braineater
07.01.06, 16:37
naszej Władzuni Kochanej.
Nie wiem, może mam zwidy jakies, ale oglądając coraz to jakies ujawnienia
panów z pisu, co udają powaznych ludzi, mam wrazenie, jakby mnie cofnęło w
czasy powieści Musila, czy jakis rosyjskich XIX wiecznych twórców. Co krok to
podkreslanie funkcji i tytułu, a to pan profesor, a to pani profesor (dziś
przy Zylowskiej to była juz po prostu orgia tytułowania się za pomoca
nieznaczacych świstków), a to doktor, a to jeszcze inny marcowy docent.
I tak się zastanawiam, po co im to? Z inteligencją nikt ich nie kojarzy, bo
to niemozliwe, z pracami naukowymi również, jako autorytet akademicki nie
sprawdził sie nikt z tego otwarzystwa, wiec po co takie cokolwiek prostackie
machanie etykietkami? Kompleksy jakieś, czy wiara w to, że tytuł, nie pozwoli
opinii publicznej uznać cie za idiotę?
P:)