Dodaj do ulubionych

ŚWIĘTA...

24.12.09, 00:38
WIGILIA... BOŻE NARODZENIE...
UCICHŁ ŚWIĄTECZNY GWAR
CHOINKI PRZYSTROJONE
CHOĆ W SERCU TĘSKNOTA I ŻAL
DO WIGILIJNEGO STOŁU SIĄDZIEMY
PIERWSZY LUB KOLEJNY JUŻ RAZ
BEZ BLISKICH KTÓRYCH JUZ NIE MA
BEZ BLISKICH KTÓRYCH TAK BRAK
I CHOC TO PUSTE MIEJSCE PRZY STOLE
TAK STRASZNIE OCZY NASZE KOLE
TO NIEPOTRZEBNIE
BO PRZECIEZ W NAS
ŻYJĄ CI BLISCY KTÓRYCH TAK NAM BRAK
WIEC MIMO BÓLU I ZWATPIENIA
WEŹMY OPŁATEK W SWE RĘCE
GŁOWY POCHYLMY NISKO W PODZIĘCE
BO PRZECIEŻ NARODZIŁ SIĘ PAN...
MAMY ŻAL-BO COŚ CENNEGO ZABRAŁ NAM
LECZ PRZECIEŻ WCZEŚNIEJ - ON SAM
OFIAROWAŁ NAM TEN CENNY SKARB...
Beata-mama Marcina. Czwarta wigilia bez Kochanego Syna...
Obserwuj wątek
    • jower Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 07:39
      Jola - mama Krzysia. Trzecia wigilia bez Kochanego Syna....
      • maretta111 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 10:15
        Marta- druga Wigilia bez ukochanego brata, dziękuje za cudny wiersz.
    • kama0011 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 13:22
      Asia - pierwsza Wigilia bez mojego Taty...
      Tatusiu...strasznie tęsknię...

      Dziękuję za piękny wiersz...
      Dzisiejszego wieczora będę myślami z Wami wszystkimi...
    • 999mamuska Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 14:01
      Druga wigilia bez mojej córki i mamy,piętnasta bez męża i siedemnasta bez
      taty.Tak wiele pustych miejsc przy wigilijnym stole.
      • annmaria Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 14:33

        Trzecia bez mego ukochanego Ojca. Tatusiu......................

        Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za
        marzeniem nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest
        brzegu? Pali usta i ludziom i Bogom...
        • agawyzga Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 15:15
          Pierwsza wigilia bez mojej córeczki....Agnieszka
          • groszek-5 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 15:37
            Nie wiem co CI mam napisac,ale nie moge pozostac obojetna.Wyobrazam sobie TWOJA
            pustke,zal,rozpacz,tragedie zyciowa.Mysla jestem przy TOBIE.
            • edzia764 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 19:47
              Pierwsze święta bez męża ...Boze było bardzo ciężko, ale jakoś to
              przezyłam. Wspomnienia minionych lat ... i ta dzisiejsza pustka ....
              • olaopolanka Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 20:39
                Pierwsza Wigilia bez Naszej Kochane Mamy.Tak ciezko.Mamusiu czulam,ze JESTES z
                nami.Dziekuje.
                • sarnowo Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 21:10
                  Druga Wigilia i Swieta bez naszego jedynego dziecka, doroslego syna. Od tej
                  pory nie obchodzimy zadnych swiat i tradycji. Bol, rozpacz i pustka nie do
                  zniesienia i pytanie bez odpowiedzi DLACZEGO?
            • amberka2 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 23:59
              To drugie Swieta bez ukochanej mamusi i juz 14 bez tatusia.

              Kocham Was bardzo i tesknie.
    • stokrotka29 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 21:35
      CZWARTA WIGILIA BEZ MOJEJ MAMY I DRUGA BEZ MOJEGO TATY;((
      • xxxkarolinkax Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 23:05
        Rok temu - pierwsze, takie wymarzone, cudowne Święta. Z Nim.

        Obecnie - już bez Niego. Mojego Anioła. Wielkiej Miłości.


        i jednak nie jestem taka twarda :(

        Przytulam myślami wszystkich takich jak ja - połamanych ludzików.
        Wiecie co? Poradzimy sobie!
        • tilia7 Re: ŚWIĘTA... 24.12.09, 23:16
          Pierwsze od 4 lat bez Niego:(((Ale wierzę,że jest ze mną,że jest moim
          Opiekuńczym Aniołem i że w pewien,choć niełatwy sposób,zawsze będziemy razem.
    • dodek06 Re: ŚWIĘTA... 25.12.09, 00:08
      Pierwsza wigilia bez mojej kochanej mamy...Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś...
      • vipercia Re: ŚWIĘTA... 25.12.09, 00:24
        minęła pierwsza Wigilia bez mojego ukochanego Męża ... straszny ból
        i tęsknota za tym co minęło i za tym czego już NIGDY nie będzie
    • mag461 Re: ŚWIĘTA... 26.12.09, 11:11
      Dobrze,że już się kończą!!!!!!!
      • edzia764 Re: ŚWIĘTA... 26.12.09, 12:12
        Mag masz rację .... dobrze, że już się kończą !!!!!!! A my znowu
        wrócimy do swojej "szarości" życia. To były dla mnie najbardziej
        koszmarne ŚWIĘTA .......
        • magdalenka50cz Re: ŚWIĘTA... 26.12.09, 19:23
          Braciszku to pierwsze świeta bez Ciebie.
          Na szczescie juz po.
          • sonja12 Re: ŚWIĘTA... 26.12.09, 21:28
            dobrze ,że te wstrętne święta się kończą, nienawidzę boga , za to że
            zabrał mi moją Kochaną Mamę.To już trzecie swięta bez Mamy.Tak
            ciężko , cholernie ciężko.
    • olaopolanka Re: ŚWIĘTA... 27.12.09, 00:06
      Dzisiaj mijaja trzy miesiace jak nie ma Mamy, Boze jak to strasznie boli!
      • mag461 Re: ŚWIĘTA... 27.12.09, 07:39
        olaopolanka napisała:

        > Dzisiaj mijaja trzy miesiace jak nie ma Mamy, Boze jak to
        strasznie boli!
        Wiem kochana...u nas w wigilię minęły 3 m-ce jak nie ma taty.To
        chyba najgorsze święta jakie pamiętam.
        Łączę się w bólu..
        • olaopolanka Re:mag461 27.12.09, 12:25
          Dziekuje Ci Mag...
    • aisha_25 Re: ŚWIĘTA... 27.12.09, 16:54
      Trzecie święta bez ukochanej mamuni minęły...nadal boli:(
      • annubis74 i po świetach 28.12.09, 15:28
        na szczescie już minęły
        pierwsze świeta bez Mamy
        trudno ten czas nazwać świętami
        to czas zmagania się ze smutkiem
        właściwie w rodzinie ich nie obchodziliśmy
        ot po prostu czas by pobyć razem z Tatą
        święta u teściów to bolesne zaciskanie zębów żeby się nie rozkleić
        • agawyzga Re: i po świetach 30.12.09, 14:18
          Bez mamy i taty potrafiłabym żyć,bo to taka kolej rzeczy.........ale bez
          dziecka????Jak? chyba my osierocone mamy jesteśmy w najgorszej z możliwych
          sytuacji.........pomyślcie o tym....
          • tilia7 Re: i po świetach do agawyzga 30.12.09, 14:28
            Z całym współczuciem,ale to chyba nie jest miejsce,żeby się
            licytowac bólem i tragizmem sytuacji.Każdy opłakuje tego,kogo
            stracił i kogo kochał.I nie ma czegoś takiego jak porównywanie
            miłości.Każda jest inna:inna do rodziców,inna do dziecka,inna do
            mężczyzny/kobiety,inna do rodzeństwa.Ale żadna nie jest mniejsza i
            gorsza.
            • agawyzga Re: i po świetach do agawyzga 30.12.09, 15:08
              a jednak nie ma nic gorszego stracić dziecko....nie licytuje się....
            • agawyzga Re: i po świetach 30.12.09, 15:10
              a jednak nie ma nic gorszego stracić dziecko....nie licytuje się....
            • first.marionetka Re: i po świetach do tilii 30.12.09, 15:23


              Tilio, ja jako matka też uważam, że po śmierci dziecka świat
              przestaje istnieć.
              Jest tylko koszmar, sen " wariata" i choć bardzo się starasz nagle
              " wiesz, że nic nie wiesz" , nic ci się nie zgadza.
              Pomyśl, że matki dorosłych dzieci mają już swoje lata i zapewne nie
              jedno przeżyły, a po stracie dziecka cały świat się zatrzymał.
              Ja nie wiem jak żyć, co myśleć, jak funkcjonować................tak,
              ocieram się o najgorsze.
              Po odejściu babci, taty był ból, ale było też zrozumienie.
              Teraz nie ma zrozumienia i nic się nie zgdza, nic, dosłownie nic.
              Myślę, że to nie jest licytacja co piszę, tylko stwierdzenie, że
              żaden rodzic nie zakłada rozstania się z własnym dzieckiem, w takiej
              kolejności - najpierw dziecko.
              Nawet osoby, które tego nie przeżyły, mówią, że jest to nie do
              ogarnięcia. To jest najgorsze, co może spotkać człowieka.

              Wiem, każda strata wywraca nasze życie do góry nogami, ale tu
              karmiłaś, dbałaś przeszłaś wszystkie etapy i nagle........ mierzysz
              się z czymś co cię przerasta i odbiera rozum.
              Wiem również, że podobnie myślą młodzi, przyjaciele naszych dzieci,
              też krzyczą, dlaczego ??? był taki młody, całe życie było przed
              nim...... i widziesz, to teoretyczne "całe życie" tak nas przygniata.
              Ty też opłakujesz osobę młodą i zapewne cierpisz podobnie, bo też
              całe życie było przed nim. I o to " całe życie " chodzi.
              To życie nieraz nas wkurza, upakarza, ale idziemy z bliskimi i to
              jest piękne w tym życiu.

              Nie miej mi za złe, że to opisałam, to nie licytacja, tylko
              drobinka, do zrozumienia cierpienia po stracie młodego życia.





              • agawyzga Re: i po świetach do marionetki 30.12.09, 15:28
                Jak pięknie to napisałaś............szkoda,że życie nie jest juz dla mnie
                piękne.........
              • tilia7 Re: i po świetach do marionetki 30.12.09, 18:42
                Marionetko,ja to rozumiem naprawdę i nawet jestem skłonna przyznać,że macie
                rację.Choć jak zauważyłaś ja też opłakuję młodego człowieka i też nie umiem
                zrozumieć dlaczego to się stało-zwłaszcza,że to była dramatyczna i tragiczna
                śmierć,nie tylko dla Niego,ale również bardzo obciążająca tych,którzy zostali,w
                tym mnie,która byłam z Nim naprawdę blisko.Ale rozumiem Wasze zdanie i
                powtarzam,że jestem skłonna się z nim zgodzić.
                Tylko chodzi o to,że te słowa nie powinny tu chyba padać,o tym że ten Wasz ból
                jest najgorszy.Bo każdy myślę,czuje się wtedy bardzo źle.Ja w każdym razie czuję
                się wtedy źle,jakby mi ktoś mówił:"co ty wiesz o bólu" głosem Bogusia Lindy.A ja
                wiem o bólu tyle,że więcej wiedzieć nie potrzebuję,bo podobnie jak Ty wyję po
                nocach z rozpaczy i zastanawiam się czy jestem jeszcze człowiekiem czy jak Ty -
                Marionetką.
                Dlatego apelowałam o to,żeby nie było ŻADNEJ formy licytowania się w bólu.Bo to
                kogoś dodatkowo rani,bo może się poczuć zlekceważony we własnym cierpieniu i
                przeżywaniu żałoby.Ja Tobie i innym mamom osieroconym z całego serca współczuję
                i to nie jest żaden atak na Was.Po prostu taka cicha prośba,żeby mi nie mówić,że
                mój ból jest mniejszy.Bo jest wciąż taki,że nie wiem czy mam prawo w ogóle żyć
                po tej tragedii.Czy w ogóle żyć umiem.
    • mamu49 Re: ŚWIĘTA... 30.12.09, 16:28
      Straciłam po kolei: brata w wieku 32 lat, potem jeszcze młodego 66
      letniego tatę, potem po trzech latach 66 letnią mamę i teraz ponad 8
      miesięcy temu jedynego niespełna 22-letniego syna. I wiem
      jak "smakuje" żałoba po każdej z wymienionych bliskich osób. Śmierci
      dziecka nie da się z niczym porównać - codziennie umierasz razem z
      nim. Ból, żal, tęsknota - niewyobrażalne. Nie ma po co i dla kogo
      żyć. Pozostaje wegetacja, mechaniczne wykonywanie codziennych
      czynności.
      Iwona-mama Tomasza
      • sarnowo Re: ŚWIĘTA... 30.12.09, 17:51
        Mamu49- Iwonko! Jezeli chcesz skontaktuj sie ze mna, ja tez stracilem jedynego
        21 -letniego syna w wypadku samochodowym, bez jego winy. Zycie stanelo w
        miejscu, zostala wegetacja i koszmar kolejnych dni. Dla nas nie ma juz Swiat,
        radosci, planow, marzen. Przez kogos kogo nawet nie znamy zostalismy obdarci ze
        wszystkiego, jak zyc dalej nie wiem.
        • 198-3mk Re: ŚWIĘTA... 30.12.09, 19:01

          WITAM WAS OSIEROCONE MAMY... I NIE TYLKO MAMY...

