Dodaj do ulubionych

Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić...?

15.11.05, 14:53
Pytanie jak w temacie.

Sam jestem chyba niewierzącym - ale potrafię sobie wyobrazić sytuację kiedy
moja niewiara w Boga mogłaby się zachwiać. Nie wiem co bym zrobił gdybym
musiał przeżyć jakieś wielkie nieszczęście np. śmierć całej mojej rodziny w
jakiejś katastrofie. Wtedy człowiek ma do wyboru: albo w coś wierzyć albo
popaść w obłęd…Znam kilka osób, które po takich traumatycznych przeżyciach
nawróciły się.
I widzę, że ta wiara daje im siły do życia. Co ja bym w takiej sytuacji zrobił?
Nie wiem i nie chcę się przekonać….
Obserwuj wątek
    • marysia75 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:04
      robert_32 napisał:

      > Pytanie jak w temacie.
      > Nie wiem i nie chcę się przekonać….

      To po co swoj umysl torturom poddajesz. Walcz z natrectwami. Oj, bo jeszcze cos
      wykraczesz.
      Jednak duzo tu masochistow.
      • yoma Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:04
        "Oni naprawdę nie mają większych problemów, bo mają konto w banku X"
      • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:08
        masz rację - lepiej o tym nie myśleć... ja tylko zastanawiam się do czego
        mógłbym być zdolny co teraz wydaje mi się niedorzeczne
        • aldekmistrz Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:28
          robert_32 napisał:

          > masz rację - lepiej o tym nie myśleć... ja tylko zastanawiam się do czego
          > mógłbym być zdolny co teraz wydaje mi się niedorzeczne
          Nie chcij się tego dowiedzieć
    • aldekmistrz Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:04
      W psychiatrykach duży procent stanowią ci nawróceni.
      • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:06
        a może tych co nie chcieli się nawrócić i popadki w obłęd?
        • aldekmistrz Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:27
          robert_32 napisał:

          > a może tych co nie chcieli się nawrócić i popadki w obłęd?
          Jeszce o tym nie wiesz ale jesteś na dobrej drodze by stać się jednym z tych obłąkanych.
      • yoma Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:06
        Chyba odwróceni?
      • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:46
        aldek - we wszystkich twoich komentarzach do moich wpisów piszesz o
        psychiatrykach... Czy ty nie masz jakichś problemów z chorobą psychiczną i/lub
        chorymi psychicznie? Może boisz się użyć czasami swojego mózgu aby ktoś cię nie
        posądził o złe myśli a co za tym idzie, że masz coś z głową?. Nie odpowiadaj mi
        tylko zastanów się nad tym... to taka moja obserwacja - może błędna...
    • crax Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:10
      robert_32 napisał:

      "Znam kilka osób, które po takich traumatycznych przeżyciach nawróciły się."

      No to dziwne jest troche dla mnie. Dziwne dlatego, że wg mnie bywa raczej
      odwrotnie. Mój kolega po stracie matki (rak płuc) całkowicie odszedł od
      Kościoła i religii. A przedtem był praktykującym katolikiem.

      Pozdrawiam
      • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:15
        a mój znajomy nawrócił się po śmierci swojej jedynej córki. Twierdzi teraz, że
        dzięki wierze śmierć nie jest czymś kończącym życie, że jest tylko etapem w
        życiu. Że Bóg poprzez śmierć nie karze osób niewinnych a jedynie zabiera do
        lepszego świata (a wierzy on, że jego córka na pewno poszła do nieba).
        • yoma Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:18
          No i jest mu lżej.
          • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:22
            no właśnie
            • yoma Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:47
              Nie dowiesz się, dopóki się nie stanie, czego ci nie życzę.
              • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:54
                wiem... i dlatego dażę ludzi wierzących szacunkiem i nie lubię wojujących
                ateistów, którzy starają się wiarę ośmieszyć (np. wypowiadającegi się tu od
                czasu do czasu "ogolone_jajka")
                • robert_32 Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:55
                  darzę a nie dażę (przepraszam)
                • crax Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 16:17
                  robert_32 napisał:

                  > wiem... i dlatego dażę ludzi wierzących szacunkiem i nie lubię wojujących
                  > ateistów, którzy starają się wiarę ośmieszyć (np. wypowiadającegi się tu od
                  > czasu do czasu "ogolone_jajka")

                  Moherowych katolików nie trzeba osmieszać. Doskonale robią to oni sami.
        • crax Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 15.11.05, 15:51
          robert_32 napisał:

          > "a mój znajomy [...] Twierdzi teraz, że
          > dzięki wierze śmierć nie jest czymś kończącym życie, że jest tylko etapem w
          > życiu."

          A co to ma wspólnego z wiarą? Ja jestem niewierzący, a także uważam, że wraz ze
          smiercią człowiek nie przestaje istnieć. Wiara w "istnienie posmiertne" nie ma
          NIC wspólnego z żadną religią.
    • aldekmistrz To można leczyć! ew.przestać ćpać to i odejdą 15.11.05, 15:12
      zwidy
      • robert_32 Re: To można leczyć! ew.przestać ćpać to i odejdą 15.11.05, 15:21
        masz rację. Twój umysł jest prosty jak drut. I nigdy nie męczysz go czymś takim
        jak refleksja. Jak nachodzą cię czasem takie myśli to lecisz to lekarza aby dał
        ci jakieś pigułki. Po co niepotrzebnie przeciążać mózg....
        • aldekmistrz Berecik Ci spadnie ! 15.11.05, 15:24
          robert_32 napisał:

          > masz rację. Twój umysł jest prosty jak drut. I nigdy nie męczysz go czymś takim
          > jak refleksja. Jak nachodzą cię czasem takie myśli to lecisz to lekarza aby dał
          > ci jakieś pigułki. Po co niepotrzebnie przeciążać mózg....
          • paddy77 Re: Berecik Ci spadnie ! do aldekmistrz'a 15.11.05, 15:32
            Wiesz Ty nie jesteś prosty Ty jesteś prostakiem, któremu głębsze przemyślenia i
            uczucia są tak obce, że nie do wyobrażenia. Może zacznij myśleć...to nie boli a
            jeśli to weź pigułeczki...Albo po prostu zamilcz.



            Wiara nie czy nawrócenie sie nie jest złe jeśli nie towarzysszy im
            fanatyzm ...czasem jest łatwiej wierzyć w coś
            • aldekmistrz CZYŻBY NASTĘPNEMU BERECIK UWIERAŁ? 15.11.05, 15:34
              • paddy77 Re: CZYŻBY NASTĘPNEMU BERECIK UWIERAŁ? 15.11.05, 15:42
                mylisz się... nie umieram w bereciku i jakoś nie przepadam za moherem i głupotą
                i prostactwem
                • aldekmistrz Czyżby?A może to podświadomość? 15.11.05, 15:56
    • Gość: m Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 20:14
      Ludzie nawracaja sie w róznych momentach zycia, i kiedy jest bardzo dobrze i w
      cierpieniu-nie ma tu reguły. I nie mozna sobie tego zaparogramowac, bo
      nawrocenie zawsze jest propozycja Pana Boga,czlowiek może jedynie na nia
      odpowiedziec. I odpowiadaja na nia rozni ludzie-od tych najbardziej
      zatwardzialych po tych poszukujacych. Mozna szukac szans nawrocenia, mozna
      chciec się nawrócic- Bóg nigdy takiej osoby nie zostawia z niewiara.
      Niewiara jest pewnym brakiem w zyciu, najwazniejszym brakiem...
      • Gość: m Przy okazji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 21:23
        dziękuje za takie wypowiedzi jak roberta. Robert reprezentuje te grupe
        ludzi ,którzy ida do Boga nie bedac do konca tego świadomi.
        Bo "gdzie miłośc wzajemna i dobroc tam spotkasz Boga zywego"
        • aldekmistrz Baju,baju.Właśnie tacy ludzie są wykorzystywani 15.11.05, 22:21
          w swojej naiwności.
          • Gość: m Re: Baju,baju.Właśnie tacy ludzie są wykorzystywa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.05, 22:35
            w jaki sposob?
            i nie widze naiwności w robercie, wprost przeciwnie -obiektywizm
            • aldekmistrz nAWRÓCIĆ SIĘ NA CO? NA FAŁSZ,OBŁUDĘ! 15.11.05, 22:40
              gRATULUJĘ ODPOWIEDZIALNOŚCI I MYŚLENIA!
              • Gość: Echo Re: nAWRÓCIĆ SIĘ NA CO? NA FAŁSZ,OBŁUDĘ! IP: 70.137.170.* 16.11.05, 02:47
                Ja sie nawrocilam po czytaniu Edyty Stein (jeszcze nie byla wtedy swieta).
                To byla prawdziwa intelektualistka! Potem studiowalam historie nauki i cale
                bogactwo mysli Kosciola ktore dalo nam nie tylko nauke, ale malarstwo, rzezbe,
                muzyke. Pomyslec ze gdyby Martel nie wstrzymal Maurow, nigdy nie rozwinelibysmy
                tych dziedzin w Europie.

                Dzisiaj, widzac co sie dzieje ze spolecznosciami ktore zgubily chrzescijanstwo
                utwierdzam sie tylko w przekonaniu ze martwica duchowa niszczy kazda cywilizacje.
                • Gość: Echo Re: nAWRÓCIĆ SIĘ NA CO? NA FAŁSZ,OBŁUDĘ! IP: 70.137.170.* 16.11.05, 02:49
                  I oczywiscie martwica duchowa dotyczy indywidualnych osob ktore traca
                  pomysly na zycie.
                  • aldekmistrz Wstydziłbym się być KATOLIKIEM 16.11.05, 08:56
                    • red.ant Re: Wstydziłbym się być KATOLIKIEM 16.11.05, 12:59
                      Raczej katolicy powinni się wstydzić gdybyś był w ich szeregach
                      • aldekmistrz Re: Wstydziłbym się być KATOLIKIEM 16.11.05, 20:55
                        red.ant napisał:

                        > Raczej katolicy powinni się wstydzić gdybyś był w ich szeregach
                        :) Wstydziłem się być ...............
                        • Gość: m Re: Wstydziłbym się być KATOLIKIEM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 20:58
                          Widocznie nigdy nie byłes
                          • aldekmistrz Re: Wstydziłbym się być KATOLIKIEM 16.11.05, 21:10
                            Gość portalu: m napisał(a):

                            > Widocznie nigdy nie byłes
                            Niestety mylisz się.Mój wstyd był tak wielki że wystąpiłem z ich grona.Brnięcie w ciemnocie,fałszu,obłudzie,hipokryji itd itd to nie dla mnie.
                            • Gość: m Re: Wstydziłbym się być KATOLIKIEM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 21:11
                              Własnie opisłeś jakim byłes "katolikiem".Nic dziwnego,że odszedłes
                              • aldekmistrz Re: Wstydziłbym się być KATOLIKIEM 16.11.05, 21:27
                                Gość portalu: m napisał(a):

                                > Własnie opisłeś jakim byłes "katolikiem".Nic dziwnego,że odszedłes
                                Takiego przekręcania uczą teraz na kółku różańcowym?Wstyd!
        • robert_32 Re: Przy okazji 16.11.05, 11:05
          To jeszcze tylko powiem m dlaczego nie wierzę w Boga. Zastanawiałem się nad tym
          po ostatnich katastrofach w Azji (tsunami) i USA (huragan Katrina). Z punktu
          widzenia osoby, która była w środku takiej katastrofy i która utraciła w jej
          wyniku całą swoją rodzinę jest to ogromna tragedia i wiara może takiej osobie
          pomóc. Ale jeśli spojrzy się na problem szerzej to może się okazać, że możnaby
          tych tragedii w dużej mierze uniknąć. Gdyby na Oceanie Indyjskim zbudowano
          system podobny do tego jaki zbudowali dla siebie Japończycy to ludzie wiedzieli
          by o katastrofie na tyle wcześniej aby jej uniknąć. Zresztą huragan Katrina
          pokazał, że bogaci biali wykorzystali swoją wiedzę i w większości uratowali się
          a biedni czarni znaleźli się w samym środku katastrofy. Co to wg mnie oznacza?
          Że człowiek powinien przede wszystkim szukać odpowiedzi na swoje pytania w
          przyrodzie i nauce jako próbie jej opisu dokonanej w sposób zrozumiały dla
          człowieka. Szukanie odpowiedzi w piśmie świętym nie na wiele się chyba zda...
          • Gość: m Re: Przy okazji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 17:13
            To jeszcze tylko powiem m dlaczego nie wierzę w Boga. Zastanawiałem się nad tym
            po ostatnich katastrofach w Azji (tsunami) i USA (huragan Katrina). Z punktu
            widzenia osoby, która była w środku takiej katastrofy i która utraciła w jej
            wyniku całą swoją rodzinę jest to ogromna tragedia i wiara może takiej osobie
            pomóc. Ale jeśli spojrzy się na problem szerzej to może się okazać, że możnaby
            tych tragedii w dużej mierze uniknąć. Gdyby na Oceanie Indyjskim zbudowano
            system podobny do tego jaki zbudowali dla siebie Japończycy to ludzie wiedzieli
            by o katastrofie na tyle wcześniej aby jej uniknąć. Zresztą huragan Katrina
            pokazał, że bogaci biali wykorzystali swoją wiedzę i w większości uratowali się
            a biedni czarni znaleźli się w samym środku katastrofy. Co to wg mnie oznacza?
            Że człowiek powinien przede wszystkim szukać odpowiedzi na swoje pytania w
            przyrodzie i nauce jako próbie jej opisu dokonanej w sposób zrozumiały dla
            człowieka. Szukanie odpowiedzi w piśmie świętym nie na wiele się chyba zda...

            Zalezy szukanie jakich pytan.
            Pismo swiete nie jest od odczytywania budowy atomu, czy wykrywania pestydydow z
            marechewce.
            Na początku Pima św. Bóg mowi do czlowieka "aby czynil ziemie poddaną", czyli
            aby wział odpowiedzialnośc za to co stwarza i co w życiu robi. Człowiek ma więc
            róniez badac ten swiat, zgłębiac jego tajemnice, ma wynajdywac rózne sposoby
            aby innym ulepszac zycie w duchu miłości i wzajemnej odpowiedzialności.
            Nie rozumiem filozofii co niektórych ,że wiara jest sprzeczna z nauką. Wprost
            przeciwnie-wiara daje nadzieje, pragnienie czynienia dobra, zapał do poznawania
            tajemnic świata, w tym przyrody. Ja mam dwa fakultety, moi przyjaciele ze
            wspolnoty w Kościele robią doktoraty z chemii, fizyki, medycyny, biochemii...
            Wierzący niczym nie rożni sie od niewierzacego z studiowaniu, poznawaniu nauki,
            osiągniec techniki, wykorzytywaniu nauki do polepszania swiata. W
            chrzescijaństwie chodzi o co innego- o to aby to wszytko człowiek robił z
            miłości, z pragnienia dobra, ze "słuzby" dla innych ludzi. Czyli aby na tym
            swiecie bylo coraz więcej dobra. Mozna więc powiedziec ,że wiara czyni
            człowieka lepszym, bardziej odpowiedzialnym, bardziej wrazliwym na zycie innych
            i na swoje także. Nie ma to nic wspólnego z zaprzeczaniem jakichkolwiek
            naukowych dowodow.I do tego poznawanie i rozwazanie (rozumne i "trzeźwe") Pisma
            św. słuzy, do nauki miłości ,troski o innych ,odpowiedzilnosci, nie do obalania
            nauki.
            Chyba ,ze chodzi Ci o coś innego, a ja nie rozumiem Twoich watpliwości?
            Uscislij o co dokładnie chodzi.


          • zoppino Re: Przy okazji 16.11.05, 21:04
            Weź pod uwagę, że z religijnego punktu widzenia życie na ziemi jest tylko
            wstępem, krótką podróżą do prawdziwej ojczyzny w wieczności. Pismo Święte
            skupia się na tym wiecznym życiu; to zrozumiałe, że w tej perspektywie na
            doczesne cierpienia patrzy się inaczej. Tylko potrzeba dużo wiary, żeby umieć
            tak patrzeć. Albo stoicyzmu.
            • Gość: m Re: Przy okazji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.05, 21:09
              A co stoicym ma do Pisma św?
              Pozdrawiam:)
              • zoppino Re: Przy okazji 16.11.05, 21:31
                Podobny stosunek do cierpień. Albo ktoś nie oczekuje zbyt wiele od życia, bo
                wierzy, że to tylko droga do nieba (chrześcijaństwo), albo po prostu przyjmuje,
                że najlepiej uniezależnić się od emocji, w tym cierpień (i to jest stoicyzm).
                Też pozdrawiam:-)
                • Gość: m Re: Przy okazji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.05, 19:49
                  Podobny stosunek do cierpień. Albo ktoś nie oczekuje zbyt wiele od życia, bo
                  wierzy, że to tylko droga do nieba (chrześcijaństwo), albo po prostu przyjmuje,
                  że najlepiej uniezależnić się od emocji, w tym cierpień (i to jest stoicyzm).
                  Też pozdrawiam:-)

                  Nie rozumiem co znaczy dla Ciebie "ktos nie oczekuje wiele od zycia"? Bo z
                  chrzescjaństwem to nie ma NIC wspólnego. Chrzescijanin to człowiek który tak
                  doskonale buduje swoje zycie na ziemi, zyje taka pełnią zycia, na tyle jest
                  odpowiedzialny za ten świat i na tyle wypelnia swoje powolanie na ziemi, aby
                  uzyskac zycie w Bogu ,a tym życie wieczne. A więc chrzescijanin to ktos kto ma
                  jak najlepiej zyc i od życia oczekiwac wszystkiego co najlepsze i to ze
                  wszystkich sił. Chrzescijanin tez ma walczyc z cierpieniem i ma tworzyc jak
                  najbardziej humanitarny świat, stąd tez chrzescijanin jest powołany do służby
                  czlowiekowi bycia jak najlepszym lekarzem jak najlepszym naukowcem jak
                  najlepszym wolontariuszem przy opiece nad ubogimi ,chorymi td. I w zyciu, nawet
                  w zwykłych parafich to widac. Ale jest tez cierpienie ,na ktore nic nie mozna
                  poradzic np. niepelnosprawnośc, choroby straości, wypadki losowe itd,
                  chrzescijanin nie chwali tych cierpien ale przezywa je z Bogiem, wykorzystuje
                  je do budowania w sobie cierpliwosci, lagodności, wrazliwości ,uwagi na innych.
                  Dobrze przezyte cierpienie faktycznie czyni ludzi lepszymi. Mozna powiedziec,że
                  cierpinie dla wierzacego jest jak trampolina,która zbliza czlowieka do Boga i
                  drugiego człowieka. Warto poczytac sobie psalmy czy lamentacje np.
                  jeremiasza,żeby zobaczyc ,ze wierzacy odrzuca cierpienie, ale jesli nie mozna
                  na nie nic poradzic przyjmuje je jako wole Boga.
                  jest nawet taka modlitwa;
                  "Boże daj mi odwage abym zmieniał to co mogę zmienic,
                  cierpliwośc abym przyjal to czego zmienic nie moge,
                  i mądrosc abym odroznil jedno od drugiego"
                  Mysle,ze pomyliło Ci sie to z gnoza, manicheizmem, sektami katarskimi czy
                  wandelsami ,którzy gardzili zyciem ziemskim, materia ,wszytskim co stworzone,
                  dla ktorych wazne jedynie było niebo. Ale były to seksty , filozofie, które
                  Kosciól zwlaczal i ktore narobiły duzo zamieszania i konfliktów w ówczesnych
                  ukladach politycznych ,spolecznych itd
                  Stoicym głosił bierne przyjmowanie życia, brak walki z cierpieniem, umilowanie
                  slepego losu, wyzbycie sie emocji, zobojetnienie.Wg profestora Kolakowskiego
                  stoicyzm doskonały bylby własciwie zaprzeczeniem jakiegokolwiek.
                  człowieczenstwa.
                  Pozdrawiam;))
    • straight_edge Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 16.11.05, 09:40
      Mnie się wydaje, że prawdziwy ateista nie może się nawrócić, dlatego, że będąc
      ateistą patrzymy się na świat racjonalnie, i tylko jakiś racjonalny powód mógłby
      skłonić nas do wyznawania jakiejś religii. Dlatego ci którzy mówią że się
      nawrócili to chyba tylko zaczęli z powrotem żyć według zasad porzuconej religii,
      a w Boga wierzyli cały czas .
      • Gość: Echo Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić IP: 70.137.170.* 16.11.05, 16:54
        > Mnie się wydaje, że prawdziwy ateista nie może się nawrócić, dlatego, że będąc
        > ateistą patrzymy się na świat racjonalnie,

        Racjonalnie rzecz biorac nie potrafimy wyjasnic skad sie wzial Wszechswiat
        i wielu innych rzeczy. Dlatego Twoj racjonalizm ma bardzo ograniczone pole do
        popisu.
        • 0golone_jajka Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić 17.11.05, 11:41
          > Racjonalnie rzecz biorac nie potrafimy wyjasnic skad sie wzial Wszechswiat
          > i wielu innych rzeczy. Dlatego Twoj racjonalizm ma bardzo ograniczone pole do
          > popisu.

          Racja. Ale stwierdzenie, że "bóg to wszystko zrobił" także niczego nie wyjaśnia.
    • kamajkore nie :) 16.11.05, 12:55
      hehe jedyna taka mozliwość to jak mi się któryś z bogów objawi (a może to bedzie
      bogini...? albo cały panteon błekitnych duszków...?).
      nie rozumiem w czym miałoby mi pomóc uwierzenie w katolickiego boga po smierci
      bliskiej osoby?
      tylko bym się musiała martwić ze się może w jakimś piekle smaży po wiek wieków?
      no to juz lepiej chyba uwierzyć w coś co przyjemniejszy zywot pośmiertny
      obiecuje - jeśli juz koniecznie ktoś musi się oszukiwać, by się pogodzić ze stratą.
      • husyta eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:03
        kamajkore napisała:


        > nie rozumiem w czym miałoby mi pomóc uwierzenie w katolickiego boga po smierci
        > bliskiej osoby? tylko bym się musiała martwić ze się może w jakimś piekle
        smaży po wiek wieków?

        To zdanie odzwierciedla eskapizm psychiczny ateistów. Odrzucają Boga, bo boją
        się rozliczenia ze swego życia przed Bogiem.
        Świadomość winy i zwiąwanej z tym kary sprawia, że 'zbawieniem' dla ich duszy
        jest wyeliminowanie / negacaj Boga, który stanowi wieczne źródło zagrożenia. To
        takie strusiowe włożenie głowy w piasek.
        Inna sprawa, skąd wziął się tn eskapizm, czy uciekają przed prawdiwym Bogiem
        Biblii, czy jego karykarurą głoszoną w jakimś kościele, a podawaną jako jedyną
        zbawczą prawdę.



        > no to juz lepiej chyba uwierzyć w coś co przyjemniejszy zywot pośmiertny
        > obiecuje - jeśli juz koniecznie ktoś musi się oszukiwać, by się pogodzić ze
        stratą.
        >
        • blinski Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:07
          nie wiem czy bierzesz to pod uwagę, ale niektórych ludzi takie rzeczy jak bóg i
          religia w ogóle nie obchodzą, i się nad tym nie zastanawiają (mówię o
          odnoszeniu tego do siebie, bo jako zjawisko psychologiczne czy socjologiczne
          może ich wiara i religia interesować).
          • husyta Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:26
            Gdybyś pogrzebał dlaczego ich Bóg nie interesuje, odnajdziesz eskapizm.
            Ale jeszcze raz powtarzam, czśto ci ludzie uciekają przed jakąś karykturą /
            fałszywym obrazem Boga, a nie Bogiem prawdziwym, którego nigdy nie poznali.
            • blinski Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:35
              mówiłem też o sobie, jeśli chodzi o ten brak zainteresowania bogiem. i powiem
              ci tak: byłem od małego wychowywany w przeświadczeniu że boga nie ma (tzn.
              rodzice nie łązili za mną i nie móili 'boga nie ma':), lecz po prostu nie było
              go nigdy w moim życiu); w momencie, w którym wchodziłem w dorosłość i zacząłem
              sie takimi sprawami interesować, ze względu na brak 'dostąpienia łaski wiary'
              cały czas patrzyłem i patrzę na świat religii z pozycji obserwatora. po prostu
              do głowy by mi nie przeszło, że bóg może istnieć, podobnie jak np. niewidzialny
              różowy jdnorożec. z mojego punktu widzenia te dwa kulty różnią się (w wieeelkim
              uproszczeniu) tym, że wyznawców tego pierwszego parę milionów razy więcej.
              :)
              • husyta Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 11:11
                Ty nie odrzuciełeś Boga, ty go nigdy nie poznałeś.
                A zapewne Bóg i wiara w niego kojarzy ci się z tym co wymaga KK.

                Bóg Biblii nie jest tożsamy z Bogiem katolicyzmu.
                • blinski Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 16:50
                  > Ty nie odrzuciełeś Boga, ty go nigdy nie poznałeś.
                  > A zapewne Bóg i wiara w niego kojarzy ci się z tym co wymaga KK.

                  jeśli mowa o polsce to na pewno, jako obserwatorowi niestety dane mi jest
                  patrzeć na wiarę prawie jedynie przez pryzmat wszechobecnego katolicyzmu (to
                  stwierdzenie faktu, nie ocena). lecz oczywiście jeśli mowa o wiedzy książkowej,
                  nie zdobywanej doświadczeniem, nie czuję takich ograniczeń:)
        • kamajkore Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:26

          'eskapizm' - dobre, hehe :)
          kompletnie nie przyjmujesz do wiadomości, że są ludzie, którym wierzenia nie są
          do niczego potrzebne.
          a jeśli lubisz naukowe określenia, to podpowiem Ci, że to się nazywa 'dysonans
          poznawczy': jeśli jakiś fakt budzi w tobie niepokój to tym gorzej dla faktu,
          prawda? :)
          • husyta Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:33
            kamajkore napisała:

            >
            > 'eskapizm' - dobre, hehe :)
            > kompletnie nie przyjmujesz do wiadomości, że są ludzie, którym wierzenia nie
            są do niczego potrzebne.

            Gdyby nie były potrzebne, nie podejmowali by dyskusji na ten temat.

            > a jeśli lubisz naukowe określenia, to podpowiem Ci, że to się nazywa 'dysonans
            > poznawczy': jeśli jakiś fakt budzi w tobie niepokój to tym gorzej dla faktu,
            > prawda? :)

            Czy ten twój 'dysonans poznawczy' ma być źródłem poznania i oceny
            rzeczywistości?
            • kamajkore dysonans poznawczy wierzacych 17.11.05, 10:43
              husyta napisał:

              > kamajkore napisała:
              >
              > >
              > > 'eskapizm' - dobre, hehe :)
              > > kompletnie nie przyjmujesz do wiadomości, że są ludzie, którym wierzenia
              > nie
              > są do niczego potrzebne.
              >
              > Gdyby nie były potrzebne, nie podejmowali by dyskusji na ten temat.
              A skąd ten wniosek? To jest fajny temat do gorących dyskusji :)))
              >
              > > a jeśli lubisz naukowe określenia, to podpowiem Ci, że to się nazywa 'dys
              > onans
              > > poznawczy': jeśli jakiś fakt budzi w tobie niepokój to tym gorzej dla fak
              > tu,
              > > prawda? :)
              >
              > Czy ten twój 'dysonans poznawczy' ma być źródłem poznania i oceny
              > rzeczywistości?
              Nie powinien być, a u ciebie jest niestety. To jest taki mechanizm
              zniekształcający percepcję rzeczywistości. W jakimś stopniu funkcjonuje
              oczywiście u każdego. Ale jak się juz zaprzecza oczywistości (np. tłumacząc
              'eskapizmem' najzwyklejszy _pogląd_) to juz jest , wybacz, na prawdę ciężki
              przypadek...
              :)
              >
              • husyta Re: dysonans poznawczy wierzacych 17.11.05, 11:01
                kamajkore napisała:

                H: Czy ten twój 'dysonans poznawczy' ma być źródłem poznania i oceny
                > > rzeczywistości?

                K: Nie powinien być, a u ciebie jest niestety. To jest taki mechanizm
                > zniekształcający percepcję rzeczywistości. W jakimś stopniu funkcjonuje
                > oczywiście u każdego. Ale jak się juz zaprzecza oczywistości (np. tłumacząc
                > 'eskapizmem' najzwyklejszy _pogląd_) to juz jest , wybacz, na prawdę ciężki
                > przypadek...:)

                H: Projektujesz, atakujesz to, co zaprojktowałeś, skaczesz do szybkich wniosków
                i wprowadzasz emocjonalizm z zabarwieniem drwiny.
                Dużo sofizmatów, jak na dwa zdania.


                > >
                >
                >
            • blinski Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:45
              > Gdyby nie były potrzebne, nie podejmowali by dyskusji na ten temat.

              dyskusję można podejmoważ z pozycji uczestnika bądź obserwatora. o hinduizmie,
              judaizmie czy satanizmie też mogę pogadać; co nie znaczy że podświadomie czuję
              się wyznawcą któregoś z wymienionych.

              > Czy ten twój 'dysonans poznawczy' ma być źródłem poznania i oceny
              > rzeczywistości?

              dysonans poznawczy nie jest jej, ani mój, ani twój:) to teoria leona festingera
              z lat '50, powszechnie przyjęta przez psychologów. chodzi o to, że każdy ma
              swój obraz świata, bądź jakiegoś zjawiska. jeśłi pojawi się informacja mogąca
              zadać kłam sposobowi naszego postrzeganai czegoś, budzi to nasz (często
              podświadomy) niepokój, i szybciutko próbujemy tą informację dostosować do
              naszego wcześniejszego światopoglądu (np. przez udowodnianie sobie i innym, że
              źródło nowej informacji nie jest godne zaufania) - zamiast postępować
              racjonalniej, czyli przyjąć do wiadomości nasz błąd w myśleniu. no ale to jest
              ludzkie.
              • kamajkore Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:48
                dzięki za wsparcie :)

                obstaję jednak przy tym, że dysonans poznawczy to mechanizm, a nie teoria
                (oczywiście mechanizm opisany przez festingera) - ale to jest juz zdecydowanie
                off topic...
                • blinski Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:52
                  'teoria mechanizmu dysonansu poznawczego':)) w psychologii wszystko jest
                  teorią:) co nie nzaczy że jest nieprawdziwe.
                  • kamajkore Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:57
                    blinski napisał:

                    > 'teoria mechanizmu dysonansu poznawczego':)) w psychologii wszystko jest
                    > teorią:) co nie nzaczy że jest nieprawdziwe.
                    wiem, wiem... widzę, że się rozumiemy.
                    już widzę, że z kolegą po fachu mam przyjemność... :)
              • husyta Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 11:04
                blinski napisał:

                > > Gdyby nie były potrzebne, nie podejmowali by dyskusji na ten temat.
                >
                > dyskusję można podejmoważ z pozycji uczestnika bądź obserwatora. o
                hinduizmie,
                > judaizmie czy satanizmie też mogę pogadać; co nie znaczy że podświadomie
                czuję
                > się wyznawcą któregoś z wymienionych.
                >
                > > Czy ten twój 'dysonans poznawczy' ma być źródłem poznania i oceny
                > > rzeczywistości?
                >
                > dysonans poznawczy nie jest jej, ani mój, ani twój:) to teoria leona
                festingera
                >
                > z lat '50, powszechnie przyjęta przez psychologów. chodzi o to, że każdy ma
                > swój obraz świata, bądź jakiegoś zjawiska. jeśłi pojawi się informacja mogąca
                > zadać kłam sposobowi naszego postrzeganai czegoś, budzi to nasz (często
                > podświadomy) niepokój, i szybciutko próbujemy tą informację dostosować do
                > naszego wcześniejszego światopoglądu (np. przez udowodnianie sobie i innym,
                że
                > źródło nowej informacji nie jest godne zaufania) - zamiast postępować
                > racjonalniej, czyli przyjąć do wiadomości nasz błąd w myśleniu. no ale to
                jest
                > ludzkie.

                Dzięki za to wyjaśnienie, które właściwie pokazuje, jak teoria dysonansu
                funkcjonuje w eskapizmie psychicznym.
                • blinski Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 16:58
                  > Dzięki za to wyjaśnienie, które właściwie pokazuje, jak teoria dysonansu
                  > funkcjonuje w eskapizmie psychicznym.

                  masz na myśli twój konkretny przykład z uciekaniem od boga? hm, mógłby on być
                  prawdziwy - dysonans poznawczy mógłby wystąpić, gdyby istnienie boga okazało si
                  ę oczywiste; tzn. niewierzący zetknąłby się z takimi danymi potwierdzającymi
                  jego istnienie, wobec których ciężko byłoby mieć (będąc bezstronnym
                  obserwatorem) wątpliwości. ponieważ danych owych nie ma, jest jedynie sama
                  wiara, akurat przy tej kwestii dysonans nie miałby jak nastąpić.
          • zoppino Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:55
            Kamajkore, a Ty nie podlegasz dysonansowi poznawczemu?
            • kamajkore Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 10:58
              zoppino napisała:

              > Kamajkore, a Ty nie podlegasz dysonansowi poznawczemu?
              jasne że tak:) ale staram się kiełznać tego lewiatana jak mogę.
              • kamajkore Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 11:02
                a z dysonansem wyskoczyłam tylko dlatego, że mi tu husyta swoim ESKAPIZMEM
                psychicznycm zaczął wymachiwać :)
                • husyta Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 11:06
                  kamajkore napisała:

                  > a z dysonansem wyskoczyłam tylko dlatego, że mi tu husyta swoim ESKAPIZMEM
                  > psychicznycm zaczął wymachiwać :)


                  Ale to świetna teoria, wspierająca to, co powiedziałem o eskapizmie.
                  • kamajkore Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 11:13
                    husyta napisał:

                    > kamajkore napisała:
                    >
                    > > a z dysonansem wyskoczyłam tylko dlatego, że mi tu husyta swoim ESKAPIZME
                    > M
                    > > psychicznycm zaczął wymachiwać :)
                    >
                    >
                    > Ale to świetna teoria, wspierająca to, co powiedziałem o eskapizmie.
                    ta teoria to broń obosieczna, więc ani ty mnie nie przekonasz, ani, jak widzę
                    ja ciebie.
                    a ty uważasz, że twój 'eskapistyczny' argument jest przekonujący?
                    a ja napiszę, że eskapizm wierzących polega na tym, że boją się śmierci więc
                    wymyślają sobie bogów.
                    no i tak się możemy licytować dalej...
                    • husyta Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 11:38
                      kamajkore napisała:

                      > > Ale to świetna teoria, wspierająca to, co powiedziałem o eskapizmie.
                      > ta teoria to broń obosieczna, więc ani ty mnie nie przekonasz, ani, jak widzę
                      > ja ciebie.
                      > a ty uważasz, że twój 'eskapistyczny' argument jest przekonujący?
                      > a ja napiszę, że eskapizm wierzących polega na tym, że boją się śmierci więc
                      > wymyślają sobie bogów.
                      > no i tak się możemy licytować dalej...
                      >

                      Zgadzam się, że to broń obosieczna;
                      Zagdzam się, że ludzie uciekają do ateizmu, ze strachu przed karą boską, a inni
                      uciekają do Boga / bóstwa, ze strachu przed wieczną anihilacją...

                      Tak więc argument z psychologii musiałby być rozwinięty w jedną i drugą stronę.

                      A to, że ujawni się psychologiczne powody, dla których ktoś wierzy, czy nie
                      wierzy, nie dowodzi ani nie obala argumentów za czy przeciw.
                      • zoppino Re: eskapizm psychiczny ateistów 17.11.05, 12:16
                        Właśnie wszystko napisaliście, co chciałam osiągnąć tamtym pytaniem do
                        Kamajkore :-)
    • 0golone_jajka Cuda, cuda ogłaszają... 17.11.05, 11:40
      Gdybym na własne oczy i uszy tudzież inne zmysły doświadczył cudu i wiedziałbym, że dokonał tego Jahwe, Zeus, Siwa, Jezus, Thor, Belzebub czy Światowid to pewnie bym się nawrócił. No ale cudów nie ma!
      • husyta choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą 17.11.05, 11:53
        0golone_jajka napisał:

        > Gdybym na własne oczy i uszy tudzież inne zmysły doświadczył cudu i
        wiedziałbym
        > , że dokonał tego Jahwe, Zeus, Siwa, Jezus, Thor, Belzebub czy Światowid to
        pewnie bym się nawrócił. No ale cudów nie ma!
        >

        Cuda są, sam ich doświadczyłem w swoim życiu. Dryfowałem w stronę ateizmu, a
        przez czytanie Biblii uwierzyłem i zostałem chrześcijaninem. Czy to nie cud?

        Jeśli Słowo Boże nie uwierzysz, to choćby kto z umarłych powstał, na twoich
        oczach, też byś nie uwierzył. Może uwierzyłbyś w cud, ale nie w tego, który za
        tym cudem by stał.

        Łukasz
        16,30 A on rzekł: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli kto z umarłych pójdzie do
        nich, upamiętają się.
        16,31 I odrzekł mu: Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z
        umarłych powstał, też nie uwierzą.
        • 0golone_jajka Re: choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierz 17.11.05, 12:23
          > Cuda są, sam ich doświadczyłem w swoim życiu. Dryfowałem w stronę ateizmu, a
          > przez czytanie Biblii uwierzyłem i zostałem chrześcijaninem. Czy to nie cud?

          Raczej otępienie umysłowe.

          > Jeśli Słowo Boże nie uwierzysz, to choćby kto z umarłych powstał, na twoich
          > oczach, też byś nie uwierzył. Może uwierzyłbyś w cud, ale nie w tego, który za
          > tym cudem by stał.

          A dlaczego nie? Jak jakis bóg wskrzesi rodziców mojego kolegi i mi się przedstawi, to nie uwierzę, to fakt, ja wtedy BĘDĘ WIEDZIAŁ, że on istnieje i będę mu oddawał pokłony, prosił o łaskę i żył wg jego zaleceń.
          • zoppino Re: choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierz 17.11.05, 12:27
            No a Bóg właśnie chciał uniknąć takiej sytuacji, żebyś Ty wiedział na pewno.
            • 0golone_jajka Re: choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierz 19.11.05, 00:10
              No i dlatego w żadnego boga nie wierzę, choć nie twierdzę, że ich nie ma.
          • husyta Re: choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierz 17.11.05, 12:35
            0golone_jajka napisał:

            > > Cuda są, sam ich doświadczyłem w swoim życiu. Dryfowałem w stronę ateizmu
            > , a
            > > przez czytanie Biblii uwierzyłem i zostałem chrześcijaninem. Czy to nie cud?
            >
            > Raczej otępienie umysłowe.

            Byłem umysłowo otępiały, kiedy dryfowałem w stronę ateizmu. Dzięki Bogu, że
            sparwił, iż zacząłem czytać Biblię.

            >
            > > Jeśli Słowo Boże nie uwierzysz, to choćby kto z umarłych powstał, na twoich
            > > oczach, też byś nie uwierzył. Może uwierzyłbyś w cud, ale nie w tego, który
            za tym cudem by stał.
            >
            > A dlaczego nie? Jak jakis bóg wskrzesi rodziców mojego kolegi i mi się
            przedsta
            > wi, to nie uwierzę, to fakt, ja wtedy BĘDĘ WIEDZIAŁ, że on istnieje i będę mu
            oddawał pokłony, prosił o łaskę i żył wg jego zaleceń.
            >

            Chcesz mieć swego boga, z cechami stworzonymi przez twoją wyobraźnię,
            działającego zgodnie z twoimi kapryśnymi życzeniami.
            • Gość: Echo Masz wszystko do zyskania... IP: *.girinst.org 17.11.05, 18:03
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=32081953&a=32088383
              • Gość: Nonick Re: Masz wszystko do zyskania... IP: *.girinst.org 17.11.05, 18:15
                Sorry Echo, powyzej uzywam Twojego nicku bo tekst jest b. dobry
                i inaczej nikt go by nie zauwazyl. Zazdroszcze Ci inteligentnego
                wsadzania kija w mrowisko.
              • husyta Re: Masz wszystko do zyskania... 17.11.05, 22:57
                Droga Echo,
                Nie jestem w stanie poprzeć twojej prośby o potwierdzenie tekstu o siekierce.
                Jest on u Mateusza i Łukasza, ale nie ma u Jana, jak sugerujesz. Marek też o
                niej nie wspomina. Jak zapewne pamiętasz, Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, są
                autorami ewangelii, wymieniłem ich w tej kolejności, jak ich ewangelie
                występują w Nowym Testamencie. Jest jeszcze Stary Testament, ale na razie nie
                będę ci nim głowy zawracał. Na razie wystarczy, abyś opanowała kolejność
                ewangelii.

                A tekst o siekierce dotyczy nie tylko ateizmu, ale wszystkiego, co się z nauką
                Jezusa nie zgadza.
                Mat 3,10 A już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona; wszelkie więc
                drzewo, które nie wydaje owocu dobrego, zostaje wycięte i w ogień wrzucone.

                Tak więc katolicyzmowi dostanie się po świętych, po kulie Marii, po czyśćcu, po
                odpustach, po mszach, po papieżach ...
                Właściwie nie wiem, czy coś zostanie

                Tak więc,
                • Gość: Echo Re: Masz wszystko do zyskania... IP: 70.137.170.* 18.11.05, 03:00
                  Drogi Panie Jerzy,

                  zdecydowanie potwierdzasz ze Twoja mentalnosc nie przekracza mentalnosci
                  nauczyciela szkolki niedzielnej. Ja pisalam nt. odnosnikow do Sw. Jana
                  CHRZCICIELA w Biblii a nie do sw. Jana Ewangelisty. Dlatego schowaj sobie te
                  nadete (natchnione) sekciarskie zlosliwosci. Poza tym nie musisz odpowiadac na
                  cytat mojego watku ktory ktos tu przytoczyl.


                  >Jak zapewne pamiętasz, Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, są
                  > autorami ewangelii, wymieniłem ich w tej kolejności, jak ich ewangelie
                  > występują w Nowym Testamencie. Jest jeszcze Stary Testament, ale na razie nie
                  > będę ci nim głowy zawracał. Na razie wystarczy, abyś opanowała kolejność
                  > ewangelii.
                  • husyta Czas nadrobić zaległości 18.11.05, 09:34
                    Droga Echo,
                    pisałem na poziomie nauczyciela szkółki, dlatego że wykazujesz się wiedzą,
                    która sugeruje, że na szkółki niedzielne nie chodziłaś zbyt często.
                    Czas nadrobić zaległości.



                    Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby KAŻDY,
                    kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. [...] Kto wierzy w niego,
                    nie będzie sądzony; Jan 3:16,18
                    • Gość: Echo Re: Czas nadrobić zaległości IP: 70.137.170.* 18.11.05, 15:20
                      > Droga Echo,
                      > pisałem na poziomie nauczyciela szkółki, dlatego że wykazujesz się wiedzą,
                      > która sugeruje, że na szkółki niedzielne nie chodziłaś zbyt często.
                      > Czas nadrobić zaległości.

                      Pisales na poziomie szkolki niedzielnej bo nie masz wyobrazni i odpowiadasz nie
                      na moja uwage nt. Sw. Jana Chrzciciela ale na swoj obraz katolikow wlasnie swiezo
                      wyjety z najnowszych dziel Lutra.
                      • husyta Re: Czas nadrobić zaległości 20.11.05, 23:43
                        Gość portalu: Echo napisał(a):

                        Pisałaś:
                        "Husyta Wam poda odpowiednie odnosniki do sw. Jana (lubie miec certyfikat
                        husyty potwierdzajacy wypowiedzi katoliczki w oparciu o Biblie.

                        Chciałaś odnośnik, dlatego ci napisałem, że w ew. Jana takich tekstów nie ma.
                        Nastepnym razem zostaw ten jezuicki wieloznaczny styl i pisz jednoznacznie.
            • 0golone_jajka Re: choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierz 19.11.05, 00:09
              > Chcesz mieć swego boga, z cechami stworzonymi przez twoją wyobraźnię,
              > działającego zgodnie z twoimi kapryśnymi życzeniami.

              A po kiego mi bóg z cechami stworzonymi przez wyobraźnię innych i działający niezgodnie z moimi modlitwami (życzeniami)? Po co komu coś takiego??
    • Gość: osiba Re: Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś się nawrócić IP: *.crowley.pl 18.11.05, 20:30
      Tak wyobrażam sobie,bo 8 lat temu się nawróciłam(uwierzyłam w Jezusa). Cieszę się,że nie było to w
      dramatycznej sytuacji, bo takich chyba nikt nie lubi,tylko po prostu razu pewnego, moja ateistyczna
      obojętność zamieniła się w fascynację Nim.To chyba jest tak, jak Jezus powiedział,że komu więcej
      darowano ten będzie bardziej kochał.
    • atsieta Re: na co sie nawrócić?na jedynie słuszną czy tak 21.11.05, 15:12
      wogóle?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka