facet123
10.04.06, 09:16
Nie denerwuje was "kampania dezinformacyjna" (jak to nazwała Gazeta)
prowadzona przez producentów i studia nagrań?
Chodzi o porównanie ściągania muzyki z internetu do kradzieży w sklepie.
Porównanie jest oczywiście absurdalne i jak dla mnie świadczy o desperackiej
próbie utrzymania swoich gigantycznych dochodów na ciągle gigantycznym
poziomie wbrew zmieniającemu się swiatu.
Odrazu chcę zastrzec, że to co piszę dotyczy tylko ściągania muzyki i tylko
do celów własnego odsłuchiwania w domu, czy w gronie znajomych. Jeżeli chodzi
o oprogramowanie, to jest to poprostu towar o innym charakterze i tutaj
jestem jak najbardziej za płaceniem i używaniem legalnych oryginałów. To samo
dotyczy odtawarzania muzyki w telewizji, radiu, używajnia jej w reklamach
itd - tutaj trzeba artyście zapłacić. Jednak ściąganie (a zatem też
udostępnianie) muzyki w internecie jest poprostu nową wersją "pożyczania"
sobie płyt i tym samym histeria producentów jest tutaj objawem ich
nieprzystosowania się do nowoczesnego świata.
Otóż podstawowy błąd sprytnie ukryty w tej kampanii dezinformacji jest taki,
że wmawia się nam, iż głównym dochodem artystów jest i powinien być dochód ze
sprzedaży legalnych i nieprzyzwoicie drogich płyt. Inaczej mówiąc, twierdzi
się, że każdy kto chce w domowym zaciszu wysłychać utworu (bo cena płyty to w
99% cena praw autorskich i tylko w 1% cena nośnika) powinien zapłacić
artyście. Powtarza się to tak długo, że większosć z nas chyba faktycznie w to
uwierzyła - a jest to przecież zupełna bzdura!
Główne dochody artysty powinny pochodzić z :
- koncetrów
- publicznego odtwarzania muzyki (Radio, TV)
- programów i wywiadów w mediach.
- wykorzystywania muzyki w reklamach, filmach.
- ogólnie dochodów czepanych z posiadania statusu osoby publicznej.
Natomiast sprzedaż płyt po zawyżonej cenie to tylko dodatkowy dochód do
którego dokładają się ci klienci którzy szczególnie upodobali sobie danego
artystę i chcą posiadać jego elegancko wydaną płytę.
Inaczej mówiąc - doszło do pewnego pomieszania wartości. Artyści zapomnieli,
że najpierw zdobywa się sławę śpiewając i pozwalając się słuchać za darmo - a
dopiero potem zarabia się na różne sposoby na tej sławie. Zamiast tego chcą
odrazu dostawać pieniądze za samo słuchanie swoich utworów, a potem jeszcze
więcej pieniędzy za to że są sławni.
Widzimy teraz na czym polega różnica między muzyką mp3 i oprogramowaniem - W
przypadku oprogramowania płaci się za pracę programistów która kończy się w
chwili wydania programu. Jest tu uczciwa wymiana - oni odpracowali swoje i
sprzedają prawdziwy towar - program. I ja za niego płacę. W przypadku
artystów towarem nie jest piosenka - ona jest tylko środkiem promocji artysty.
Pzecież to logiczne - jeżeli np. wszyscy słuchają piosenek jakiegoś artysty
ściągając je z internetu to automatycznie staje się on sławny. I wiecej ludzi
sciągnie i wysłucha jego utworu tym bardziej sławny się on staje. A im
bardziej sławny się staje tym więcej może zarobić na swoim wizerunku - media
będą płacić miliony za wywiady czy samo jego pokazanie się w różnego rodzaju
imprezach. Fani będą przychodzili na koncerty za które będą płacić. Może to
zabrzmi naiwnie, ale artyści powinni być wdzięczni za internet i P2P bo
dzięki nim łatwiej mogą się wybić i latwiej dotrzeć do ludzie którzy potem
dadzą im zarobić.
Jak słyszę, że jakiś producent "szacuje swoje straty na 100 mln dolarów" z
powodu ściągania muzyki przez internet to jasne jest dla mnie, że to nie
teraz stracił 100 milionów, ale przedtem udało mu się bezczelnie zarabiać 100
milionów więcej na wyłudzaniu pieniędzy od ludzi tylko za to, że chcieli
posłuchać piosenki.