          Ja jeszcze mam dzieci. Marcin był moim pierworodnym synem, czyli
          najstarszym dzieckiem. Czy jest mi lepiej z tego powodu że zostały
          mi inne dzieci...? A mam ich jeszcze trójke. Lepiej nie... Raczej,
          inaczej... To tak jakby stracić jeden palec u reki lub nogi...
          Zawsze bedzie Go brakować...
          Rozumiem Tilie, i te osoby które straciły matki, ojców, braci itd...
          Ale jak ma sie do tego smierć dziecka...?
          Nosiłam mojego syna 9-miesiecy pod swoim sercem... Byłam młodą
          dziewczyną. Od narodzin Marcinka, zaczeło sie moje dorosłe życie...
          Drżałam o Niego, kiedy był noworodkiem... Niemowlęciem...
          Nastolatkiem... I wreszcie dojrzałym, młodym człowiekiem... Całe
          moje życie kręciło się wokół moich dzieci. Marcin miał plany...
          Marzenia... Otwierał się przed nim świat... Tak jak przed Twoim
          mężczyzną Tilio... I nagle wszystko się skończyło... Świat mi się
          zawalił... I tak jak pisze któraś z Was, to nie taka kolejność...
          To dzieci mają żegnać swoich rodziców... Choć też często, śmierć
          rodzica, przychodzi za wcześnie... Ale niestety, nie mamy na to
          wpływu...
          Tak jak wspomniałam, mam jeszce dzieci, synów, w wieku 26, 22, 11
          lat. Ale wiecie kiedy njdotkliwiej odczuwam brak Marcina?
          Wtedy kiedy jesteśmy wszyscy... Nie umiem cieszyć się tą chwilą, bo
          nie ma z nami Marcina... Trudno jest matkom, żyć z taką stratą...
          Myślę, że w tym co mówia ludzie, że nie ma nic gorszego od śmierci
          własnego dziecka, jest wiele prawdy. I myślę że dzieje się tak
          dlatego, że to dziecko kiedyś wyszło z NAS... Z chwilą śmierci
          dziecka, umiera część NAS...
          Cała reszta zależy od tego, jaką mamy psychikę, jak jesteśmy silne,
          jaki znajdziemy cel, aby umieć dalej żyć...
          Napewno mnie było łatwiej, niż tym matkom, które straciły jedyne
          swoje dzieci... Bo dla mnie celem, i sensem dalszej wegetacji, są te
          dzieci które są przy mnie. Ale moje życie już nigdy nie będzie takie
          samo, jakie było za życia Marcina...
          I powiem jeszcze tak... Mamy które nagle dowiedziały się o śmierci
          dziecka, tez przechidziły to inaczej niż ja. Ja rozcierałam ręce, i
          nogi mojego syna, bo tak pragnełam aby wróciło krążenie... Czekanie
          na jego ostatni oddech, będzie mnie prześladował do końca moich
          dni... I tu też się różnimy... Ja miałam możliwość bycia ze swoim
          dzieckiem, kiedy odchodziło... Pomagałam Mu, pokonać strach...
          Rozumiem wasz ból... Wy nie miałyście wyboru... Nie mogłyście
          pozegnać swoich pociech...
          Jestem z Wami myslami... Tili, z Toba też... Naprawdę, rozumiem
          Twój ból. Nie cierpisz mniej tylko dlatego że to nie było
          dziecko... Ale myślę, że każda z Nas cierpi inaczej, i mojej
          poprzedniczce napewno, nie chodziło o licytację...
          Beata-mama Marcina.
        • mamu49 Re: ŚWIĘTA...do sarbinowo 30.12.09, 22:37
          podaję swój adres e - mail: iwonusj@op.pl. Napisz proszę.
        • mamu49 Re: ŚWIĘTA...do Sarnowo 30.12.09, 22:40
          podaję e mail: iwonusj@op.pl. Napisz proszę, jeśli możesz.
          IWONA - MAMA TOMASZA
      • first.marionetka Re: ŚWIĘTA... 30.12.09, 18:27
        I myślę, że każda z nas jest daleka od licytacji, ot po prostu
        wyraziściej,głośniej mówimy o swoim umieraniu, że wbrew sobie żyjemy.
        Każda z matek, babć chętnie by oddała swoje życie, za to młode, które nie
        doświadczyło ziemskości w pełni.
        Ale wiemy, że to nie od nas zależy i to powoduje dodatkową bezsilność i ból.
        Ciężko to wszystko ogarnąć małym, ziemskim rozumkiem ( piszę o sobie)i dlatego
        tak ch....... boli.
        Przerwana misja matki, bo matką się jest od poczęcia aż do.... no właśnie zawsze
        mówiłam, do mojej śmierci i nie pojmuję, że aż do tego dnia będę żyła w
        bylejakości, tęsknocie. Ubolewając, że tak mało było mu dane, niespełna 22 lata.
        Cóż można przez tak krótki okres doświadczyć? przecież odchodzi się zostawiając
        tak wiele niepozałatwianych spraw, ból i niezrozumienie w sercach innych.
        Mądre życiowo matki, uduchowione też nie dają rady udźwignąć tej traumy, a co
        dopiero ja, wrażliwa mateczka, która potrafiła tylko bezwarunkowo kochać ma
        dźwigać na swym obolałym kręgosłupie taki życiowy cios. Totalna bezsilność.

        Boże Narodzenie- co i rusz słyszymy, syn, syneczek. Kiedyś duma, dziś ból ściska
        serce i chce się wyć i ucieka się z kościoła.

        Nie umniejsza to żałoby innych, ją w tym swoim bólu doskonale rozumiem ból
        innych i wiem, że ten świat jest tak dalece niedoskonały i dlatego tak strasznie
        cierpimy.

        Nieraz już jest mi dane, że trochę mam poukładane klocuszki i jest niby
        lepiej,ale jedna chwila i wszystko się rozpada i co mnie tam obchodzi, że się
        spotkamy,ja teraz nie mam z nim kontaktu i teraz nie wiem jak żyć.
        Dlaczego, na stałe nie potrafię wierzyć, że wszystko ma sens? ano chyba
        dlatego,że jestem małym człowieczkiem i ból góruje nad wiarą.
        • tilia7 Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 18:50
          I jeszcze chciałam dodać,że niejako patrzę z boku na ból matki,rodziców w ogóle
          po stracie syna,którym mój narzeczony też przecież był.Powiem szczerze-nie widzę
          żeby ten ból był AŻ TAKI.Pewnie nie o wszystkim wiem,na pewno ona mi wszystkiego
          nie mówi.Ale rozmowy wyglądają tak mniej więcej,że ona albo mówi,że u nich
          "wszystko ok" albo czasem;"no,ja wczoraj też o Nim myślałam,bo mi się
          przypomniało...".Myślała o nim nawet.To dobrze.Ja myślę cały
          czas,nieustannie.Kiedy spytałam Jego siostry dlaczego nie bardzo chcą ze mną
          rozmawiać na ten temat odpowiedziała:" w domu się już o tym nie mówi".Dziś
          minęło 9 miesięcy.Słowa te usłyszałam jakieś trzy miesiące temu.Może to taka
          forma przezywania bólu,nie wiem,nie oceniam.Ale subiektywnie wydaje mi się,że to
          ja bardziej cierpię z powodu tej akurat straty.
          • xxxkarolinkax Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 19:07
            Ludzie są różni. Każdy żałobę przeżywa inaczej. I wydaje mi się, że niektórzy po
            prostu nie chcą wciąż i wciąż o "tym" opowiadać - jak ich boli, jak im źle. Może
            założyli taki pancerz obronny i tak im łatwiej codziennie stawiać kolejne kroki.
            Starają się żyć dalej - bo co innego mogą począć?
            I uważam, że nie znaczy to też, że 'czasem' tylko pomyślą. To jest w nich i
            zawsze bedzie. Nie muszą tego przecież uzewnętrzniać.
            To taka moja opinia.

            "Ale subiektywnie wydaje mi się,że to
            ja bardziej cierpię z powodu tej akurat straty" - ???
            • first.marionetka Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 21:25
              Jak widać różnie przeżywa się żałobę. Można w maskach, w pancerzach, ale
              przychodzi moment, że chcesz szczerze wykrzyczeć i najlepiej tu, w tym gronie to
              wychodzi.
              Cóż ja mogę powiedzieć koleżance, która ma trójkę dzieci i jej zmartwieniem jest
              zakup kurtki dla najmłodszego.
              Przecież nie mogę jej opowiadać, o moim bólu. Ma prawo cieszyć się swoimi
              dziećmi i ja nawet nie próbuję zaczynać rozmowy o moim syneczku.

              Nieraz ludzie udają twardzieli, bo nie potrafią wyjść z tym bólem na zewnątrz,
              ale to wcale nie znaczy, że nie cierpią.
              Moja koleżanka, też nie zna mnie z tej strony jak wy z moich opisów.
              Tylko głodny zrozumie głodnego.
              • edzia764 Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 21:47
                Masz rację "marionetko", ze czasem chcemy udawać twardzieli, ale to
                nie wychodzi. To forum jest nasze, tutaj możemy wykrzyczeć wszystko,
                bo własnie znajdujące się tu osoby doskonale nas moga zrozumieć.
                Każda z nas przeżywa cierpienie, kazda na swój sposób, ale mamy
                wzajemne wsparcie, pocieszenie. Minęły święta, spędziłam je ze swoja
                siostrą ... ona odjechała a ja zostałam sama. Wyszłam dzisiaj na
                spacer, poszłam na cmentarz, ale nie mam mozliwości stanąć przy
                grobie mojego męża. Jego grób jest 100 km od mojego zamieszkania,
                tak bardzo mi go brakuje. Chodziłam alejkami cmentarza i
                płakałam ... z żalu, z bezsilności ...a przede wszystkim z tęsknoty.
                Zawsze spacerowalismy razem ... a teraz pozostały tylko bolesne
                wspomnienia. Tak jak pisałaś nie wszystkich juz interesuje mój
                stan ... minęło dopiero pięć miesięcy od śmierci męża i jest
                gorzej. Jutro w samotności pożegnam również ten rok ... jaki bedzie
                następny ... jest mi obojętne. Zyczmy sobie zdrowia, wytrwałości i
                nadziei .... że bedzie nam lżej .... Irena
                • first.marionetka Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 22:03
                  Irenko tak, my tu rozumiemy się nawzajem.
                  Choć ja nie bardzo wiem, co mam Ci napisać, żeby ten jutrzejszy dzień mniej bolał.
                  Ja ten dzień potraktuję jak każdy inny dzień. Położę się spać przed północą i
                  mam nadzieję, że uda mi się zasnąć.

                  • tilia7 Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 22:41
                    Tak,jesteśmy tu,na tym forum,żeby się wzajemnie pocieszać.I właśnie przed chwilą
                    przeczytałam piękne słowa Elzenberga dotyczące tego tematu:

                    "Pocieszyć człowieka znaczy:w jego własnych oczach jego cierpienie podnieść
                    do najwyższej godności"


                    I tylko o to proszę wszystkie osierocone mamy,żeby nam,opłakującym innych
                    bliskich nie odbierały tej "najwyższej godności naszego cierpienia".Nawet,jeśli
                    prawdą jest,że Wasze cierpienie jest większe i dotkliwsze,w co naprawdę,z całym
                    współczuciem wierzę.
                    • first.marionetka Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 30.12.09, 23:06


                      Tilio, w żaden sposób nie odbieram, tylko ze swojej pozycji piszę co czuję i
                      uwierz mi, czuję również ból innych.
                      Ale jednak w chwili obecnej najbardziej czuję ból swój i innych matek i nie
                      udaję, że jest inaczej.

                      W tym swoim zagubieniu, jednak mam tylko siłę na ból własny, a na inny nie
                      starcza już siły.

                      Piszmy zwyczajnie co kto czuje, to będzie prostsze.
                      To jest to miejsce, gdzie mamy czuć się bezpiecznie i ze spokojem zwierzać się z
                      tego co czujemy.
                      Chociaż jak wiemy, nie łatwo przychodzi przelewanie myśli w takim wewnętrzny
                      chaosie, może też i stąd nie zawsze piszemy to co tak naprawdę myślimy i
                      czujemy. Nadal Marionetka.
                      • maretta111 Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 31.12.09, 06:31
                        Ja cierpię strasznie po śmierci jedynego brata,ale widzę ból mamy i nawet nie
                        próbuje porównywać swojego do niej. Ja nie potrafię sama podnieść się z kolan,
                        nie potrafię ją pocieszyć, pomoc jej. Tata miał 42 lata jak zmarł brat 37,
                        okrutnie cierpię. Ale mamie jest tysiąc kroć gorzej. Nie chodzi przecież w życiu
                        o uzewnętrznianie żałoby, bo żałoba jest głównie w sercu, ale nawet nie próbuje
                        sobie wyobrazić bólu po stracie dziecka. Nie wiem może ułatwia mi to fakt że
                        sama jestem matką. Byłam świadkiem zagrożenia życia u własnego dziecka i wiem co
                        wtedy czułam jaką niemoc. Chylę czoło przed każdą matką bez wyjątku po starcie
                        dziecka, bo mogę sobie jedynie wyobrazić co czują. Moja babcia śp po śmierci
                        mojego taty zachorowała też serce zaszwankowało jak u mojej mamy i lekarz
                        rodzinie powiedział ,że serce mojej babci zestarzało się o kilkanaście lat.
                        Matka która zawsze była w życiu swojego dziecka najbliższą sercu osobą, bo kocha
                        bezwarunkowo musi stanąć na grobie dziecka. Nie tak nie powinno być, to nie taka
                        kolej rzeczy"Świat się pomylił". Myślę że nie chodziło o licytację, przynajmniej
                        nie na tym forum. Każdy z nas inaczej przeżywa żałobę, każdy w sobie
                        odpowiednim czasie podnosi się po tej traumie,ale tylko matka wie co to
                        codzienne umieranie po śmierci dziecka. Ja tu wylewam swoje żale, ale w grupie u
                        synka usłyszałam że mam zawsze smutne oczy,ale uśmiech na twarzy. Jestem pewna
                        że każda/y z nas nie raz zakłada taka maskę. Ja przy ludziach, mama moja np przy
                        wnukach, bo cały świat nie chce cierpieć razem z nami. Pozdrawiam wszystkich
                        serdecznie, ale chylę czoło przed każdą cierpiącą matką, bo przeżyły największą
                        tragedie, jaka może spotkać człowieka. Marta
                        • karnivora Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 31.12.09, 09:37
                          "bo cały świat nie chce cierpieć z nami"

                          fakt-
                          a byłoby raźxzniej/ ale niewykonalne
                          bo to wlasnie on sie zawalił
                    • annubis74 Re: ŚWIĘTA...spojrzenie z boku 04.01.10, 15:30
                      rozumiem Twój smutek Tilio, mnie też zrobiło się przykro gdy
                      przeczytałam ten komentarz, że bez rodziców to można żyć. Ja też
                      jestem skłonna przyznać że śmierć dziecka czy młodego człowieka dużo
                      trudniej jest zrozumieć, zaakceptować, pogodzić się z nią. Rozumeim
                      że ból osieroconych rodziców jest wielki. Ale po każdej stracie
                      zostaje puste miejsce przy stole i bolesna rana w sercu. Więc po co
                      chcemyy wartościować naszą żałobę?
          • 198-3mk Re: ŚWIĘTA...moja refleksja... 31.12.09, 10:24
            Tak łatwo przychodzi nam, osądzanie innych...
            Czy jestesmy w tym do końca sprawiedliwe...? Jak my zachowywałysmy
            sie, w czasach, kiedy nie dosięgła nas dragedia? Czy pochylałysmy
            się nad każdą osobą, która dotkneła smierć swoich bliskich? Czy
            próbowałysmy sie wczuć w to, co przezywaja te osoby, pogrążone w
            żałobach? Jestem przekonana że nie... Nasze życie szło dalej swoim
            bezpiecznym torem, i niezastanawiałysmy sie nad losem tych, którzy
            opłakuja swoich bliskich... Ale kiedy to nas spotkało, to oczekujemy
            że cały świat, razem z nami pogrąży sie w rozpaczy. A przecież to
            nasze zycie się zmieniło... Inni ludzie maja prawo nadal zyć po
            swojemu.
            Tilio, tak łatwo osadzasz mamę i siostry Twojego mężczyzny...
            Skąd Ty możesz wiedzieć co czuje ta matka. Piszesz; " nie widzę
            aby ten ból był aż taki". A pomyslałaś o tym, że być może, ból tej
            matki i Jego sióstr, nie jest na pokaz...? Przecież nie możesz
            wejść do jej serca, jej głowy... To co tam jest, jest tylko jej...
            Kazdy inaczej wyraza swoje uczucia, a naszym obowiązkiem, jest
            uszanowanie, takiego, a nie innego zachowania.
            Ja o moim Marcinie mogę rozmawiać kazdego dnia. A mój mąż nie. Czy
            przez to kochał Go mniej...? Myślę że nie... Uważam że rozmowa o
            zmarłym synu, sprawia mu taki ból, że woli nie poruszac tego tematu.
            Ja o Marcinie, rozmawiam z moimi dwiema przyjaciólkami, i tez każda
            z nich jest inna. Jedna słucha... Zapłacze... A druga, prowadzi ze
            mną dialog, rozmawiamy o tym jaki był, co robił, jak się usmiechał,
            i jak złościł... A ja szanuję i jedną, i drugą...
            Życie byłoby za proste, kiedy wszystko kręciło by sie wokół nas.
            Nasza tragedia, to nasz ból... Nie przeżucajmy tego na barki innych,
            nie oceniajmy. Bo kiedy zaczynają oceniać Nas, to wtedy jest wielki
            bunt, i złość. A może ci inni, mają w stosunku do Nas troszkę racji.
            Osobiście, nie chciałabym aby moi synowie wciąż myśleli o tym, co
            dotkneło ich brata... Dla nich życie ma toczyć się dalej. Mają
            czerpać z niego jak najwięcej. Wystarczy, że zyją z myślą, czy ich
            nie dopadnie ten sam nowotwór. Już samo to jest dla nich dużym
            obciążeniem.
            Tilio, Twoje słowa; " ja bardziej cierpię z powodu tej akurat
            straty". Skąd ta pewność...? Każdy człowiek jest inny pod względem
            dyspozycji psychicznych, więc inaczej doswiadcza załoby, ale to
            nie oznacza, ze nie cierpi... A przez to, że nie umieją się
            wygadać, wypłakać, może cierpią jeszcze bardziej...?
            Tak wiele razy, nie jedna z nas pisze, ze mamy szukać tu wsparcia,
            pocieszenia, zrozumienia. Więc róbmy tak, nie krytykując innych...

            Wybacz Tilio, ze kilka słow skierowałam bezpośrednio do Ciebie, ale
            jestem taką matką, jak matka Twojego mężczyzny, i tylko ja wiem co
            dzieje się we mnie, w środku, a co pokazuję na zewnątrz. Nie umiałam
            przejść wobec Twoich słów obojętnie. Dla mnie są one bardzo
            niesprawiedliwe. Odwróc sytuację, ja często tak robię. Jakby to
            Ciebie, Jego matka, posądziła o to że za mało cierpisz po Jego
            stracie... Oj działo by się... Działo...

            Pozdrawiam Wszystkich,i życzę, aby ten Nowy Rok, przyniósł Nam
            więcej spokoju, pokory, oraz dystansu do otaczajacej nas,
            rzeczywistości. Wiem,nie jest to łatwe, ale też nie jest niemożliwe.
            Beata-mama Marcina.

            P.S Irenko, wysłałam Ci coś przed świętami ale pewnie poczta teraz
            wolniej chodzi, mam nadzieję że dojdzie-)
            • tilia7 Re: ŚWIĘTA...moja refleksja...do 198-3mk 31.12.09, 11:18
              "Może to taka forma przezywania bólu,nie wiem,nie oceniam.Ale
              subiektywnie wydaje mi się,że to ja bardziej cierpię z powodu
              tej akurat straty."

              To są moje słowa z poprzedniej wypowiedzi.NIE OCENIAM i piszę o
              moich SYBIKTYWNYCH odczuciach.

              • edzia764 Re: ŚWIĘTA...moja refleksja...do 198-3mk 31.12.09, 11:24
                Kochane .... niech te "polemiki", licytacje bólu bedą ostatnimi w
                tym roku. Zacznijmy NOWY ROK z większą nadzieją na lepsze jutro ....
                "Najszlachetniejszym w całym
                ludzkim tłumie jest ten,
                który prócz łez swoich
                łzy innych rozumie …".
                Irena
              • tilia7 Re: ŚWIĘTA...moja refleksja...do wszystkich 31.12.09, 11:28
                agawyzga napisała:"chyba my osierocone mamy jesteśmy w najgorszej z
                możliwych sytuacji.........pomyślcie o tym.... "

                Moja odpowiedź dotyczyła tylko tego,żeby nie odbierac innym prawa do
                tego,aby oni też czuli się "w najgorszej sytuacji" jeśli opłakują
                kogoś innego niż dziecko.Cierpienie jest odczuciem bardzo
                subiektywnym.Można uogólniając powiedziec,że najgorsze ze wszystkich
                jest cierpienie matki po stracie dziecka.Ale jak to cierpienie
                przeżywamy indywidualnie,subiektywnie właśnie,to już zupełnie inna
                sprawa.I mam prawo,wszyscy mamy prawo odczuwac nasze cierpienie jako
                najgorsze z możliwych.Bo dla mnie moje cierpienie jest teraz
                najgorsze.Można tak sobie myślec,tylko nie trzeba tego mówic tak
                jakby się mówiło:nie masz prawa cierpiec tak bardzo jak ja bo nie
                straciłaś dziecka.

                Ale widzę,że nie ma sensu wyjaśniac o co mi chodzi,bo albo nie
                chcecie albo naprawdę nie potraficie zrozumiec o czym ja
                piszę.Namnożyło się znowu słów w tym wątku,a istoty rzeczy nikt nie
                pojął.Więc ja się już na ten temat nie wypowiem,bo znowu się
                nipotrzebne zgrzyty zaczną a to nie było moją intencją.Ja chciałam
                tylko powiedziec,że też cierpię rozpaczliwie,że żyję na granicy
                obłędu i nie wiem czy na drugą stronę nie przejdę.I dla mnie MOJE
                cierpienie jest cierpieniem największym.Pomyślcie o tym...
                • first.marionetka Re: ŚWIĘTA...moja refleksja 31.12.09, 11:55

                  Ja czytając Twoje wpisy czuję ból który przeżywasz.
                  Ten wspólny mianownik dla nas wszystkich jest ta nasza wrażliwość i
                  chyba dlatego jest tak ciężko.

                  Moje serce też się zestarzało i czuję to na każdym kroku.
                  Nie tak w przenośni, ale tak fizycznie to czuję.
                • 198-3mk Re: ŚWIĘTA...moja refleksja...do wszystkich 31.12.09, 12:27
                  Tilio Kochana... Nie osmieliłabym się umniejszać twojemu
                  cierpieniu, bo jestem w stanie wyobrazić sobie, jak jest Ono
                  wielkie. Może faktycznie, nie do końca potrafimy sie tutaj
                  zrozumieć, bo za kazdym razem, góre biorą emocje...
                  Napisze tak... Straciłam dziecko. Dorosłego człowieka.
                  Byłam w innej sytuacji od Ciebie. Mój syn był chory. Terminalny
                  okres choroby nowotworowej, mimo całego tragizmu sytuacji, daje
                  jakąś sposobność na przygotowanie się do rozstania. Dużo zalezy od
                  tego, jak ten czas który został nam podarowany, wykorzystamy...
                  U mnie, napewno dużą role odegrała moja wiara, która w trakcie
                  opieki nad Marcinem, osiągneła największą moc. W końcowej fazie
                  choroby, nie unikaliśmy z synem rozmów na temat śmierci...
                  Przygotowywałam Go na nią, ale też nie odbierałam nadziei, choć ona
                  była juz tylko tlącą się iskierka... Ale była... Do końca... Bo
                  nadzieja umiera ostatnia...
                  Wykorzystałam ten ostatni czas z moim synem, najlepiej jak umiałam.
                  Najlepiej, jak pozwoliły mi na to moje emocje. A wierz mi, musiałam
                  starać sie bardzo aby nie oszaleć... Ale nie o tym chcę napisać.
                  Wykorzystałam ten czas najlepiej jak potrafiłam, i myslę że dzięki
                  temu, pozwoliłam mojemu Synowi, na spokojne i godne odejście. Bez
                  rwania włosów z głowy. Ale to nie oznacza, ze nie cierpiałam, lub
                  cierpie mniej. Cierpie inaczej... Spokojniej... Jestem pogodzona...
                  Często, kiedy jest mi bardzo ciężko, stawiam sobie za przykład
                  innych ludzi. Takim autorytetem, są dla mnie rodzice Otyli
                  Jędrzejczak, naszej pływaczki. Mówię sobie, że Oni mieli się jeszcze
                  gorzej ode mnie. Musieli zmierzyć się ze śmiercią syna, i wybaczyć
                  córce, że to ona doprowadziła do tej tragedi. Zdaję sobie sprawę z
                  tego, że nie było im łatwo... Trzeba naprawdę dużej dojrzałości
                  psychicznej, emocjonalnej, aby umieć to udźwignąć.

                  Proszę Cie Tilio o wyrozumiałość. Ja nie chciałam Cię atakować,
                  tylko przedstawić tą sytuację od strony matki...
                  Kiedyś bardzo bałam się smierci swoich rodziców. Teraz nauczyłam
                  się, że śmierć mamy wpisaną w nasze życie, z chwilą narodzin,i moje
                  podejście do ich śmierci będzie teraz inne, bo ja już poznałam smak
                  bólu rozstania...

                  Pozdrawiam Wszystkich. Beata.
                  • tilia7 Re: ŚWIĘTA...moja refleksja...do 198-3mk 31.12.09, 12:48
                    198-3mk nie czuję się zaatakowana,raczej niezrozumiana,bo staram się
                    precyzyjnie dobierac słowa a wygląda na to,że nikt ich dokładnie nie
                    czyta.Może to faktycznie emocje,stąd ja też nie mam zamiaru z nikim
                    się tu kłócic.
                    U mnie,jak wiesz,sytuacja była inna-przede wszystkim śmierc
                    nagła,niespodziewana i jak pisałam strasznie wszystkich
                    obciążająca.Ja nie twierdzę,że Jego rodzice nie cierpią.Wręcz
                    przeciwnie,wiem na pewno,że jest im cięzko i bardzo mi ich żal.Moje
                    rozgoryczenie bierze się może stąd że mnie samej byłoby
                    łatwiej,gdyby oni przede mną to cierpienie okazali,gdyby umieli do
                    mnie powiedziec,że też za Nim tęsknią,że im ciężko,trudno itd.W
                    końcu ja nie jestem obcą osobą i nie ma powodu,żeby zakładac tą
                    maskę przede mną.A tymczasem cały czas słyszę,że ok i czuję się
                    potwornie źle,bo odbieram to tak,jakby im było wszystko jedno,jakby
                    wcale Go nie żałowali.Po drugie mówią mi wciąż,że muszę się
                    trzymac,że ułożę sobie życie-i czuję się tak trochę jak tu poczułam
                    się wczoraj,po wpisie Agiwyzgi,jakby mi ktoś mówił,że przesadzam z
                    tym cierpieniem,że nie jest ono aż takie.Tak jakbym udawała,nie
                    miała prawa czuc takiego bólu bo nie jestem matką,tylko w tym
                    wypadku narzeczoną.A w czym niby ten mój ból jest mniejszy?Nie
                    jestem już podlotkiem,po wielu różnych kolejach życiowych znalazłam
                    cudownego człowieka,przysłowiową drugą połówkę,mieliśmy plany na
                    dalsze życie,kochaliśmy się,byliśmy ze sobą tak blisko jak tylko
                    dwoje ludzi może byc i nagle to wszystko znika,burzy się cały
                    świat.Człowiek zostaje sam,bez tego najważniejszego człowieka,który
                    stanowił oparcie w codziennym zyciu,który miał byc towarzyszem całej
                    dalszej drogi.Spytacie:cóż to jest wobec straty dziecka?Nie wiem,nie
                    mam dziecka,dlatego nie mówię,że Wasze cierpienie jest takie czy
                    siakie,mniejsze czy większe.Ale wiem co ja czuję i po prostu
                    chcę,żeby nikt nie licytował się z moim bólem.Bo dla mnie mój ból
                    jest największy,tak jak Wasz jest największy dla Was.
                    • olaopolanka Re: ŚWIĘTA...moja refleksja...do Tilii 31.12.09, 15:53
                      Kochana Tilio, jakos bardzo przykro mi sie zrobilo, ze masz wrazenie, ze nikt tu
                      Cie nie rozumie, gdzie przeciez tak precyzyjnie wyrazasz swoje mysli.Tilio
                      rozumiem co czujesz, ja tez kiedys mialam wrazenie, jak w koncu otworzylam sie
                      troche i opisalam tu o odchodzeniu mojej Mamy - ze wlasciwie nawet tutaj nikogo
                      to nie obchodzilo, bo akurat wtedy nikt nie zaaregowal...I nie mam zamiaru
                      wchodzic w dyskusje,ktory bol jest wiekszy.BOL JEST BOLEM.I tez masz prawo
                      uwazac, ze TERAZ Twoj bol jest najwiekszy.Bo taka jest tez prawda, Twoj bol w
                      Twoim przezywaniu jest najwiekszy, tak jak bol Marionetki,samotnosc
                      Irenki,rozpacz Marty...I prosze Cie Tilio w swoim przezywaniu i opisywaniu tego
                      tu na forum badz taka szczera, jak dotychczas, przeciez tu nie bedziemy zakladac
                      masek, masz prawo do wyrazania tego co czujesz, choc nie zawsze moze sie to podobac.
                      Czy wspieranie ma polegac na tym, ze wszyscy myslimy w jednym kierunku,nawet
                      ostre sprzeczanie sie i wyrazanie swoich pogladow jest bardziej oczyszczajace
                      niz falszywa grzecznosc.Badz soba Tilio.
                      Nie skladam zyczen noworocznych bo na dzien dzisiejszy po smierci Mamy,jest mi
                      zupelnie obojetne jaki bedzie nastepny rok.Pozdrawiam cieplo.
                    • first.marionetka Re: ŚWIĘTA...moja refleksja... 31.12.09, 16:37
                      Jest nam żle, cierpimy i dlatego tu piszemy.
                      Nie jest łatwo pisać o ranach, cierpieniu, bólu.
                      Tak, ból każdego z nas jest największy i tylko o swoim bólu tu piszemy. Bo tylko
                      swój ból potrafimy nazwać.

                      Jedni czytają, drudzy uciekają w samotnię- tu też róźnie się zachowujemy.

                      Tilio, jesteśmy w bardzo trudnym okresie naszego życia.
                      Piszę w liczbie mnogiej, bo przecież żałoba jest takim bardzo trudnym okresem.
                      A jak to w trudnym okresie nie wszystko " ogarniamy", może stąd niektóre
                      niedomówienia, niejasności.

                      Wracając do rodziców narzeczonego, myślę, że może chcą Cię chronić i dlatego
                      zmniejszają w kontakcie z Tobą swoje cierpienie.
                      Zapewne widzą jak cierpisz i nie chcą dokładać swojego cierpienia.
                      Ja też pocieszam znajomych syna, ale gdy spojrzą na mnie jak się wizualnie
                      zmieniłam mogą bez słów odczytać, co tak naprawdę przeżywam.
                      A nie potrafię z nimi o tym rozmawiać. Może jeszcze nie teraz.....

                      • olaopolanka Re: Stary Rok..moja refleksja... 31.12.09, 19:22
                        To byl najgorszy rok w moim zyciu.Stracilam moja Kochana Cudowna Matke,
                        Mamusie...Nic nie zapowiadalo,ze tak sie stanie,stracilam Osobe,ktora kocha
                        bezwarunkowo.Dlatego jest mi kompletnie wszystko jedno jaki bedzie ten nastepny
                        rok.Los tak okrutnie obszedl sie z moja Mama.To byl najgorszy rok w moim zyciu,
                        niech to wszystko juz minie,przepadnie we mgle...
                        • mag461 Re: Stary Rok..moja refleksja... 31.12.09, 19:35
                          Podpisuję się pod tym!!!!
                          Mam nadzieję,że w nadchodzącym nic złego już się nie wydarzy,czego
                          życzę i Wam i sobie...
                          • halas1961 Ostatni dzień starego roku 31.12.09, 20:13
                            Kochani, Tilio
                            Dopiero teraz otworzyłam komputer, bo tak sobie ten dzień zaplanowałam, ze
                            niedawno dopiero czas wolny się zrobił. Ja Cie Tilio rozumiem doskonale, choc
                            tez jestem matka. Rozumiem Twoje słowa i poczucie, ze Ty cierpisz bardzo,
                            najbardziej...
                            Moja Agatka miała chłopaka, myslę ze może z jej strony to nie była aż taka
                            miłośc(może się mylę). Było kilka sytuacji kiedy juz w czasie choroby płakała
                            przez tego chłopaka, miałam wtedy tak wielki żal, tak bardzo byłam na niego zła,
                            ze moje dziecko jeszcze dodatkowo cierpi przez niego. A potem, potem kiedy On
                            tak bardzo chciał być w tych ostatnich dniach z nią, ona nie chciała ... nie
                            chciała nikogo oprócz mamy...tylko mama, nikt więcej... Ja jednak nie udaje, nie
                            chowam swoich uczuc przed nim. On od czasu do czasu pisze do mnie meila,
                            przychodzi wciaz tak raz na dwa, trzy tygodnie na cmentarz. Wiem, bo tylko On
                            zapala charakterystyczna lampke...Ostatnio napisal, ze pisze tak malo bo zaraz
                            zaczyna plakac i ja odwazylam sie i napisalam mu jak bardzo nasze zycie sie
                            zmienilo, jak wiele z nas umarlo z Agatka i wyslalam mu caly plik z wierszami o
                            Agatce pod choinke. Nie chcialam wczesniej sama zbyt wiele mowic do niego, pisac
                            bo uwazam ze ma prawo ukladac sobie od nowa zycie, nie chcialam mu burzyc tego
                            co byc moze juz sobie ulozyl, rozpoczal. ale kiedy sie okazalo ze Agatka nadal
                            jest mu tak bliska jak wtedy, a moze dopiero teraz zrozumial czym byla naprawde
                            dla niego napisalam co napisalam do niego szczerze. On wie ze moze zawsze
                            napisac, przyjechac, ze dla niego drzwi u nas sa otwarte, wie ze na cmentarzu w
                            lawce jest wszystko co pozwala na uprztniecie wokol nagrobka i On tez ma prawo
                            co uwaza za stosowne wokol grobu zrobic...
                            Tak ot Wam napisalam, bo przypomnialo mi sie ze kiedys ktos spytal jak radzi
                            sobie chlopak Agatki i ja chyba nie odpisalam...
                            A teraz aby Was odciazyc od tych rozwazan napisze jak dzien dzis sobie
                            wypelnialam. Rano wykupilam dwie dodatkowe godziny jazdy z Panem Wladziem, co
                            Agatka z nim jezdzila i Pan Wladzio Agatke pamieta bardzo...Spytal czy Agatka
                            jezdzi...Gdy sie dowiedzial co sie stalo bardzo, bardzo mu bylo smutno...co
                            chwile sie mylil i raz na mnie mowil Halinko, raz Agatko...Nie było mi
                            przykro,bylo mi milo...Zdalam testy bezblednie...tez dzis...Egzamin praktyczny
                            mam na poczatek lutego.
                            Przyjechalam do domu i poniewaz syn na Sylwestra do kolegi sie wybieral
                            napieklam mu cisteczek przepysznych i salatek narobilam i tak czas dopiero od
                            godzinki mam wolny. Moj syn w pewnym sensie byl zawsze na drugim planie, bo
                            Agacia od urodzenia miala powazne problemy ze zdrowiem. Potem gdy sie unormowalo
                            nadal byl strach o jej zdrowie. To moje pierwsze dziecko tez jest mocno
                            pokrzywdzone przez los niestety, choc widze ze mimo roznych problemow bardzo sie
                            stara nam w jakis sposob okazac swoja milosc. Nie ma wiecej rodzenstwa, pozostał
                            sam i wiem jak bardzo brak mu "małego". Bo "mały" to była Agatka...kiedy sie
                            urodziła syn miał 2 latka, pieknie mówił i na corke mówił "ten mały dzidzius",
                            albo "mały bobasek". A potem był juz tylko skrót: "mały". Imie tez syn wybral z
                            bajki"Jacek i Agatka" .
                            To dzis tak Sylwestrowo. A na te cistka kiedys przepis napisze Wam bo proste,
                            kazdemu wychodza, a maja bardzo ładny wygląd i sa bardzo pyszne:)Zawsze robiłam
                            je z dziecmi razem. One wyciskaly kólka , kładły marmoladę, były to takie
                            rodzinne ciasteczka robioe wspólnie i dzis syn sie o nie upomniał, ze ciastek
                            juz mamo tych nie pieczesz...wiec upiekłam...chociaz to...
                            Halina-mama Agatki
                            • tilia7 Re: Ostatni dzień starego roku 31.12.09, 21:01
                              Oluopolanko i Marionetko dziękuję za odpowiedź i wyrozumiałość.

                              Halinko,Ty jak zwykle potrafisz podnieść na duchu i utrafić w sedno.Ja też
                              myślę,że Jego rodzice podobnie jak Ty,uważają,że jeśli nie będą utrzymywać ze
                              mną kontaktu zbyt bliskiego i obciążać swoim cierpieniem,to mi będzie
                              łatwiej.Tylko,że to jest fundamentalny błąd w myśleniu.Nie ma teraz dla mnie
                              boleśniejszych słów niż :"jesteś młoda,ułożysz sobie życie".Może sobie
                              ułożę,może nie.TERAZ takie słowa wywołują potworny ból i taką wściekłość,że mam
                              ochotę uderzyć mówiącą to osobę.Bo to jest naprawdę uczucie,jakby moje uczucia
                              były całkowicie lekceważone,pomniejszane,jakby mój związek z tym człowiekiem był
                              potraktowany jak coś chwilowego,przelotnego,coś co "było minęło" i o czym
                              zapomnę za chwilę.Nie mówiąc już o tym,że nawet nie ma z kim Go
                              powspominać,porozmawiać o Nim.A tego się właśnie potrzebuje,nie milczenia na ten
                              temat.Tak więc dobrze zrobiłaś,że chłopakowi Agatki wysłałaś te wiersze.On może
                              faktycznie za jakiś czas ułoży sobie życie.Ale o Agatce będzie pamiętał
                              zawsze.To jest niesamowity wstrząs,kiedy umiera ktoś drogi sercu i tak młody.Dla
                              młodego człowieka,który sam pewnie dotąd nie myślał o śmierci,to jest wstrząs
                              niewyobrażalny.

                              I jeszcze o przeżywaniu bólu.Myślę sobie,że nie ma takiej miarki według której
                              można obliczyć,kto i po kim cierpi bardziej.Wszystko zależy tak naprawdę nie od
                              tego kogo się straciło,tylko od tego jak się kochało,jaka bliska to była więź i
                              od naszej własnej wrażliwości.Znam domy, w których rodzice i dzieci się
                              nienawidzą.Znam i takie,gdzie dzieci kilka lat po śmierci rodziców nie doszły do
                              siebie,choć to kolej rzeczy-bo tak bardzo za nimi tęsknią.Znam 70-letnią
                              staruszkę,która straciła męża,gdy miała dwadzieścia parę lat-nigdy już nikogo
                              nie pokochała i za każdym razem,kiedy mi o tym mówi,płacze.Piszę też na forum
                              "mama-wdowa" gdzie są tylko osoby,które tak jak ja straciły życiowego
                              partnera,męża,narzeczonego.Ile tam jest bólu to trudno sobie wyobrazić.I wątki
                              takie,w których niejednokrotnie mowa jest o tym,że dzieci,choć dla wszystkich są
                              sensem życia,nie są w stanie "załatać" tej dziury,tej pustki która powstała po
                              śmierci towarzysza życia.Więc nie ma reguły która by rządziła intensywnością
                              cierpienia,to nie jest matematyka,to są ludzkie uczucia i od różnych elementów
                              zależy jak bardzo cierpimy.Stąd nie powinny pojawiać się słowa wartościujące to
                              cierpienie,dzielące je na "mnie i bardziej bolesne".Dla każdego z nas nasz ból
                              jest największy.I nie ma powodu dodawać mu tego bólu umniejszając to jego
                              cierpienie poprzez gloryfikację własnego.
                              • dorrita79 Re: Ostatni dzień starego roku 31.12.09, 21:34
                                W ten oto ostatni dzień 2009 wróciłam do Polski...
                                Święta przeżyłam prawie że bezboleśnie, bo w Anglii to jakoś tak wogóle nie
                                świątecznie (nie ma tradycji wigilii, dzielenia się opłatkiem itd).... ogólnie
                                wyjazd ten mogę skwitować jako jedno wielkie byczenie się i wynudzenie za
                                wszystkie czasy.

                                Praktycznie już decyzja została podjęta, że w drugiej połowie 2010 przeprowadzam
                                się do Anglii, by tam założyć swoją rodzinę.
                                Więc to co bym sobie życzyła, to otworzyć w 2010 warszawską grupę wsparcia dla
                                osób nieradzących sobie ze stratą, by przed moim wyjazdem już prężnie działała.

                                Ale przede wszystkim życzę nam ZDROWIA, SPOKOJU, MIŁOŚCI....
                                ściskam
                                Dora
                              • annubis74 Re: Ostatni dzień starego roku 04.01.10, 19:17
                                Zgadzam się z Tobą, Tilio
                                Nasz sposób przeżywania bólu, nasza droga żałoby zależy nie tylko
                                kogo straciliśmy, ale również od tego jakimi ludźmi jesteśmy my sami
                                i jak silna była nasza więź z osobą którą straciliśmy.
                                Wszyscy jesteśmy tu dlatego, że bardzo nas boli NASZA STRATA
                                UKOCHANEJ OSOBY. Ci którzy łatwiej potrafią uporać się z żałobą nie
                                zaglądają w takie miejsca. My którzy piszemy tu na forum nie chcemy
                                tu słyszeć słów typu: "otrząśniesz się" "jesteś młoda, całe życie
                                przed tobą" "takie jest życie" "my mamy gorzej, a takie sytuacje jak
                                Twoja są naturalne" itd. Ja też różnych takich pocieszeń się
                                nasłuchałam i wiem że nie niosą ulgi ani pocieszenia. Rozmawiałam
                                ze znajomym moich rodziców, który opowiedział mi o swojej rozmowie z
                                moim Tatą i że powinniśmy coś zrobić żeby go z dołka wyciągnąć
                                (jakbym nie wiedziała). Tłumaczył mi że takie jest życie i że trzeba
                                się pogodzić z tym co się stało. Wiem że chciał dobrze i miał
                                najlepsze intencje ale w efekcie skończyło się tym że się
                                rozkleiłam.
                                Też apeluję o niewartościowanie cudzej żałoby. Pozdrawiam wszystkich
                                i oby nowy rok przyniósł nam odrobinę spokoju i ukojenia
    • grazyna1965 Re: ŚWIĘTA... 31.12.09, 22:04
      Moje kochane.
      Dzisiaj w nocy wróciłam..znów kolejne Święta bez Patry były
      ucieczką. Nie wiem dokąd..wiem przed czym. Przed bólem, cierpieniem
      i tym ogromnym żalem do wszystkich, że ja nie mogę już być
      szczęśliwa, że ten okres świąteczny (tak kiedyś uwielbiany przeze
      mnie ) jest nie do zniesienia. Ale po raz kolejny wracam do pustego
      domu i pytam ,,po co to wszystko?".Nie wiem. Jaki ma sens życie
      teraz, kiedy nie ma Patry przy mnie? Nie potrafię już z niczego się
      cieszyć bo nie mogę tego dzielić z Nią.Cokolwiek robię to mam
      wrażenie, że jest to w oderwaniu od mojej duszy, że to nie ja, że to
      nie moje życie. Niie chcę takiego życia ale ono trwa, dzień po dniu,
      tydzień po tygodniu. Dwa lata temu byłam taka szczęśliwa bo była
      Patra.Bawiła się wtedy w Łodzi, wróciła taka szczęśliwa. Miała
      mnóstwo postanowień noworocznych..ukończenie studiów, rozwój firmy.
      Mnóstwo planów, marzeń i ten Jej rdosny wyraz twarzy. Widzę to
      dzisiaj tak bardzo. Słyszę Jej głos i widzę Jej piękne oczy,
      roześmiane, ufne, że wszystko jest do ,,ogarnięcia". Tak zawsze
      mowiła. Że trzeba tyko chcieć. A ja nie mogę tego życia bez Niej
      ogarnąć, nie potrafię. Czasami mam wrażenie, że słyszę Jej głos,
      który mowi mi, że muszę tylko chcieć. Ale ja nie chcę i nic nie mogę
      z tym zrobić..
      Wiem, że dla Was wszystkich to kolejny trudny dzień. Kończy się rok,
      który dla każdej z nas był najgorszym rokiem. Czego możemy sobie
      życzyć w takim dniu? Nie wiem. Spokoju? Siły? A może pogodzenia?
      Dlatego życzę Wam tego czego każda z Was potrzebuje najbardziej. Z
      całego serca. Dziękuję wszystkim za życzenia świąteczne, za zapalone
      światełka dla mojej Patryni, za pamięć. Nie miałam możliwości nawet
      odczytać tego wszystkiego. Dopiero dzisiaj. Dziękuję za Waszą pamięć
      i zrozumienie.Ja też myslałam o Was. Bardzo ale to bardzo mocno
      przytulam Was wszystkie.
      Grażyna,mama Patryni
      • agawyzga Re: ŚWIĘTA...do grażyny 02.01.10, 22:10
        napisz do mnie proszę GRAŻYNO bo tak jak ty straciłam córke ty Parte
        ja Madzie chiałabym z tobą porozmawiać agakot6@.wp.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka