Dodaj do ulubionych

Uzależnienie od samochodu - chore

    • Gość: gosc Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.ix.p.lodz.pl 17.03.06, 19:56
      A ja znam osobe, ktora nie potrafi dojechac autobusem z Retkinii do
      wyznaczonego punktu w centrum w Łodzi. Twierdzi, ze nie trafi. Nie da sobie
      wytlumaczyc na którym przystanku powinna wysiasc, zeby trafic do punktu
      docelowego. Na samą mysl o tym, ze ma dotrzec w jakies nowe miejsce, czuje się
      bezradna. Trzeba jej towarzyszyć. Kobieta (38 lat) jest w stanie dojechac sama
      tylko do pracy, chyba nigdzie wiecej. Rowniez jej trzynastoletni syn nie
      pojechalby nigdzie tramwajem czy autobusem. Chyba by sie zgubil. Wozi ich oboje
      samochodem maz kobiety.
      Pol biedy jesli ktos chociaz tylko samochodem jest w stanie sie przemiescic,
      gorzej jak ma problem z samodzielnym przemieszczaniem sie zarowno samochodem
      jak i srodkami komunikacji miejskiej i musi polegac na kims drugim, zeby
      dotrzec do celu.
      A co do wlasciwego watku, to nie moc sie ruszyc nigdzie bez samochodu to cos
      jakby kalectwo.
    • larson Re: Uzależnienie od samochodu - chore 17.03.06, 20:05
      zupełnie się z tobą zgadzam.

      Mam samochód i jeżdżę nim często, ale do pracy mam 2 km i w życiu by mi nie
      przyszło do głowy, żeby ten dystans jechać samochodem. 20 min spacerek dwa razy
      dzienne robi mi bardzo dobrze. A do centrum, jak trzeba, też przejadę się
      autobusem albo metrem.

      A już takie brednie jak "ojej, mam samochód, nie znam rozkładu, ludzie brzydko
      pachną, spaliny wdycham" to niezła kompromitacja. Ma człowiek dostęp do
      internetu żeby pisać takie bzdury, ale rozkładu w internecie sobie nie
      sprawdzi? Ludzie brzydko pachną? stwierdzam że trzeba mieć pecha żeby trafić na
      strasznego śmierdziela. Spaliny wdycha? a sam co wypluwa rurą wydechową? itd
      itp, szkoda gadać.
      • Gość: jackija Z samochodem stajemy sie kalekami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 20:49
        To dlatego starzejemy się tak szybko a najmniejszy wysiłek doprowadza nasze
        serce do palpitacji.Tak do ok 30 mamy duzo sił. jak tylko w tym wieku przylepimy
        sie do auta - stajemy sie potworkami.
        • candy74 Re: Z samochodem stajemy sie kalekami 17.03.06, 21:00
          I mamy coraz większe d... ;) Siedzimy w pracy, siedzimy w samochodzie, a potem w
          domu przed kompem. Coś strasznego :)
    • dorianne.gray A ja jestem uzależniona i się tego nie wstydzę :) 17.03.06, 21:13
      Tyłek mi się do fotela w aucie przykleił i niebiosom dziękuję, że mam samochód
      i mogę nim jeździć!
      Nie wyobrażam sobie siebie teraz, w ciąży, np. w autobusie, w tłumie rzadko
      kiedy życzliwych ludzi, uwieszoną na rurze i modlącą się o jak najszybsze
      dotarcie do mojego przystanku, bo nawet nie liczę na to, że ktokolwiek
      ustąpiłby mi miejsca.
      Nie wyobrażam sobie przetrwania zimy bez ani jednej infekcji (udało mi się, oby
      tak do końca!), gdybym musiała jeździć zatłoczonymi autobusami.
      Nie wyobrażam sobie biegania z siatami na przystanek i z przystanku do domu, bo
      dźwigać nie mogę.
      Samochód to dla mnie wspaniały wynalazek i bardzo się z niego cieszę :)
      • larson Re: A ja jestem uzależniona i się tego nie wstydz 17.03.06, 22:19

        > Nie wyobrażam sobie przetrwania zimy bez ani jednej infekcji (udało mi się,
        oby
        > tak do końca!), gdybym musiała jeździć zatłoczonymi autobusami.

        ha, ha, LOL! Znaczy, że siedzisz cały czas w domu w inkubatorze? Nie widzisz
        się z nikim? Bo akurat przebywanie z wiekszą ilością ludzi daje ci większą
        odporność na infekcje.
        • dorianne.gray Re: A ja jestem uzależniona i się tego nie wstydz 17.03.06, 22:37
          Tak się składa, mój drogi, że w tym stanie faktycznie prawie cały czas siedzę w
          domu, widuję sie tylko z rodziną i z grupą najbliższych znajomych. Nie chce mi
          się łazić na imprezy ani jeździć autobusami. Wydaje Ci się to nierealne?... :)
          Przebywanie z większą ilością kichających i kaszlących na Ciebie ludzi sprawia,
          że bankowo coś od nich złapiesz.
          :)
      • Gość: dot ..... Re: A ja jestem uzależniona i się tego nie wstydz IP: *.icpnet.pl 17.03.06, 23:26
        Samochód jak i wiele osiągnięć cywilizacyjnych (tramwaj, winda, TV, komputer i
        .....) są dla ludzi !!!!!!
        Właśnie dzięki temu możesz zadbać o siebie i o dziecko !!!! Czerpiesz z tego
        korzyści i nikt nie będzie miał Ci tego za złe.
        Tylko chodzi o właściwe proporcje. Twierdzenia, że ktoś nie pojedzie autobusem
        czy tramwajem, bo trzeba kupić bilet, stać na przystanku, jechać z mało
        życzliwymi to mało inteligentne wymówki - za paliwo też trzeba zapłacić, stoi
        się w korku a mało życzliwych kierowców spotyka się na każdym skrzyżówaniu ( a
        chciałem napisać kroku).
        Znam ludzi,którzy negowali posiadanie samochodu i wychwalali zbiorową
        komunikację - a teraz jak każdy porządny neofita, prawie z niego nie wysiada i
        żałuje, że jest tak mało kin dla zmotoryzowanych i żadnego bankomatu bez
        wysiadania z samochodu.
        Po prostu nie dajmy się zwariować.
        Pozdrawiam i życzę zdrowia !
      • Gość: ggggg Re: A ja jestem uzależniona i się tego nie wstydz IP: *.chello.pl 19.03.06, 05:36
        bo
        dźwigać nie mogę.
    • Gość: Włodek Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.acn.waw.pl 17.03.06, 21:17
      Co wy wszyscy z tym slowem uzaleznienie? - prasa sobie nabija czytelnikow
      wmawiajac im przypadlosci psychiczne, i tyle. Ps Nie mam samochodu, nwszedzie
      chodze na piechote, rzadziej srodkami lokomocji miejskiej. Co nie znaczy ze
      jestem uzaleniony od chodzenia. Od sera bialego chudego tak.
      • Gość: rysiek Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.03.06, 23:19
        mam samochód ale zostawiam na parkingu bo nie chce mi sie nim jezdzic, wole
        chodzic; nie sztuka chodzic jak sie nie ma samochodu
        • Gość: dot ..... Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.icpnet.pl 17.03.06, 23:27
          howgh wodzu !
      • Gość: jaija Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.elblag.dialog.net.pl 17.03.06, 23:32
        Mnie też to denerwuje, ale również z tej przyczyny, że ludzie, kupując coraz
        więcej samochodów, rujnują środowisko, na parkingi przeznacza się coraz więcej
        miejsc (rozbiera się domy, zabiera ogródki i co się z tym miejscem robi?
        Jeszcze jeden zasrany parking!!!)Jezdnie są coraz bardziej zatłoczone, piesi
        nie mogą przejść, światło zielone dla pieszych trwa kilka sekund, żeby
        samochodziki mogły sobie nie przerywać, a i tak korki itp (za dużo wozów). Że
        już nie wspomnę o tym, że pewien znajomy pan roztył się elegancko po przejściu
        z tramwaju do samochodu. I że samochody obstawiają wszelkie chodniki, zajmują
        sobą miejsce nawet dla chodzących ludzi. Mam nerwa nieziemskiego na takich
        właśnie leniwych, wygodnickich kierowców, którzy kupują samochód, bo tak
        modnie, wypada, sąsiad też już ma, nie będzie taki jeżdził po zakupy czy do
        fryzjera tramwajem, itp. Dodatkowo dowiedziałam się, że w mojej miejscowości
        planowana jest budowa drogi, która ma pochłonąć pielęgnowane od kilku
        dziesięcioleci ogródki działkowe. Zgroza. Nie mam prawa jazdy i nie zrobię.
        Chyba, że będę mieszkała na zadupiu.
    • Gość: Ktosik Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.06, 00:52
      Masz rację....Nie wiem czemu się tak dzieje... Też się śmiałem z kolegi, że nie
      może podjechać 3 przystanków.Ja mam teraz gorzej.Mam firmowy:-/ I waże 10 kg
      wiecej...Papa
    • scriptus Re: Uzależnienie od samochodu - chore 18.03.06, 13:31
      To proste, jeżdżenie środkami komunikacji miejskiej wcale nie jest tańsze niż
      jeżdżenie samochodem, a jest wygodniejsze. Często bilet komunikacji miejskiej
      kosztuje więcej, niż paliwo potrzebne, żeby gdzieś dojechać, a to jeszczenie
      koniec kosztów, czas też się liczy. Oczywiście, że do kosztów paliwa dochodzą
      jeszcze inne koszty eksploatacji samochodu, ubezpieczenie, amortyzacja, naprawy,
      ale one, z wyjątkiem napraw, nie zależą od tego, czy zostawimy samochód na
      parkingu i jedziemy autobusem, czy też nie.
      Pocieszę Cię, uzależnienie od samochodu, to dopiero drugi etap, trzeci etap, to
      ten, że nie chce nam sie jechać samochodem, bo wygodniej zadzwonić, albo
      oceniamy, że sprawa niewarta naszej fatygi i w ogóle rezygnujemy z jej
      załatwienia. Z tego trzeciego etapu nie ma już powrotu do jeżdżenia autobusem.
      :)))))))
      Kiedyś mojemu koledze, który rozbił samochód mama powiedziała, żeby zaczął
      jeździć autobusem, taniej, niż taksówkami, to się zdziwił i powiedział, że
      sąsiedzi byliby oburzeni, gdyby zajął cały parking takim pojazdem :P
      • scriptus Re: Uzależnienie od samochodu - chore 18.03.06, 13:51
        Dla uściślenia, mam samochód, ale mi się nim nie chce jeździć. Do pracy i w celu
        załatwienia spraw jeżdżę na rowerze, chyba, że pada, albo jest zima. Rowerek, to
        mój sposób na formę. Jak jest słoneczko, to mogę sobie z politowaniem popatrzeć
        na "frajerów", co się tłoczą jak śledzie w autobusie, albo opiekają się w
        blaszanych puszkach, pod pretekstem, że mają za daleko i nie pojadą na rowerze w
        garniturze (ja mam garniak w szafie w pracy, w razie potrzeby się przebieram).
        Od wiosny do jesieni jeżdżę samochodem raz na tydzień tylko po zakupy, za
        ciężkie, by je dźwigać bez pojazdu, oraz na urlop. Autobusem nie jechałem już z
        10 lat. Czasem jeździmy sobie z żoną na jakieś imprezki z alkoholem, wtedy też
        nie można samochodem. I tu kalkulacja jest prosta, taksówka nas kosztuje w obie
        strony 25 zł, bilety do autobusu kosztowałyby 19,20. Róznica, to koszt 1 piwa, w
        ogóle nie warta uwagi.
        Ostatnio zacząłem jeździć służbowo koleją, pomimo, że mam również służbowy
        samochód, po prostu zostawiam go na parkingu pod dworcem, bo nie chce mi się
        jechać kilkaset kilometrów do innego miasta. Wychodzi wprawdzie drożej, niż
        samochodem, ale wygodniej, można wykorzystać te kilka godzin na coś
        pożytecznego. Zalety jazdy pociągiem odkrył już drugi kolega, ale obawiam się,
        że jeżeli by to miało stać się powszechne, to zarząd firmy nałoży nam szlaban na
        coś, albo na samochody, albo na kolej.
        • Gość: pieszy Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 15:05
          Jestesmy z żona 11 lat po ślubie i nie posiadamy samochodu.Również będać
          kawalerem nie posiadałem samochodu. Nie robie z tego powodu tragedii.Co roku
          wyjazd na wczasy - jazda pociagiem.Do pracy chodzę na nogach 60 minut pieszo (
          licząc w obie strony).
          Tez spotykam sie z ludzmi ktorzy bez samochodu nie potrafia funkcjonować. Dla
          mnie to normalne.Po czesci brak samochodu wynikaz tego ze jestem zwolennikiem
          kupowania rzeczy nowych.Sami wiecie ile kosztuja nowe samochody.
          • Gość: pieszy Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: 72.232.20.* 18.03.06, 15:17
            Samochód to tez ogromne koszty( OC,paliwo,AC,przeglady,autostrady,parkingi no i
            czasami mandaty)

            A wogole samochody w środowisku rowerzystów uważane sa za BLACHOSMRODY
            • Gość: Student 20 Ja z Komunikacji korzystam tylko gdy piłem.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 17:31
              Z komunikacji kiejskiej korzystam tylko wtedy gdy piłem alkohol i jeszcze nie
              do końca wytrzezwiałem. W moim rodzinnym małym miescie załatwiam sprawy
              poruszajac sie rowerem,samochodem to jedynie dla ,,lansu'' :-) ale tam gdzie
              studiuje czyli w Łodzi nie wyobrazam sobie codziennego życia bez auta. Poza tym
              autem na uczelnie jade 15 minut a tramwajem lub autobusem co najmniej 40. Wiec
              po prostu nie opłaca sie.Paliwo tanie (gaz sekwencyjny). Poza tym jechać
              wieczorem komunikacja miejska nie jest bezpiecznie, zapchane autobusy i
              tramwaje,menele, tłok, kieszonkowcy. Korzystam tylko wtedy gdy naprawde
              MUSZĘ...bo po prostu nie lubie KM.
            • scriptus Re: Uzależnienie od samochodu - chore 30.03.06, 22:43
              Nie są te koszty aż takie duże, ja już mam po wielu latach maksymalne zniżki,
              jeżdżę samochodami "od zawsze", czyli od momentu, jak uzyskałem prawo jazdy.
              Nigdy nie miałem wypadku, mandatów w czasie mojej "kariery" zapłaciłem zaledwie
              kilka. W zasadzie nie mam okazji korzystać z płatnych autostrad, nie jeżdżę też
              do centrum, gdzie się płaci za parkingi, bo nie mam po co. Jedyne, co muszę
              płacić, to przeglądy, naprawy i OC, a także odłożyć co miesiąc jakąś sumkę na
              zakup następnego samochodu.
          • justynnka Re: Uzależnienie od samochodu - chore 20.03.06, 12:56
            wspólczuję zonie;)jak robicie zakupy? jazda pociągiem niweluje ewentualny
            wypoczynek. i zazdroszę nadmiaru czasu- ja nie mogę sobie pozwolić na stratę 6o
            minut. i nikt mi nie powie ze po 11 latach małzeństwa nie stać go na
            samochód.prezentów slubnych nie dostaliscie?
            • genoveva Re: Uzależnienie od samochodu - chore 20.03.06, 13:35
              Nie każdy traktuje spacer do i z pracy jako stratę czasu, dla mnie to czysta
              przyjemność. Zakupy też na ogół robię sama, nie przeszkadza mi to, z kolei
              ciężkie rzeczy zazwyczaj zamawiam przez internet, zakupy lądują prosto w mojej
              kuchni :D No i w ostateczności jest jeszcze mąż z samochodem ... ;)
    • Gość: drajwerek Punkt widzenia a punkt siedzenia IP: *.acn.waw.pl 18.03.06, 17:38
      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W liceum i na początku studiów do
      szczęścia wystarczał mi rower & bilet miesięczny (prawko mam od 3-ciej klasy
      lic.). Potem, gdy zaczęły się wyjścia z dziewczynami, dorywcze fuchy itp.,
      jednym słowem, życie przestało ograniczać się do zaklętego kręgu dom-uczelnia-
      dom, to zacząłem dostrzegać zalety własnego automobilu. Dosyć szybko się
      uzależniłem i nie wyobrażałem sobie życia bez pojazdu.
      A dziś... jestem szczęśliwy, że do pracy mogę dojechać metrem, a potem niczym
      nie skrępowany udać się do pobliskiej knajpy na browar (gwoli wyjaśnienia:
      własny wehikuł posiadam).
      Reasumując, czasami samochód naprawdę może być niezbędny, jak prowadzimy bardzo
      napięte życie i zależy nam na mobliności, wtedy człowiek rzeczywiście może nie
      mieć siły telepać się autobusami czy wystawać na przystankach. Jednak pchanie
      się samochodem do zatłoczonego centrum w godzinach szczytu zakrawa na
      głupotę... tylko żeby to zrozumieć, musiałem swoje przejeździć.
      A wywyższanie się wobec ludzi nieposiadających własnego auta to już szczyt
      głupoty. Można nie mieć samochodu, a być bardzo szczęśliwym, bo np. nie trzeba
      ciągle myśleć o konieczności zarobienia na ubezpieczenie, paliwo, okresowe
      przeglądy/naprawy itp. - kasę tę można przeznaczyć np. na wypasione wakacje, na
      które nie może sobie pozwolić wielu ludzi, którzy szarpnęli się na nowy
      samochód w myśl zasady "zastaw się, a postaw się".
      • Gość: Arek Po coś są produkowane miejskie auta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.06, 17:51
        Skoro Komunikacja Miejska była by taka dobra to nie było by miejskich autek
        tylko same wielkie komfortowe limuzyny na dlugie trasy. A prawie każdy
        producent samochodów ma w swojej ofercie auta miejskie. O czymś to świadczy.
        Sam mam 6 letniego Nissana Micrę i nie zamienie go nigdy na zaden śmierdzacy
        autobus lub tramwaj. W aucie moge sobie właczyc klimatyzacje, posłuchać
        ulubionej muzyki z dobrej jakości sprzetu audio, dotrzec szybciej ,
        bezpieczniej i dużo wygodniej na miejsce. A nie telepac sie w zatłoczonym
        autobusie, wachaćsmrody roboli albo pijaków , być narażonym na pobicie przez
        dresa albo wysłuchiwać jeczenia starych bab ,,żeby ustapić miejsca''. A jazda
        na stojaco to koszmar,jak pojazd nagle zahamuje to można sie wywalić i g.łowe o
        podłoge rozbić. Sam byłem swiadkiem takiej sytuacji, jeszcze gdy nie miałem
        prawka. Poza tym tłok sprzyja kieszonkowcom, KM sie spóznia i w ogole to
        śmiech na sali.
        • Gość: jaija Re: Po coś są produkowane miejskie auta IP: *.elblag.dialog.net.pl 18.03.06, 23:29
          Miejskie samochody to w dużej mierze kreowanie potrzeb klientów takich, jak
          Ty ;) Sama nie lubię przemieszczania się np. tramwajami czy autobusami, ale
          przynajmniej mam z głowy odpowiedzialność za siebie i innych (pieszych,
          kierowców), nie martwię się o pieniądze na paliwo, wychodze na plus, bo na ogół
          to jednak na nóżkach własnych zasuwam :) Śmieszą mnie zadowolone "paniska" w
          samochodach, tłoczące się w korkach, bo pojazdów coraz więcej, a miasto ma
          swoje granice. No i te spaliny!
      • Gość: drambui Re: Punkt widzenia a punkt siedzenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.06, 14:59
        Ja też kupuję tylko nowe samochody, ale jeżdżę nimi aż do kompletnego
        wykończenia i złomowania. Nie zgadzam się z poglądem, że posiadanie samochodu
        pociąga aż tak wielkie koszty. Fakt, że AC płacę tylko dla samochodów nowych, do
        4 lat. Mamy w tej chwili z żoną 3 samochody, 3 latek, 10 latek i 23 latek,
        wszystkie w naszym posiadaniu od nowości, wszystkie zadbane i na chodzie,
        staruszek 23 latek właściwie stoi już jako zapasowy, gdyby coś trzeba było oddać
        do serwisu. Jedyna opłata, którą za niego trzeba wnieść, to OC, przy maksymalnej
        zniżce to około 430 zł na rok i przegląd niecałe 100 zł. Tak więc koszt
        rodzinnego jeżdżenia 3 samochodami nie przekracza 1200 - 1500 zł na miesiąc,
        licząc, że paliwo kosztuje około 500 zł i trzeba co miesiąc odłożyć 500 złotych
        na zakup w przyszłości następnego pojazdu. Nie liczę przy tym na jakikolwiek
        dochód ze sprzedaży pojazdu, raczej trzeba będzie dopłacić jakąś drobną kwotę do
        złomowania. Nie wiem, ile musiałbym miesięcznie wydać na bilety dla 4 osób, ale
        przypuszczam, że byłaby to kwota podobna, lub niewiele mniejsza.
    • chaladia Nie chore. Chora jest polska komunikacja zbiorowa. 19.03.06, 00:12
      Wyniosłem się z Warszawy do osiedla zamkniętego i strzeżonego za miastem. Teraz
      jestem "wsioch ze wsi sołeckiej". Do chwili obecnej osiedle nie dorobiło się
      sklepu, a właściwie były dwie czy trzy próby założenia takowego i skończyły sie
      bankructwami. Dlaczego? A dlatego, że przyjemniej jest przywieźć wszystko w
      bagażniku z centrum handlowego, gdzie rzeczy ładuje się do koszyka, potem do
      bagażnika samochodu i w domu w garażu z bagażnika na półeczki... Teraz
      obserwujemy próbę otwarcia następnego sklepiku - może się uda...
      Ale, wracając do samochodu - jeżeli osiedle jest połączone ze Stolicą jedną
      linią autobusową, wiecznie zatłoczoną, niepunktualnie kursującą i
      pełną "pachnących" pasażerów (pachnących potem i wódą wypitą dnia poprzedniego -
      nie perfumami...) - to samochód jest jedyną sensowną opcją.
      Pozwolę sobie ujednak zauważyć, że jak się da - to można np. dojeżdżać rowerem.
      Ale do tego musi być odpowiednia pogoda, o co u nas w Polsce trudno...

      No i tak na marginesie - jeśli jestem w Londynie czy Wiedniu - to korzystam w
      99% wyłącznie z komunikacji miejskiej. Jest czysta, punktualna, z reguły nie
      nadmiernie zatłoczona i pozwala przemieszczać się duuuużo szybciej i
      przyjemniej niż samochód.
      • Gość: jaija Re: Nie chore. Chora jest polska komunikacja zbio IP: *.elblag.dialog.net.pl 19.03.06, 00:18
        Toż nikt takich jak Ty, użytkowników samochodu, nie potępia, bo akurat w tym
        momencie mus! :)Pozdrawiam
    • patent5 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 19.03.06, 10:05
      Kiedyś wysepka Nauru robiła takie kokosy na sprzedaży fosfatu, że fundowała swoim mieszkańcom samochody za friko. Niektórzy mieszkańcy mieli ich po kilka, mimo, że cała wysepka była do objechania w dwadzieścia minut.
      Z lektury postów na tym wątku można wyciągnąć wniosek, że wielu dla Polaków samochód to takie świecidełko, któremu oddaje się niemal boską cześć.
      • Gość: anna Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.06, 11:04
        Dla mnie samochód to wolnośc od stresu. Jeżeli wyjdę z domu dwie minuty za
        późno na autobus to murowane 10 minutowe spóźnienie, jeżeli jadę samochodem to
        najwyżej te dwie minuty, ale można nadgonić. Albo trzeba biec do takiego
        autobusu, a wtedy można się spocić i trzeba chodzić w przepoconym ubraniu cały
        dzień. Nareszcie mogę też chodzić w moich ukochanych wysokich obcasach-nogi
        mnie nigdy nie bolą. Zauważyłam też, że ogólnie jestem bardziej wypoczęta, bo
        niestety jak jeździłam autobusem to rano czekała mnie godzina stania w
        autobusie i to samo po pracy.Koszmar. Wracałam od domu wykończona. A tak mam
        siłę wieczorem pojechać na basen albo do fitnessclubu. Dojazd tam zajmuje mi 5
        minut. Autobusem 20 minut (konieczna przesiadka). Jak nie mam samochodu to sie
        tam nie wybieram, zwłaszcza, że trudno po zajęciach wyjść o konkretnej godzinie
        na autobus i zwykle trzeba czekac aż przyjedzie 15 minut. Chyba więc jestem
        uzależniona i dobrze mi z tym. Zresztą ostatnio pojechałam nawet w góry
        samochodem. Podróż zajęła mi 7 godzin podczas gdy pociągiem byłoby to 9 godzin.
        Niby mała różnica i pociągiem taniej. Nie mogłam sie przemóc nawet do tej formy
        komunikacji. Pociągiem mogę jechać najwyżej dwie godziny-niestety pkp to
        katstrofalny stan toalet, brudno, brak bezpieczeństwa.
        Jeździłabym komunikacją miejską gdyby kursowała często np. co dwie trzy minuty,
        żeby się nie trzeba było stresować, było czysto, bezpiecznie i podróż trwała by
        najwyżej kilkanaście minut i nie było tłoku, można by spokojnie usiąść. Ale to
        marzenia. Wolę więc odciążyć państwo od zorganizowania mi dojazdu i radzić
        sobie sama. Nie czuję się lepsza, że mam samochód, bo wszyscy których znam albo
        mają samochód albo mieszkają w centrum i go nie potrzebują. W pewnym wieku tak
        to wygląda w dużych miastach. Zwłaszcza jak sie ma dzieci to każdy sobie
        kupuje, choćby za kilkanaście tysięcy. Na studiach też jeździłam autobusem i
        wydawało mi się to normalne, nie ograniczało mi to życia-czułam się jednak jak
        wcześniej pisałam potwornie zmęczona gdy dwa razy dzinnie jeździłam do centrum-
        w ssumie to była tez strata czterch godzin czasu. Nie byłam jednak
        nieszczęśliwa, bo wtedy nie miałam żadnych widoków na samochód. a jak coś jest
        poza naszym zupełnym zasięgiem to do tego nie tęsknimy.
        • wgrzeg1980 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 19.03.06, 15:17
          Heh... chyba przylacze sie niedlugo do grona leniwych. Do pracy mam jakies
          1.2km, mieszkam w miescie, gdzie trudno o miejsce parkingowe ale mimo wszystko
          miec auto to naprawde pomnozenie zyciowej wygody przez co najmnniej 20 jak nie
          50 :) Takze na lato-urlop itp. kupuje auto!
        • dziewczyna.szamana Re: Uzależnienie od samochodu - chore 19.03.06, 19:10
          To jest proste. Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja sie do wygody. Zrozumiesz
          to, jak bedziesz miala samochod. Podobnie jest jak ktos zarabia 1000 zl. żyje
          za te pieniadze i nie narzeka, jesli zacznie zarabiac 5000 nie wyobraza juz
          sobie, ze mozna wyzyc za 1000.
    • lkish21 CHORE, ale jakie prawdziwe:))))))))))) 19.03.06, 15:46
      ja tez odkad mam samochod, od 3 lat, bylem na 2 roku studiow, tez przestalem
      korzystac z komunikacji, chociaz spacery uwielbiam, i jak juz dojade do centrum
      np, zawsze w jego obrebie zrobie te 4-5 km na nogach:)
    • jusytka Mój sąsiad swoim Audi A6 przewozi worek ... 20.03.06, 12:35
      ze swoimi śmieciami do osiedlowego śmietnika ;) A swoją drogą po co ma jeździć
      autobusem skoro ma auto?
    • Gość: niestojącywkorkach Alternatywa IP: *.acn.waw.pl 20.03.06, 17:29
      Wiem doskonale, że codzienne tłuczenie się po zakorkowanym mieście samochodem,
      jak wypasiony by on nie był, potrafi być mocno frustrujące. Rozumiem również
      ludzi, którym nie odpowiada wystawanie na przystankach i telepanie się
      rachitycznym autobusem. Dlatego mam dla Was, Drodzy Forumowicze, alternatywę:
      skuter miejski wyposażony w silnik spalinowy o pojemności skokowej 50 ccm.
      Niewymagane jest nań prawo jazdy (od osób pełnoletnich), zużycie paliwa
      kształtuje się na poziomie 2-3,5 l/100 km; roczne OC kosztuje kilkadziesiąt zł.
      W niepogodę wystarczy narzucić na ubranie "cywilne" kurtkę/kombinezon
      przeciwdeszczowy. Odkąd zainwestowałem w dwa kółka, codzienne dojazdy na
      uczelnię, a potem do pracy, przestały być dla mnie kolejnym stresem, a stały
      się przyjemnością.
      • jusytka Re: Alternatywa 20.03.06, 21:09
        Ja raz wsiadłam na skuter i.. straciłam paznokcia;) nigdy więcej !!!
        • Gość: syl Re: Alternatywa IP: *.crowley.pl 21.03.06, 00:51
          A ja nie mam samochody i mieć nie będę, bo poprostu nie mam prawo jazdy, i
          nigdy z powodów zdrowotnych go mieć nie będę. I co jakaś gorsza jestem od
          innych? Ja przynajmniej tego nie odczuwam. Dla mnie to nie jest problem
          poruszać się komunikację miejską, a w moim przypadku i podmiejską, bowiem
          mieszkam pod Warszawą. I powiem, Wam, że mi dojazd do centrum Warszawy zajmuje
          mniej czasu niż dojazd samochodem, mam tu na myśli tzw. godzinny szczytu. I
          całe mnóstwo znajomych i sąsiadów z mojego otoczenie, posiadaczy samochodów,
          przesiada się do komunkacji publicznej. Wprawdzie, często są to osoby pracujące
          w centrum bądź jego bliskich okolicach, ale jest ich dość sporo.
          Plusy jazdy komunikacją publiczną: jest on zdecydowanie tańszy, szybszy
          zwłaszcza jeśli chcę się dostać do centrum, w moim przypadku bynajmniej, można
          poczytać gazetę, książkę, można spotkać znajomych i z nimi pogadać, uwierzcie
          mi życie towarzyskie kwitnie:) nie stoisz w korku, nie martwisz się o to gdzie
          zaparkujesz.
          • Gość: syl Re: Alternatywa IP: *.crowley.pl 21.03.06, 01:00
            Aha a jeśli chodzi o to, że komunikacja miejska jeździ nie punktualnie. Zgadza
            się, u mnie jest np. tak że doskonale wiem, który pociąg ile minut się spóźnia,
            a który te 2-3 minuty przyjeżdża za wcześnie, więc można sobie z tym poradzić.
            Rozkład jazdy i pociągów i autobusów, którym sie główie poruszam (do pracy, do
            szkoły) znam na pamięć. Mam opracowane, wszelkie kombinacje dojazdu, więć jeśli
            nawet, któryś środek lokomocji sie spóźni, to wiem, do którego
            autobusu/tramwaju na który przystanek powinnam sie udać i tam będzie inny
            autobus.
            Poprostu komunikacją miejską też trzeba umnieć się poruszać, bo to nie sztuka
            wsiąść w jeden autobus, który jedzie okrężna drogą przez całe miasto, wprawdzi
            dowiezie nas do celu, ale długo to trwa. Można sie przesiąść 1 czy 2 i wówczas
            nawet 20 minut mamy do przodu.
            • zbig72 Re: Alternatywa 21.03.06, 12:40
              no widzisz, ale ja po latach w komunikacji miejskiej nigdy bym teraz nie
              zamienił samochodu z powrotem na rozklekotany autobus. Transport zbiorowy ma
              wiele zalet ale jeszcze więcej wad.
              Jadąc samochodem:
              - nie jest się uzaleznionym od rozkładu jazdy,
              - nie wystaje się w deszczu, śniegu, upale na przystankach,
              - nie podróżuje się z sapiącymi babciami, smierdzącymi lumpami, pijanymi
              nastolatkami,
              - nie czuje się człowiek jak sardynka w puszce
              - zawsze ma się miejsce siedzące :)
              - słucha się muzyczki a nie sapiącego czosnkiem sąsiada,
              - powrót wieczorem nie przypomina szkoły przetrwania,
              - nie dzwiga się siat i innych bagaży tylko leżą one z tyłu,
              - nie trzeba się przesiadać,
              - dziecko jedzie bezpiecznie w foteliku a nie na zasadzie loterii - ustąpi ktoś
              miejsce czy nie...
              - jest szybciej - zawsze samochodem jest szybciej (chyba ze ktoś jedzie jak koń
              jedną trasą - trzeba na bieżąco dostosowywać trasę na warunków na drodze) bo
              właśnie komunikacja zborowa ma ten minus - stałe trasy niezaleznie czy jest
              akurat a nich korek czy nie

              itd itd itd...

              ale każdy robi jak woli...
    • robertptrs Re: Uzależnienie od samochodu - chore 21.03.06, 12:10
      takie tłumaczenie to tylko lenistwo. Mam samochód ale wszędzie poruszam się
      rowerem (uwielbiam ten środek lokomocji). Samochód używam tylko jak jadę na
      większe zakupy do marketu i wiem że na rower nie zapakuje. współczuję tym
      ludziom co się tak uzależnili od samochodu.
    • Gość: filka Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.toya.net.pl 21.03.06, 12:48
      Niestety, to prawda. Zrozumiesz to dopiero wtedy, kiedy sama znajdziesz się w
      takiej sytuacji. Ja zrobiłam prawko prawie 2 lata temu i powoli przyzwyczajałam
      się do jeżdżenia samochodem. Mieliśmy wtedy z mężem jeden samochód, a ze względu
      na to, że on pracuje na drugim końcu miasta a ja bardzo blisko domu, samochod
      miałam do dyspozycji tylko po południu i w weekendy. Ale rok temu kupiliśmy
      drugi samochód i wtedy dopiero w pelni doceniłam wygodę i niezależność jaką daje
      samochód. Mogę wstawać rano pół godziny później, nie muszę czekać na
      przystankach i tłoczyć się w śmierdzącym autobusie czy tramwaju, czuję się
      bezpieczniej, bo nie muszę przemykać ciemnymi ulicami od przystanku do
      przystanku. No i jestem mniej zmęczona po pracy, a pracuję w kilku miejscach
      także posiadanie samochodu daje mi możliwość wykonywania tych zajęć, które bez
      niego byłyby niemozliwe. A że płacimy kredyty i ubezpieczenia? Cóż, nieraz mnie
      to wkurza, ale coś za coś. Ja wolę samochód od śmierdzącego tramwaju (niektórzy
      ludzie myją się raz w tygodniu albo i żadziej). Pozdrawiam wszystkich o tych
      samych poglądach, a tym, którzy nie mają jeszcze samochodu a chcieliby, życzę
      szybkiej realizacji marzeń.
      • madeofstars Re: Uzależnienie od samochodu - chore 21.03.06, 20:54
        dokladnie, po prostu trzeba umiec korzystac z samochodu,bo owszem baardzo
        ulatwia zycie,wlasnie to jezdzenie do pracy-momentami mam strasznie dosc
        zwlaszcza w zime jak sie cępi na przystanku i maraznie :-/,albo poznym wieczorem
        trzeba wracac do domu,po ciemnku,niebezpiecznie,mam samochod,poki co nie w
        Warszawie,najpierw musze zarobic zeby go sprowadzic-najwazniejsze ubezpieczyc,bo
        zlodzieji nie brakuje.
        Jedyny minus z samochodu w Warszawie to ten okropne korki rano i po 17-stej.
        A co do ludzi w tramwajach to tak,nie raz sie zdarza,ze jakies smrodziuchy jezdza.
        Ale naprawde nie rozumiem ludzi,ktorzy do sklepu obok samochodem podjezdzajaja-a
        co nogi juz zanikly,zapomnialy chodzenia,a poza tym to nieekologiczne no i
        spacer tez dla zdrowia dobry,albo jak sie samochod zepsuje to juz pociagiem sie
        ruszyc takie osoby nie umieja-kalectwo jak nic.
        • Gość: Fan99 Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.06, 23:39
          Paniusiu czas na kupno samochodu a nie wymądrzanie sie na forum , niemasz
          samochodu ?? twoja sprawa , ale nie wiesz co to znaczy jezdzić jak nie
          prowadzisz.... Wogóle to jakbym rozmawiał ze ślepym o obrazie to porówanie
          świetnie do pasuje do twojej znajomości tematu.
    • Gość: Fan99 Re: Uzależnienie od samochodu - chore IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.06, 15:07
      Tożto poprostu zrzędzenie osoby która nie ma samochodu/motocykla i zazdrości
      innym że mogą wozić rowa a ona nie. Kup sobie samochód pojezdzij nim rok a
      dopiero potem możesz narzekać na tych co nigdzie sie bez niego nie ruszają.
      Jestem pewien że gbybyś miała auto to nie jezdziłabyś autobusem , a piechotą
      chodziła od domu do parkingu.
      • relas1 Re: Uzależnienie od samochodu - chore 21.03.06, 19:21
        Często jeżdżę samochodem, bo jak już wspomniałam mój chłopak ma samochód
        firmowy, więc często odwozi mnie po drodze rano do pracy, więc znam uroki
        jazdy samochodem. Jednak nie o to mi chodziło w mojej wypowiedzi. A jeśli nie
        zrozumiałeś to lepiej się nie odzywaj i nie ośmieszaj
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka