
                  psychiatryczny, który chował pod językiem. Krnąbrnych pacjentów lekarze karali,
                  przywiązując do łóżka, wbijając im igły w ciało i puszczając przez nie prąd o
                  zmiennym natężeniu. - Jeden z pacjentów poddany elektrowstrząsom dostał zawału i
                  zmarł na moich oczach - mówi Wang. Innym razem na oddział przywieziono
                  człowieka, który uprzykrzył się władzom, bo uporczywie składał petycje. Gdy w
                  proteście rozpoczął strajk głodowy, przywiązano go do łóżka i zamiast sztucznie
                  dokarmiać sondą, wlano mu bezpośrednio pokarm do gardła, aż się udusił.
                  Świadectwo Wanga może stać się początkiem lawiny i pomóc w wymuszeniu zmian na
                  chińskich władzach. Niemiecki "Die Zeit" odnalazł w Chinach dwóch innych byłych
                  pacjentów i w czwartek opublikował wywiady z nimi.
                  Jeden z nich to Qiu Jinyou, działacz chłopski i były pacjent Ankangu w Hangzhou.
                  Poddawano go wstrząsom elektrycznym trzy do czterech razy w tygodniu, by wydusić
                  nazwiska ludzi z jego wioski, którzy walczyli ze skorumpowanymi urzędnikami.
                  Dziesięć lat siedziała w Ankangu w Xi'an w środkowych Chinach Meng Xiaoxia,
                  robotnica, która poskarżyła się na syna dyrektora, który ją pobił. Również i ją
                  poddawano elektrowstrząsom i wstrzykiwano insulinę, wywołując śpiączkę.
                  Mimo przejść Wang wydaje się normalny - mówią pracownicy Human Rights Watch.
                  Zbadają go teraz renomowani psychiatrzy zachodni - chińskie władze twierdzą, że
                  Wang jest "niebezpiecznie zaburzony psychicznie".
                  Brad Adams z Human Rights Watch oczekuje, że Chiny otworzą swoje szpitale
                  psychiatryczne przed niezależnymi obserwatorami. Liczy na presję ze strony
                  przywódców Wielkiej Brytanii, Niemiec i Hiszpanii. Wkrótce będą mieli ku temu
                  świetną okazję - 8 listopada przywódca Chin Hu Jintao jedzie do Europy."
                  serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2999504.html?nltxx=1721538&nltdt=2005-11-04-03-05
                  • ijaw Made in China 02.12.05, 20:09
                    przeniesiony link
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=18849317
                    • ijaw Kontrola urodzeń a la Chiny 02.12.05, 20:10
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=30432511
                      • ijaw Przymusowa aborcja i sterylizacja Chinek 02.12.05, 20:11
                        przeniesiony link
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=29040113
                        • ijaw Wysłannik ONZ w chińskich więzieniach 02.12.05, 20:18
                          Wysłannik ONZ wizytował chińskie więzienia.

                          "Po tych wizytach komisarz ds. praw człowieka w ONZ powiedział, że jego ekipa
                          była przez cały czas inwigilowana przez chińskie służby wywiadowcze.
                          Ponadto zarzucił funkcjonariuszom służby bezpieczeństwa zastraszanie osób, które
                          najprawdopodobniej poddawano torturom.
                          Oskarżył także chińskie służby o - jak to określił - fizyczne uniemożliwienie
                          tym ludziom spotkania się z nim.
                          Według wysłannika ONZ wszystko wskazuje na to, że na zatrzymanych zeznania
                          wymusza się siłą."
                          www.bbc.co.uk/polish/worldnews/story/2005/12/051202_china.shtml
                          • ijaw Knebel dla kolejnego chińskiego pisarza 30.04.06, 13:26
                            źródło: PAP

                            Do 15 lat więzienia grozi chińskiemu pisarzowi, oskarżonemu o działania na rzecz
                            obalenia władzy państwowej za publikację w Internecie esejów nawołujących do
                            zorganizowania demokratycznych wyborów.
                            45-letni Yang Tianshui, który przebywa w areszcie od grudnia, poparł w swoich
                            esejach „Aksamitną Akcję Chin”, założony przez dysydentów za granicą ruch
                            prodemokratyczny nawiązujący nazwą do czechosłowackiej aksamitnej rewolucji.
                            W procesie, który ma się zacząć w maju w Nakinie, grozi mu do 15 lat więzienia.
                            Yang Tianshui odsiedział już 10 lat za przestępstwa kontrrewolucyjne.
                            Wypuszczono go w 2000 r.
                            Zdaniem PEN Clubu, w ciągu ostatnich 10 lat chińskie władze skazały na więzienie
                            przynajmniej pięciu pisarzy domagających się wolności słowa.
                            ksiazki.wp.pl/wiadomosci/id,31746,wiadomosc.html?rfbawp=1146395501.640
                            =========
                            Współczuję.
                            • ijaw "Apel do świata" chińskich obrońców praw człowieka 22.05.06, 22:07
                              Obozy koncentracyjne i handel organami mordowanych więźniów to rzeczywistość w
                              komunistycznych Chinach - przypominali dziś chińscy obrońcy praw człowieka w
                              Oświęcimiu

                              Obozy koncentracyjne i handel organami mordowanych więźniów to rzeczywistość w
                              komunistycznych Chinach - przypominali wczoraj chińscy obrońcy praw człowieka w
                              Oświęcimiu

                              Chińczycy ze Stanów Zjednoczonych i Australii opowiadali o dramatycznej sytuacji
                              w Chinach na konferencji w oświęcimskim Centrum Dialogu i Modlitwy. Miejsce
                              wybrali nieprzypadkowo. Wielokrotnie przypominali, jak w czasie II wojny
                              światowej opinia światowa była obojętna na los Żydów. Teraz - przekonywał prof.
                              Sen Nieh z Amerykańskiego Uniwersytetu Katolickiego w Waszyngtonie - sytuacja
                              dotyczy jego rodaków masowo zabijanych przez chińskie władze w co najmniej 36
                              obozach koncentracyjnych. "60 lat temu świat nie chciał uwierzyć. Czy nasze
                              sumienie pozwoli na to dzisiaj?" - można było przeczytać nad zdjęciami ofiar
                              hitlerowskich i chińskich obozów śmierci. Makabrycznie okaleczone ciała
                              chińskich więźniów politycznych na współczesnych fotografiach wskazywały, że
                              przed śmiercią wycięto z nich organy do przeszczepów. O kwitnącym handlu
                              ludzkimi narządami w Chinach mówiła m.in. lekarka Jianmei Yu, która dziesięć lat
                              temu wyjechała z Pekinu do Stanów Zjednoczonych. Cytowała świadków i oficjalne
                              chińskie media na dowód, że tamtejsze władze rozwinęły w dochodowy interes
                              przeszczepy organów od skazańców. Większość "dawców" - jak podkreślała dr
                              Jianmei Yu - to osoby praktykujące starożytną dyscyplinę medytacyjną Falun Gong,
                              z którymi w ostatnich latach rozprawił się komunistyczny reżim. Ich wielki
                              napływ do obozów miał sprawić, że tylko w jednym Azjatyckim Centrum
                              Transplantologii Organów liczba przeszczepów nerki wzrosła z kilku w 1998 r. do
                              1,6 tys. w 2004 r.

                              - Na całym świecie czeka się na takie operacje po kilka lat, a tam wystarczy
                              zapłacić odpowiednią sumę, aby przeszczep był gotowy w miesiąc. Jak to możliwe?
                              Mają po prostu "bogate złoża" dawców - opowiadała chińska lekarka. Jak
                              podkreślała, od czasu ujawnienia tych faktów na świecie chińskie szpitale
                              przyspieszyły tempo przeszczepów. Ponaglają potencjalnych pacjentów, informując,
                              że później nie będzie już takiej okazji.

                              - Dochodzą nas coraz bardziej przerażające wieści o "wyeliminowaniu kwestii
                              Falun Gong". Dla wielu brzmi to bardzo podobnie do "ostatecznego rozwiązania" -
                              alarmowała dr Yu.

                              Zdjęcie swego zamordowanego męża pokazywała Zhizhen Dai z Sydney, która kilka
                              lat temu zbiegła do Australii. Do Oświęcimia przyjechała z sześcioletnią córką
                              Fadu. - Osiwiałam, gdy usłyszałam o jego śmierci. Zginął tylko dlatego, że
                              uprawiał Falun Gong - wspominała łamiącym się głosem młoda Chinka. Z innymi
                              uczestnikami konferencji gorąco apelowała, by upominać się o więźniów chińskiego
                              gułagu. Do wezwania przyłączyła się m.in. mieszkanka Izraela Łarisa Wilsker,
                              której część rodziny zginęła podczas Holocaustu. - Każdy człowiek, bez względu
                              na narodowość, powinien upominać się o ofiary obozów śmierci - przekonywała po
                              rosyjsku.

                              • W sprawie „chińskich obozów śmierci” światowe organizacje obrony praw
                              człowieka i rządy zachowują do tej pory daleko idącą wstrzemięźliwość. 14
                              kwietnia amerykański Departament Stanu stwierdził, że nie ma dowodu na to, że
                              szpital pod Shenyang jest obozem śmierci dla Falun Gong. - Przed wizytacją
                              obcych dyplomatów władze chińskie zacierają ślady - odpowiada Falun Gong.
                              Ireneusz Dańko, Oświęcim, mak 10-05-2006
                              ŹRÓDŁO:
                              • ijaw Z kijami na dzieci 07.07.06, 22:34
                                Za własne pieniądze, bez żadnego poparcia władz, Wang Lijuan otworzyła szkołę
                                dla dzieci niepełnosprawnych. W innym kraju byłaby bohaterką. W Chinach od ośmiu
                                lat jest przeganiana z miejsca na miejsce. Bo po co komu upośledzone dzieci? I
                                broniąca ich, uparta starsza kobieta?

                                - Jestem z Shanxi - przedstawia się zezowaty nastoletni dryblas, z naciskiem
                                wymawiając nazwę rodzinnej prowincji. Chwilę potem niższy o cztery głowy
                                chłopiec z mocno wykręconą twarzą i wystającymi górnymi zębami popycha go
                                gwałtownie i bez wyraźnego powodu, ale dryblas nie reaguje. Obok dwie
                                dziewczynki o rozmytych rysach twarzy, ubrane tak jak reszta dzieci w
                                biało-niebieskie dresy, próbują grać w kometkę, lecz nie mogą ani razu trafić w
                                lotkę. Wiatr wzbija w górę tumany kurzu ponad szarym dziedzińcem, niosąc mdły
                                fetor znad pobliskiego kanału.
                                To przerwa między lekcjami w Zhiguang, prywatnej szkole dla upośledzonych
                                umysłowo dzieci i młodzieży w Changping pod Pekinem.
                                - Jestem z Shanxi - powtarza dryblas, tak jakby nasze powitanie sprzed paru
                                minut nigdy się nie odbyło.
                                - On zawsze to powtarza, bo po chwili zapomina, że już się przedstawiał -
                                wyjaśnia jak gdyby nigdy nic Wang Lijuan, dyrektorka szkoły. Osiem lat temu
                                stworzyła Zhiguang z niczego i bez żadnego wsparcia ze strony ludowego państwa.
                                Od ośmiu lat walczy o przetrwanie.
                                Tacy ludzie bywają trudni. Są despotyczni, straszliwie wymagający, choleryczni.
                                A przede wszystkim uparci. Bez tych cech Wang Lijuan zapewne dawno dałaby sobie
                                spokój ze szkołą. I nikt nie miałby jej za złe. W Zhiguang są dzieci z różnymi
                                upośledzeniami i na różnym poziomie umysłowym. Ale jedno je łączy. - Tych
                                dzieciaków nikt nie chce - mówi Wang. - Szkoła ich nie chce, szpital ich nie
                                chce, a i rodzina zwykle ich nie potrzebuje.
                                W Chinach jest takich ludzi - według oficjalnych danych - około 12 milionów.
                                Znaczna ich część to dzieci. Na wsiach traktuje się je jak zwierzęta, w miastach
                                - nieco lepiej, ale nawet tam tylko niektóre mają szansę pójść do szkoły.
                                Jednaknawet w ich przypadku pomoc państwa kończy się po 16. roku życia. Potem
                                zdane są wyłącznie na własną rodzinę i w większości pozbawione szans na
                                funkcjonowanie w społeczeństwie. Chyba że trafią do Zhiguang.
                                Mieszkanie w zastaw
                                Życie pani Wang miało potoczyć się inaczej. Jej syn wyjechał do Ameryki, gdzie
                                skończył szkołę, a potem prowadził nieduży biznes. Przyjął nawet zachodnie imię:
                                Brian. Był rok 1997. Pani Wang, nauczycielka chińskiego z wieloletnim
                                doświadczeniem, miała wkrótce dołączyć do syna. Ale podczas przypadkowej wizyty
                                w Pekińskim Stowarzyszeniu Inwalidów natknęła się na ciasną klasę wypełnioną
                                upośledzonymi dziećmi. Ktoś jej wyjaśnił, że nie ma dla nich szkół. Parę dni
                                później zadzwoniła do syna. - Powiedziałam mu: nigdzie nie jadę, otwieram szkołę
                                dla dzieci niepełnosprawnych - wspomina. - Bałam się jego reakcji, ale
                                powiedział tylko: "Mamo, świetnie".
                                - Od tamtej pory żyję w rozkroku między Ameryką i Pekinem - mówi Brian, który w
                                szkołę matki zainwestował zarobione w USA pieniądze, pomógł też znaleźć wielu
                                zagranicznych sponsorów. Tak powstało Zhiguang, co po chińsku znaczy mniej
                                więcej tyle, co "światło wiedzy" czy "oświecenie".
                                To jedna z tysięcy organizacji pozarządowych, które w ostatnich latach narodziły
                                się w Chinach. Ich los, bez względu na to, czy zajmują się dziećmi czy ochroną
                                rzadkiego gatunku żaby w Syczuanie, jest zawsze niepewny i spowity gęstą mgłą
                                prawnych zawiłości. Każda organizacja pozarządowa musi być afiliowana przy
                                jakiejś organizacji rządowej. Dlatego Zhiguang powstał przy komitecie edukacji
                                dzielnicy Changping, choć ten nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za szkołę.
                                Co więcej, dla organizacji pozarządowych nie wypracowano stosownej formy
                                prawnej, muszą być więc zarejestrowane jak normalne spółki i rozliczać się z
                                podatków. Żeby zarejestrować firmę, Wang Lijuan wzięła kredyt hipoteczny pod
                                swoje mieszkanie.
                                Przynoszą pecha
                                Szkoła szybko stała się za ciasna. Pani Wang musiała odsyłać dziesiątki dzieci z
                                kwitkiem. Wiosną 2000 roku postanowiła przenieść się do większego budynku, w
                                którym wcześniej znajdował się hotel. Przez trzy miesiące remontowała
                                zapuszczoną ruderę, wydając resztkę swych oszczędności. Gdy wszystko było
                                gotowe, zaprosiła właściciela, który nie wiedział wcześniej, jakiego rodzaju
                                szkołę zamierza prowadzić pani Wang. Obecność dzieci niepełnosprawnych go
                                zaszokowała, uznał ją za zły omen. - Twierdził, że przyniesie mu to pecha, i
                                kazał się wynosić - wspomina Brian. Gdy pani Wang odmówiła, właściciel podwoił
                                czynsz, a gdy szkoła nie była w stanie zapłacić, odciął prąd i wodę. - W Chinach
                                wciąż istnieje wiele uprzedzeń wobec osób upośledzonych - mówi Brian. - Ludzie
                                się ich boją.
                                Boją i nie chcą. Polityka państwa, która promuje rodziny z jednym dzieckiem,
                                powoduje, że ludzie chcą, by to jedyne było zdrowe. Powszechnie dokonuje się
                                aborcji płodów, u których w badaniach prenatalnych wykryto wady rozwoju. Nie
                                każda kobieta ma możliwość przeprowadzenia takich badań, stąd częste przypadki
                                porzucania noworodków z widocznym upośledzeniem. Dlatego kilkunastu uczniów
                                Zhiguang to sieroty. Wszystkim nadano to samo nazwisko: Zhiguang. Zhiguang Wei
                                został znaleziony na wysypisku śmieci. Miał zajęczą wargę i rozszczepione
                                podniebienie. Zhiguanga Yana, który ma porażenie mózgowe, znaleziono w skrzynce
                                na jabłka porzuconej nad brzegiem rzeki. Noworodek był pokąsany przez komary.
                                Tak sieroty, jak i dzieci przyprowadzane przez rodziców trafiają zwykle do
                                Zhiguang zamknięte w sobie, zszokowane, nieprzywykłe do tego, by ktoś traktował
                                je jak ludzi. - Potrzeba wiele czasu i wysiłku, by się otworzyły i zaczęły
                                zachowywać naturalnie - mówi pani Wang.
                                Trzeba mieć trochę serca
                                Po wyrzuceniu szkoły z wyremontowanego hotelu przyszła kolej na zapuszczony
                                zajazd przy autostradzie między Pekinem a Wielkim Murem. Właściciel, przejęty
                                losem dzieci, nie chciał wysokiego czynszu. Prowadził inne interesy, twierdził,
                                że wszystko będzie OK. Nie było. Wkrótce okazało się, że właściciel nie był
                                właścicielem, lecz powiernikiem grupy inwestorów. Gdy nie poszło mu w
                                interesach, zniknął, ale inwestorzy pojawili się u bram szkoły z nakazem
                                eksmisji. Po raz kolejny pani Wang musiała szukać nowego miejsca.
                                - Historia tej szkoły to ilustracja współczesnych Chin - mówi Brian. - Jest tu i
                                wilczy kapitalizm, i system prawny w powijakach, i rodzące się społeczeństwo
                                obywatelskie.
                                Ojciec chińskich reform gospodarczych Deng Xiaoping powiedział kiedyś, że aby
                                wszyscy mogli się wzbogacić, ktoś musi wzbogacić się pierwszy. Takich, którzy
                                się wzbogacili, jest już w Chinach wielu, ale tradycja dobroczynności i poczucie
                                więzi społecznych dopiero się rodzą. - W Chinach wszystko idzie do przodu,
                                ludziom żyje się coraz lepiej, ale pieniądze to nie wszystko, trzeba też mieć
                                trochę serca - mówi pani Wang. - Odpowiedzialność za te dzieci spada na całe
                                społeczeństwo, na nas wszystkich.
                                Lokalne władze chcą brać na siebie tę odpowiedzialność tylko do pewnego stopnia.
                                Changping to jedno z miast satelickich Pekinu. Za dwa lata, podczas igrzysk
                                olimpijskich, w pobliskiej Dolinie Mingów odbędą się zawody w triatlonie. Gmina
                                Changping jest zamożna, ale nie ma ani jednej szkoły specjalnej. Dlatego władze
                                bardzo chwalą Zhiguang, obsypują szkołę nagrodami i honorowymi tytułami. Jedna
                                ściana w biurze pani Wang pełna jest pobłyskujących złotem tablic wręczanych jej
                                co jakiś czas przez uśmiechniętych oficjeli. Na tym jednak pomoc się kończy.
                                - Jeśli sobie radzisz, jeśli odnosisz sukcesy, władze cię zauważają, chwalą,
                                wyróżniają, ale jeśli natrafisz na jakieś problemy, coś idzie nie tak, nikt ci
                                nie pomoże - mówi Wang Lijuan. - Szkoły państwowe mogą sobie radzić lepiej lub
                                gorzej. My musimy sobie radzić świetnie, inaczej nikt nie poda nam ręki, kiedy
                                zaczniemy iść na dno. To wielki stres.
                                Czesne wpłacane przez rodziców wystarcza na pokrycie jednej trzeciej wydatków
                                szkoły. Reszta pochodzi od sponsorów
                                • ijaw Re: Z kijami na dzieci -cd 07.07.06, 22:36
                                  Reszta pochodzi od sponsorów, głównie zagranicznych. Rodzice powinni płacić
                                  więcej, ale nie wszyscy są w stanie. Część dzieci pochodzi z rozbitych rodzin,
                                  wychowują je matki opuszczone przez ojców, którzy postanowili szukać swej szansy
                                  na zdrowego potomka gdzie indziej.
                                  Zasługują na normalne życie
                                  W maju 2003 roku nad Pekinem krążyło widmo SARS - wirusa powodującego ostrą
                                  niewydolność oddechową. Zatłoczone zwykle niczym mrowisko miasto było wymarłe,
                                  pozamykano urzędy i szkoły. Ale Wang Lijuan miała większe zmartwienie - dokąd
                                  przenieść dzieci? I wtedy jak z nieba spadł jej kolejny dobroczyńca, inwestor
                                  dzierżawiący od wielkiego państwowego kombinatu rolnego stare, podupadłe
                                  gospodarstwo na przedmieściach.
                                  Za czasów Mao był tu obóz pracy dla nieprawomyślnych działaczy partyjnych.
                                  Pracując na roli pod czujnym okiem strażników, mieli długie lata na
                                  zastanowienie się nad własnymi błędami. Przetrzymywano ich w ceglanym baraku, w
                                  celach z niewielkimi oknami, przez które wpadało niewiele światła. Dziś
                                  mieszkają tam wychowawcy. Dawni więźniowie przychodzą czasem i pytają, czy mogą
                                  obejrzeć celę. I patrząc na szkołę, cieszą się przez łzy, że z tego zła wyrosło
                                  tyle dobra.
                                  - Gdy się wprowadzaliśmy, nie było tu okien, bieżącej wody, ogrzewania, mebli,
                                  nie było nic - wspomina Wang. Dziś luksusów tu nie ma, ale jak na Chiny jest
                                  wspaniale. W szkole uczy się ponad 70 uczniów pod okiem 30 opiekunów. Dzieci i
                                  młodzież mieszkają w kilkuosobowych pokojach z łazienką i telewizorem. Po
                                  lekcjach zajmują się ekologiczną uprawą warzyw. - Prawie dwie i pół tony w
                                  zeszłym roku - chwali się pani Wang. - Nie zamierzamy ich tu trzymać w
                                  nieskończoność. Chcemy, by wyszli w świat - dodaje. - Te dzieci zasługują na
                                  normalne życie.
                                  Od paru lat szkoła współpracuje z miejscową przetwórnią mięsa, która zatrudnia
                                  kilkudziesięciu wychowanków przy pakowaniu parówek. Dostają niską pensję, ale
                                  wypłacaną regularnie. Parę kilometrów od szkoły pani Wang wynajęła mieszkanie w
                                  jednym z nowych osiedli. Umieszcza się w nim starszych wychowanków, którzy są
                                  zdolni do w miarę samodzielnego życia. To dom przejściowy, w którym pod okiem
                                  mieszkającego z nimi opiekuna uczą się samodzielności. Sami decydują, jak
                                  wydawać zarobione pieniądze tak, żeby starczyło na czynsz. Sami dojeżdżają do
                                  pracy zakładowym autobusem. Z domu wyszło w świat już kilkunastu wychowanków.
                                  Większość mieszka z rodzicami, ale pracuje. Część znalazła małżonków. - Chcę,
                                  żeby pani Wang pomogła mi znaleźć żonę - mówi 25-letni Zhao, jeden z sześciu
                                  mieszkańców domu. - Chcę, żeby była wysoka i mądra.
                                  Wystarczy kawałek ziemi
                                  Zapadła noc i w szkolnym dormitorium wychowankowie szykują się do snu. - Jestem
                                  z Shanxi - przedstawia się po raz kolejny tego dnia dryblas, po czym odpycha
                                  nieodstępującego go na krok małego i idzie do swojego pokoju. W telewizji
                                  pokazują akurat przemówienia partyjnych przywódców. Kilka dziewcząt patrzy w
                                  ekran szeroko otwartymi oczami. Obok jedna maluje obraz z wielkim domem
                                  pośrodku. Gdzieś ktoś nuci wesołą melodię.
                                  - W ciągu ośmiu lat przeprowadzaliśmy się trzy razy, otwieraliśmy cztery szkoły
                                  - opowiada pani Wang. Wydali na to setki tysięcy juanów, własnych i od
                                  sponsorów. Aż żal pomyśleć, ile dzieci można było przyjąć za wyrzucone w błoto
                                  pieniądze. Tymczasem nad szkołą znów zbierają się chmury. Przedsiębiorca, z
                                  którym podpisali umowę najmu, zniknął, a państwowy kombinat uznał, że wobec
                                  inwestycji, jakie poczyniła szkoła w gospodarstwie, bardziej opłaca mu się
                                  znaleźć nowego podnajemcę za większy czynsz. Sąd przyznał rację państwowemu
                                  właścicielowi. W Chinach cała ziemia jest "własnością ludu" i może być jedynie
                                  dzierżawiona, a w Pekinie i okolicach taka dzierżawa warta jest krocie.
                                  Wang Lijuan zastanawia się, jak długo starczy jej sił. Niedługo skończy 60 lat,
                                  a przyszłość szkoły wciąż jest niepewna. W ciągu ośmiu lat zebrała grupę młodych
                                  nauczycieli, którzy poświęcają się placówce za marne pieniądze. Ale nie jest
                                  pewna, czy którykolwiek z nich byłby w stanie ponieść ten ciężar dalej, gdyby
                                  jej zabrakło.
                                  - Gdybym mogła o coś poprosić władze, to poprosiłabym o jedno: kawałek ziemi -
                                  mówi pani Wang. - Nie możemy ciągle się tułać. Jeśli dostaniemy własny kawałek
                                  ziemi, wszystko inne przestanie być problemem. Nic więcej nam nie trzeba. Nic
                                  więcej.
                                  ***
                                  Kilka dni po moim wyjeździe z Changping około 200 mężczyzn przysłanych przez
                                  nowego dzierżawcę otoczyło szkołę, zniszczyło ogrodzenie i część budynków, po
                                  czym kazało przerażonym wychowawcom i dzieciom opuścić teren. Pani Wang udało
                                  się znaleźć nowe miejsce. Zaczyna tworzyć szkołę po raz piąty.
                                  PIOTR GILLERT z Changpingu
                                  rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060707/publicystyka/publicystyka_a_7.html
                                  • ijaw Chiński działacz napadł się sam 28.07.06, 18:05
                                    Dziś w Gazecie Wyborczej. Opozycjoniści okaleczają się sami i zwalają na policję:(
                                    =====
                                    Fu sam sobie zadał ciosy w kark i plecy, łamiąc sobie przy tym trzy kręgi szyjne
                                    i doprowadzając do paraliżu. To oficjalne orzeczenie w sprawie napadu na znanego
                                    działacza, którego pobito w czerwcu w Zigui, powiatowej miejscowości w prowincji
                                    Hubei. Fu bronił praw przesiedlonych pod budowę największej tamy świata na rzece
                                    Jangcy.
                                    Synowi ofiary policja powiedziała, że orzeczenie wydali najwybitniejsi patolodzy
                                    chińscy, a wizja lokalna nie wykryła żadnych śladów poza śladami ofiary.
                                    Prowadzący śledztwo poszedł też do szpitala, gdzie leży Fu, i radził mu, by dla
                                    własnego dobra nie odwoływał się i nie składał skarg.
                                    Zdaniem lekarzy ofiara napadu spędzi resztę życia na wózku inwalidzkim.
                                    47-letni Fu, rolnik ze wsi Maoping, to jeden z 1,2 mln wysiedlonych. Jego wina
                                    polega na tym, że wściubiał nos, gdzie nie trzeba. Publicznie pytał, dlaczego
                                    zamiast obiecanej równowartości 2 tys. euro dostał tylko równowartość 700 euro.
                                    Miejscowe władze, które przypuszczalnie zainkasowały różnicę, ostrzegały go od
                                    dawna, by dał sobie spokój, nie jeździł ze skargami do Pekinu i nie pisał petycji.
                                    Miarka przebrała się, gdy w czerwcu Fu wystąpił w niemieckiej telewizji ARD.
                                    Niedługo po nagraniu programu wezwano go na komisariat i odradzono dalsze
                                    kontakty z zagranicznymi mediami. Kiedy wracał do domu, został napadnięty przez
                                    bandę zbirów. Syn i żona ofiary twierdzą, że bito go kijami aż do złamania
                                    kręgosłupa.
                                    Prowadzenie śledztwa powierzono policji z Zigui. To właśnie ją rodzina
                                    podejrzewa, że stoi za napadem.
                                    Sprawa Fu Xincai stała się głośna w świecie. To zainteresowanie zapewne
                                    uratowało mu życie. Gdyby nie błyskawiczna zbiórka 6 tys. euro wśród zachodnich
                                    dyplomatów w Chinach, miejscowy szpital by go nie zoperował. Chińska służba
                                    zdrowia chce najpierw zobaczyć gotówkę, a potem ratować życie. Bardzo często
                                    osoby, których nie stać na zapłatę, są odsyłane z kwitkiem ze szpitali.
                                    serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3511834.html?nltxx=1721538&nltdt=2006-07-28-03-05
                                    • ijaw Represjonowanie prawników broniących praw człowiek 19.08.06, 15:52
                                      Gdyby chińska kara śmierci "przez dziesięć tysięcy cięć" wymierzana tym, którzy
                                      obrazili cesarzy nadal obowiązywała, nie minęłaby zapewne adwokata Gao
                                      Zhishenga. Ten prawnik, do niedawna zaliczany przez ministerstwo sprawiedliwości
                                      do dziesięciu najwybitniejszych adwokatów Chin, rzucił bowiem rok temu wyzwanie
                                      całej władzy.
                                      W listach otwartych do przywódców Chin oskarżył ich o barbarzyńskie
                                      prześladowanie buddyjskiej sekty Falun Gong i o inne zbrodnie. "Kiedy naziści
                                      zamordowali 6 mln Żydów, świat ich za to potępił. Dlaczego nie zrobił nic, gdy w
                                      Chinach partia komunistyczna zabiła 80 mln? - napisał do przywódców kraju Hu
                                      Jintao i Wen Jiabao. W lutym ogłosił głodówkę protestacyjną.
                                      O jego aresztowaniu doniosła wczoraj krótko agencja Xinhua.
                                      Gao, który bronił Falun Gong, podziemnych chrześcijan i wywłaszczonych chłopów,
                                      będzie przesłuchiwany w sprawie "podejrzenia o udział w czynnościach natury
                                      kryminalnej". Ostatnią z nich była prawdopodobnie próba pomocy prawnej dla
                                      innego działacza demokratycznego, o którym głośno na świecie, a który jest
                                      obecnie sądzony.
                                      Chodzi o 34-letniego niewidomego Chen Guanchenga. On naraził się rok temu na
                                      zemstę urzędników jednego z chińskich powiatów po tym, jak nagłośnił
                                      przeprowadzane przez nich masowe przymuszone aborcje, również u kobiet w
                                      zaawansowanej ciąży.
                                      Chińskie prawo zabrania stosowania takich metod. Ale mimo apeli, również rządu
                                      amerykańskiego, rząd Chin pozwolił lokalnej władzy na zemstę.
                                      Niewidomy działacz, który ostatnie miesiące spędził w areszcie domowym, stanął
                                      przez lokalnym sądem w Linyi. Jest oskarżony o zakłócenie porządku publicznego.
                                      Jak można się spodziewać, wyrok jest już napisany, a posłuszny sąd go wyda w
                                      ciągu kilku dni. Nowością jest to, że na proces do odległego Linyi przyjechało
                                      kilku znanych prawników z Pekinu.
                                      W chińskim środowisku prawniczym z Pekinu, Szanghaju i Kantonu jest dziś spora
                                      grupa prawników obrońców praw człowieka, którzy oferują pomoc prawną
                                      pokrzywdzonym przez miejscowe urzędy. Jednak Xu Zhiyong, prawnik, który chciał
                                      się podjąć obrony niewidomego, został zatrzymany w domu przed wyjazdem w Linyi.
                                      I jemu postawiono zarzuty kryminalne.

                                      - Mamy do czynienia z uderzeniem w chińskich prawników broniących praw człowieka
                                      - mówi Nicolas Becquelin z Human Rights Watch w Hongkongu.
                                      Gao Zhiseng jest głeboko wierzącym chrześcijaninem z poczuciem misji. W
                                      listopadzie władze Pekinu odebrały mu licencję na działalność prawniczą. Po
                                      ogłoszeniu głodówki przez kilka miesięcy prowadził rodzaj kroniki nękania go
                                      przez służbę bezpieczeństwa i umieszczał opisy i zdjęcia w internecie. Jego
                                      aresztowanie wydawało się kwestią czasu.
                                      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3558308.html?nltxx=1721538&nltdt=2006-08-19-03-05
                                      • ijaw Cztery lata za prawdę o chińskich aborcjach 26.08.06, 12:58
                                        Sąd skazał niewidomego chińskiego działacza społecznego, który ujawnił, że
                                        lokalne władze zmuszają kobiety do aborcji.
                                        Drakoński wyrok prawdopodobnie ma odstraszyć niezależnych prawników, którzy
                                        bronią osób pokrzywdzonych przez władze.
                                        Chen Guangcheng ma 34 lata, jest prawnikiem-samoukiem z prowincji Shandong we
                                        wschodnich Chinach. Miejscowy sąd skazał w czwartek na cztery lata i trzy
                                        miesiące za "niszczenie własności i zakłócanie ruchu ulicznego". Zarzucono mu,
                                        że kierował protestem przed siedzibą władz, w czasie którego przewrócono pojazdy
                                        policyjne. Tyle że w czasie przestępstwa Chen przebywał od kilku miesięcy w
                                        areszcie domowym, gdzie pilnowali go policjanci.
                                        "Postawiono mu zarzuty polityczne, a cały proces był prowadzony od początku do
                                        końca z pogardą dla prawa" - napisała po wyroku Catherine Barber, zastępca
                                        dyrektora Amnesty International ds. Azji. Ta organizacja obrony praw człowieka
                                        uznała Chena za więźnia sumienia.
                                        Chen, mieszkaniec małej wsi Dongshigu, stracił wzrok w dzieciństwie. Chciał
                                        studiować, ale chińskie uniwersytety nie przyjmują niewidomych. Uczył się więc
                                        sam prawa i medycyny. Mieszkańcy zwracali się do niego po radę.
                                        Lokalni urzędnicy mieli do Chena uraz. Skompromitował ich aż w samym Pekinie.
                                        Pojechał tam w 2005 r. i zawiadomił Ogólnochińską Komisję Planowania Rodziny o
                                        łamaniu prawa przez pracowników lokalnego wydziału.
                                        Ponieważ w podlegających ich wsiach rodziło się za dużo dzieci, co groziło im
                                        utratą awansów i premii, urzędnicy zarządzili kampanię szybkiej redukcji
                                        przyrostu naturalnego. Kobiety w ciąży z drugim dzieckiem miały się poddać
                                        aborcji po dobroci lub pod przymusem.
                                        Jedna z matek opowiedziała Chenowi, że gdy była w siódmym miesiącu ciąży, w
                                        izbie porodowej lekarz wbił strzykawkę z trucizną w jej macicę. Zastrzyk wywołał
                                        poród. Potem noworodka utopiono w wiadrze z zimną wodą.
                                        Tylko w jednym powiecie przypadków przymusowych sterylizacji i aborcji było 7
                                        tys. Chen nagrywał opowiadania kobiet i przekazał je dziennikarzom i niezależnym
                                        prawnikom. Następnym krokiem miał być zbiorowy pozew ofiar.
                                        Amerykański "Time", który pojechał na miejsce i całą historię opisał, mianował
                                        Chena jedną ze stu osobistości 2005 r.
                                        Dla niektórych miejscowych urzędników skończyło się to utratą stołka. Dla
                                        śmiałka - uprowadzeniem z Pekinu przez policję jego prowincji i osadzeniem w
                                        areszcie domowym.
                                        Czwartkowa rozprawa skończyła się po dwóch godzinach. Niewidomego nikt nie
                                        bronił. Policja nie dopuściła do sądu jego obrońców, jednego z nich - Xu
                                        Zhiyonga - zatrzymała wcześniej pod zarzutem kradzieży. Na adwokatów z urzędu
                                        Chen się nie zgodził.
                                        Przyjaciołom oskarżonego nie udało się wejść do sali rozpraw. Nie było też
                                        przetrzymywanej w areszcie domowym żony.
                                        Pekin oficjalnie do sprawy się nie miesza. Jak ma to w zwyczaju, zachowuje
                                        neutralność w sporach lokalnych władz z ludnością. Jednak obrońcy praw człowieka
                                        przypuszczają, że pokazowa sprawa działacza, który stał się symbolem walki o
                                        prawa cywilne, jest częścią szerszej operacji politycznej. Chodzi o zduszenie w
                                        zarodku ruchu na rzecz praw człowieka.
                                        Niektórzy prawnicy z dużych miast oraz lokalni społecznicy, samoucy uzbrojeni w
                                        kodeksy pojawiają się tam, gdzie o swoje prawa walczą wieśniacy albo eksmitowani
                                        lokatorzy. Urzędnicy ich interwencje traktują jak zamach na siebie, bo od lat
                                        przywykli do wszechwładzy.
                                        Kilka miesięcy temu Luo Gan, członek Stałego Komitetu Biura Politycznego
                                        odpowiedzialny za sprawy bezpieczeństwa, napisał, że partia musi energicznie
                                        działać, by nie dopuścić do tego, żeby pod przykrywką "ochrony praw" ktoś
                                        wykorzystywał konflikty społeczne.
                                        - Za całą sprawą stoi zamiar uciszenia Chena i ostrzeżenia obrońców prawa, że
                                        rząd nie dopuści do tego, by mu stawiali opór - mówi Nicolas Becquelin z
                                        organizacji Human Rights Watch.
                                        Przed przyszłorocznym XVII zjazdem chińska partia komunistyczna zaostrza
                                        kontrolę, przykręca śrubę mediom, aresztuje działaczy i dziennikarzy. Wczoraj na
                                        trzy lata więzienia skazano Zhao Yana, chińskiego współpracownika "New York
                                        Timesa". Wyrok dostał za defraudację, sąd w Pekinie uwolnił go od zarzutu zdrady
                                        tajemnic państwowych - podali adwokaci dziennikarza.
                                        Zhao został zatrzymany w 2004 r., kilka dni po opublikowaniu przez nowojorski
                                        dziennik przecieku o spodziewanej rezygnacji byłego przewodniczącego ChRL Jianga
                                        Zemina z funkcji szefa Centralnej Komisji Wojskowej. Odsiedział już dwa lata w
                                        areszcie, więc będzie mógł wyjść na wolność we wrześniu przyszłego roku.
                                        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3573665.html
                                        • ijaw Uwięzienie kolejnego dysydenta 10.09.06, 15:44
                                          Agenci chińskiej służby bezpieczeństwa zatrzymali w czwartek w Pekinie Hu Jia,
                                          człowieka, który odegrał ważną rolę w uświadomieniu Chińczykom problemu AIDS.
                                          O zatrzymaniu poinformowała żona działacza. 41-letni Hu Jia jest
                                          współzałożycielem pierwszej chińskiej organizacji pozarządowej do walki z AIDS.
                                          Pomaga też sierotom po zmarłych na tę chorobę. Był wśród ludzi, którzy
                                          nagłośnili tragedię wsi w prowincji Henan, gdzie w latach 90. z winy urzędnika
                                          doszło do masowych zarażeń HIV przez transfuzję krwi.
                                          Władze chińskie jeszcze w latach 90. zaprzeczały, by w kraju byli chorzy na
                                          AIDS. Dziś przyznają, że problem jest i to poważny.
                                          Nie wiadomo, dlaczego zatrzymano Hu. W początku roku przyłączył się on do
                                          głodówki w proteście przeciw represjom wobec obrońców praw człowieka. W lutym
                                          porwali go z ulicy policjanci w cywilu i trzymali w odosobnieniu przez 41 dni.
                                          Hu, który chorował na żółtaczkę, cierpi na marskość wątroby.
                                          W Chinach trwa seria aresztowań obrońców praw człowieka. Znawcy mówią, że partia
                                          boi się narastającej fali protestów społecznych na rok przed XVII zjazdem KC.

                                          serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3602534.html
                                          • ijaw zamieszki przed szpitalem 13.11.06, 15:36
                                            "W Syczuanie, prowincji chińskiej, tłum napadł na szpital, który odmówił
                                            ratowania dziecka - poinformowali obrońcy praw człowieka
                                            Ok. 2 tys. ludzi wtargnęło do szpitala, tłukli szyby i niszczyli sprzęt -
                                            powiedziała operatorka telefoniczna, świadek wydarzeń. Rannych zostało dziesięć
                                            osób.
                                            Wcześniej wśród mieszkańców Guangan rozeszła się wiadomość, że w szpitalu zmarło
                                            trzyletnie dziecko, któremu lekarze odmówili pomocy. Dziecko przyjęto na
                                            pogotowie z objawami silnego zatrucia. Według obrońców praw człowieka z
                                            Hongkongu napiło się przez pomyłkę pestycydów trzymanych w butelce po oranżadzie
                                            i wymagało natychmiastowego płukania żołądka. Jednak lekarze zażądali najpierw
                                            od dziadka, który dziecko przywiózł, pokrycia z góry kosztów leczenia
                                            równowartości 60 dol. Gdy okazało się, że ma tylko 15 dol, kazali mu wrócić do
                                            domu po pieniądze. Zanim to zrobił, dziecko zmarło. Dyrekcja szpitala stanowczo
                                            zaprzecza tym doniesieniom i zapewnia, że próbowano ratować chłopca, nie
                                            czekając na opłatę.
                                            W Chinach niedofinansowane szpitale działają na zasadach komercyjnych i
                                            utrzymują się z opłat za operacje i leki. Tylko co dziesiąty Chińczyk ze wsi,
                                            gdzie żyje prawie 800 mln ludzi, korzysta z ubezpieczeń. System powszechnych
                                            ubezpieczeń dopiero powstaje."

                                            źródło: gazeta.pl
                                            ===============
                                            Tak wygląda dobrobyt komunistyczny po chińsku.
                                            • ijaw Prawa człowieka - w Chinach bez postępu 30.04.07, 16:01
                                              "Gdy w 2001 r. Chiny ubiegały się o możliwość organizacji igrzysk olimpijskich,
                                              Pekin argumentował, że będzie to okazja do zaprowadzenia w kraju poszanowania
                                              praw człowieka. Z raportu AI wynika, że Chiny nie wypełniły tych zobowiązań.
                                              Przeciwnie, organizacja igrzysk stała się "katalizatorem dla nieustającej
                                              nagonki na obrońców praw człowieka".
                                              AI podkreśla, że Chiny stosują niezwykle restrykcyjne przepisy, pozwalające na
                                              przetrzymywanie w areszcie czy obozach pracy przez kilka lat bez rozprawy
                                              sądowej i prawomocnego wyroku, aby przed olimpiadą oczyścić Pekin z bezdomnych,
                                              drobnych złodziejaszków i narkomanów.

                                              Organizacja wezwała Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKO), aby poruszył
                                              kwestię łamania praw człowieka w rozmowach z chińskimi władzami. - MKO nie może
                                              pragnąć olimpiady naznaczonej łamaniem praw człowieka m. in. w postaci
                                              wypędzania rodzin z domów, aby zrobić miejsce na hale sportowe - powiedziała
                                              Catherine Baber z AI."

                                              fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/prawa-czlowieka-w-chinach-bez-postepu,903642,2943
                                              • ijaw Kara śmierci za zmuszanie do niewolniczej pracy 17.07.07, 16:53
                                                PAP
                                                28 osób skazano w Chinach na dożywocie a jedną na karę śmierci za zmuszanie do
                                                niewolniczej pracy - poinformowały władze.
                                                Skazani to właściciele, zarządcy oraz pracownicy kilku cegielni w prowincji
                                                Shanxi, na północy Chin. Zarzuty, jakie mężczyźni usłyszeli to zmuszanie do
                                                niewolniczej pracy i nielegalne przetrzymywanie pracowników, także dzieci.
                                                Skazany na śmierć to Zhao Yanbing, któremu przed sądem w mieście Linfen
                                                udowodniono torturowanie i spowodowanie śmierci pracownika cegielni w rejonie
                                                Hongtong.
                                                Wśród skazanych na karę dożywotniego pozbawienia wolności jest Hengo Tingh.
                                                Nadzorował on pracę 31 pracowników, których zmuszał do niewolniczej pracy,
                                                torturował i nielegalnie przetrzymywał. Dziewięciu z nich było niepełnosprawnych
                                                umysłowo.
                                                W zeszłym miesiącu w prowincjach Shanxi i Henan zatrzymano co najmniej 168 osób
                                                zamieszanych w skandal związany z niewolniczą pracą. Jak udowodniono, wiele
                                                setek ludzi zmuszano do niewolniczej pracy w cegielniach i innych zakładach.
                                                Pracowali po 14 godzin na dobę, byli głodzeni i bici.
                                                Większość zmuszanych do niewolniczej pracy to migranci z ubogich wsi, w tym
                                                także dzieci. (al)
                                                wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=9029066&fromChan=1========
                                                Nareszcie!!
                                                • ijaw Pokojowy sprzeciw pod chińską ambasadą 22.09.07, 14:21
                                                  Siedząc na poduszeczkach w żółtych strojach, ponad sto osób z 28 krajów
                                                  protestowało w piątek medytacją pod Ambasadą Chin
                                                  - Falun Dafa jest dobre - powtarzali jak w transie z łzami w oczach.
                                                  - A w Chinach nie moglibyśmy powiedzieć tego na głos - tłumaczyła Zhizhen Yan,
                                                  praktykująca Falun Dafa od trzech lat. To starożytna chińska praktyka
                                                  medytacyjna, która nakazuje zasady kultywowania w sobie prawdy, życzliwości i
                                                  cierpliwości. Międzynarodowy tłum sympatyków medytacji przeszedł wczoraj spod
                                                  Sejmu pod Ambasadę Chin.
                                                  - Falun Dafa praktykowana jest w 80 krajach świata. A prześladowana w jednym, w
                                                  Chinach - mówił Man-Yan Ng z International Society for Human Rights, który trzy
                                                  dni temu miał spotkanie w Sejmie z polskimi parlamentarzystami. - Spotykamy się,
                                                  żeby protestować w Polsce, bo Polacy nie zapomnieli, jak cierpieli w czasie
                                                  komunizmu. Rozumieją, co to znaczy brak wolności. Ja pamiętam, że w 1989 roku
                                                  wiele osób w Chinach nie spało, widząc, co się dzieje w Polsce.
                                                  Uczestnicy spotkania podkreślali, że jawne prześladowania prowadzone przez
                                                  Komunistyczną Partię Chin przerodziły się w ostatnich latach w podziemne, a
                                                  zamiast czołgów i karabinów są noże i wycinanie organów przeciwnikom rządu.
                                                  Mówili o internowanych, o zsyłanych do obozów, o ponad 3 tys. zakatowanych na
                                                  śmierć. Ktoś opowiadał o mężu, ktoś inny o ojcu.
                                                  - Jesteśmy tu po to, żeby Polacy byli świadomi tego, co tam się teraz dzieje -
                                                  mówił Vasilios Zaupounidis z organizacji Supporting Human Rights in China ze
                                                  Szwecji. Wokół niego siedzieli w pozycji kwiat lotosu ubrani w żółte ubrania
                                                  przedstawiciele 28 krajów. Niektórzy grali na czerwonych bębnach.

                                                  Dziś kolejna manifestacja. Wyruszy o godz. 12 spod Pałacu Kultury i ponownie
                                                  dotrze pod Ambasadę Chin.

                                                  Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
                                                  miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4511259.html?skad=rss
                                                  • ijaw Chińskie tortury 24.04.08, 07:02
                                                    Fragment z Gazety Wyborczej:

                                                    "Tortury i okrutne traktowanie stosowane są na wszystkich etapach uwięzienia. Na
                                                    komisariatach policji rutynowo bije się w celu wymuszenia zeznań i zastraszenia.
                                                    Policjanci przede wszystkim biją i rażą elektrycznymi pałkami. W aresztach
                                                    śledczych funkcjonariusze są szkoleni, jak stosować tortury. Biją po nerkach,
                                                    stawach, łokciach. Trzymają więźniów w nienaturalnych pozycjach, np. z rękami
                                                    skutymi na plecach kajdankami zaciskającymi się przy każdym ruchu. Albo na
                                                    klęczkach, z brodą opartą na poręczy krzesła.
                                                    Mniszki są gwałcone za pomocą elektrycznych pałek.
                                                    W więzieniach torturą jest przede wszystkim praca ponad siły przy skromnych
                                                    racjach żywnościowych. Więźniowie polityczni są poniżani. Mnichów zmusza się do
                                                    profanowania świętych przedmiotów (np. fekalia wydobywają z dołów kloacznych,
                                                    zawijając je w thanki - święte obrazy). Wszelkie formy oporu kończą się
                                                    wielogodzinnymi biciem i wtrącaniem do karceru.
                                                    Więźniów używa się też do celów pseudomedycznych. Pobiera się im - bez
                                                    znieczulenia - płyny ustrojowe, np. płyn mózgowo-rdzeniowy, żółć i krew, w
                                                    ilościach zagrażających życiu.

                                                    Relacje o torturach pochodzą przede wszystkim od więźniów, którym po zwolnieniu
                                                    udało się wydostać Chin.
                                                    W Indiach, gdzie trafia najwięcej tybetańskich uchodźców, działa ośrodek dla
                                                    ofiar tortur, w którym udziela się im pomocy medycznej, ale przede wszystkim
                                                    psychologicznej. Niektórzy nie są w stanie żyć, mając w pamięci poniżenie,
                                                    jakiego doznali. Szczególnie dotyczy to regularnie gwałconych mniszek, które nie
                                                    czują się godne, by wrócić do zakonnego życia.

                                                    W 1992 roku Palden Gjaco, mnich, który w chińskich więzieniach spędził 33 lata,
                                                    przemycił do Indii narzędzia tortur. Pokazano je na sesji Komitetu Praw
                                                    Człowieka ONZ w Genewie.
                                                    Ngałang Sangdrol
                                                    mniszka, przesiedziała w więzieniach 12 lat. Pierwszy raz do aresztu trafiła,
                                                    mając 13 lat. Wyrok za udział w niepodległościowej manifestacji był wielokrotnie
                                                    podwyższany za akty nieposłuszeństwa w więzieniu - w sumie do 21,5 roku.
                                                    Uwolniono ją w 2003 roku na skutek nacisku międzynarodowej opinii publicznej.
                                                    Dostała azyl w USA:

                                                    W areszcie poddano nas wielogodzinnemu brutalnemu przesłuchaniu. Strażnicy
                                                    powiedzieli, że jesteśmy "kontrrewolucjonistkami", które usiłują oderwać Tybet
                                                    od Chin. Śledczy bili nas żelaznymi rurkami i pałkami elektrycznymi.
                                                    Przyczepiali druty, pod prądem, do języków. Zawieszali za wykręcone, związane na
                                                    plecach ramiona. Nazywają to samolotem. Bardzo boli. Miałam wrażenie, że wyrwą
                                                    mi ręce.

                                                    Zawsze byłyśmy głodne, a w nocy zziębnięte.
                                                    Kazano nam stać bez ruchu w palących promieniach słońca lub na mrozie i bito,
                                                    gdy upadałyśmy z gorąca lub wyczerpania. Kazano nam ścigać się dla rozrywki
                                                    strażników; rzucano w nas kamieniami i bito, kiedy biegłyśmy zbyt wolno lub
                                                    pomyliłyśmy słowa chińskich piosenek, do których śpiewania nas zmuszano.
                                                    Tygodniami byłam więziona w karcerze, ponieważ nie godziłam się z kłamstwami i
                                                    karami moich oprawców.
                                                    Tortury i maltretowanie zaczęły się, gdy byłam 13-letnim dzieckiem, i trwały
                                                    przez większą część mego pobytu w więzieniu."
                                                    www.gazetawyborcza.pl/1,75480,5134837.html
                                                  • ijaw Re: Chińskie tortury 09.11.09, 23:06
                                                    up

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka